(NIE)DOCENIANE BIRMAŃSKIE ZAPISKI DIARYSTYCZNE (MICHAŁ LUBINA: 'SŁOŃ A SPRAWA BIRMAŃSKA. O 'PODROŻY DO BURMY' GUSTAWA HERLINGA-GRUDZIŃSKIEGO')
A
A
A
Gustaw Herling-Grudziński to nie tylko jeden z najważniejszych pisarzy XX wieku, w którego biografię wpisane zostało doświadczenie totalitaryzmu i emigracji, ale również wytrawny eseista oraz krytyk zainteresowany m.in. literaturą rosyjską czy włoską, a także malarstwem. Szersze grono odbiorców kojarzy go przede wszystkim jako autora „Innego świata. Zapisków sowieckich” czy „Dziennika pisanego nocą”. Znacznie słabiej łączony jest z pisarstwem podróżniczym i pozaeuropejskim doświadczeniem podróży. Mimo że „Podróż do Burmy” wydana została najpierw jako seria odcinków na łamach londyńskich „Wiadomości”, a później w formie książkowej dwukrotnie (w 1983 roku przez emigracyjną oficynę „Puls” w Londynie oraz w 1999 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego z posłowiem Włodzimierza Boleckiego i z podtytułem „dziennik”), to sytuuje się na obrzeżach zainteresowania jego twórczością. Nic zatem dziwnego, że książka ta znana jest jedynie wąskiemu gronu specjalistów. Sytuacja może nieco ulec zmianie dzięki opublikowanej właśnie, mającej przewrotny i intrygujący tytuł, publikacji „Słoń a sprawa birmańska. O »Podroży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego” Michała Lubiny. Jej nadrzędnym celem było nie tylko przypomnienie owego zapomnianego już dziś dziennika autora „Gorącego oddechu pustyni”, ale także zweryfikowanie tego tekstu jako źródła wiedzy na temat owego azjatyckiego kraju, który w 1989 roku zmienił nazwę na Mjanma (ang. Myanmar). Badacza interesuje bowiem Herling-Grudziński nie tyle jako pisarz, ile jako podróżnik, obserwator Azji i autor konfrontujący europejski sposób patrzenia z rzeczywistością postkolonialną.
Lubina wpisuje się poniekąd w dotychczasowe i nieliczne analizy literaturoznawcze takich badaczy jak Anna Nasalska (zob. Nasalska 1991), Justyna Gładyś (zob. Gładyś 1999), Paweł Panas (zob. Panas 2009; 2021) czy Jacek Hajduk (zob. Hajduk 2019). Wszystkie te teksty analizują jednakże „Podróż do Burmy” z perspektywy literaturoznawczej, rozważając między innymi kwestie gatunkowe oraz nawiązania do „Strzelając do słonia” Georga Orwella, pokazującego swoje doświadczenia pobytu w Birmie w latach 1922–1928, a także analizę analogii między zachodzącymi w tym kraju procesami polityczno-społecznymi a sytuacją w Polsce powojennej. Z kolei propozycja Lubiny to pierwsza monografia poświęcona „Podróży do Burmy” Herlinga-Grudzińskiego prezentująca przede wszystkim spojrzenie birmanistyczne, politologiczne i kulturoznawcze, starające się zweryfikować, czy – a jeśli tak, to na ile – przedstawione przez Herlinga-Grudzińskiego opisy oraz komentarze są zbieżne z rzeczywistością. Badacz, wykorzystując perspektywę postkolonialną, wypełnia tym samym badawczą lukę i rozkłada na „czynniki pierwsze” kontekst birmański, szczegółowo rozwodząc się nad historią i specyfiką funkcjonowania tego mało znanego do dziś w Polsce kraju. Lubina traktuje bowiem zapiski Herlinga-Grudzińskiego jako swoisty pretekst do opowiedzenia o Birmie. Wychodząc z założenia, że „»Podróż do Burmy« to dzieło fascynujące i niejednoznaczne. Pisany piękną polszczyzną dziennik jest skomplikowany, ambiwalentny i kontrowersyjny: równocześnie głęboki i orientalizujący, błyskotliwy i powierzchowny, empatyczny i stereotypizujący. Warty ponownego odkrycia, czytania, badań i reinterpretacji, przywrócenia go do życia” (s. 9), próbuje zrozumieć „genezę i kontekst wyrażanych przez Herlinga poglądów o Birmie” (s. 11) oraz konfrontuje to, co znaleźć można w zapiskach diarystycznych autora „Portretu weneckiego”, z tym, co realnie miało miejsce. „Wykorzystując (pierwszy raz w badaniach nad tekstem dziennika) birmańskojęzyczne źródła, ściślej – relacje prasowe z gazet birmańskich z epoki – bada percepcję Herlinga-Grudzińskiego w Birmie” (s. 11). Lubina zastanawia się zatem nad tym, w jaki sposób antykomunistyczne wystąpienia polskiego pisarza funkcjonowały w birmańskim kontekście społeczno-politycznym i czy przekazywane przez niego treści były interpretowane zgodnie z intencjami prozaika, czy też podlegały reinterpretacji wynikającej z odmiennych doświadczeń historycznych i kulturowych birmańskich odbiorców.
