BYSTRE OCZY BADACZKI (EWA MAJEWSKA: 'CZUŁE OCZY LEWIATANA. ARCHIWA AKCJI 'HIACYNT', BIOPOLITYKA I QUEEROWY SŁABY OPÓR')
A
A
A
Relacja osób LGBTQ+ z państwem polskim jest skomplikowana. Niedawna porażka i tak wykastrowanej ustawy o związkach partnerskich, przez złośliwych (do których, uczciwie przyznaję, się zaliczam) nazywanej ustawą „Współlokator+”, stanowi kolejny punkt na długiej liście upokorzeń zadanych przez III RP osobom nieheteronormatywnym. Prowadzona przez lata narracja, według której zawsze „są ważniejsze problemy” niż ochrona prawna osób pozostających w związkach jednopłciowych, ich dzieci i osób transpłciowych, może zmęczyć każdego. W obliczu nieuchronnych zmian rządowych i braku rozwiązań prawnych, z roku na rok pozostaje tylko mieć nadzieję, że aktualnie sprawujący władzę i zarządzający mediami publicznymi nie będą mieli ochoty robić ze społeczności LGBTQ+ wrogów publicznych. Jakaż to ulga, gdy można chwilę odpocząć, bo teraz dla korzyści politycznych warto gnębić Ukraińców, uchodźców i kogokolwiek, kto zostanie podsunięty przez agenturę rosyjską opinii publicznej… Ale kwestią czasu jest powrót do straszenia „homopropagandą” czy „ideologią LGBT”. Jak, mając tego świadomość, ufać państwu? Czuć się w nim bezpiecznie? Nie odwrócić się i ze zrezygnowaniem przestać oczekiwać zmian? Nie dołączyć do anarchistycznego kolektywu?
Trudno oprzeć się pokusie postawy totalnie antypaństwowej. Niemniej jednak, wydaje się ona możliwa jedynie w teorii, bo wszystko zaczyna się komplikować, gdy chcemy razem rozliczyć podatki albo zostawić coś w spadku najbliższej osobie. Filozofka Ewa Majewska w swojej najnowszej książce „Czułe oczy Lewiatana. Archiwa akcji »Hiacynt«, biopolityka i queerowy słaby opór” sprawnie ukazuje, że narracja dewaluacji znaczenia państwa wcale nie służy osobom nieheteronormatywnym, a nawet działa na niekorzyść sprawy. Na przestrzeni tego erudycyjnego eseju badaczka nie tylko ukazuje zawiłości relacji państwa polskiego z obywatelami LGBTQ+, ale również całkowicie zmienia narrację wokół jednego z najważniejszych wydarzeń naszej queerowej historii najnowszej, czyli operacji „Hiacynt”. Przed lekturą miałem dość duże obawy, bowiem trudno mi było wyobrazić sobie, jak można naruszyć ten status quo, jakim jest powtarzanie, że IPN nie chce udostępnić informacji, teczki się zgubiły, a Kiszczak nie wiedział. W taką pułapkę, moim zdaniem, wpadł niedawno Remigiusz Ryziński ze swoim reportażem (również przeze mnie zrecenzowanym). Tym razem jednak Majewska wydaje się w spektakularny sposób przecinać ten węzeł gordyjski, co bardzo mi zaimponowało.
Gwoli krótkiego nakreślenia przedmiotu badań Majewskiej, przypomnę pokrótce, że operacja „Hiacynt” to przeprowadzona w latach 1985-1987 akcja Milicji Obywatelskiej, której założenie stanowiło rozeznanie w środowisku homoseksualnych mężczyzn. Byli oni wzywani na komendy lub doprowadzani tam z własnych mieszkań i zakładów pracy. W efekcie przesłuchań i daktyloskopowania powstało około 15 tysięcy akt osobowych. Powodem całej operacji była deklarowana troska o obywateli nieheteroseksualnych, a spektrum zadań przeprowadzanych w jej ramach okazało się dość szerokie: „W Planach ramowych operacji »Hiacynt« na każdy rok wpisane zostają główne zadania MO i służb, w tym: »rozpoznanie i zaewidencjonowanie prostytutek homoseksualnych«, ich daktyloskopia; ustalenie ich związków ze »zboczeńcami seksualnymi«, ustalenie sprawców przestępstw popełnionych na szkodę homoseksualistów, odzyskanie zgrabionego ich mienia, typowanie i pozyskiwanie źródeł informacji poufnej, »ustalenie i rozpoznanie osobowe miejsc nawiązywania kontaktów homoseksualnych«, »deprecjacja środowisk«, zapobieganie i przeciwdziałanie skutkom [homoseksualizmu] na młodzież” (s. 142). Z tą narracją rozprawia się autorka omawianej pozycji.
