PRZEMIJA URODA W NAS ('DZIEŃ LISTOPADOWY', REŻ. JAN KIDAWA-BŁOŃSKI)
A
A
A
W spektaklu telewizyjnym „Dzień listopadowy” pejzaże później jesieni budują atmosferę przemijającego czasu, wyczuwalną w wielu ujęciach. Czas jako fenomen i doświadczenie, a także nieuchronna siła determinująca losy bohaterów, ujawnia się tu na kilku poziomach. Spektakl powstał na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza z 1959 roku i w perspektywie biograficznej można go odczytać jako zawoalowany autoportret autora, odsłaniający jego zmagania z żałobą i kryzysem relacji rodzinnych oraz ukazujący poszukiwanie egzystencjalnego spokoju w obliczu nieuchronnego przemijania. Owszem, pojawia się tu poczucie żalu i rozgoryczenia, ale też próba zrozumienia i przeniknięcia istoty czasu. Nie jest jasne, czy to pretensja kierowana do Boga czy może raczej do świata, który wciąż każe trwać, gdy inni odchodzą, a poszczególne wydarzenia stają się wówczas tylko katalogiem ulotnych wspomnień.
Tytułowy „dzień listopadowy” podkreśla nie tyle płynność czasu, ile stopniowy proces osaczania poszczególnych postaci nastrojem zadumy. Działa jak katalizator procesów wewnętrznych bohaterów, ujawniając ich kryzys egzystencjalny i czyniąc przestrzeń siedliska nad jeziorem metaforyczną pułapką, z której jedynym wyjściem jest pogodzenie się z nieuchronnością przemijania. Kameralność spektaklu budowana jest przede wszystkim poprzez skupienie się na psychologii postaci i napięciach rodzących się między nimi. Ograniczona przestrzeń starego domu i ogrodu nie stanowi jedynie tła dla przedstawianych zdarzeń, lecz staje się symbolicznym obszarem emocjonalnego zamknięcia bohaterów. Dialog przejmuje funkcję podstawowego nośnika dramaturgii, odsłaniając to, co przemilczane, niewygodne i ukryte w relacjach między postaciami.
Pięćdziesięcioletni Karol prowadzi podupadające gospodarstwo agroturystyczne, zmaga się z chorobą serca i problemami finansowymi. Jest on melancholijny i liryczny, doświadcza życia jako nieustannego procesu porażki, zarówno w sferze osobistej jak i zawodowej. W tę postać wcielił się Olaf Lubaszenko. Aktor stworzył bohatera naznaczonego doświadczeniem przemijania, co podkreślają jego ociężałe ruchy, chwilowa zadyszka i niechęć do wykonywania codziennych czynności. Jego kondycja fizyczna odzwierciedla stan psychiczny: permanentne zmęczenie, poczucie rezygnacji i egzystencjalnego niespełnienia. Dla Karola czas stanął w miejscu. Prowincja stała się przestrzenią bezpieczną i mało wymagającą, a odcięcie się od pędu świata stworzyło możliwość wyciszenia się w głębi natury. Cykliczność pór roku zapewnia zmienność, ale też przewidywalność. W kilku sekwencjach twarz Karola zostaje ukazana w okiennej ramie, co przywodzi na myśl portret malarski i potęguje wrażenie zatrzymania czasu – zastygania wizerunku mężczyzny jak na płótnie portretu. Ten teatralny obraz można odczytać jako wizualną figurę zamknięcia się bohatera we własnej świadomości, ale także jako znak emocjonalnego napięcia, niepokoju i wewnętrznego rozdarcia. Czas Karola co prawda jeszcze nie dobiegł końca, ale nie pozwala już na działanie – umożliwia tylko przetrwanie w rzeczywistości.