Dodajmy, że zadanie Herlinga-Grudzińskiego, jakie miał do spełnienia w Birmie w latach 50. XX stulecia, było niebywale trudne ze względu na „warunki antykolonialnych nastrojów socjalizujących elit oraz istotnych różnic kulturowych” (s. 95). Na łamach swego dziennika autor „Sześciu medalionów i Srebrnej Szkatułki” niewiele zresztą pisze na temat własnych wykładów, dlatego Lubina sięga po źródła lokalne, czyli do birmańskojęzycznej prasy lat 50. XX wieku. To jeden z największych atutów omawianej tu książki, dzięki której nie tylko możemy pojąć to, dlaczego Herling-Grudziński w określony sposób (z)rozumiał i opisał Birmę, ale także to, jak Birmańczycy odebrali autora „Innego świata”.
Przypomnijmy, że Herling-Grudziński przyjechał do Birmy (obecnie Mjanmy) wraz z czechosłowackim dysydentem Vilemem Bernardem na niecałe trzy tygodnie w 1952 roku jako przedstawiciel Kongresu Wolności i Kultury w Paryżu z cyklem wykładów poświęconych Związkowi Radzieckiemu i ideom antykomunistycznym. Do ideologiczno-propagandowego celu owej podróży przyznawał się w zapiskach diarystycznych sam Herling-Grudziński, opowiadając także między innymi o swoich spotkaniach z ministrami, dziennikarzami, duchownymi czy premierem U Nu. Lubina podkreśla dostrzegalną w dzienniku romantyzację, egzotyzację i orientalizację, które „są godne klasyków literatury kolonialnej, zachwycających się magicznym, onirycznym Orientem zamieszkałym przez dziwaczne ludy” (s. 26), ale też ambiwalencję ideową i intelektualną prozaika.
Już sam spis treści publikacji „Słoń a sprawa birmańska” wskazuje najważniejsze obszary, po jakich krąży badacz: postkolonializm, obraz Birmańczyków, stosunek pisarza do komunizmu, konfrontacja kultur oraz polityczne i historyczne uwarunkowania podróży. Osadzenie utworu Herlinga-Grudzińskiego w szerszym pryzmacie postkolonialnym daje nową perspektywę, o którą upominał się zresztą już piszący w 2021 roku o „Podróży do Burmy” Paweł Panas. Lubina odchodzi od dominującego polityczno-emigracyjnego sposobu interpretowania twórczości autora „Białej nocy miłości” na rzecz analizy jego spojrzenia na pozaeuropejską rzeczywistość. W „Podróży do Burmy” Herling-Grudziński splata refleksje polityczne z obserwacjami obyczajowymi, religijnymi, społecznymi i przestrzennymi (szczególną uwagę poświęcając także birmańskiej przyrodzie). Ciekawe to spojrzenie, choć w wielu miejscach bardzo przewidywalne.
Lubina – idąc śladami Herlinga-Grudzińskiego – rozpoczyna swoją opowieść od lądowania w Rangunie, gdzie uwagę pisarza przykuły między innymi architektura metropolii, pagoda Szwedagon, rola herbaciarni i elitarnych klubów, drastyczny rozdźwięk między willami a slamsami, a dzięki zobaczeniu także uboższych dzielnic – również próba zrozumienia różnicy między „azjatycką biedą a nędzą” (s. 47). Następnie koncentruje się na mieście Mandalaj – dawnej stolicy Burmy, mającej „podwójne znaczenie (…) (post)kolonialne i buddyjskie” (s. 147), w której deskrypcji – jak puentuje Lubina – dostrzec można sporo czerpania od Normana Lewisa: „Herling znów przepisał wszystko od Lewisa, nie przyznając się do tego – przytoczone wyliczenia, bramy i tron są niemal słowo w słowo skopiowane od brytyjskiego podróżnika. Po wtóre i ważniejsze, nieświadomie powiela tu kolonialną narrację” (s. 151). Stąd, jak można się domyślać, postrzeganie zapisków Herlinga-Grudzińskiego jako ambiwalentnych i nie zawsze wiarygodnych.
