'ŻADEN ROK NIE KOŃCZY SIĘ W LUTYM, A UTKNĘLIŚMY W LUTYM' (WIKTORIA AMELINA: 'PATRZĄC NA KOBIETY, PATRZĄC NA WOJNĘ. DZIENNIK WOJNY I SPRAWIEDLIWOŚCI')
A
A
A
Długo zastanawiałam się, jak rozpocząć tę recenzję. Trudno było mi zaplanować, w jaki sposób omówić świadectwo pisarki, która zginęła w wieku 37 lat na skutek rosyjskiego ataku rakietowego w Kramatorsku wraz z trzynastoma innymi osobami. Gdy w trakcie czytania słów autorki o pragnieniu przekazania świadectwa na temat poszukiwania sprawiedliwości (zob. s. 14) ma się świadomość faktu, iż sama zginęła z ręki Rosjan, lektura staje się emocjonalnym wyzwaniem. Przez większość czasu dominował u mnie dyskomfort wywołany poczuciem niesprawiedliwości – nie tylko z powodu losów Wiktorii Ameliny, ale też innych bohaterów, których losy zostały ujęte w książce. Tym, co bezpośrednio przyczyniło się do jej powstania, stało się bowiem dołączenie przez pisarkę kilka miesięcy po pełnoskalowym ataku w lutym 2022 roku do Truth Hounds: założonej w 2014 roku organizacji zajmującej się prawami człowieka i dokumentującej zbrodnie wojenne w Ukrainie, Europie Wschodniej, regionie Kaukazu i Azji Centralnej. Wcześniej należała także do Centrum Swobód Obywatelskich. Jako dokumentalistka zbrodni wojennych jeździła z Truth Hounds na wyzwolone obszary przygraniczne, rejestrując relacje świadków „rosyjskich zbrodni wojennych, których jest tak dużo, że ukraiński wymiar sprawiedliwości nie daje sobie z nimi rady” (s. 229).
Niedokończone historie
W podtytule znajduje się słowo „dziennik”, choć nie do końca z takim zamiarem autorka planowała napisać „Patrząc na kobiety…”; wydaje się, że książka miała być raczej nieco bardziej tradycyjnym reportażem. Jak pisze w „Przedmowie” Margaret Atwood, „Amelina przygląda się nie tyle samym zbrodniom, ile historiom kobiet, które, tak jak ona, starają się je dokumentować, a także historiom kobiet dotkniętych wojną” (Atwood 2026: 8). Inną koncepcją strukturalną było podzielenie książki na „nieoczekiwane lekcje, które badaczka zbrodni wojennych wynosi z pracy w terenie” (s. 137). Ostatecznie publikacja zawiera rozdziały i podrozdziały koncentrujące się na historiach poszczególnych kobiet i ich działaniach w czasie wojny. Choć elementy reportażu są bardzo wyraźne, podtytuł trafnie definiuje wydaną po śmierci autorki wersję. W końcowym, oddanym do rąk czytelników i czytelniczek wariancie nie zawsze kierowano się ostatnią zapisaną przez autorkę kopią roboczą; w większości włączano niezredagowane zapiski, nierozwinięte wątki, niedokończone zdania: „Amelina zdążyła przed śmiercią przygotować sześćdziesiąt procent tekstu. (…) zdążyła dopracować strukturę tekstu i napisać niektóre rozdziały (…), ale pozostałe są nieukończone. (…) zespół redakcyjny przyjął strategię jak najmniejszej ingerencji w oryginalny tekst” (Atwood 2026: 8-9). Taka decyzja sprawiła, że osobie stykającej się z tekstem w niniejszej formie nieustannie przypominane jest nawet na poziomie technicznym, w jaki sposób zakończyła się historia pisarki. Zdecydowanie nie pozwala to na potencjalne zdystansowanie się od tekstu i iluzoryczne, działające w ramach mechanizmu obronnego odseparowanie opisywanych wydarzeń od rzeczywistości.
Książka podzielona jest na cztery główne części, wyodrębnione według chronologii. Zaczyna się od wybuchu wojny, kończy na wiośnie 2023 roku. Każda z części zawiera podrozdziały koncentrujące się na losach konkretnych postaci, przebiegu danej misji lub fragmentach dziennika i osobistych przeżyciach autorki. Do niejako osobnej kategorii należą fragmenty dziennika Wołodymyra Wakułenki, raporty z misji terenowych i transkrypcja rozmowy z Philippe’em Sandsem, brytyjskim obrońcą praw człowieka. Decyzja o ich zawarciu nie została podjęta przez redakcję, a przez autorkę (zob. s. 310). Wydanie zawiera także wspomnianą „Przedmowę” Atwood, „Notę zespołu redakcyjnego”, „Posłowie”, kilka fotografii Ameliny i bohaterek oraz jeden z wierszy.