Badaczka, pisząc książkę naukową, słusznie nie sili się na szczegółowe zobrazowanie atmosfery queerowego życia w czasach PRL, a raczej zakłada, że czytelnicy i czytelniczki w miarę sprawnie poruszają się po realiach epoki. Co jednak ciekawe, wprowadza nas w bardzo osobisty kontekst, przybliżając zarówno swoje podejście jako badaczki, jak i historię rodzinną: „(…) gdzie czasem przeglądając milicyjne notatki i protokoły widziałam przebitki ze wspomnień aresztowań mojego ojca z lat 80., panikę mojej zdecydowanie niegotowej na takie doświadczenia matki, czułam własny strach i gniew na to, że kogoś, kto nie zrobił nic złego, aparat państwa może tak traktować” (s. 29). Nie widzę często takich informacji przy badaniach naukowych, więc doceniam transparentność. Ochoczo podpisuję się pod stwierdzeniem: „Nikt już nie wierzy w możliwość bezzałożeniowego badania naukowego, w niezapośredniczony dostęp do jakiejś wyabstrahowanej z historii i kontekstu »prawdy«. Proponuję ufać badaczkom, które rozpoznają znaczenie zewnętrznych względem archiwaliów aspektów pracy archiwum – sprawiają wrażanie znacznie lepiej zorientowanych” (s. 110). Warto również wspomnieć, że książka jest efektem dziesięcioletnich badań Majewskiej, z początku prywatnych, a później w ramach grantu NCN „Publiczni wbrew woli. Wytwarzanie podmiotu w archiwach akcji »Hiacynt«”.
Na „Czułe oczy Lewiatana” składają się cztery rozdziały, wstęp, zakończenie oraz dodatek Pawła Dudzika traktujący o ochronie danych osobowych. Wprowadzenie napisał natomiast Adam Bodnar, co na początku wywołało we mnie mieszane uczucia. Były minister sprawiedliwości i rzecznik praw obywatelskich w swoim krótkim tekście bez owijania w bawełnę nazywa zarówno operację „Hiacynt”, jak i podejście do niej państwa po 1989 roku łamaniem praw człowieka.
Z jednej strony trudno się czyta takie słowa napisane przez polityka startującego do wyborów z list Koalicji Obywatelskiej, byłego członka rządu Donalda Tuska – czyli premiera, który miał wiele okazji, by skończyć systemowe łamanie praw człowieka w postaci braku uregulowania prawnego statusu związków jednopłciowych, o równości małżeńskiej nawet nie wspominając. Z drugiej strony, po lekturze całej książki Majewskiej, potrafię opanować cyniczną reakcję i zrozumieć, że taka deklaracja ze strony przedstawiciela władzy państwowej ma znaczenie i niemądrze byłoby ją odrzucać. Senator również aktywnie pomagał naukowczyni w dotarciu do dokumentów: „Do tych komend wojewódzkich [udostępniających dokumenty o operacji – M.R.] dołączyła też Komenda główna Policji (KGP) w Warszawie, na moją bardzo wyraźną prośbę i przy wsparciu byłego ministra spraw wewnętrznych, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, a przede wszystkim ówczesnego ministra sprawiedliwości, prof. Adama Bodnara” (s. 168-169). Bodnar nie poprzestał na samym tekście, ale i kilka dni temu, 22 lipca 2026, podczas wystąpienia w Senacie zaapelował do komendanta głównego Policji, gen. Marka Boronia, do prokuratora generalnego Waldemara Żurka oraz do dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Instytucie Pamięci Narodowej, prokuratora Andrzeja Pozorskiego, by wznowić śledztwo w sprawie operacji „Hiacynt”, i jednocześnie nazwał „Czułe oczy Lewiatana” pracą przełomową w temacie (zob. 63. posiedzenie Senatu RP XI kadencji, 1 dzień).
