Wydanie bieżące

1 lutego 3 (147) / 2010

Izabela Ochman,

MATKA-SMOK I POSZUKIWACZKA PEREŁ

A A A
Fausta (Magaly Solier) wyrusza w podróż wiodącą od łoża zmarłej matki do świata pełnego niebezpieczeństw, zakusów nieznanych sił i niespodziewanych zakrętów. Co sprawia, że oglądając najnowszy film Claudii Llosy, czujemy się owładnięci przez historię „totalną”, uniwersalną, a zarazem historię nie mówiącą w gruncie rzeczy nic nowego? Bohaterowie baśniowej opowieści bardzo często opuszczają rodziców i udają się w nieznane, za towarzyszy mając jedynie własny lęk i odwagę, choć z czasem przeważnie ich sprzymierzeńcem i wiernym kompanem staje się cała natura, reprezentowana na przykład przez nadlatujące z odsieczą roje pszczół czy ptaków lub kwiaty obdarzone magicznymi przymiotami.

Bohaterka „Gorzkiego mleka” przedłuża rozstanie ze zmarłą matką. Choć na łóżku od dawna leżą jedynie zwłoki, Fausta powraca do nich, a nawet wokół nich organizuje swoje życie. Jest to przykład tego, jak jedna osoba może zawładnąć życiem drugiej. Zasięg tego koszmarnego pochłonięcia, zaabsorbowania przekracza nawet śmierć. Można przywołać tu jungowski symbol Matki Pożerającej, Matki-Smoka, która karmi swoje dziecko lękiem, uniemożliwiając mu tym samym swobodny rozwój i jednostkowe istnienie. Podmiot będący w zasięgu takiej Matki nie ma możliwości samodzielnego życia i działania, skazany jest na bolesną symbiozę, chwyta się innych ludzi jak tonący brzytwy, bo strach nie pozwala mu funkcjonować w pojedynkę. Na tę właśnie chorobę cierpi Fausta. Do śmierci matki bohaterka prawie nie wychodziła samodzielnie z domu. Nie pozwalał jej na to strach przed gwałtem i powieleniem losu matki. Indiańskie wierzenia tłumaczą ten lęk nieco magicznie tym, że jako płód (Fausta jest dzieckiem poczętym w wyniku gwałtu) widziała obrzydlistwa, które gwałciciele czynili z jej matką, obserwowała wszystko z głębi jej brzucha. Następnie została wykarmiona przez zrozpaczoną kobietę gorzkim mlekiem, mlekiem smutku, żalu, bezsilności.

Historia naszkicowana przez reżyserkę pokazuje powolne odkrywanie przez młodą dziewczynę własnej tożsamości i niezależności. Przy końcu filmu widzimy Faustę już świadomą tego, że niosła we własnym ciele problem nienależący do niej samej, z którym nie udało się uporać jej rodzicielce. Kiedy dźwigały go dwie kobiety, wydawał się tylko lżejszy, gdyż w rzeczywistości pomnażał się, rósł, puchł, gnił i czynił szkody, czego metaforą jest ziemniak, przechowywany przez główną bohaterkę we własnej pochwie. Mam on być zabezpieczeniem przed groźnymi gwałcicielami, których kobieta wszędzie dostrzega. Fausta wierzy, że dzięki tej fizycznej przeszkodzie, nie będą oni mieli możliwości jej skrzywdzić. Zagrożenie jest oczywiście dalece iluzoryczne. Kiedy w jednej z ostatnich scen widzimy Faustę tuż po operacji, na szpitalnym łóżku, wyzbytą swojej „fizycznej blokady”, ściska ona w ręku garść drogocennych pereł, będących symbolem skarbu, nierozwiniętego potencjału, o którego odnalezienie sama się pokusiła, a potem, pomimo łez i rozżalenia, zadbała.