Działania Herlinga-Grudzińskiego da się, co próbuje zrobić Lubina, w pewnym zakresie wytłumaczyć. Przed przybyciem do tego kraju pisarz nie znał Birmy – jej historii, języka, ludzi, dlatego – i jak każdy inny przybysz odwiedzający obcy kraj był zdany na innych i ich wprowadzające w zastaną rzeczywistość stronnicze komentarze, wyjaśnienia czy dopowiedzenia. Tym bardziej, że jak zauważył badacz, „Herling miał przyjemność konwersować wyłącznie ze zmarginalizowanymi politycznie emerytami, a z tych naprawdę wpływowych – tylko z premierem U Nu i jego wysłannikami do Moskwy i Pekinu, Henzadą U May i U Kyaw Minem, z którymi odbył przelotne rozmowy” (s. 69). Nie miał zatem szansy mniej powierzchownie i stereotypowo poznać Birmy i jej mieszkańców. Stąd pojawiające się w jego relacji błędy merytoryczne, powielanie schematów myślowych czy brak precyzji.
Już od początkowych stron dziennika Lubina zauważa bowiem „dezynwolturę dla faktów” przekładającą się na faktograficzne nieścisłości – np. Herling, pisząc o roli klubów kolonialnych, zamiast Boat Clubu wspomina Orient Club, ale – jak konstatuje badacz – „Najmocniejsza w herlingowskim wątku klubów jest psychologiczna obserwacja skutków brytyjskiego separowania się: »Nic nie rani tak dotkliwie jak pogarda rasowa, można więc bez większej przesady powiedzieć, że instytucja wyłącznych klubów kolonialnych podkopała równie głęboko korzenie Imperium jak kolonialny wyzysk gospodarczy«. To znakomita i bardzo trafna konkluzja, wpisująca się w nurt podkreślający psychologiczne przyczyny dekoloniazacji napędzanej przez zadane rasizmem i pogardą kolonizatorów rany, będący dziś już klasyką w studiach postkolonialnych. Wtedy, w 1952 roku, pisane w tym duchu słowa polskiego pisarza były czymś nowatorskim i świeżym” (s. 45).
W efekcie, o czym była już mowa, sporo w narracji Herlinga-Grudzińskiego błędów merytorycznych (być może częściowo, jak sugeruje Lubina, spowodowanych pomyłkami w zapisie lub bałaganem w notatkach) w rodzaju „literówki w odmianie Arakanu (to dawne królestwo Rakhine w językach europejskich zapisujemy jako Arakan, nie Arkan) oraz przesady z Anawrathą (ten XI-wieczny król birmański nie mógł chcieć wywieźć pomnika Buddy Mahamuni do powstałego w XIX wieku Mandalaj)” (s. 154). Niezgodnie z prawdą autor „Dziennika pisanego nocą” opisał także polityka U Ba Pe czy nie dodał, że U Tun Win był Monem, nie Birmańczykiem. Bywa, że pisarz – czego przykładem przemówienie Henzady U Maya wygłoszone do miejscowej prasy po jego powrocie z Moskwy – w swoim komentarzu odbiega od realnie istniejącego źródła: „Choć przekaz jest podobny, to treść, styl i szczegóły znacząco się rozmijają” (s. 110).
Ale dziennik ma zarówno słabe, jak i silne strony. Jak bowiem przekonuje Lubina, Herling-Grudziński obdarzony był niebywałą intuicją i fenomenalnym zmysłem obserwacji, czego potwierdzeniem między innymi opis spotkania z Htun Seinem wskazujący na umiejętność dostrzegania ponadczasowych mechanizmów. „Podróż do Burmy” zawiera zatem także i bardzo wartościowe, znakomite merytorycznie i prorocze uwagi, jak choćby te dotyczące przyczyn i dynamiki powstania Karenów prowadzącego do birmańsko-kareńskiej wojny domowej lub omówienie buddyjskiego stosunku do chrześcijaństwa.