Poszczególne rozdziały książki skupiają się wokół konkretnych zagadnień badań nad operacją „Hiacynt”. W rozdziale „Krytycznie queer” Majewska prezentuje specyfikę queerowej historii Polski i przestrzega przed zachodocentrycznym spojrzeniem. Kolejny, zatytułowany „Archiwa”, zawiera spis materiałów źródłowych, na których opiera się autorka, oraz rozważania filozoficzne nad specyfiką archiwów i obowiązkami badaczek i badaczy zajmującymi się takimi zbiorami. Szczególne miejsce zajmuje praca „Gorączka archiwum” Jacques’a Derridy, ale ważne są również współczesne badaczki feministyczne, m.in. Ariella Aïsha Azoulay oraz Saidiya Hartman. W rozdziale „Biopolityka” Majewska pochyla się nad teoriami sprawowania władzy i jej oddziaływania na społeczeństwo, a wśród wymienianych filozofów prym wiedzie Michel Foucault („Nadzorować i karać”, „Trzeba bronić społeczeństwa”). Opisane są tam również oporne reakcje współcześnie funkcjonujących komend policji na prośby o udzielenie jakichkolwiek informacji o tej konkretnej operacji. Rozdział ostatni, „Queerowa utopia poza pańśtwofobią”, zawiera zarówno interpretację polityki stanu wyjątkowego Giorgia Agambena, jak i szczegółową polemikę z dominującym w teorii queer indywidualizmem spod znaku Judith Butler czy Jacka Halberstama. To intrygujące i bardzo świeże spojrzenie, które mnie zaskoczyło.
Siłę pracy Majewskiej odnajduję w jej bezkompromisowym wywróceniu całej narracji o „Hiacyncie”, jaką posługiwaliśmy do tej pory. Zgadzam się, że zupełnie nieistotny jest poszukiwany przez dotychczasowych badaczy „podpis Kiszczaka”, który miałby potwierdzić zwierzchnictwo najwyższych służb państwowych PRL w prześladowaniu gejów: „Tymczasem dopiero wyjście poza nadzieję na legitymizacje gejowskich roszczeń przez to jedno nazwisko i staranna analiza, co i dlaczego skrzywdziło gejów i resztę społeczeństwa w operacjach »Hiacynt« i ich pokłosiu, doprowadzi nas do interesujących, ale też krytycznych rezultatów” (s. 61).
Badaczka zwraca też uwagę, że nie musimy już powtarzać, że wytworzone w trakcie operacji teczki „zniknęły”. Dobrze wiemy, gdzie są: „(…) dokumenty wygenerowane w ramach operacji »Hiacynt« nie tylko nie zaginęły, ale nadal znajdują się w komendach wojewódzkich policji, a do tego jeszcze – są przez pracowników aktywnie wykorzystywane w toczących się dzisiaj śledztwach. To ważne, bo większość z nas miała zapewne przekonanie, że akcja »Hiacynt« należy do odległej o 40 lat przeszłości. Otóż nie jest to prawda, operacje »Hiacynt«, a przynajmniej ich dokumenty, pracują dalej, przynajmniej na odcinku policja-osoby obywatelskie” (s. 75). „Hiacynt” trwa dalej! Jak oczekiwać dzisiaj równych praw, kiedy służby dalej mogą posługiwać się dokumentami z akcji rozpracowującej „kryminogenną społeczność homoseksualistów”? Autorka przywołuje francuskiego teoretyka literatury: „Leo Bersani pytał, »czy gej może być dobrym obywatelem?«. Z dokumentów akcji »Hiacynt« wynika, że zdaniem ówczesnego aparatu władzy – nie może, bo jak by nie patrzeć, jest kryminalistą albo przynajmniej osobą kryminogenną, a taką trzeba by przecież najpierw odseparować albo naprawić” (s. 165). I choć wcześniejsi autorzy zajmujący się „Hiacyntem” również wskazywali na możliwość dalszego życia teczek (zob. Ryziński 2021: 284), nikt jeszcze tak wprost nie uzmysłowił mi, jakie to absurdalne i skandaliczne.
