Wydanie bieżące

1 marca 5 (149) / 2010

Michał Paweł Urbaniak,

EMIGRACYJNY AMERICAN NIGHTMARE?

A A A
Chcieli odmienić swoje życie. Przybyli do Stanów Zjednoczonych nie bez trudności – była to gorzka odyseja wiodąca przez oszukiwanie urzędników, zmuszająca do zawierania fikcyjnych małżeństw czy wskrzeszania nieboszczyków, usłana pieniędzmi przeznaczonymi na łapówki. Oto oni – szczęśliwcy, którzy otrzymali wymodloną wizową przepustkę do american dream – bohaterowie debiutanckiego zbiorku opowiadań Sany Krasikov „Jeszcze rok”. Ilona, Maja, Wiktor, Wiera, Gulia, Ania, Lew, Grisza, Lera, Regina i inni wierzyli w możliwość lepszego życia – z dala od sowieckich ojczyzn, które nie dały im obiecujących perspektyw na godną egzystencję.

W ośmiu prozatorskich miniaturach umieszczonych nad wspólnym amerykańskim mianownikiem Krasikov przedstawia historie ludzi, którzy znaleźli się w specyficznej sytuacji życiowej. Emigracja – nawet dobrowolna – to poniekąd wyrwanie z naturalnego środowiska, czego konsekwencje znajdują swoje odbicie na kartach kolejnych opowiadań. Autorka – zapewne w dużej mierze opierając się na osobistych doświadczeniach – w sposób przekonujący ukazuje tęsknotę za porzuconym krajem, rozluźnienie relacji z tymi, których się w nim zostawiło, wspominanie zamierzchłej przeszłości, snucie marzeń, karmienie się złudzeniami, odkładanie pieniędzy, poczucie wyobcowania czy poszukiwanie własnego miejsca w świecie. Wszystkich bohaterów nieodmiennie zdaje się nurtować pytanie o zasadność dokonanych wyborów. Często doskwiera im po kunderowsku rozumiana nieznośna lekkość bytu.

Trudno się dziwić wątpliwościom – być może american dream nie okazał się american nightmare, jednak daleko tej krainie do spłynięcia mlekiem i miodem. Jeżeli w ustach bohaterów pojawiają się już jakieś sądy, są one albo negatywne, albo podszyte sarkastycznym tonem. Pod piórem Krasikov wyraziście widać różnicę między rdzennymi Amerykanami, a ludźmi przyjeżdżającymi z innych regionów świata. Ci pierwsi są głęboko zakorzenieni w tej ziemi, mają we krwi zasady rządzące tutejszą egzystencją, odznaczają się specyficzną mentalnością opartą przede wszystkim o pewność siebie. Z kolei emigrantom ciągle towarzyszy zagubienie, samotność lub poczucie nieprzystosowania do otaczającej ich rzeczywistości, w której – choć jest tak bardzo obca – muszą przecież żyć. Przy tym wszystkim tytuł wydaje się bardzo znaczący: „Jeszcze rok”, powtarza bohaterka opowiadania „Maja w Yonkers”, każdego kolejnego roku – gdyż ten czas przypomina nieco hłaskowski ósmy dzień tygodnia, nieokreśloną tak ściśle perspektywę, której bez końca przedłuża się termin ważności.

Temat podjęty w zbiorku opowiadań Sany Krasikov nie jest ani nowy, ani wystarczająco wyeksponowany. Dużo wnikliwiej pisał o niuansach emigracji na przykład przywoływany już Milan Kundera w „Niewiedzy”. Co zatem decyduje, że „Jeszcze rok” jest tak dobrą książką, rzec nawet trzeba – wyjątkową? Być może niezwykłe mistrzostwo, jakie osiąga autorka w tych krótkich formach. Czytając kolejne odsłony jej twórczości, odnosi się wrażenie, że każde słowo jest niezbędne, a jedno dodane czy odjęte zepsułoby całą konstrukcję. To proza niezwykle wyważona, zwięzła, a jednocześnie głęboko nasycona. Uderza bogactwo celnych metafor, nastrojowych opisów czy obrazowych porównań. Nawet bohaterowie, mimo iż zazwyczaj nakreśleni kilkoma kreskami, są niezwykle wyraziści. Krasikov podchodzi do nich z pełną powagą, czasem czułą ironią, ale zawsze z ogromną dozą ciepła.

