ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (542) / 2026

Magdalena Kempna-Pieniążek,

NOIR EXODUS (CZARNY HORYZONT)

A A A
Kiedy Kadingirra chyli się ku upadkowi, rządząca światem kasta uprzywilejowanych, dowodzona przez gubernatora Achaba, dąży do przejęcia kontroli nad tajemniczym i niebezpiecznym źródłem energii odkrytym na Keplerze-4528. Kilkuosobowa grupa skazańców, której liderką z czasem stanie się rudowłosa Esther – więźniarka i zarazem córka Achaba, zostaje wysłana za Czarny Horyzont, aby poznać istotę anomalii utrudniającej realizację misji. Przekroczenie tytułowej bariery zainicjuje czas wielkich przemian: mordercy i wyrzutki staną się prorokami i przywódcami, uciemiężony i otumaniony lud Kadingirry upomni się o swoją wolność, a zdegenerowany świat i jego mieszkańcy zostaną poddani próbie ognia. Zanim jednak do tego dojdzie, nieliczni wybrańcy będą musieli stawić czoła zarówno własnym słabościom, jak i czekającym na nich niebezpieczeństwom, takim jak tajemnicza mgła zmieniająca ludzi w potwory oraz bezwzględna przemoc nieustannie żądnego władzy gubernatora.

Oryginalny tytuł „Czarnego Horyzontu” – „Noir Horizon” – pełni wiele funkcji: jest nazwą kosmicznej anomalii, egzystencjalną metaforą oraz hasłem zbierającym w sobie historiozoficzne idee, na jakich oparty został świat przedstawiony. Może być także uznana za metakomentarz – narzucające się uwadze nawiązania do estetyki neo-noir pozwalają bowiem dostrzec w dziele Philippe’a Pelaeza i Benjamina Blasco-Martineza dziedzictwo chociażby „Łowcy androidów”. O ile jednak film Ridleya Scotta (1982) i (może nawet w jeszcze większym stopniu) jego kontynuacja w reżyserii Denisa Villeneuve’a (2017) w planie symbolicznym oscylują wokół motywów wywiedzionych z Genesis i relacji między Stwórcą a jego dziełem, o tyle „Czarny Horyzont” osadza się w narracjach Exodusu i Apokalipsy.

Ściślej rzecz biorąc, fabuła kumuluje w sobie nawiązania do licznych historii związanych z wędrówkami Ludu Wybranego. W imionach postaci (Dan, Esther, Judith, Ben, Toby…) oraz w ich biografiach zakodowane zostały wątki odsyłające do najróżniejszych biblijnych wydarzeń, m.in. do potopu, niewoli babilońskiej, perskich najazdów, poszukiwania Ziemi Obiecanej czy wyjścia z Egiptu. Chociaż jednak Judith – tak jak jej starotestamentowa poprzedniczka – ścina głowę Holofernesa, a Toby zabiega o przywrócenie wzroku niewidomemu ojcu, to twórcy „Czarnego Horyzontu” nie tyle adaptują którąkolwiek z biblijnych opowieści, ile kondensują je w uniwersalnym motywie wędrówki uciemiężonego ludu, który z trudem osiągając wolność, szuka dla siebie bezpiecznego miejsca we wszechświecie. Kilkakrotnie powtarzane przez różne postaci stwierdzenie, że świat nigdy „nie kończy się całkiem, tylko zaczyna się od nowa” (s. 50), określa w istocie rzeczy wyjątkowo ponury historiozoficzny horyzont, w jakim osadzona została fabuła tej powieści graficznej. Od zarania dziejów kolejne kultury – bez względu na szlachetne pobudki, na jakich je zbudowano – rodzą tyranów na różne sposoby podporządkowujących sobie masy, które prędzej czy później decydują się na wolnościowy zryw. Jedna cywilizacja upada, a na jej zgliszczach powstaje nowa, która – mimo pokładanych w niej nadziei – najpewniej powtórzy los poprzedniej i cykl rozpocznie się raz jeszcze…