Równie fascynujący wydaje mi się dialog Majewskiej z krytyką feministyczną. Filozofka słusznie zaznacza, że w tym nurcie badawczym troskę zwykle traktuje się jednoznacznie pozytywnie, bowiem stanowi ona niejako przeciwieństwo egoistycznego braku empatii wobec Innego. Niemniej, troska może być również użyta jako broń: „Z perspektywy feministycznych badań nad troską, niezbędne okazuje się w tej sytuacji uzupełnienie zazwyczaj hurraoptymistycznych analiz i metodologii, jak »etyka troski« czy projektów, jak »demokracja troski« szeregiem zastrzeżeń, które jasno wskażą ograniczenia troski, gdy staje się prerogatywą władzy lub gdy jej nawet jednostkowe użycie stanie się elementem szerszego procesu o przemocowym czy instrumentalizującym charakterze” (s. 130). Oprócz tego autorka w przekonujący sposób przedstawiła słabość indywidualizmu, będącego rdzeniem zachodniej teorii queer: „Dzisiaj, w czasach brutalnego rozpadu nie tylko wartości, ale – może przede wszystkim – struktur chroniących życie, zdrowie, wolności i prawa człowieka, gestem radykalnym wydaje się raczej budowanie szeroko zakrojonych roszczeń, trwałych i powszechnie dostępnych instytucji oraz praw i wolności faktycznie uniwersalnych, a przynajmniej koncepcji, które dają możliwość takiego myślenia w makroskali” (s. 183). Dlatego nie możemy po prostu machnąć ręką na jakąś akcję milicji sprzed 40 lat i nie oczekiwać sprawiedliwości. Dlatego nie możemy przestać domagać się równości małżeńskiej (jakkolwiek konserwatywny nie wydawałby się ten postulat). Dlatego nie możemy odpuścić starań o penalizację mowy nienawiści. Te postulaty to najprostsza sprawa obowiązków państwa wobec obywateli.
Choć fascynowała mnie bezkompromisowość myśli i języka Majewskiej, z recenzenckiego obowiązku nadmienię, że trudno było nie zauważyć pewnej nieśmiałości redaktora w pracach nad „Czułymi oczami Lewiatana”. Wielokrotnie zdawałem sobie sprawę, że jakąś informację czytałem chwilę wcześniej, co sprawiało nieprzyjemne wrażenie ciągłej parafrazy. Wydaje się to typowym błędem wynikającym z łączenia osobnych tekstów w jedną spójną publikację. Redaktor powinien trochę odważniej używać nożyc, bo czasem mniej znaczy więcej. Nie wyłapano także pomyłek rzeczowych, jak na przykład błędnej daty zamieszek w Stonewall (zob. s. 61), ani urwanych zdań (zob. s. 110). Uciążliwe były również momentami powtórzenia wyrazowe i niepoprawna interpunkcja, co trzeba przypisać korekcie. Mimo to nie uważam, żeby stan redakcji utrudniał lekturę, to raczej kosmetyczne wady.