Nieoczekiwane pojawienie się matki w domu Karola „rozbija” zamrożenie czasu. Odwiedza syna po upływie czterech lat, pamiętając o jego listopadowych urodzinowych. Energiczna kobieca postać wnosi do domowego zacisza dynamikę, niepokój i żądanie uwagi, wymuszając na Karolu powrót do bolesnego czasu dzieciństwa. Dystyngowana Ewa Wiśniewska kreuje postać Matki jako kobietę należącą do świata dawnej elegancji — aktorkę, damę, zawsze nienagannie ubraną i świadomą własnej pozycji. W jej zachowaniu dominuje chłód, dystans i pewna wyniosłość, które ujawniają się również w relacji z synem. Karola traktuje z rezerwą, jakby nie potrafiła przekroczyć bariery własnych przyzwyczajeń i emocjonalnej powściągliwości. Podobny dystans zachowuje wobec gosposi Hanki, którą obserwuje i ocenia z pozycji osoby przywiązanej do określonego porządku obyczajowego i społecznego. Wiśniewska buduje swoją postać oszczędnymi środkami — gestem, tonem głosu, spojrzeniem — dzięki czemu pod elegancką powierzchnią bohaterki wyczuwa się samotność, rozczarowanie i niezdolność do prawdziwego zbliżenia z innymi. Ewa Wiśniewska i Olaf Lubaszenko stworzyli na scenie teatru telewizyjnego znakomity duet. Dzięki zmiennej dynamice ich relacji oraz prowadzonym dialogom można odkryć portret kobiety, która zdobyła uznanie publiczności jako aktorka filmowa i teatralna, lecz nie potrafiła spełnić się w roli matki. Lubaszenko jako syn jest podporządkowany i wyciszony, ale potrafi w sposób dojrzały i zdecydowany ujawnić nienawiść wynikającą z poczucia odrzucenia przez matkę. Z jednej strony tęskni za nią, z drugiej zaś żywi wobec niej głęboką urazę. Ambiwalencję tych uczuć podkreśla scena rozbicia odbiornika radiowego, z którego dobiega audycja z udziałem matki-aktorki.
Bohaterowie tkwią w tym, co bezpowrotnie minęło i czego już nie można cofnąć, by cokolwiek naprawić. Ich rodzinna bolesna przeszłość paraliżuje stan teraźniejszości. Nie tylko dla Karola i jego matki, ale także dla młodych pracowników – Hanki i Kazika – przyszłość jawi się jako przestrzeń pełna niepewności. Julia Kijowska jako Hanka to pracowita i zarazem zbuntowana gosposia. Nakrywa stół, piecze tort dla swojego pracodawcy Karola, a chwilę później gwałtownie wybiega z salonu odmawiając podania kawy w filiżance. Ma ogromne przywiązanie i wdzięczność dla pracodawcy-gospodarza, jednak jej marzenia oraz uczucia są kierują się ku Kazikowi. Niestety, nie odnajduje się w relacji z mężczyznami i decyduje się opuścić dotychczasowe siedlisko. Jej czas „przepadł”, nie wnosząc do życia nic istotnego poza rytuałem wykonywania codziennych obowiązków. Natomiast Bartosz Gelner jako Kazik jest pewny siebie, czarujący, a momentami szorstki i okrutny. Niekiedy uwodzi matkę pracodawcy, a innym razem obiecuje Hance wspólny wyjazd do miasta. Niezdecydowany i bez planu na przyszłość znika nieoczekiwanie na łódce. Jego życie rozpływa się bez śladu, niczym kręgi na wodzie. Hanka i Kazik stworzyli interesujący, choć niejednoznaczny duet. Oboje marzą o zmianie swojego losu i wyrwaniu się z monotonii, jednak każde z nich inaczej widzi swoją przyszłość. Niezdecydowanie Kazika sprawia, że ich wspólne plany nigdy nie zostaną zrealizowane. Młodość tych bohaterów przemija szybko i nieodwracalnie, jak ziarna piasku przesypujące się w klepsydrze.