Jednak, jak zauważa badacz, po lekturze całości birmańskiego dziennika Herlinga-Grudzińskiego, „(…) słowa Herlinga pasują do tego, co teoria postkolonialna nazywa »kolonialnym spojrzeniem« (colonial gaze), czyli patrzeniem na nieeuropejskie ludy z pełną dominacji perspektywą uprzedmiotawiającą, stereotypizującą, orientalizującą i dehumanizującą Innych, którzy stają się »ekranem, na który Europejczyk projektuje swoje pragnienia i uprzedzenia«” (s. 51). W efekcie Herling gubi się w swoich diarystycznych zapiskach między narracją kolonialną a postkolonialną, umieszczając obok siebie „pogardę wobec maluczkich i sprzeciw wobec nierówności społecznej” (s. 55).
Podobnie jak z konstatacjami autora „Innego świata” dotyczącymi Birmy Lubina polemizuje z określonymi aspektami odczytań literaturoznawczych Boleckiego czy Hajduka (skupiających się na interpretacji „ludzkiego robactwo” lub pisaniu o dzienniku jako o „pięknej opowieści o Człowieku”), szczegółowo wyjaśniając źródła absurdu takiego myślenia. Kompetencje birmanisty pozwalają bowiem autorowi niezwykle precyzyjnie konfrontować zapis Herlinga-Grudzińskiego z historyczną i kulturową rzeczywistością Birmy lat 50. XX wieku, jednak taka perspektywa przesuwa niekiedy uwagę z mechanizmów tekstowego konstruowania obcości na pytanie o faktograficzną trafność obserwacji pisarza. Dla literaturoznawcy szczególnie interesujące mogą okazywać się natomiast właśnie miejsca rozminięcia się spojrzenia pisarza z rzeczywistością, odsłaniają bowiem kulturowe, ideologiczne i literackie uwarunkowania europejskiego patrzenia na postkolonialną Azję. Błędy, utrwalane w zapisie stereotypy, uproszczenia i „orientalistyczne” spojrzenie Herlinga można interpretować jako element poetyki podróży i historycznie uwarunkowanego sposobu patrzenia Europejczyka na Azję. Lubinie nie zależało jednak na odczytaniu na nowo utworu Herlinga-Grudzińskiego, ale przede wszystkim na skorygowaniu jego wiedzy o Birmie. To bezcenne, także dla kolejnych interpretatorów „Podróży do Burmy”.
„Słoń a sprawa birmańska. O »Podroży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego” Michała Lubiny to publikacja niebywale potrzebna. Należy docenić zwłaszcza nowatorstwo źródłowe. Badacz wykorzystał materiały birmańskojęzyczne, zrekonstruował spotkania autora „Innego świata” i sprawdził fakty przedstawione w jego dzienniku. To znacznie więcej niż tradycyjna interpretacja literacka, bo też została tu odwrócona perspektywa poznawcza. Autor przeanalizował nie tylko to, jak polski pisarz widział Birmę, ale również to, jak sam był tam postrzegany. To jeden z najcenniejszych elementów omawianej tu monografii. Ponadto mamy do czynienia z krytyczną konfrontacją narracji literackiej z rzeczywistością historyczną. Lubina nie potraktował świadectwa Herlinga-Grudzińskiego jako przezroczystego zapisu faktów, lecz poddał je weryfikacji i interpretacji. W efekcie, jak zauważył badacz, „Powrót do Burmy” okazuje się zatem ciekawą, choć ambiwalentną i pełną przeoczeń relacją przekonującą o tym, o czym aż nazbyt dobrze wiadomo również dziś: że owe światy: polski i dalekowschodniej Azji są – ze względów historycznych czy kulturowych – bardzo od siebie odmienne i że wzajemne zrozumienie wymaga cierpliwości. Bez wątpienia „Słoń a sprawa birmańska. O »Podroży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego” Michała Lubiny jest publikacją oryginalną, interdyscyplinarną, wartościowo poznawczą, inspirującą i co równie ważne – w przystępny oraz momentami zabawny sposób opisującą Herlinga w Birmie i Birmę w Herlingu. Badacz podjął próbę ponownego odczytania marginalizowanego dotąd utworu, sytuując go w szerokim kontekście historycznym, politycznym i międzykulturowym. W efekcie dał szansę na pogłębione spojrzenie na „Podróż do Burmy”, otwierając nowe możliwości interpretacyjne w obszarze studiów postkolonialnych i badań nad literaturą podróżniczą.
LITERATURA:
Bolecki W.: „Posłowie”. W: G. Herling-Grudziński: „Podróż do Burmy. Dziennik”. Kraków 1999.