Książka Majewskiej zupełnie mnie zaskoczyła i udowodniła, że można, a nawet i trzeba, powiedzieć coś nowego o operacji „Hiacynt”. Jestem przekonany, że wiele idei przekazanych przez autorkę pozostanie we mnie na długo. Ogrom pracy wykonanej przez 10 lat przez badaczkę zasługuje na uznanie. Pod koniec września bieżącego roku ukaże się angielska wersja (z tego, co zrozumiałem, nie będzie to jedynie tłumaczenie, a rozszerzony tekst) publikacji w wydawnictwie Brill. Kolejny świetny ruch, ponieważ przedstawienie zagadnienia międzynarodowemu gronu czytelniczek i czytelników wydaje się niezwykle cenne. Mam nadzieję, że rewolucyjny charakter omawianej publikacji stanie się inspiracją do ponownego rozpatrzenia przez instytucje państwowe tej skomplikowanej karty naszej historii.
LITERATURA:
63. posiedzenie Senatu RP XI kadencji, 1 dzień. https://www.senat.gov.pl/prace/posiedzenia/przebieg,662,1.html#klOafoycZ5GR5MBZl3teoGhrU7A.
Ryziński R.: „Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów”. Wołowiec 2021.
Trudno oprzeć się pokusie postawy totalnie antypaństwowej. Niemniej jednak, wydaje się ona możliwa jedynie w teorii, bo wszystko zaczyna się komplikować, gdy chcemy razem rozliczyć podatki albo zostawić coś w spadku najbliższej osobie. Filozofka Ewa Majewska w swojej najnowszej książce „Czułe oczy Lewiatana. Archiwa akcji »Hiacynt«, biopolityka i queerowy słaby opór” sprawnie ukazuje, że narracja dewaluacji znaczenia państwa wcale nie służy osobom nieheteronormatywnym, a nawet działa na niekorzyść sprawy. Na przestrzeni tego erudycyjnego eseju badaczka nie tylko ukazuje zawiłości relacji państwa polskiego z obywatelami LGBTQ+, ale również całkowicie zmienia narrację wokół jednego z najważniejszych wydarzeń naszej queerowej historii najnowszej, czyli operacji „Hiacynt”. Przed lekturą miałem dość duże obawy, bowiem trudno mi było wyobrazić sobie, jak można naruszyć ten status quo, jakim jest powtarzanie, że IPN nie chce udostępnić informacji, teczki się zgubiły, a Kiszczak nie wiedział. W taką pułapkę, moim zdaniem, wpadł niedawno Remigiusz Ryziński ze swoim reportażem (również przeze mnie zrecenzowanym). Tym razem jednak Majewska wydaje się w spektakularny sposób przecinać ten węzeł gordyjski, co bardzo mi zaimponowało.
Gwoli krótkiego nakreślenia przedmiotu badań Majewskiej, przypomnę pokrótce, że operacja „Hiacynt” to przeprowadzona w latach 1985-1987 akcja Milicji Obywatelskiej, której założenie stanowiło rozeznanie w środowisku homoseksualnych mężczyzn. Byli oni wzywani na komendy lub doprowadzani tam z własnych mieszkań i zakładów pracy. W efekcie przesłuchań i daktyloskopowania powstało około 15 tysięcy akt osobowych. Powodem całej operacji była deklarowana troska o obywateli nieheteroseksualnych, a spektrum zadań przeprowadzanych w jej ramach okazało się dość szerokie: „W Planach ramowych operacji »Hiacynt« na każdy rok wpisane zostają główne zadania MO i służb, w tym: »rozpoznanie i zaewidencjonowanie prostytutek homoseksualnych«, ich daktyloskopia; ustalenie ich związków ze »zboczeńcami seksualnymi«, ustalenie sprawców przestępstw popełnionych na szkodę homoseksualistów, odzyskanie zgrabionego ich mienia, typowanie i pozyskiwanie źródeł informacji poufnej, »ustalenie i rozpoznanie osobowe miejsc nawiązywania kontaktów homoseksualnych«, »deprecjacja środowisk«, zapobieganie i przeciwdziałanie skutkom [homoseksualizmu] na młodzież” (s. 142). Z tą narracją rozprawia się autorka omawianej pozycji.