Tylko czy na pewno „Jeszcze rok” należy czytać przez emigracyjny klucz? Czy obarczenie bohaterów takim właśnie wspólnym doświadczeniem życiowym to usprawiedliwia? A może ten sam motyw ma stanowić tylko rodzaj klamry spajającej cały zbiorek? Te pytania nasuwa na myśl lektura ostatniego z opowiadań tak bardzo odstającego od pozostałych poprzez pierwszoosobową narrację oraz miejsce akcji obejmujące właściwie Moskwę, a nie Stany Zjednoczone pojawiające się tylko w warstwie retrospekcyjnej.

Ponadto podczas lektury można nieraz odnieść wrażenie, że te historie mogły rozegrać się w obrębie jednego kraju. Motyw emigracyjny wcale nie jest konieczny, aby ukazać oddalanie się matki i syna, aspekty przyjaźni, która rodzi się przypadkiem, niedobranie par małżeńskich, zgubne pielęgnowanie przeszłości, ponoszenie konsekwencji niewłaściwych decyzji czy egzystowanie przy pomocy złudzeń. To problemy tak uniwersalne, że chwilami trudno oprzeć się myśli, iż wszystko dzieje się poza literaturą, gdzieś obok, na naszym podwórku. Właściwie jeśli uda się spojrzeć na „Jeszcze rok” szerzej niż tylko przez pryzmat emigracyjnego sztafażu, można dostrzec wieloaspektowość problematyki, kryjącej się w tym niewielkim zbiorku.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na niezwykle delikatną materię opowiadań, którą Krasikov subtelnie się posługuje. Opisywane zdarzenia rozgrywają się we wszystkich – nie tylko emigracyjnych – domach. Ludzie uczestniczą w wystawnych przyjęciach, chodzą z dziećmi do kina na disneyowskie filmy animowane, podejmują krewnych, pozwalają sobie na ukradkowy seks, piją drinki w eleganckich lokalach, odrywają metki od zakupionych ubrań, jeżdżą metrem, rozmawiają o swoich sukcesach i niepowodzeniach, odliczają kolejne dni, zapisują numery telefonów na banknotach jednodolarowych, zdradzają małżonków, śmieją się i płaczą, rozmawiają o błahostkach. Każde opowiadanie składa się właściwie z takich drobnych obrazków dobrze znanych z życia, które pogłębiają rysunek psychologiczny bohaterów, jednocześnie nie prowadząc wcale do rozwoju fabuły bądź jednoznacznego zakończenia – pióro Krasikov odznacza się niezwykłą statycznością, co jest ogromnym atutem jej twórczości.

To właśnie kompozycja otwarta, a przede wszystkim złożenie opowiadań z obrazków codzienności pozwala określić „Jeszcze rok” mianem literatury opowiadającej o nauce sztuki życia. Dodajmy: życia, dla którego emigracja jest dodatkiem, istotnym, ale jednak tylko dodatkiem. Bohaterowie trwają w swoich światach sowieckich czy amerykańskich, światach zastanych albo wymarzonych, światach kultury swojskiej i obcej, ale każdy z tych światów próbują jakoś ujarzmić, w każdym starają się odnaleźć, w każdym próbują być szczęśliwi. Nie wszystkim się to udaje, ale nie ustają w wysiłkach. Warto zauważyć, że losy poszczególnych postaci stają się przejmujące, niezależnie od tego, czy rozgrywają się w granicach czy poza granicami ojczyzn. Właściwie często okazuje się, że rzeczywistość emigracyjna wcale nie różni się tak bardzo od rodzimej – po prostu z jednego świata przechodzi się w następny.

Takie spojrzenie na tematykę książki Krasikov musi prowadzić do ciekawej refleksji. Skoro układanie sobie życia przebiega w podobny sposób niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy, to czy zagubienie w tym życiu nie jest właściwością odgórnie wpisaną w naturę człowieka? A czy próba wyjścia z tego błądzenia nie jest po prostu życiem samym w sobie?

Podczas czytania opowiadań ze zbiorku „Jeszcze rok” nie warto zamykać się w ramach emigracyjnej interpretacji. Dopiero ich przełamanie pozwala w pełni dostrzec literacki kunszt, maestrię formalną i bogactwo treści, jakie niesie ze sobą błyskotliwy debiut Sany Krasikov.
Sana Krasikov: "Jeszcze rok". Przeł. Michał Kłobukowski. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2009 [seria: Proza świata].