Akcja sztuki rozgrywa się jesienią, a wykorzystane w spektaklu telewizyjnym plenery budują nastrój zadumy i skłaniają do refleksji. Widoki zamglonego jeziora, klonu z rudymi liśćmi czy zaschniętej trzciny, nie mają charakteru wyłącznie dekoracyjnego, lecz stają się swoistymi pejzażami psychicznymi postaci. Raz toną w szarości, a innym razem nabierają intensywniejszych barw – jak gdyby przestrzeń zewnętrzna przejmowała zmienność emocji bohaterów. Podobną funkcję pełni konsekwentnie budowana symbolika kolorystyczna. Przyniesione przez Hankę złocisto-rdzawe chryzantemy wprowadzają jednocześnie ciepło i wyraźne skojarzenie z „fugą” przemijania. Rdzawo-złocista tonacja powraca w napisie na urodzinowym torcie Karola oraz w barwie jesiennych liści, tworząc wizualny motyw schyłku, dojrzałości i powolnego gaśnięcia. Jesień staje się tym samym nie tylko porą roku, ale metaforą etapu życia bohaterów.
Każdemu, niezależnie od płci, stanu posiadania czy też pozycji społecznej, trudno pogodzić się z nieubłaganym procesem starzenia. Można oczywiście udawać, że czas nas nie dotyczy, grać rolę rezolutnych i pełnych wigoru młodzieniaszków, stroić się w modne ciuchy czy też wprowadzać w swoje życie dziecięcą beztroskę. A jednak prędzej czy później każdy z nas musi się zmierzyć z tym, co nieuchronne – mapą zmarszczek na twarzy, siwymi włosami, ogólnym spowolnieniem, słabszą regeneracją po zbyt krótkim śnie czy śladami wieloletnich nadmiarów, które ciało zachowuje w swojej pamięci. Niektóre procesy zachodzące w życiu bohaterów są nieodwracalne – pozostaje im zaakceptować rzeczywistość i odnaleźć w niej spokój. Spektakl „Dzień listopadowy” wyraża lęk przed nieuchronnym upływem czasu, lecz także przynosi zaskakujące poczucie ukojenia. Sugeruje bowiem, że mimo przemijania warto zachować jeszcze otwartość na przyszłość i szukać własnego miejsca w obliczu tego, co nieuchronnie nadejdzie. Ot, po prostu: „Przemija uroda w nas,/ W zdumieniu i w oczach gwiazd ….” .
Tytułowy „dzień listopadowy” podkreśla nie tyle płynność czasu, ile stopniowy proces osaczania poszczególnych postaci nastrojem zadumy. Działa jak katalizator procesów wewnętrznych bohaterów, ujawniając ich kryzys egzystencjalny i czyniąc przestrzeń siedliska nad jeziorem metaforyczną pułapką, z której jedynym wyjściem jest pogodzenie się z nieuchronnością przemijania. Kameralność spektaklu budowana jest przede wszystkim poprzez skupienie się na psychologii postaci i napięciach rodzących się między nimi. Ograniczona przestrzeń starego domu i ogrodu nie stanowi jedynie tła dla przedstawianych zdarzeń, lecz staje się symbolicznym obszarem emocjonalnego zamknięcia bohaterów. Dialog przejmuje funkcję podstawowego nośnika dramaturgii, odsłaniając to, co przemilczane, niewygodne i ukryte w relacjach między postaciami.