Badaczka, pisząc książkę naukową, słusznie nie sili się na szczegółowe zobrazowanie atmosfery queerowego życia w czasach PRL, a raczej zakłada, że czytelnicy i czytelniczki w miarę sprawnie poruszają się po realiach epoki. Co jednak ciekawe, wprowadza nas w bardzo osobisty kontekst, przybliżając zarówno swoje podejście jako badaczki, jak i historię rodzinną: „(…) gdzie czasem przeglądając milicyjne notatki i protokoły widziałam przebitki ze wspomnień aresztowań mojego ojca z lat 80., panikę mojej zdecydowanie niegotowej na takie doświadczenia matki, czułam własny strach i gniew na to, że kogoś, kto nie zrobił nic złego, aparat państwa może tak traktować” (s. 29). Nie widzę często takich informacji przy badaniach naukowych, więc doceniam transparentność. Ochoczo podpisuję się pod stwierdzeniem: „Nikt już nie wierzy w możliwość bezzałożeniowego badania naukowego, w niezapośredniczony dostęp do jakiejś wyabstrahowanej z historii i kontekstu »prawdy«. Proponuję ufać badaczkom, które rozpoznają znaczenie zewnętrznych względem archiwaliów aspektów pracy archiwum – sprawiają wrażanie znacznie lepiej zorientowanych” (s. 110). Warto również wspomnieć, że książka jest efektem dziesięcioletnich badań Majewskiej, z początku prywatnych, a później w ramach grantu NCN „Publiczni wbrew woli. Wytwarzanie podmiotu w archiwach akcji »Hiacynt«”.
Na „Czułe oczy Lewiatana” składają się cztery rozdziały, wstęp, zakończenie oraz dodatek Pawła Dudzika traktujący o ochronie danych osobowych. Wprowadzenie napisał natomiast Adam Bodnar, co na początku wywołało we mnie mieszane uczucia. Były minister sprawiedliwości i rzecznik praw obywatelskich w swoim krótkim tekście bez owijania w bawełnę nazywa zarówno operację „Hiacynt”, jak i podejście do niej państwa po 1989 roku łamaniem praw człowieka.
Z jednej strony trudno się czyta takie słowa napisane przez polityka startującego do wyborów z list Koalicji Obywatelskiej, byłego członka rządu Donalda Tuska – czyli premiera, który miał wiele okazji, by skończyć systemowe łamanie praw człowieka w postaci braku uregulowania prawnego statusu związków jednopłciowych, o równości małżeńskiej nawet nie wspominając. Z drugiej strony, po lekturze całej książki Majewskiej, potrafię opanować cyniczną reakcję i zrozumieć, że taka deklaracja ze strony przedstawiciela władzy państwowej ma znaczenie i niemądrze byłoby ją odrzucać. Senator również aktywnie pomagał naukowczyni w dotarciu do dokumentów: „Do tych komend wojewódzkich [udostępniających dokumenty o operacji – M.R.] dołączyła też Komenda główna Policji (KGP) w Warszawie, na moją bardzo wyraźną prośbę i przy wsparciu byłego ministra spraw wewnętrznych, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, a przede wszystkim ówczesnego ministra sprawiedliwości, prof. Adama Bodnara” (s. 168-169). Bodnar nie poprzestał na samym tekście, ale i kilka dni temu, 22 lipca 2026, podczas wystąpienia w Senacie zaapelował do komendanta głównego Policji, gen. Marka Boronia, do prokuratora generalnego Waldemara Żurka oraz do dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Instytucie Pamięci Narodowej, prokuratora Andrzeja Pozorskiego, by wznowić śledztwo w sprawie operacji „Hiacynt”, i jednocześnie nazwał „Czułe oczy Lewiatana” pracą przełomową w temacie (zob. 63. posiedzenie Senatu RP XI kadencji, 1 dzień).
