BEZ GRANIC? (STANISŁAW KALINA JAGLARZ: 'TRZODY')
A
A
A
„są we mnie dwa słowa które nie chcą się z sobą ułoży
jak dwa kamienie wyłowione z rzeki które komponujemy na próżno
próbując zbudować bramę albo wieżę łączącą języki ludzi i zwierząt” (s. 62)
jak dwa kamienie wyłowione z rzeki które komponujemy na próżno
próbując zbudować bramę albo wieżę łączącą języki ludzi i zwierząt” (s. 62)
Twórczość Stanisława Kaliny Jaglarza jest z całą pewnością jednym z najciekawszych zjawisk polskiej poezji ostatnich lat. Jaglarz, poeta trans, tłumacz, songwriter, współtwórca zespołu Psie Lico, dał się poznać dotychczas jako autor dwóch świetnych tomów poetyckich: „Gościć sójki” oraz „Zajęczy żar”. Trzeci zbiór, „Trzody”, ukazał się kilka miesięcy temu nakładem Wydawnictwa Znak. Warto zaznaczyć, że utwory powstawały w ramach Stypendium Twórczego Miasta Krakowa 2025, a projekt wydawniczy zrealizowano dzięki wsparciu finansowemu Nagrody Krakowa - Miasta Literatury UNESCO, realizowanej przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków (zob. „Podziękowania”).
„Trzody” składają się z trzech części zatytułowanych kolejno: „refugia”, „exilium” oraz „ecotonum”. Tom zamyka z kolei kilkustronicowy komentarz Tadeusza Sławka. Już sama konstrukcja zbioru zwraca uwagę czytelniczek i czytelników na kategorię przestrzeni: granic, przejść i schronień. Kluczową rolę odgrywają tu postaci zwierzęce oraz przyroda nieożywiona – jednak nie tyle w kontekście możliwych odczytań w perspektywie chociażby animal studies (choć i tu materiału interpretacyjnego nie zabraknie), ile doświadczania i współdoświadczania. Czytamy zresztą na tylnej okładce książki: „Wiersze Stanisława Kaliny Jaglarza próbowano sytuować w obrębie ekopoezji, ale zajmują one miejsce całkowicie osobne, zaś odrębność języka tej poezji jest fascynująca”. A im dalej w teksty, tym bardziej uwidacznia się specyfika poetyki Jaglarza, znana zresztą także z poprzednich jego tomów. Jak zaznacza Julia Fiedroczuk w omówieniu „Zajęczego żaru”: „Współzależności między różnymi bytami, zjawiskami i procesami nie są u Jaglarza wyłącznie przedmiotem omówienia, ale znajdują odzwierciedlenie w sposobie pisania” (Fiedorczuk 2024).
„Trzody” to przestrzeń egzystencji różnych kulturowych dyskursów. To fizjologia, anty-sielskość, kojarzone ze stylem religijnym lub mentorskim apostrofy („teraz mówię do was z ciemniejącej studni”, s. 19; modlitwa/rozmowa pojawia się zresztą w utworach, jednak trudno tu chyba mówić o stricte sakralnym akcie) oraz niezmiernie interesujący gest metaliteracki i metarefleksyjny („o śmierci nie wiem nic wiem że umierałem/lecz nie nauczyłem się jeszcze niczego”, s. 33). Jaglarz jest przy tym poetą poetyckiej polisensoryczności (przejmująco brzmi na przykład fragment: „do wszystkich słów które rzucałem na marne/do łąk płonących do kucających w nich zwierząt/do płuc zachłyśniętych dymem do rąk drżących/do was wołam dziś rzeźne dusze pęczniejące w cieple”, s. 65), co sprawia, że utwory rezonują z wielką mocą. Na tę charakterystyczną impresję wpływa także grafika znajdująca się na okładce książki, przedstawiająca obraz Stanisława Baja „Transport”. Poczucie nieoczywistości, przenikania granic, swoistej urywanej dynamiki koresponduje z zasadą zatracania i poszukiwania jednocześnie.