Pięćdziesięcioletni Karol prowadzi podupadające gospodarstwo agroturystyczne, zmaga się z chorobą serca i problemami finansowymi. Jest on melancholijny i liryczny, doświadcza życia jako nieustannego procesu porażki, zarówno w sferze osobistej jak i zawodowej. W tę postać wcielił się Olaf Lubaszenko. Aktor stworzył bohatera naznaczonego doświadczeniem przemijania, co podkreślają jego ociężałe ruchy, chwilowa zadyszka i niechęć do wykonywania codziennych czynności. Jego kondycja fizyczna odzwierciedla stan psychiczny: permanentne zmęczenie, poczucie rezygnacji i egzystencjalnego niespełnienia. Dla Karola czas stanął w miejscu. Prowincja stała się przestrzenią bezpieczną i mało wymagającą, a odcięcie się od pędu świata stworzyło możliwość wyciszenia się w głębi natury. Cykliczność pór roku zapewnia zmienność, ale też przewidywalność. W kilku sekwencjach twarz Karola zostaje ukazana w okiennej ramie, co przywodzi na myśl portret malarski i potęguje wrażenie zatrzymania czasu – zastygania wizerunku mężczyzny jak na płótnie portretu. Ten teatralny obraz można odczytać jako wizualną figurę zamknięcia się bohatera we własnej świadomości, ale także jako znak emocjonalnego napięcia, niepokoju i wewnętrznego rozdarcia. Czas Karola co prawda jeszcze nie dobiegł końca, ale nie pozwala już na działanie – umożliwia tylko przetrwanie w rzeczywistości.
Nieoczekiwane pojawienie się matki w domu Karola „rozbija” zamrożenie czasu. Odwiedza syna po upływie czterech lat, pamiętając o jego listopadowych urodzinowych. Energiczna kobieca postać wnosi do domowego zacisza dynamikę, niepokój i żądanie uwagi, wymuszając na Karolu powrót do bolesnego czasu dzieciństwa. Dystyngowana Ewa Wiśniewska kreuje postać Matki jako kobietę należącą do świata dawnej elegancji — aktorkę, damę, zawsze nienagannie ubraną i świadomą własnej pozycji. W jej zachowaniu dominuje chłód, dystans i pewna wyniosłość, które ujawniają się również w relacji z synem. Karola traktuje z rezerwą, jakby nie potrafiła przekroczyć bariery własnych przyzwyczajeń i emocjonalnej powściągliwości. Podobny dystans zachowuje wobec gosposi Hanki, którą obserwuje i ocenia z pozycji osoby przywiązanej do określonego porządku obyczajowego i społecznego. Wiśniewska buduje swoją postać oszczędnymi środkami — gestem, tonem głosu, spojrzeniem — dzięki czemu pod elegancką powierzchnią bohaterki wyczuwa się samotność, rozczarowanie i niezdolność do prawdziwego zbliżenia z innymi. Ewa Wiśniewska i Olaf Lubaszenko stworzyli na scenie teatru telewizyjnego znakomity duet. Dzięki zmiennej dynamice ich relacji oraz prowadzonym dialogom można odkryć portret kobiety, która zdobyła uznanie publiczności jako aktorka filmowa i teatralna, lecz nie potrafiła spełnić się w roli matki. Lubaszenko jako syn jest podporządkowany i wyciszony, ale potrafi w sposób dojrzały i zdecydowany ujawnić nienawiść wynikającą z poczucia odrzucenia przez matkę. Z jednej strony tęskni za nią, z drugiej zaś żywi wobec niej głęboką urazę. Ambiwalencję tych uczuć podkreśla scena rozbicia odbiornika radiowego, z którego dobiega audycja z udziałem matki-aktorki.