Poszczególne rozdziały książki skupiają się wokół konkretnych zagadnień badań nad operacją „Hiacynt”. W rozdziale „Krytycznie queer” Majewska prezentuje specyfikę queerowej historii Polski i przestrzega przed zachodocentrycznym spojrzeniem. Kolejny, zatytułowany „Archiwa”, zawiera spis materiałów źródłowych, na których opiera się autorka, oraz rozważania filozoficzne nad specyfiką archiwów i obowiązkami badaczek i badaczy zajmującymi się takimi zbiorami. Szczególne miejsce zajmuje praca „Gorączka archiwum” Jacques’a Derridy, ale ważne są również współczesne badaczki feministyczne, m.in. Ariella Aïsha Azoulay oraz Saidiya Hartman. W rozdziale „Biopolityka” Majewska pochyla się nad teoriami sprawowania władzy i jej oddziaływania na społeczeństwo, a wśród wymienianych filozofów prym wiedzie Michel Foucault („Nadzorować i karać”, „Trzeba bronić społeczeństwa”). Opisane są tam również oporne reakcje współcześnie funkcjonujących komend policji na prośby o udzielenie jakichkolwiek informacji o tej konkretnej operacji. Rozdział ostatni, „Queerowa utopia poza pańśtwofobią”, zawiera zarówno interpretację polityki stanu wyjątkowego Giorgia Agambena, jak i szczegółową polemikę z dominującym w teorii queer indywidualizmem spod znaku Judith Butler czy Jacka Halberstama. To intrygujące i bardzo świeże spojrzenie, które mnie zaskoczyło.
Siłę pracy Majewskiej odnajduję w jej bezkompromisowym wywróceniu całej narracji o „Hiacyncie”, jaką posługiwaliśmy do tej pory. Zgadzam się, że zupełnie nieistotny jest poszukiwany przez dotychczasowych badaczy „podpis Kiszczaka”, który miałby potwierdzić zwierzchnictwo najwyższych służb państwowych PRL w prześladowaniu gejów: „Tymczasem dopiero wyjście poza nadzieję na legitymizacje gejowskich roszczeń przez to jedno nazwisko i staranna analiza, co i dlaczego skrzywdziło gejów i resztę społeczeństwa w operacjach »Hiacynt« i ich pokłosiu, doprowadzi nas do interesujących, ale też krytycznych rezultatów” (s. 61).
Badaczka zwraca też uwagę, że nie musimy już powtarzać, że wytworzone w trakcie operacji teczki „zniknęły”. Dobrze wiemy, gdzie są: „(…) dokumenty wygenerowane w ramach operacji »Hiacynt« nie tylko nie zaginęły, ale nadal znajdują się w komendach wojewódzkich policji, a do tego jeszcze – są przez pracowników aktywnie wykorzystywane w toczących się dzisiaj śledztwach. To ważne, bo większość z nas miała zapewne przekonanie, że akcja »Hiacynt« należy do odległej o 40 lat przeszłości. Otóż nie jest to prawda, operacje »Hiacynt«, a przynajmniej ich dokumenty, pracują dalej, przynajmniej na odcinku policja-osoby obywatelskie” (s. 75). „Hiacynt” trwa dalej! Jak oczekiwać dzisiaj równych praw, kiedy służby dalej mogą posługiwać się dokumentami z akcji rozpracowującej „kryminogenną społeczność homoseksualistów”? Autorka przywołuje francuskiego teoretyka literatury: „Leo Bersani pytał, »czy gej może być dobrym obywatelem?«. Z dokumentów akcji »Hiacynt« wynika, że zdaniem ówczesnego aparatu władzy – nie może, bo jak by nie patrzeć, jest kryminalistą albo przynajmniej osobą kryminogenną, a taką trzeba by przecież najpierw odseparować albo naprawić” (s. 165). I choć wcześniejsi autorzy zajmujący się „Hiacyntem” również wskazywali na możliwość dalszego życia teczek (zob. Ryziński 2021: 284), nikt jeszcze tak wprost nie uzmysłowił mi, jakie to absurdalne i skandaliczne.