Po śmierci matki chcąca znaleźć jakiekolwiek źródło zarobku dziewczyna trafia na służbę do pewnej bogatej kompozytorki, mieszkającej w mieście nieodległym od jej rodzinnej wioski. W domu tym Fausta nie jest przeciążana pracą ani poniżana. Jej pani jest osobą silną i samodzielną, do dziewczyny zwraca się ze sporym szacunkiem i zrozumieniem. Jako widzowie możemy po cichu liczyć na to, że młodej dziewczynie udało się właśnie przeskoczyć spod tyranii matki wprost pod skrzydła trochę zimnej acz wyrozumiałej żywicielki. Ale świat nie jest aż tak przyjazny. Znamy to uczucie z baśni, w których bohater wyruszający w drogę doświadcza przykrości, poniżenia, zawiści ze strony innych osób. Tak będzie i w wypadku bohaterki „Gorzkiego mleka”. Sfrustrowana artystka, u której pracuje Fausta, przygotowuje się właśnie do ważnego dla siebie występu, w jej głowie nie pojawia się jednak wizja żadnego utworu, który mogłaby przedstawić. Wena zupełnie jej nie dopisuje. Wewnątrz kobiety panują chaos i pustka, bohaterka nie ma więc skąd zaczerpnąć inspiracji. Napięcie w niej samej osiąga niebawem taki poziom, że przez okno wylatuje fortepian.

Podczas oglądania filmu wielokrotnie obserwujemy niezwykle liryczny i wymowny obraz wyrzuconego, roztrzaskanego fortepianu, który wpadł do ogrodu i w jego scenerii stworzył niebanalną całość, epatującą siłą, pragnieniem natchnienia, mistyki, Boga, piękna, harmonii. Sposób na odnalezienie tych wartości tkwi, jak to zwykle bywa, o krok od poszukującego. Znerwicowana artystka odkrywa, że jej służąca ma w zwyczaju nucić dziwne i intrygujące pieśni. W zamian za wielokrotne śpiewanie jednej z nich, kobieta obiecuje onieśmielonej dziewczynie swoje własne perły. Po koncercie jednak obficie oklaskiwana i chwalona za niezwykle oryginalne wykonanie artystka porzuca Faustę na przerażającej dla niej ulicy, pośród ciemnej nocy, nie wypłaca jej ani grosza i nie ma zamiaru oddać obiecanych pereł. Jest to moment, kiedy pośród własnej śmierci dziewczyna rodzi się na nowo. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat idzie sama ciemną ulicą, ze strachu zaczyna biec, ale już w tym biegu wykrzykuje swojej pani prawdę o perłach… Wtedy to staje się świadoma samej siebie, własnej wartości i niezależności. Wkrótce rzeczywiście wyprawia się po obiecane perły. A że w filmie zamiast dosłowności mamy raczej do czynienia z obrazowością i symbolicznością, jesteśmy świadkami sceny, w której Fausta spoconymi dłońmi zbiera z podłogi rozsypane na niej klejnoty. Wygląda to tak, jakby dokonywała konspiracyjnego połowu. Lęk przed zostaniem przyłapaną jest jednak słabszy od pragnienia własnej przemiany.

Dobrym kontekstem dla sytuacji przedstawionej w filmie jest pewien apokryficzny tekst, zatytułowany „Hymn o Perle”, którego tłumaczenia podjął się Czesław Miłosz. Bohater tej historii wyrusza z domu rodzinnego na poszukiwania czegoś drogocennego, co symbolizuje w utworze Perła. Leży ona owinięta cielskiem smoka pośrodku morza, więc niełatwo ją zdobyć. Wysłaniec-Poszukiwacz nie tyle nie jest w stanie podjąć się walecznego czynu wydobycia Perły, co zapomina o swoim posłannictwie i zasypia. Podobnie Fausta została wyposażona we wszelkie możliwości, by pokonać Smoka-Matkę w sobie i zacząć normalnie żyć, tyle że przez wszystkie lata była zupełnie tej prawdy nieświadoma, żyjąc mechanicznie, z rozpędu, jakby była przedłużeniem własnej matki, a nie samą sobą.

