Wydanie bieżące

1 lutego 3 (147) / 2010

Krzysztof Grudnik,

CHODZĄC Z(A) THOREAU

A A A
„Nazywał się Henry David Thoreau…" – takiego początku spodziewalibyśmy się po pierwszej w Polsce książce poświęconej temu autorowi. Tymczasem początek „Ujmować" („His name was Eliot Alison...”) sytuuje się zarazem bardzo blisko, jak i możliwie najdalej tego rozpoczęcia. Książka Tadeusza Sławka daleka jest od historyzującego ujęcia i znajduje w tej kwestii silne oparcie w przedmiocie swoich badań. Thoreau uważał bowiem, że historia, jako zinstytucjonalizowana wiedza, sztucznie naciągana do niemożliwej statyczności, przynosi niewielki pożytek. Toteż „Ujmować" zamiast ospałej biografistyki, proponuje nam pochylenie się nad dynamiczną myślą autora „Walden”.

Znajdujemy Thoreau w samym środku wieku XIX, gdy rozmyśla nad rozłamem świata. Istnieje warstwa powierzchowna, wspólna dla wszystkich ludzi i łatwa do dostrzeżenia. Pod nią jednak kryje się warstwa głęboka o indywidualnym charakterze. Nie jest ona osiągalna dla zbiorowości, wobec czego nie jest ludzka (pozytywnie: jest „nie-ludzka”), czy też jej istnienie poprzedza społeczną legitymizację ludzkości (jest „przed-ludzka”). Myśl Thoreau – stanowiąca, jak określa ją Sławek, konsekwentny „zamysł filozoficzny” – pozwala dotrzeć do głębokiej rzeczywistości, ale jako taka nie ma wiele wspólnego z filozofią akademicką. Filozofia akademicka nie należy do domeny myśli, lecz wiedzy, która zawsze, jako wspólna, jest powierzchowna.

Na podobnych zasadach jawić się będzie także język. Jest on zinstytucjonalizowany z samej swej istoty: aby być komunikatywnym, trzeba sięgnąć do zasobów słownika wspólnych i zrozumiałych dla ogółu. Ma to dwojakie konsekwencje: po pierwsze język może dotyczyć tylko powierzchniowej warstwy rzeczywistości, po drugie: jednostkowość jest niewyrażalna (tę drugą myśl rozwinie po latach Lacan, twierdząc, że aby się wyrazić, podmiot musi zapośredniczyć się w języku nienależącym do niego). A jednak język jest niezbędny, bo tylko poprzez niego można wyrazić głębię doświadczenia. Aby pogodzić rodzącą się sprzeczność, musimy przystać na zniekształcający charakter języka, a zarazem szukać jego najbardziej zindywidualizowanych form – poezji, czy szerzej literatury, stylu.

Można odczytywać „Ujmować” jako przypomnienie, czym jest romantyzm, a może nawet jako walkę o „romantyczny romantyzm”. W opublikowanej w 1987 roku pracy „The Romantic Ethic and the Spirit of Modern Consumerism” Colin Campbell dostrzega podstawy rozwoju współczesnego konsumpcjonizmu właśnie we wrażliwości romantycznej. Oczywiście pomiędzy tamtą wrażliwością a postawą konsumpcyjną istnieje zasadnicza różnica, niemniej Campbell uważa, że chęć zaspokojenia wyobrażonych tęsknot, przejawiająca się w emocjonalnym nadobsadzeniu towaru, jest gestem romantycznym. Fakt, że owo nadobsadzenie ma miejsce wyłącznie przed nabyciem, że każdorazowo jesteśmy skazani na rozczarowanie napędza pragnienie nowości i odsyła do kolejnego towaru, co napędza konsumpcję. Jeśli rzeczywiście mamy dziś do czynienia z „konsumpcyjnym romantyzmem”, który opisuje Campbell (ale także np. Patricia Waugh na pierwszych stronach „Practising postmodernism, reading modernism”), to Thoreau staje się krytykiem również naszych czasów, zaś jego wydanie romantyzmu jest od tego jak najdalsze. Proponowana przez Sławka lektura Thoreau wskazuje na to alternatywne podejście. Przede wszystkim amerykański filozof świadom jest tego, że gromadzenie dóbr nie przynosi spełnienia. Złudą jest ulokowany w nieokreślonej przyszłości dobrobyt, który należy okupić pracą w teraźniejszości. Strata nie polega na tym, że traci się czas i energię na zaspokajanie potrzeb, które nigdy zaspokojone nie zostaną, lecz na tym, że wykonywanie jakiejkolwiek pracy jedynie ze względu na wynagrodzenie odbiera jej sens, narzuca jednostce automatyzm i mechanizm, odbierając tym samym ludzką (lub w terminologii Thoreau: przed- i nie-ludzką) godność.

Na stronie 153 znajdujemy cytat z pierwszego tomu „Dzienników”: „mądry człowiek jest niespieszny, nigdy zaś nerwowy i niecierpliwy” – i taki właśnie jest Sławek oprowadzający czytelnika po krajobrazie myśli filozofa z Concord. Ta powolna przechadzka (jakże ważnym jest dla Thoreau chodzenie!) pełna przystanków i postojów, ale przede wszystkim nieposiadająca celu, tym właśnie różni się od podróży. Sławek nie chce zaprowadzić nas w konkretne i z góry ustalone miejsce. Wskazuje nam natomiast poszczególne elementy kluczowe dla zrozumienia Thoreau, między innymi wyobraźnię, młodość, prawo, społeczeństwo i jednostkę, niepokój i tak dalej. Ale kiedy mijamy je, przechodząc od jednego do drugiego, w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że pomimo bardzo dużej liczny motywów będących dla nas punktami orientacyjnymi, powracają one z wyraźną regularnością. Powrót ten, noszący wyraźne znamiona koło hermeneutycznego, odbywa się zawsze w nowym, bogatszym kontekście, pozwalając tym samym pogłębić lekturę.

Praca Sławka rzeczywiście ujmuje czytelnika (i – odnosząc poglądy Thoreau do realiów dzisiejszych uniwersytetów – z pewnością nie jest zdeterminowana przez wynagrodzenie czy żadną podobną korzyść). Znajduje równowagę między erudycją (na 349 stronach, nie licząc odwołań do tekstów Thoreau, znajdują się 352 przypisy, z czego zdecydowana większość ma charakter bibliograficzny) a przejrzystością wypowiedzi, powagą należną przedmiotowi oraz lekkością stylu. Ujmuje też aktualizacją problemów, które wyciągnięte z pism Thoreau i ujęte przez Sławka nieco tylko inaczej – odzyskują życie.
Tadeusz Sławek: „Ujmować. Henry David Thoreau i wspólnota świata”. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2009.