Gładyś J.: „Powrót do Burmy”. „Dekada Literacka” 1999, nr 11–12.
Hajduk J.: „Birma, Orwell i Herling-Grudziński”. W: „Świadectwo – Mit – Tajemnica. O Gustawie Herlingu-Grudzińskim”. Red. Z. Kudelski. Warszawa 2019.
Nasalska A.: „Śladami Orwella. O »Podróży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego”. W: „Etos i artyzm. Rzecz o Herlingu-Grudzińskim”. Red. S. Wysłouch, R.K. Przybylski. Kraków 1991.
Panas P.: „Między literaturą faktu a literaturą dokumentu osobistego. Uwagi o strukturze »Podróży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego”. „Roczniki Humanistyczne” 2009, t. LVII, z. 1
Panas P.: „»Podróż do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego – perspektywy badawcze. Rekonesans”. „Roczniki Humanistyczne” 2021, t. LXIX, z. 1.
Lubina wpisuje się poniekąd w dotychczasowe i nieliczne analizy literaturoznawcze takich badaczy jak Anna Nasalska (zob. Nasalska 1991), Justyna Gładyś (zob. Gładyś 1999), Paweł Panas (zob. Panas 2009; 2021) czy Jacek Hajduk (zob. Hajduk 2019). Wszystkie te teksty analizują jednakże „Podróż do Burmy” z perspektywy literaturoznawczej, rozważając między innymi kwestie gatunkowe oraz nawiązania do „Strzelając do słonia” Georga Orwella, pokazującego swoje doświadczenia pobytu w Birmie w latach 1922–1928, a także analizę analogii między zachodzącymi w tym kraju procesami polityczno-społecznymi a sytuacją w Polsce powojennej. Z kolei propozycja Lubiny to pierwsza monografia poświęcona „Podróży do Burmy” Herlinga-Grudzińskiego prezentująca przede wszystkim spojrzenie birmanistyczne, politologiczne i kulturoznawcze, starające się zweryfikować, czy – a jeśli tak, to na ile – przedstawione przez Herlinga-Grudzińskiego opisy oraz komentarze są zbieżne z rzeczywistością. Badacz, wykorzystując perspektywę postkolonialną, wypełnia tym samym badawczą lukę i rozkłada na „czynniki pierwsze” kontekst birmański, szczegółowo rozwodząc się nad historią i specyfiką funkcjonowania tego mało znanego do dziś w Polsce kraju. Lubina traktuje bowiem zapiski Herlinga-Grudzińskiego jako swoisty pretekst do opowiedzenia o Birmie. Wychodząc z założenia, że „»Podróż do Burmy« to dzieło fascynujące i niejednoznaczne. Pisany piękną polszczyzną dziennik jest skomplikowany, ambiwalentny i kontrowersyjny: równocześnie głęboki i orientalizujący, błyskotliwy i powierzchowny, empatyczny i stereotypizujący. Warty ponownego odkrycia, czytania, badań i reinterpretacji, przywrócenia go do życia” (s. 9), próbuje zrozumieć „genezę i kontekst wyrażanych przez Herlinga poglądów o Birmie” (s. 11) oraz konfrontuje to, co znaleźć można w zapiskach diarystycznych autora „Portretu weneckiego”, z tym, co realnie miało miejsce. „Wykorzystując (pierwszy raz w badaniach nad tekstem dziennika) birmańskojęzyczne źródła, ściślej – relacje prasowe z gazet birmańskich z epoki – bada percepcję Herlinga-Grudzińskiego w Birmie” (s. 11). Lubina zastanawia się zatem nad tym, w jaki sposób antykomunistyczne wystąpienia polskiego pisarza funkcjonowały w birmańskim kontekście społeczno-politycznym i czy przekazywane przez niego treści były interpretowane zgodnie z intencjami prozaika, czy też podlegały reinterpretacji wynikającej z odmiennych doświadczeń historycznych i kulturowych birmańskich odbiorców.
Dodajmy, że zadanie Herlinga-Grudzińskiego, jakie miał do spełnienia w Birmie w latach 50. XX stulecia, było niebywale trudne ze względu na „warunki antykolonialnych nastrojów socjalizujących elit oraz istotnych różnic kulturowych” (s. 95). Na łamach swego dziennika autor „Sześciu medalionów i Srebrnej Szkatułki” niewiele zresztą pisze na temat własnych wykładów, dlatego Lubina sięga po źródła lokalne, czyli do birmańskojęzycznej prasy lat 50. XX wieku. To jeden z największych atutów omawianej tu książki, dzięki której nie tylko możemy pojąć to, dlaczego Herling-Grudziński w określony sposób (z)rozumiał i opisał Birmę, ale także to, jak Birmańczycy odebrali autora „Innego świata”.