Egzystencjalny, tożsamościowy, często bolesny ton, gęsta i ciemna metaforyka, „oddawanie się mokradłom i bagnom” nie przykrywają jednak ogromnej kulturowej świadomości Jaglarza – a poetycka gęstość, jak wiemy, ma często w zwyczaju dominować nad tekstem, stając się główną osią jego odczytania. Wiele utworów ze zbioru „Trzody” opatrzonych jest dedykacją (między innymi Julii Fiedorczuk, Jackowi Dehnelowi, Vincentemu van Goghowi, Annie Świrszczyńskiej czy Jerzemu Ilgowi), co oczywiście bezpośrednio pozwala czytelniczkom i czytelnikom na nakreślenie potencjału odniesień czy kontekstu (dodajmy, że część z wymienionych nazwisk pojawia się także w podziękowaniach poety). Lektura udowadnia jednak, że przede wszystkim mamy do czynienia z literacką relacyjnością i reakcyjnością, bo wątki i motywy podnoszone przez Jaglarza wchodzą w bardzo ciekawy dialog choćby z dorobkiem Tadeusza Nowaka (warto zaznaczyć, że i temu poecie Jaglarz dedykuje tekst). Niejednoznaczne konteksty stanowią ponadto o konieczności, czasem kilkakrotnego, powrotu do tekstu – a mowa tu rzecz jasna nie tyle o powrotach analitycznych z zakresu sztuki poetyki, a o tych znaczeniowych. To dla interpretatorki i interpretatora nie lada zawodowa gratka, choć wśród głosów odbiorczyń i odbiorców tomu pojawiają się uwagi o jego szczególnej hermetyczności (zob. na przykład opinie o książce na portalu lubimy.czytać). Symbolika tomu faktycznie posiada swój niemały ciężar, osobiście skłaniam się jednak ku dostrzeżeniu w tym zjawisku, to jest rodzaju poetyckiego zamknięcia, rytmu związanego z repetycyjnością doświadczania – a ten z kolei wprowadza mnie stopniowo w mechanizm czytelniczego zatracania.
„Trzody” Stanisława Kaliny Jaglarza to zatem tom zdecydowanie warty uwagi, nie tylko ze względu na intrygującą tematykę czy oryginalność poetyckiego języka. To towarzyszenie w, jak ujmuje to Tadeusz Sławek, autorskim doglądaniu (s. 70). A przede wszystkim to spotkanie z wyjątkową poetycką perspektywą, poruszającą w odbiorczyniach i odbiorcach struny, których obecności być może nawet nie byli dotąd świadomi.
Literatura:
Julia Fiedorczuk: „Ten fragment snu podoba mi się najbardziej”. „Dwutygodnik.com”, październik 2024. Dostęp: https://www.dwutygodnik.com/artykul/11506-ten-fragment-snu-podoba-mi-sie-najbardziej.html
„Trzody” składają się z trzech części zatytułowanych kolejno: „refugia”, „exilium” oraz „ecotonum”. Tom zamyka z kolei kilkustronicowy komentarz Tadeusza Sławka. Już sama konstrukcja zbioru zwraca uwagę czytelniczek i czytelników na kategorię przestrzeni: granic, przejść i schronień. Kluczową rolę odgrywają tu postaci zwierzęce oraz przyroda nieożywiona – jednak nie tyle w kontekście możliwych odczytań w perspektywie chociażby animal studies (choć i tu materiału interpretacyjnego nie zabraknie), ile doświadczania i współdoświadczania. Czytamy zresztą na tylnej okładce książki: „Wiersze Stanisława Kaliny Jaglarza próbowano sytuować w obrębie ekopoezji, ale zajmują one miejsce całkowicie osobne, zaś odrębność języka tej poezji jest fascynująca”. A im dalej w teksty, tym bardziej uwidacznia się specyfika poetyki Jaglarza, znana zresztą także z poprzednich jego tomów. Jak zaznacza Julia Fiedroczuk w omówieniu „Zajęczego żaru”: „Współzależności między różnymi bytami, zjawiskami i procesami nie są u Jaglarza wyłącznie przedmiotem omówienia, ale znajdują odzwierciedlenie w sposobie pisania” (Fiedorczuk 2024).