Równie fascynujący wydaje mi się dialog Majewskiej z krytyką feministyczną. Filozofka słusznie zaznacza, że w tym nurcie badawczym troskę zwykle traktuje się jednoznacznie pozytywnie, bowiem stanowi ona niejako przeciwieństwo egoistycznego braku empatii wobec Innego. Niemniej, troska może być również użyta jako broń: „Z perspektywy feministycznych badań nad troską, niezbędne okazuje się w tej sytuacji uzupełnienie zazwyczaj hurraoptymistycznych analiz i metodologii, jak »etyka troski« czy projektów, jak »demokracja troski« szeregiem zastrzeżeń, które jasno wskażą ograniczenia troski, gdy staje się prerogatywą władzy lub gdy jej nawet jednostkowe użycie stanie się elementem szerszego procesu o przemocowym czy instrumentalizującym charakterze” (s. 130). Oprócz tego autorka w przekonujący sposób przedstawiła słabość indywidualizmu, będącego rdzeniem zachodniej teorii queer: „Dzisiaj, w czasach brutalnego rozpadu nie tylko wartości, ale – może przede wszystkim – struktur chroniących życie, zdrowie, wolności i prawa człowieka, gestem radykalnym wydaje się raczej budowanie szeroko zakrojonych roszczeń, trwałych i powszechnie dostępnych instytucji oraz praw i wolności faktycznie uniwersalnych, a przynajmniej koncepcji, które dają możliwość takiego myślenia w makroskali” (s. 183). Dlatego nie możemy po prostu machnąć ręką na jakąś akcję milicji sprzed 40 lat i nie oczekiwać sprawiedliwości. Dlatego nie możemy przestać domagać się równości małżeńskiej (jakkolwiek konserwatywny nie wydawałby się ten postulat). Dlatego nie możemy odpuścić starań o penalizację mowy nienawiści. Te postulaty to najprostsza sprawa obowiązków państwa wobec obywateli.
Choć fascynowała mnie bezkompromisowość myśli i języka Majewskiej, z recenzenckiego obowiązku nadmienię, że trudno było nie zauważyć pewnej nieśmiałości redaktora w pracach nad „Czułymi oczami Lewiatana”. Wielokrotnie zdawałem sobie sprawę, że jakąś informację czytałem chwilę wcześniej, co sprawiało nieprzyjemne wrażenie ciągłej parafrazy. Wydaje się to typowym błędem wynikającym z łączenia osobnych tekstów w jedną spójną publikację. Redaktor powinien trochę odważniej używać nożyc, bo czasem mniej znaczy więcej. Nie wyłapano także pomyłek rzeczowych, jak na przykład błędnej daty zamieszek w Stonewall (zob. s. 61), ani urwanych zdań (zob. s. 110). Uciążliwe były również momentami powtórzenia wyrazowe i niepoprawna interpunkcja, co trzeba przypisać korekcie. Mimo to nie uważam, żeby stan redakcji utrudniał lekturę, to raczej kosmetyczne wady.
Książka Majewskiej zupełnie mnie zaskoczyła i udowodniła, że można, a nawet i trzeba, powiedzieć coś nowego o operacji „Hiacynt”. Jestem przekonany, że wiele idei przekazanych przez autorkę pozostanie we mnie na długo. Ogrom pracy wykonanej przez 10 lat przez badaczkę zasługuje na uznanie. Pod koniec września bieżącego roku ukaże się angielska wersja (z tego, co zrozumiałem, nie będzie to jedynie tłumaczenie, a rozszerzony tekst) publikacji w wydawnictwie Brill. Kolejny świetny ruch, ponieważ przedstawienie zagadnienia międzynarodowemu gronu czytelniczek i czytelników wydaje się niezwykle cenne. Mam nadzieję, że rewolucyjny charakter omawianej publikacji stanie się inspiracją do ponownego rozpatrzenia przez instytucje państwowe tej skomplikowanej karty naszej historii.
LITERATURA:
63. posiedzenie Senatu RP XI kadencji, 1 dzień. https://www.senat.gov.pl/prace/posiedzenia/przebieg,662,1.html#klOafoycZ5GR5MBZl3teoGhrU7A.
Ryziński R.: „Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów”. Wołowiec 2021.
Ewa Majewska: „Czułe oczy Lewiatana. Archiwa akcji »Hiacynt«, biopolityka i queerowy słaby opór". Instytut Wydawniczy Książka i Prasa. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