Świadectwo
Istotne wprowadzenie stanowi opis przeżyć autorki w kilku dniach przed i po wybuchu wojny. Chwilę przed inwazją Amelina wyjeżdża z synem na tygodniowe wakacje do Egiptu. Decyzja, która dla mieszkańców innych krajów może wydawać się absurdalna, nie jest taka z perspektywy Ukrainki (i zapewne większości jej rodaków): zapowiedzi ataku to żadna nowość od 2014 roku. Do pełnoskalowej wojny miało dojść już wielokrotnie. Tym razem jednak faktycznie dochodzi do eskalacji i powrót do ojczyzny staje się niemal niemożliwy; trudy związane z wylotem z Egiptu i odnalezieniem się w nowej, przerażającej rzeczywistości w pierwszych dniach łączą się w opowieści Ameliny z poczuciem dziwnego spokoju – oto nadeszło coś, co od wielu lat, odroczone, przerażało nieuchronnością („Czuję wściekłość, rozpacz i… ulgę. Tak, czuję też ulgę. Wstydzę się tego, ale nie mogę przed tym uciec, więc pocieszam się myślą, że nie ja pierwsza przyjmuję początek apokalipsy z uczuciem nie tylko rozpaczy czy gniewu” [s. 41]). Autorka wspomina, jak najpierw zostawia syna w Polsce, następnie namawia matkę na opuszczenie domu i wyjazd w bezpieczne miejsce. Ewakuuje ją wraz z siostrą i siostrzenicą, ósmego marca (jak pisze, trudno nie dostrzec w tym przykrej ironii) na granicę z Polską, lecz sama zostaje w kraju. Wkrótce udostępnia swoje lwowskie mieszkanie uchodźcom z terenów zagrożonych, a sama przenosi się do Kijowa. W międzyczasie przedstawia sylwetki innych bohaterek – kobiety o pseudonimie Casanova, pracującej dla Truth Hounds; bibliotekarki Julii z miejscowości Wołodymyra Wakułenki; Żeni Podobnej, byłej korespondentki wojennej i reportażystki, i innych. Opowieść stopniowo się rozwija, prowadząc przez kolejne bohaterki i działania, aby ostatecznie doprowadzić do momentu, w którym autorka zostaje badaczką zbrodni wojennych (zob. s. 130). Pomimo nadania pierwszeństwa perspektywie kobiet, mężczyźni także pełnią w książce istotną rolę. Amelina pisze o pisarzach, badaczach zbrodni wojennych, żołnierzach, synach i ojcach, bliskich bohaterek.
Jednymi z bardziej zapadających w pamięć fragmentów okazują się rozdziały dotyczące wspomnianego pisarza Wakułenki i bibliotekarki Julii Kakuli-Danyliuk z Kapytoliwki, wsi pod Iziumem w obwodzie charkowskim. Ich okolica była jedną z tych, do których Rosjanie wkroczyli od razu 24 lutego. Oboje pisali od początku inwazji swoje dzienniki. Pisarz niedługo po zanotowanych słowach i zakopaniu dziennika w ziemi 24 marca został zabrany na przesłuchanie, a następnie zwolniony; niedługo później ponownie go zatrzymano. Tym razem słuch o nim zaginął. Dopiero we wrześniu, po odkryciu masowego grobu, potwierdzono, że jedno z ciał należało właśnie do Wakułenki. Sposób, w jaki zostają przedstawione jego losy, jest dla książki bardzo charakterystyczny. Amelina nie opiera się jedynie na znalezionym przez siebie dzienniku czy suchych faktach z życia pisarza; kontaktuje się z osobami, które były mu bliskie i miały z nim kontakt przed uprowadzeniami i śmiercią. Przytacza opowieść jego byłej żony, która dzwoniła do niego w dzień inwazji i próbowała nakłonić go do zabrania ze sobą ich syna i wyjazdu z Kapytoliwki, oraz wspomnienie bibliotekarki Julii o dniu, w którym nie miała czasu, aby zatrzymać się i z nim porozmawiać. Było to już po 22 lutego i nie wiedziała, że widzi go ostatni raz. Takie ujęcie sprawia, że historia śmierci pisarza staje się jeszcze bardziej przejmująca – w tych pozornie prostych sytuacjach i działaniach kryje się cały tragizm. Odmowa wyjazdu; ukrycie dziennika w ziemi; brak czasu na rozmowę, o której obie strony nie mogły wiedzieć, że będzie „pożegnalną”.