„Trzody” to przestrzeń egzystencji różnych kulturowych dyskursów. To fizjologia, anty-sielskość, kojarzone ze stylem religijnym lub mentorskim apostrofy („teraz mówię do was z ciemniejącej studni”, s. 19; modlitwa/rozmowa pojawia się zresztą w utworach, jednak trudno tu chyba mówić o stricte sakralnym akcie) oraz niezmiernie interesujący gest metaliteracki i metarefleksyjny („o śmierci nie wiem nic wiem że umierałem/lecz nie nauczyłem się jeszcze niczego”, s. 33). Jaglarz jest przy tym poetą poetyckiej polisensoryczności (przejmująco brzmi na przykład fragment: „do wszystkich słów które rzucałem na marne/do łąk płonących do kucających w nich zwierząt/do płuc zachłyśniętych dymem do rąk drżących/do was wołam dziś rzeźne dusze pęczniejące w cieple”, s. 65), co sprawia, że utwory rezonują z wielką mocą. Na tę charakterystyczną impresję wpływa także grafika znajdująca się na okładce książki, przedstawiająca obraz Stanisława Baja „Transport”. Poczucie nieoczywistości, przenikania granic, swoistej urywanej dynamiki koresponduje z zasadą zatracania i poszukiwania jednocześnie.
Egzystencjalny, tożsamościowy, często bolesny ton, gęsta i ciemna metaforyka, „oddawanie się mokradłom i bagnom” nie przykrywają jednak ogromnej kulturowej świadomości Jaglarza – a poetycka gęstość, jak wiemy, ma często w zwyczaju dominować nad tekstem, stając się główną osią jego odczytania. Wiele utworów ze zbioru „Trzody” opatrzonych jest dedykacją (między innymi Julii Fiedorczuk, Jackowi Dehnelowi, Vincentemu van Goghowi, Annie Świrszczyńskiej czy Jerzemu Ilgowi), co oczywiście bezpośrednio pozwala czytelniczkom i czytelnikom na nakreślenie potencjału odniesień czy kontekstu (dodajmy, że część z wymienionych nazwisk pojawia się także w podziękowaniach poety). Lektura udowadnia jednak, że przede wszystkim mamy do czynienia z literacką relacyjnością i reakcyjnością, bo wątki i motywy podnoszone przez Jaglarza wchodzą w bardzo ciekawy dialog choćby z dorobkiem Tadeusza Nowaka (warto zaznaczyć, że i temu poecie Jaglarz dedykuje tekst). Niejednoznaczne konteksty stanowią ponadto o konieczności, czasem kilkakrotnego, powrotu do tekstu – a mowa tu rzecz jasna nie tyle o powrotach analitycznych z zakresu sztuki poetyki, a o tych znaczeniowych. To dla interpretatorki i interpretatora nie lada zawodowa gratka, choć wśród głosów odbiorczyń i odbiorców tomu pojawiają się uwagi o jego szczególnej hermetyczności (zob. na przykład opinie o książce na portalu lubimy.czytać). Symbolika tomu faktycznie posiada swój niemały ciężar, osobiście skłaniam się jednak ku dostrzeżeniu w tym zjawisku, to jest rodzaju poetyckiego zamknięcia, rytmu związanego z repetycyjnością doświadczania – a ten z kolei wprowadza mnie stopniowo w mechanizm czytelniczego zatracania.
„Trzody” Stanisława Kaliny Jaglarza to zatem tom zdecydowanie warty uwagi, nie tylko ze względu na intrygującą tematykę czy oryginalność poetyckiego języka. To towarzyszenie w, jak ujmuje to Tadeusz Sławek, autorskim doglądaniu (s. 70). A przede wszystkim to spotkanie z wyjątkową poetycką perspektywą, poruszającą w odbiorczyniach i odbiorcach struny, których obecności być może nawet nie byli dotąd świadomi.
Literatura:
Julia Fiedorczuk: „Ten fragment snu podoba mi się najbardziej”. „Dwutygodnik.com”, październik 2024. Dostęp: https://www.dwutygodnik.com/artykul/11506-ten-fragment-snu-podoba-mi-sie-najbardziej.html












ISSN 2658-1086