Podczas „miejskiego” etapu wędrówki Fausty, kiedy jako służąca zarabia na pochówek swej rodzicielki, bohaterka często powraca do wioski, z której wyszła i gdzie nadal przebywają zwłoki jej matki. Wuj niecierpliwi się, nie wiedząc, co też z nimi począć. Jego córka wkrótce wychodzi za mąż i wokół domostwa powinien już dominować klimat radosnego świętowania, a nie żałoby, dlatego bohater pragnie czym prędzej pochować starą Indiankę przed domem, bez zbędnych wydatków i formalności. Fausta nie potrafi się z tym pogodzić, chce „nosić swoją matkę” ponad miarę i ponad własne siły: załatwić transport trumny i wydać sporą sumę pieniędzy na czynności pogrzebowe. Nie jest w stanie tym wymaganiom sprostać. Kiedy więc pewnego dnia przybywa do wioski i widzi swojego wuja stojącego nad dołem wykopanym przed domem, przeczuwa najgorsze. Rozzłoszczona i rozczarowana podąża w jego kierunku szybkim, nerwowym krokiem, aż wreszcie spostrzega, że dół jest wypełniony wodą i kąpią się w nim małe dzieci. W utrzymanym w poetyce realizmu magicznego filmie często pojawiają się takie irracjonalne zdarzenia, mające formułę senną. Wodę można rozpatrywać jako symbol seksualności. Kobieta, która dotąd nosiła w sobie dziurę, pustkę, grób, zaczyna teraz wypełniać to miejsce treścią o zupełnie innej naturze, związanej z życiem i radością. Małe dzieci są symbolem swobodnej, nieskrępowanej zabawy i świeżości spojrzenia na otaczającą rzeczywistość.

„Gorzkie mleko” jest wyrazem wielu ludzkich lęków egzystencjalnych: strachu przed samotnością i przytłoczeniem (bohaterka boi się sama wychodzić, ale boi się również zostać napadnięta), braku umiejętności wypośrodkowania życiowej postawy (Llosa wiedzie swą bohaterkę od zachłannego kiczu wiejskich weselisk do wielkomiejskiej oschłości i pogardy dla życia). Nade wszystko omawiana historia jest przykładem męskiej inicjacji heroicznej, której przewrotnie doświadcza w filmie kobieta. Proces walki ze strasznym potworem – lękiem, ziemniakiem, matką (jak kto woli) – podsycany jest przez niezwykłość przyrody i relacji międzyludzkich. Symbolem tych dwóch rzeczy jest przyjaźń z ogrodnikiem, która staje się udziałem dziewczyny. Biegnąc po swoje perły, Fausta odważnie przedrze się przez targowiskowy gąszcz i hałas, który wcześniej odbierała jako groźbę. Oznaczać to będzie otwarcie na bycie uwikłaną w szereg relacji społecznych, nieraz dalece pokomplikowanych i niejednoznacznych. Asekuracyjne otaczanie się znanym kręgiem osób było dla Fausty rodzajem więzienia, które mylnie odbierała jako zbawienie. Opuszczenie „uświęconego” obszaru zadomowionej wioski jest symbolem otwarcia się na cały kosmos, wraz z jego rozmaitością. Znowu dotykamy tu sfery uniwersum – w gruncie rzeczy każdy człowiek ma posłannictwo życiowe, którym jest przekroczenie siebie: mówią o tym nie tylko baśnie, mity i niemal wszystkie religie; mówi o tym każdy dzień życia, pełen nieoczekiwanych wyzwań, na które przecież trzeba odpowiadać.

Claudia Llosa już po raz drugi przeniosła nas w geograficzne rejony swojego dzieciństwa, spędzonego w przenikniętej rytuałami kulturze mieszkańców Andów. Podobnie jak w swoim poprzednim filmie („Madeinusa”, 2006), zdołała opowiedzieć w czarujący sposób o ciemnych stronach ludzkiej osobowości. Reżyserka jest ekspertką w zaznajamianiu widza z jego niskimi pobudkami. Z obydwu filmów przebija blask piękna, które wydaje się prawdziwą naturą rzeczy – widzimy w nich ludzi prawdziwych, niezafałszowanych, takich, jakimi są. W „Gorzkim mleku” po raz kolejny możemy zakosztować klimatu „kadzidlanej refleksji”, niedosłowności, bardzo pojemnego symbolu. Najnowszy film Claudii Llosy na pewno odbiorcy nie obciąży, a zrelaksuje doskonałą muzyką i śpiewem oraz nieśpieszną narracją.
„Gorzkie mleko” („La teta asustada”). Scen. i reż.: Claudia Llosa. Obsada: Magaly Solier, Susi Sánchez, Efraín Solís, Marino Ballón, Antolín Prieto, Anita Chaquiri. Gatunek: dramat. Produkcja: Peru / Hiszpania 2009, 94 min.