Interesująco wypadają fragmenty, w których przytaczane są działania i pomysły związane z kulturą i sztuką. Powstają projekty, np. „Słownik wojny” autorstwa Ostapa Sływynskiego, czyli książka składająca się z opowieści uchodźców zasłyszanych na ulicach i dworcach. Amelina pisze też o oddolnym (prawdopodobnie niezrealizowanym) pomyśle dotyczącym dołączania fragmentów wierszy ukraińskich poetów do zestawów pierwszej pomocy (zob. s. 87). Sama działalność bibliotekarki Julii i pisanie dzienników czasu wojny świadczą o potrzebie otaczania się czymś, co wykracza poza wojenną codzienność w rzeczywistości zdominowanej przez działania militarne. Inna ważna w tym kontekście postać to Tetiana Trofymenko, ratująca archiwum Domu „Słowo”, w którym mieszkali przedstawiciele Rozstrzelanego Odrodzenia. Twórczość ukraińskich autorów jest zresztą bardzo ważna także dla autorki. Wielokrotnie odnosi się ona do literatury, podczas opuszczania mieszkania „ewakuuje” cztery książki, które nie są jej ulubionymi – lecz „w irracjonalnej, może nawet głupiej próbie uratowania autorów: rozstrzelanych już poetów (…)” (s. 70). Wątki te są znaczące w kontekście charakterystyki inwazji. Pogardliwy stosunek Rosji do ukraińskiej tożsamości i ukraińskiego języka, chęć zmarginalizowania ich poprzez nazywanie Ukraińców „Małorusinami” (zob. Widera 2021) sprawiają, że język, kultura i sztuka stają się narzędziami walki. W książce doskonale wybrzmiewa nacisk na ten rodzaj oporu przeciwko rosyjskim próbom zanegowania odrębności narodu.
Podsumowanie
Sądzę, że lektura może być łatwiejsza w odbiorze dla osób, które regularnie śledziły lub śledzą wydarzenia w Ukrainie związane z wojną – czyli tych osób, które przeżyły już pierwszą falę emocji związaną z przypadkami zbrodni wojennych i wiedziały o pewnych opisywanych w książce wydarzeniach, jak np. o losach Wakułenki. Nie oznacza to oczywiście, jak już pisałam w pierwszym akapicie, że czytanie nie będzie dla nich żadnym mentalnym wyzwaniem – jednak zetknięcie się z opisami tortur na jeńcach czy historiami przedwczesnych śmierci na skutek ataków może się okazać wyjątkowo trudne, jeżeli czytelnik lub czytelniczka nie zagłębiali się wcześniej w informacje dotyczące tych aspektów wojny, a ich wiedza ograniczała się do ogólnych doniesień medialnych dotyczących sytuacji na froncie, ataków na infrastrukturę czy liczby anonimowych poległych. Książka pozwala więc spojrzeć na sytuację za wschodnią granicą z innej perspektywy: nie przez pryzmat statystyk, suchych faktów i danych, lecz poprzez indywidualne ludzkie doświadczenia – jak w przypadku opisywanego w jednym z poprzednich akapitów wątku Wakułenki. Rzeczywistość wojenna przestaje być kolejnym komunikatem, a uosabia się w bohaterach i bohaterkach.
Głównym celem autorki było „spisanie świadectwa” (zob. s. 306-307). Choć, jak zostało to podkreślone w „Posłowiu” autorstwa grupy redakcyjnej, pisarka nie zdążyła dokończyć najbardziej rozbudowanych wątków, doświadczenia jej oraz jej bohaterek i bohaterów, które udało się opisać, zdecydowanie spełniają swoją rolę. Amelina pragnęła sprawiedliwości, lecz odebrano jej życie, nim jej doczekała. Chcę wierzyć, że jeszcze nastanie, dla całej Ukrainy, a książka „Patrząc na kobiety…”, zgodnie z wolą autorki, będzie pełnić istotną rolę w uświadamianiu o zbrodniach, których w tej wojnie dopuścili się Rosjanie. Pozostaje mieć nadzieję, że świadectwa takie jak to podtrzymają pamięć o tym, co , niestety, wciąż się dzieje – a do czego wielu już przywykło, klasyfikując doniesienia zza granicy jako jedne z wielu zmieniających się nagłówków.