Przypomnijmy, że Herling-Grudziński przyjechał do Birmy (obecnie Mjanmy) wraz z czechosłowackim dysydentem Vilemem Bernardem na niecałe trzy tygodnie w 1952 roku jako przedstawiciel Kongresu Wolności i Kultury w Paryżu z cyklem wykładów poświęconych Związkowi Radzieckiemu i ideom antykomunistycznym. Do ideologiczno-propagandowego celu owej podróży przyznawał się w zapiskach diarystycznych sam Herling-Grudziński, opowiadając także między innymi o swoich spotkaniach z ministrami, dziennikarzami, duchownymi czy premierem U Nu. Lubina podkreśla dostrzegalną w dzienniku romantyzację, egzotyzację i orientalizację, które „są godne klasyków literatury kolonialnej, zachwycających się magicznym, onirycznym Orientem zamieszkałym przez dziwaczne ludy” (s. 26), ale też ambiwalencję ideową i intelektualną prozaika.
Już sam spis treści publikacji „Słoń a sprawa birmańska” wskazuje najważniejsze obszary, po jakich krąży badacz: postkolonializm, obraz Birmańczyków, stosunek pisarza do komunizmu, konfrontacja kultur oraz polityczne i historyczne uwarunkowania podróży. Osadzenie utworu Herlinga-Grudzińskiego w szerszym pryzmacie postkolonialnym daje nową perspektywę, o którą upominał się zresztą już piszący w 2021 roku o „Podróży do Burmy” Paweł Panas. Lubina odchodzi od dominującego polityczno-emigracyjnego sposobu interpretowania twórczości autora „Białej nocy miłości” na rzecz analizy jego spojrzenia na pozaeuropejską rzeczywistość. W „Podróży do Burmy” Herling-Grudziński splata refleksje polityczne z obserwacjami obyczajowymi, religijnymi, społecznymi i przestrzennymi (szczególną uwagę poświęcając także birmańskiej przyrodzie). Ciekawe to spojrzenie, choć w wielu miejscach bardzo przewidywalne.
Lubina – idąc śladami Herlinga-Grudzińskiego – rozpoczyna swoją opowieść od lądowania w Rangunie, gdzie uwagę pisarza przykuły między innymi architektura metropolii, pagoda Szwedagon, rola herbaciarni i elitarnych klubów, drastyczny rozdźwięk między willami a slamsami, a dzięki zobaczeniu także uboższych dzielnic – również próba zrozumienia różnicy między „azjatycką biedą a nędzą” (s. 47). Następnie koncentruje się na mieście Mandalaj – dawnej stolicy Burmy, mającej „podwójne znaczenie (…) (post)kolonialne i buddyjskie” (s. 147), w której deskrypcji – jak puentuje Lubina – dostrzec można sporo czerpania od Normana Lewisa: „Herling znów przepisał wszystko od Lewisa, nie przyznając się do tego – przytoczone wyliczenia, bramy i tron są niemal słowo w słowo skopiowane od brytyjskiego podróżnika. Po wtóre i ważniejsze, nieświadomie powiela tu kolonialną narrację” (s. 151). Stąd, jak można się domyślać, postrzeganie zapisków Herlinga-Grudzińskiego jako ambiwalentnych i nie zawsze wiarygodnych.
Działania Herlinga-Grudzińskiego da się, co próbuje zrobić Lubina, w pewnym zakresie wytłumaczyć. Przed przybyciem do tego kraju pisarz nie znał Birmy – jej historii, języka, ludzi, dlatego – i jak każdy inny przybysz odwiedzający obcy kraj był zdany na innych i ich wprowadzające w zastaną rzeczywistość stronnicze komentarze, wyjaśnienia czy dopowiedzenia. Tym bardziej, że jak zauważył badacz, „Herling miał przyjemność konwersować wyłącznie ze zmarginalizowanymi politycznie emerytami, a z tych naprawdę wpływowych – tylko z premierem U Nu i jego wysłannikami do Moskwy i Pekinu, Henzadą U May i U Kyaw Minem, z którymi odbył przelotne rozmowy” (s. 69). Nie miał zatem szansy mniej powierzchownie i stereotypowo poznać Birmy i jej mieszkańców. Stąd pojawiające się w jego relacji błędy merytoryczne, powielanie schematów myślowych czy brak precyzji.