Bohaterowie tkwią w tym, co bezpowrotnie minęło i czego już nie można cofnąć, by cokolwiek naprawić. Ich rodzinna bolesna przeszłość paraliżuje stan teraźniejszości. Nie tylko dla Karola i jego matki, ale także dla młodych pracowników – Hanki i Kazika – przyszłość jawi się jako przestrzeń pełna niepewności. Julia Kijowska jako Hanka to pracowita i zarazem zbuntowana gosposia. Nakrywa stół, piecze tort dla swojego pracodawcy Karola, a chwilę później gwałtownie wybiega z salonu odmawiając podania kawy w filiżance. Ma ogromne przywiązanie i wdzięczność dla pracodawcy-gospodarza, jednak jej marzenia oraz uczucia są kierują się ku Kazikowi. Niestety, nie odnajduje się w relacji z mężczyznami i decyduje się opuścić dotychczasowe siedlisko. Jej czas „przepadł”, nie wnosząc do życia nic istotnego poza rytuałem wykonywania codziennych obowiązków. Natomiast Bartosz Gelner jako Kazik jest pewny siebie, czarujący, a momentami szorstki i okrutny. Niekiedy uwodzi matkę pracodawcy, a innym razem obiecuje Hance wspólny wyjazd do miasta. Niezdecydowany i bez planu na przyszłość znika nieoczekiwanie na łódce. Jego życie rozpływa się bez śladu, niczym kręgi na wodzie. Hanka i Kazik stworzyli interesujący, choć niejednoznaczny duet. Oboje marzą o zmianie swojego losu i wyrwaniu się z monotonii, jednak każde z nich inaczej widzi swoją przyszłość. Niezdecydowanie Kazika sprawia, że ich wspólne plany nigdy nie zostaną zrealizowane. Młodość tych bohaterów przemija szybko i nieodwracalnie, jak ziarna piasku przesypujące się w klepsydrze.
Akcja sztuki rozgrywa się jesienią, a wykorzystane w spektaklu telewizyjnym plenery budują nastrój zadumy i skłaniają do refleksji. Widoki zamglonego jeziora, klonu z rudymi liśćmi czy zaschniętej trzciny, nie mają charakteru wyłącznie dekoracyjnego, lecz stają się swoistymi pejzażami psychicznymi postaci. Raz toną w szarości, a innym razem nabierają intensywniejszych barw – jak gdyby przestrzeń zewnętrzna przejmowała zmienność emocji bohaterów. Podobną funkcję pełni konsekwentnie budowana symbolika kolorystyczna. Przyniesione przez Hankę złocisto-rdzawe chryzantemy wprowadzają jednocześnie ciepło i wyraźne skojarzenie z „fugą” przemijania. Rdzawo-złocista tonacja powraca w napisie na urodzinowym torcie Karola oraz w barwie jesiennych liści, tworząc wizualny motyw schyłku, dojrzałości i powolnego gaśnięcia. Jesień staje się tym samym nie tylko porą roku, ale metaforą etapu życia bohaterów.
Każdemu, niezależnie od płci, stanu posiadania czy też pozycji społecznej, trudno pogodzić się z nieubłaganym procesem starzenia. Można oczywiście udawać, że czas nas nie dotyczy, grać rolę rezolutnych i pełnych wigoru młodzieniaszków, stroić się w modne ciuchy czy też wprowadzać w swoje życie dziecięcą beztroskę. A jednak prędzej czy później każdy z nas musi się zmierzyć z tym, co nieuchronne – mapą zmarszczek na twarzy, siwymi włosami, ogólnym spowolnieniem, słabszą regeneracją po zbyt krótkim śnie czy śladami wieloletnich nadmiarów, które ciało zachowuje w swojej pamięci. Niektóre procesy zachodzące w życiu bohaterów są nieodwracalne – pozostaje im zaakceptować rzeczywistość i odnaleźć w niej spokój. Spektakl „Dzień listopadowy” wyraża lęk przed nieuchronnym upływem czasu, lecz także przynosi zaskakujące poczucie ukojenia. Sugeruje bowiem, że mimo przemijania warto zachować jeszcze otwartość na przyszłość i szukać własnego miejsca w obliczu tego, co nieuchronnie nadejdzie. Ot, po prostu: „Przemija uroda w nas,/ W zdumieniu i w oczach gwiazd ….” .
Jarosław Iwaszkiewicz: „Dzień listopadowy”. Reżyseria: Jan Kidawa-Błoński. Adaptacja: Alicja Regiewicz. Scenografia: Joanna Białousz. Muzyka: Rafał Stępień. Obsada: Ewa Wiśniewska, Olaf Lubaszenko, Julia Kijowska, Bartosz Gelner. Premiera: 26.01.2026, Teatr Telewizji, TVP 1.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