LITERATURA:
Atwood M.: „Przedmowa”. W: W. Amelina: „Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę. Dziennik wojny i sprawiedliwości”. Przeł. H. Pustuła-Lewicka. Warszawa 2026.
Strona internetowa organizacji Truth Hounds: https://truth-hounds.org/en/about/.
Widera A.: „Próby Putina określenia Ukraińców jako „Rosjan” są bezowocne”. Czas Wschodni.pl. 27.07.2021. https://czaswschodni.pl/art/wiadomosci/proby-putina-okreslenia-ukraincow-jako-rosjan-sa-bezowocne_a1a4b61f-6758-4c3c-aa6c-90511692d2c1.
Cytat znajdujący się w tytule pochodzi ze strony 267.
Niedokończone historie
W podtytule znajduje się słowo „dziennik”, choć nie do końca z takim zamiarem autorka planowała napisać „Patrząc na kobiety…”; wydaje się, że książka miała być raczej nieco bardziej tradycyjnym reportażem. Jak pisze w „Przedmowie” Margaret Atwood, „Amelina przygląda się nie tyle samym zbrodniom, ile historiom kobiet, które, tak jak ona, starają się je dokumentować, a także historiom kobiet dotkniętych wojną” (Atwood 2026: 8). Inną koncepcją strukturalną było podzielenie książki na „nieoczekiwane lekcje, które badaczka zbrodni wojennych wynosi z pracy w terenie” (s. 137). Ostatecznie publikacja zawiera rozdziały i podrozdziały koncentrujące się na historiach poszczególnych kobiet i ich działaniach w czasie wojny. Choć elementy reportażu są bardzo wyraźne, podtytuł trafnie definiuje wydaną po śmierci autorki wersję. W końcowym, oddanym do rąk czytelników i czytelniczek wariancie nie zawsze kierowano się ostatnią zapisaną przez autorkę kopią roboczą; w większości włączano niezredagowane zapiski, nierozwinięte wątki, niedokończone zdania: „Amelina zdążyła przed śmiercią przygotować sześćdziesiąt procent tekstu. (…) zdążyła dopracować strukturę tekstu i napisać niektóre rozdziały (…), ale pozostałe są nieukończone. (…) zespół redakcyjny przyjął strategię jak najmniejszej ingerencji w oryginalny tekst” (Atwood 2026: 8-9). Taka decyzja sprawiła, że osobie stykającej się z tekstem w niniejszej formie nieustannie przypominane jest nawet na poziomie technicznym, w jaki sposób zakończyła się historia pisarki. Zdecydowanie nie pozwala to na potencjalne zdystansowanie się od tekstu i iluzoryczne, działające w ramach mechanizmu obronnego odseparowanie opisywanych wydarzeń od rzeczywistości.
Książka podzielona jest na cztery główne części, wyodrębnione według chronologii. Zaczyna się od wybuchu wojny, kończy na wiośnie 2023 roku. Każda z części zawiera podrozdziały koncentrujące się na losach konkretnych postaci, przebiegu danej misji lub fragmentach dziennika i osobistych przeżyciach autorki. Do niejako osobnej kategorii należą fragmenty dziennika Wołodymyra Wakułenki, raporty z misji terenowych i transkrypcja rozmowy z Philippe’em Sandsem, brytyjskim obrońcą praw człowieka. Decyzja o ich zawarciu nie została podjęta przez redakcję, a przez autorkę (zob. s. 310). Wydanie zawiera także wspomnianą „Przedmowę” Atwood, „Notę zespołu redakcyjnego”, „Posłowie”, kilka fotografii Ameliny i bohaterek oraz jeden z wierszy.