Eksploatując powszechnie znane biblijne motywy, twórcy „Czarnego Horyzontu” ubierają je w efektowny kostium science fiction (z naciskiem na fiction, nie na science), a konkretnie w estetykę nurtu future neo-noir, reprezentowaną nie tylko przez wspomnianego już „Łowcę androidów”, lecz także m.in. przez „Mroczne miasto” (1998) Alexa Proyasa czy też serię „Matrix”. Rysunki Blasco-Martineza mogą budzić zachwyt: wizja neonowej metropolii, w której noc zdaje się nie mieć końca, fotorealistyczne plansze prezentujące międzygwiezdne podróże i bardzo dynamiczne sceny walk sprawiają, że lektura powieści graficznej jest źródłem estetycznej przyjemności. Opierając historię na uniwersalnym schemacie Exodusu i powołując do istnienia postaci luźno nawiązujące do biblijnych archetypów, twórcy powieści graficznej mogą sobie pozwolić na operowanie fabularnym skrótem, przez co akcja „Czarnego Horyzontu” toczy się wartko, prowadząc czytelniczkę i czytelnika od jednej spektakularnej konfrontacji do drugiej, tylko co jakiś czas zatrzymując się przy retrospekcjach naświetlających relacje między postaciami lub dookreślających ich biografie. Taka strategia niesie jednak pewne ryzyko: postaci stają się bardziej typami określanymi przez swoje działania niż bohaterami o złożonych osobowościach, a fabuła operująca elipsami sprawia wrażenie utkanej w dużej mierze z nie zawsze przekonująco umotywowanych zwrotów akcji.

Pozostaje jeszcze kwestia narracji. W świecie, w którym każda świętość została sprofanowana, w którym Bóg został zdegradowany do roli propagandowego hasła i w którym droga do wyzwolenia rozpoczyna się w kościele, gdzie właśnie doszło do krwawej masakry (skojarzenia ze „Złym porucznikiem” Abla Ferrary [1992] nie będą tu bezzasadne), twórcy „Czarnego Horyzontu” ulokowali postać kształtującego swoją opowieść w oparciu o mistyczne wizje narratora, którego głos nie milknie nawet po jego fizycznej śmierci. Czy oznacza to, że rzeczywistość pełna przemocy i okrucieństwa, w której obowiązującymi prawami są gwałt i korupcja, ma jednak jakiś głębszy sens lub wyższy cel, do jakiego mogłaby dążyć…?

Noirowym narratorom na ogół nie należy ufać – nawet jeśli mają dobre intencje, to najczęściej nie są w pełni (albo w ogóle) wiarygodni. Wprowadzone na ostatniej stronie „Czarnego Horyzontu” przekształcenie zdań, które pojawiły się na stronie pierwszej, zdaje się świadczyć o tym, że narrator powieści graficznej – nawet jeśli wie więcej niż inne postaci i potrafi dostrzec przyszłość – także nie zna sensu odwiecznej tragedii, w jakiej uczestniczy, i, przynajmniej od czasu do czasu, musi dokonywać korekt w swoim proroctwie. Jego słowa zresztą zdają się nie mieć większego znaczenia w chaotycznym świecie, w którym ukazana na początku opowieści figura zbolałego Chrystusa patrzy z na wpół zdewastowanego krzyża na trupy zaściełające posadzkę kościoła, a zaprezentowany w finale kolejny mesjasz rozkłada przed wiwatującym tłumem ręce w geście, który – choć wizualnie przywołuje motyw ukrzyżowania – w gruncie rzeczy jest jego całkowitym zaprzeczeniem.

Mówi się, że nie istnieje historia, której nie dałoby się „znoiryfikować”. „Czarny Horyzont” potwierdza tę tezę, będąc neo-noirową wariacją na temat Księgi Wyjścia, pozbawioną nadziei wersją Apokalipsy, quasi-biblijną opowieścią, sprawiającą wrażenie narracji, która wyszła spod ręki nie natchnionego proroka, lecz autora czarnych kryminałów. Wszystkim, którzy lubią takie intertekstualne gry podszyte filozoficzno-religijną refleksją, powieść graficzna Pelaeza i Blasco-Martineza z pewnością przypadnie do gustu.
Philippe Pelaez, Benjamin Blasco-Martinez: „Czarny Horyzont” („Noir Horizon”). Tłumaczenie: Paweł Lipiński. Wydawnictwo Lost In Time. Nieledew 2026.