Już od początkowych stron dziennika Lubina zauważa bowiem „dezynwolturę dla faktów” przekładającą się na faktograficzne nieścisłości – np. Herling, pisząc o roli klubów kolonialnych, zamiast Boat Clubu wspomina Orient Club, ale – jak konstatuje badacz – „Najmocniejsza w herlingowskim wątku klubów jest psychologiczna obserwacja skutków brytyjskiego separowania się: »Nic nie rani tak dotkliwie jak pogarda rasowa, można więc bez większej przesady powiedzieć, że instytucja wyłącznych klubów kolonialnych podkopała równie głęboko korzenie Imperium jak kolonialny wyzysk gospodarczy«. To znakomita i bardzo trafna konkluzja, wpisująca się w nurt podkreślający psychologiczne przyczyny dekoloniazacji napędzanej przez zadane rasizmem i pogardą kolonizatorów rany, będący dziś już klasyką w studiach postkolonialnych. Wtedy, w 1952 roku, pisane w tym duchu słowa polskiego pisarza były czymś nowatorskim i świeżym” (s. 45).
W efekcie, o czym była już mowa, sporo w narracji Herlinga-Grudzińskiego błędów merytorycznych (być może częściowo, jak sugeruje Lubina, spowodowanych pomyłkami w zapisie lub bałaganem w notatkach) w rodzaju „literówki w odmianie Arakanu (to dawne królestwo Rakhine w językach europejskich zapisujemy jako Arakan, nie Arkan) oraz przesady z Anawrathą (ten XI-wieczny król birmański nie mógł chcieć wywieźć pomnika Buddy Mahamuni do powstałego w XIX wieku Mandalaj)” (s. 154). Niezgodnie z prawdą autor „Dziennika pisanego nocą” opisał także polityka U Ba Pe czy nie dodał, że U Tun Win był Monem, nie Birmańczykiem. Bywa, że pisarz – czego przykładem przemówienie Henzady U Maya wygłoszone do miejscowej prasy po jego powrocie z Moskwy – w swoim komentarzu odbiega od realnie istniejącego źródła: „Choć przekaz jest podobny, to treść, styl i szczegóły znacząco się rozmijają” (s. 110).
Ale dziennik ma zarówno słabe, jak i silne strony. Jak bowiem przekonuje Lubina, Herling-Grudziński obdarzony był niebywałą intuicją i fenomenalnym zmysłem obserwacji, czego potwierdzeniem między innymi opis spotkania z Htun Seinem wskazujący na umiejętność dostrzegania ponadczasowych mechanizmów. „Podróż do Burmy” zawiera zatem także i bardzo wartościowe, znakomite merytorycznie i prorocze uwagi, jak choćby te dotyczące przyczyn i dynamiki powstania Karenów prowadzącego do birmańsko-kareńskiej wojny domowej lub omówienie buddyjskiego stosunku do chrześcijaństwa.
Jednak, jak zauważa badacz, po lekturze całości birmańskiego dziennika Herlinga-Grudzińskiego, „(…) słowa Herlinga pasują do tego, co teoria postkolonialna nazywa »kolonialnym spojrzeniem« (colonial gaze), czyli patrzeniem na nieeuropejskie ludy z pełną dominacji perspektywą uprzedmiotawiającą, stereotypizującą, orientalizującą i dehumanizującą Innych, którzy stają się »ekranem, na który Europejczyk projektuje swoje pragnienia i uprzedzenia«” (s. 51). W efekcie Herling gubi się w swoich diarystycznych zapiskach między narracją kolonialną a postkolonialną, umieszczając obok siebie „pogardę wobec maluczkich i sprzeciw wobec nierówności społecznej” (s. 55).