Świadectwo
Istotne wprowadzenie stanowi opis przeżyć autorki w kilku dniach przed i po wybuchu wojny. Chwilę przed inwazją Amelina wyjeżdża z synem na tygodniowe wakacje do Egiptu. Decyzja, która dla mieszkańców innych krajów może wydawać się absurdalna, nie jest taka z perspektywy Ukrainki (i zapewne większości jej rodaków): zapowiedzi ataku to żadna nowość od 2014 roku. Do pełnoskalowej wojny miało dojść już wielokrotnie. Tym razem jednak faktycznie dochodzi do eskalacji i powrót do ojczyzny staje się niemal niemożliwy; trudy związane z wylotem z Egiptu i odnalezieniem się w nowej, przerażającej rzeczywistości w pierwszych dniach łączą się w opowieści Ameliny z poczuciem dziwnego spokoju – oto nadeszło coś, co od wielu lat, odroczone, przerażało nieuchronnością („Czuję wściekłość, rozpacz i… ulgę. Tak, czuję też ulgę. Wstydzę się tego, ale nie mogę przed tym uciec, więc pocieszam się myślą, że nie ja pierwsza przyjmuję początek apokalipsy z uczuciem nie tylko rozpaczy czy gniewu” [s. 41]). Autorka wspomina, jak najpierw zostawia syna w Polsce, następnie namawia matkę na opuszczenie domu i wyjazd w bezpieczne miejsce. Ewakuuje ją wraz z siostrą i siostrzenicą, ósmego marca (jak pisze, trudno nie dostrzec w tym przykrej ironii) na granicę z Polską, lecz sama zostaje w kraju. Wkrótce udostępnia swoje lwowskie mieszkanie uchodźcom z terenów zagrożonych, a sama przenosi się do Kijowa. W międzyczasie przedstawia sylwetki innych bohaterek – kobiety o pseudonimie Casanova, pracującej dla Truth Hounds; bibliotekarki Julii z miejscowości Wołodymyra Wakułenki; Żeni Podobnej, byłej korespondentki wojennej i reportażystki, i innych. Opowieść stopniowo się rozwija, prowadząc przez kolejne bohaterki i działania, aby ostatecznie doprowadzić do momentu, w którym autorka zostaje badaczką zbrodni wojennych (zob. s. 130). Pomimo nadania pierwszeństwa perspektywie kobiet, mężczyźni także pełnią w książce istotną rolę. Amelina pisze o pisarzach, badaczach zbrodni wojennych, żołnierzach, synach i ojcach, bliskich bohaterek.
Jednymi z bardziej zapadających w pamięć fragmentów okazują się rozdziały dotyczące wspomnianego pisarza Wakułenki i bibliotekarki Julii Kakuli-Danyliuk z Kapytoliwki, wsi pod Iziumem w obwodzie charkowskim. Ich okolica była jedną z tych, do których Rosjanie wkroczyli od razu 24 lutego. Oboje pisali od początku inwazji swoje dzienniki. Pisarz niedługo po zanotowanych słowach i zakopaniu dziennika w ziemi 24 marca został zabrany na przesłuchanie, a następnie zwolniony; niedługo później ponownie go zatrzymano. Tym razem słuch o nim zaginął. Dopiero we wrześniu, po odkryciu masowego grobu, potwierdzono, że jedno z ciał należało właśnie do Wakułenki. Sposób, w jaki zostają przedstawione jego losy, jest dla książki bardzo charakterystyczny. Amelina nie opiera się jedynie na znalezionym przez siebie dzienniku czy suchych faktach z życia pisarza; kontaktuje się z osobami, które były mu bliskie i miały z nim kontakt przed uprowadzeniami i śmiercią. Przytacza opowieść jego byłej żony, która dzwoniła do niego w dzień inwazji i próbowała nakłonić go do zabrania ze sobą ich syna i wyjazdu z Kapytoliwki, oraz wspomnienie bibliotekarki Julii o dniu, w którym nie miała czasu, aby zatrzymać się i z nim porozmawiać. Było to już po 22 lutego i nie wiedziała, że widzi go ostatni raz. Takie ujęcie sprawia, że historia śmierci pisarza staje się jeszcze bardziej przejmująca – w tych pozornie prostych sytuacjach i działaniach kryje się cały tragizm. Odmowa wyjazdu; ukrycie dziennika w ziemi; brak czasu na rozmowę, o której obie strony nie mogły wiedzieć, że będzie „pożegnalną”.
