Wydanie bieżące

1 lutego 3 (147) / 2010

Przemysław Pieniążek,

MELODIA NA ODEJŚCIE

A A A
Daigo Kobayashi (Masahiro Motoki) jest wiolonczelistą w tokijskiej orkiestrze, którą – pomimo najszczerszych chęci – trudno zaliczyć do pierwszej ligi. Chociaż naukę na instrumencie rozpoczynał w najmłodszych latach, doskonale zdaje sobie sprawę, że jego talent nie jest wyjątkowy. Decydując się na gruntowną i spontaniczną zmianę dotychczasowego życia, Daigo powraca do rodzinnego miasteczka wraz ze swoją małżonką Miki (Ryoko Hirosue), której pokłady optymizmu i anielskiej cierpliwości wydają się niezmierzone. Państwo Kobayashi zamieszkują w domu należącym niegdyś do rodziców Daigo, nad wyraz szybko asymilując się w nowym środowisku. Pewnego dnia, przeglądając codzienną prasę, mężczyzna znajduje anons o wakacie w tajemniczej NK Agency, którą (zgodnie z dość niejasną treścią ogłoszenia) utożsamia z biurem podróży. W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej okazuje się, że firma prowadzona przez pana Sasakiego (Tsutomu Yamazaki) ma niewiele wspólnego z turystyką. Skrót w nazwie enigmatycznej placówki okazuje się bowiem akronimem słowa nōkan i oznacza firmę zatrudniającą pracowników domu pogrzebowego, których zadanie polega na pieczołowitym przygotowaniu zmarłych do ich ostatniej podróży.

Początkowe zakłopotanie Daigo oraz jego etyczno-estetyczne wątpliwości ustępują szybko (po części ze względu na bardzo atrakcyjne wynagrodzenie) pod naporem fascynacji i prawdziwego oddania nowej pracy. To, co przez osoby postronne (ale także przez żonę bohatera) postrzegane jest jako „nieczyste”, przynoszące stygmat zmazy i społecznego wykluczenia, dla Daigo jest aktywnym uczestnictwem w intymnej ceremonii, będącej próbą oswojenia śmierci. Z jednej strony, pieczołowicie odprawiane przez bohaterów rytuały związane z obmyciem ciała oraz wykonaniem pośmiertnego makijażu sprawiają, że rodzina zmarłego potrafi dostrzec w jego doczesnej powłoce piękno, będące równocześnie ulotnym refleksem duszy. Z drugiej, stwarzające pozór życia ciało wywołuje u żałobników w równym stopniu poczucie bólu i straty, co generuje szereg refleksji dotyczących efemeryczności cudu, jakim jest życie.

„Pożegnania” Yôjirô Takity to bardzo dobrze zrealizowany i przemyślany komediodramat, który szturmem podbił azjatycki rynek filmowy, a na dodatek w ubiegłym roku zdyskontował swoich rywali (w tym animowany dokument „Walc z Bashirem” Ariego Folmana, 2008) w walce o nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Z całą pewnością film ten należy uznać za największy sukces artystyczny w dorobku japońskiego twórcy, który zaistniał dzięki niemu w świadomości widzów także poza granicami Kraju Kwitnącej Wiśni. Warto bowiem pamiętać, że w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych Takita zasłynął jako reżyser serii „Molester Train”, będącej przykładem popularnego gatunku filmów dla dorosłych (pinku eiga). Na szczęście jego zainteresowania i ambicje nie ograniczyły się do sprawnie realizowanych pornograficznych „produkcyjniaków”, czego dowodem była nakręcona w 1986 roku niskobudżetowa komedia „Komiks” (w jednej z ról wystąpił tu nawet Takeshi Kitano), która spotkała się z ciepłym przyjęciem na New York Film Festival. Pasmo sukcesów rozpoczęło się dla reżysera jednak dopiero wraz z nowym millennium za sprawą takich komercyjnych przedsięwzięć jak „The Ying-Yang Master” (2001) czy „Ashura” (2005), będących udanym połączeniem baśniowej fantasy z kinem akcji, jak również historycznego eposu „When the Last Sword Is Drawn” (2003), przedstawiającego obraz Japonii z epoki Edo, tuż przed upadkiem szogunatu Tokugawa.

Jak na tym tle prezentują się kameralne „Pożegnania”? Z całą pewnością jest to film dojrzały, refleksyjny, ale jednocześnie inteligentnie zabawny. Niewątpliwym atutem dzieła jest oprawa muzyczna autorstwa Joe Hisaishiego, w której zdecydowany prym wiedzie (nomen omen) wiolonczela, moderująca ton filmu, ewokująca szereg znaczeń oraz korespondująca z nastrojowymi zdjęciami Takeshiego Hamady. Wyważona kompozycja dźwiękowo-plastycznych elementów stanowi emocjonalny komentarz do nabożnych rytuałów, odprawianych przez Daigo i Sasakiego z równą czcią, bez względu na wyznanie konkretnych „klientów”, zrównanych w obliczu tego, co nieuniknione.

Dzięki wszystkim tym elementom „Pożegnania”, pomimo bezsprzecznego zakorzenienia w kulturze Dalekiego Wschodu, zyskują wymiar bardziej uniwersalny. Na dodatek niewymuszony humor i wyczuwalna aura humanizmu budzą skojarzenia z eklektyczną, postmodernistyczną prozą Haruki Murakamiego. Pomimo kilku niepotrzebnych dłużyzn, dzieło Yôjirô Takity jest interesującym, chwilami słodko-gorzkim przyczynkiem do rozważań na temat przemijania, jak i umiejętności godzenia się z faktem własnej śmiertelności. „Pożegnania” bez wątpienia można nazwać filmem, którego wewnętrzna melodia wybrzmiewa w widzach jeszcze na długo po wyjściu z kina.
„Pożegnania” („Okuribito”). Reżyseria: Yôjirô Takita. Scenariusz: Kundo Koyama. Obsada: Masahiro Motoki, Tsutomu Yamazaki, Ryoko Hirosue, Kimiko Yo, Tetta Sugimoto. Gatunek: komediodramat. Produkcja: Japonia 2008, 130 min.