Podobnie jak z konstatacjami autora „Innego świata” dotyczącymi Birmy Lubina polemizuje z określonymi aspektami odczytań literaturoznawczych Boleckiego czy Hajduka (skupiających się na interpretacji „ludzkiego robactwo” lub pisaniu o dzienniku jako o „pięknej opowieści o Człowieku”), szczegółowo wyjaśniając źródła absurdu takiego myślenia. Kompetencje birmanisty pozwalają bowiem autorowi niezwykle precyzyjnie konfrontować zapis Herlinga-Grudzińskiego z historyczną i kulturową rzeczywistością Birmy lat 50. XX wieku, jednak taka perspektywa przesuwa niekiedy uwagę z mechanizmów tekstowego konstruowania obcości na pytanie o faktograficzną trafność obserwacji pisarza. Dla literaturoznawcy szczególnie interesujące mogą okazywać się natomiast właśnie miejsca rozminięcia się spojrzenia pisarza z rzeczywistością, odsłaniają bowiem kulturowe, ideologiczne i literackie uwarunkowania europejskiego patrzenia na postkolonialną Azję. Błędy, utrwalane w zapisie stereotypy, uproszczenia i „orientalistyczne” spojrzenie Herlinga można interpretować jako element poetyki podróży i historycznie uwarunkowanego sposobu patrzenia Europejczyka na Azję. Lubinie nie zależało jednak na odczytaniu na nowo utworu Herlinga-Grudzińskiego, ale przede wszystkim na skorygowaniu jego wiedzy o Birmie. To bezcenne, także dla kolejnych interpretatorów „Podróży do Burmy”.
„Słoń a sprawa birmańska. O »Podroży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego” Michała Lubiny to publikacja niebywale potrzebna. Należy docenić zwłaszcza nowatorstwo źródłowe. Badacz wykorzystał materiały birmańskojęzyczne, zrekonstruował spotkania autora „Innego świata” i sprawdził fakty przedstawione w jego dzienniku. To znacznie więcej niż tradycyjna interpretacja literacka, bo też została tu odwrócona perspektywa poznawcza. Autor przeanalizował nie tylko to, jak polski pisarz widział Birmę, ale również to, jak sam był tam postrzegany. To jeden z najcenniejszych elementów omawianej tu monografii. Ponadto mamy do czynienia z krytyczną konfrontacją narracji literackiej z rzeczywistością historyczną. Lubina nie potraktował świadectwa Herlinga-Grudzińskiego jako przezroczystego zapisu faktów, lecz poddał je weryfikacji i interpretacji. W efekcie, jak zauważył badacz, „Powrót do Burmy” okazuje się zatem ciekawą, choć ambiwalentną i pełną przeoczeń relacją przekonującą o tym, o czym aż nazbyt dobrze wiadomo również dziś: że owe światy: polski i dalekowschodniej Azji są – ze względów historycznych czy kulturowych – bardzo od siebie odmienne i że wzajemne zrozumienie wymaga cierpliwości. Bez wątpienia „Słoń a sprawa birmańska. O »Podroży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego” Michała Lubiny jest publikacją oryginalną, interdyscyplinarną, wartościowo poznawczą, inspirującą i co równie ważne – w przystępny oraz momentami zabawny sposób opisującą Herlinga w Birmie i Birmę w Herlingu. Badacz podjął próbę ponownego odczytania marginalizowanego dotąd utworu, sytuując go w szerokim kontekście historycznym, politycznym i międzykulturowym. W efekcie dał szansę na pogłębione spojrzenie na „Podróż do Burmy”, otwierając nowe możliwości interpretacyjne w obszarze studiów postkolonialnych i badań nad literaturą podróżniczą.
LITERATURA:
Bolecki W.: „Posłowie”. W: G. Herling-Grudziński: „Podróż do Burmy. Dziennik”. Kraków 1999.
Gładyś J.: „Powrót do Burmy”. „Dekada Literacka” 1999, nr 11–12.
Hajduk J.: „Birma, Orwell i Herling-Grudziński”. W: „Świadectwo – Mit – Tajemnica. O Gustawie Herlingu-Grudzińskim”. Red. Z. Kudelski. Warszawa 2019.
Nasalska A.: „Śladami Orwella. O »Podróży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego”. W: „Etos i artyzm. Rzecz o Herlingu-Grudzińskim”. Red. S. Wysłouch, R.K. Przybylski. Kraków 1991.
Panas P.: „Między literaturą faktu a literaturą dokumentu osobistego. Uwagi o strukturze »Podróży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego”. „Roczniki Humanistyczne” 2009, t. LVII, z. 1
Panas P.: „»Podróż do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego – perspektywy badawcze. Rekonesans”. „Roczniki Humanistyczne” 2021, t. LXIX, z. 1.
Michał Lubina: „Słoń a sprawa birmańska. O »Podroży do Burmy« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego”. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2026 [seria: Ex Oriente].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |







ISSN 2658-1086