Interesująco wypadają fragmenty, w których przytaczane są działania i pomysły związane z kulturą i sztuką. Powstają projekty, np. „Słownik wojny” autorstwa Ostapa Sływynskiego, czyli książka składająca się z opowieści uchodźców zasłyszanych na ulicach i dworcach. Amelina pisze też o oddolnym (prawdopodobnie niezrealizowanym) pomyśle dotyczącym dołączania fragmentów wierszy ukraińskich poetów do zestawów pierwszej pomocy (zob. s. 87). Sama działalność bibliotekarki Julii i pisanie dzienników czasu wojny świadczą o potrzebie otaczania się czymś, co wykracza poza wojenną codzienność w rzeczywistości zdominowanej przez działania militarne. Inna ważna w tym kontekście postać to Tetiana Trofymenko, ratująca archiwum Domu „Słowo”, w którym mieszkali przedstawiciele Rozstrzelanego Odrodzenia. Twórczość ukraińskich autorów jest zresztą bardzo ważna także dla autorki. Wielokrotnie odnosi się ona do literatury, podczas opuszczania mieszkania „ewakuuje” cztery książki, które nie są jej ulubionymi – lecz „w irracjonalnej, może nawet głupiej próbie uratowania autorów: rozstrzelanych już poetów (…)” (s. 70). Wątki te są znaczące w kontekście charakterystyki inwazji. Pogardliwy stosunek Rosji do ukraińskiej tożsamości i ukraińskiego języka, chęć zmarginalizowania ich poprzez nazywanie Ukraińców „Małorusinami” (zob. Widera 2021) sprawiają, że język, kultura i sztuka stają się narzędziami walki. W książce doskonale wybrzmiewa nacisk na ten rodzaj oporu przeciwko rosyjskim próbom zanegowania odrębności narodu.
Podsumowanie
Sądzę, że lektura może być łatwiejsza w odbiorze dla osób, które regularnie śledziły lub śledzą wydarzenia w Ukrainie związane z wojną – czyli tych osób, które przeżyły już pierwszą falę emocji związaną z przypadkami zbrodni wojennych i wiedziały o pewnych opisywanych w książce wydarzeniach, jak np. o losach Wakułenki. Nie oznacza to oczywiście, jak już pisałam w pierwszym akapicie, że czytanie nie będzie dla nich żadnym mentalnym wyzwaniem – jednak zetknięcie się z opisami tortur na jeńcach czy historiami przedwczesnych śmierci na skutek ataków może się okazać wyjątkowo trudne, jeżeli czytelnik lub czytelniczka nie zagłębiali się wcześniej w informacje dotyczące tych aspektów wojny, a ich wiedza ograniczała się do ogólnych doniesień medialnych dotyczących sytuacji na froncie, ataków na infrastrukturę czy liczby anonimowych poległych. Książka pozwala więc spojrzeć na sytuację za wschodnią granicą z innej perspektywy: nie przez pryzmat statystyk, suchych faktów i danych, lecz poprzez indywidualne ludzkie doświadczenia – jak w przypadku opisywanego w jednym z poprzednich akapitów wątku Wakułenki. Rzeczywistość wojenna przestaje być kolejnym komunikatem, a uosabia się w bohaterach i bohaterkach.
Głównym celem autorki było „spisanie świadectwa” (zob. s. 306-307). Choć, jak zostało to podkreślone w „Posłowiu” autorstwa grupy redakcyjnej, pisarka nie zdążyła dokończyć najbardziej rozbudowanych wątków, doświadczenia jej oraz jej bohaterek i bohaterów, które udało się opisać, zdecydowanie spełniają swoją rolę. Amelina pragnęła sprawiedliwości, lecz odebrano jej życie, nim jej doczekała. Chcę wierzyć, że jeszcze nastanie, dla całej Ukrainy, a książka „Patrząc na kobiety…”, zgodnie z wolą autorki, będzie pełnić istotną rolę w uświadamianiu o zbrodniach, których w tej wojnie dopuścili się Rosjanie. Pozostaje mieć nadzieję, że świadectwa takie jak to podtrzymają pamięć o tym, co , niestety, wciąż się dzieje – a do czego wielu już przywykło, klasyfikując doniesienia zza granicy jako jedne z wielu zmieniających się nagłówków.
LITERATURA:
Atwood M.: „Przedmowa”. W: W. Amelina: „Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę. Dziennik wojny i sprawiedliwości”. Przeł. H. Pustuła-Lewicka. Warszawa 2026.
Strona internetowa organizacji Truth Hounds: https://truth-hounds.org/en/about/.
Widera A.: „Próby Putina określenia Ukraińców jako „Rosjan” są bezowocne”. Czas Wschodni.pl. 27.07.2021. https://czaswschodni.pl/art/wiadomosci/proby-putina-okreslenia-ukraincow-jako-rosjan-sa-bezowocne_a1a4b61f-6758-4c3c-aa6c-90511692d2c1.
Cytat znajdujący się w tytule pochodzi ze strony 267.
Wiktoria Amelina: „Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę. Dziennik wojny i sprawiedliwości”. Przeł. Hanna Pustuła-Lewicka. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

