Wydanie bieżące

1 marca 5 (149) / 2010

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

W POGONI ZA BATMANEM

A A A
„Subtelny nos Lilli Steinbeck” jest książką zdecydowanie dziwaczną, lecz zaczynającą się intrygująco, od – wydawałoby się – bezsensownego wybicia okna. Bohater, typowany według reguł gatunku na pierwszoplanowego, zadowolony z siebie i swojego życia Georg Stransky zostaje porwany w iście absurdalny sposób. Oczywiście na tym zamilknę. Na scenę wkracza tytułowa bohaterka – policjantka Lilli Steinbeck, która podejmuje śledztwo przekraczające granice Niemiec. Okazuje się bowiem, że Stransky był siódmym z kolei porwanym obywatelem tego kraju, ciała jego poprzedników odnajdywano na drugim krańcu świata. Niewątpliwe ktoś prowadzi dziwną grę, w której pionkami są zwykli, przyzwoici, wręcz nudni ludzie, których łączy tylko dłuższy pobyt w Atenach w 1995 roku. Lilli musi się tam udać, akcja przyspiesza, gwarantując czytelnikowi stałą dawkę napięcia. Spokojne śledztwo zmienia się w aferę rodem z filmów o Jamesie Bondzie, gdzie dywagacje detektywa ustępują szaleńczym pościgom, strzelaninom, morderstwom z zimną krwią. Ta książka to zdecydowanie anty-Christie, bliższa jest natomiast powieściom noir, tylko autor charakteryzuje się większą autoironią, przede wszystkim zaś w odpowiedzi na antyfeminizm czarnych kryminałów Heinrich Steinfest bohaterką uczynił kobietę, silną i zdecydowaną stawić czoła wszystkim przeszkodom. Jako kompana dał jej Greka, podejrzewanego o torturowanie więźniów, osobnika wielce opasłych kształtów, który równie gładko jak bohaterka wychodzi z kłopotów. Kłopoty to specjalność Lilli, która po zakończeniu opisanej w książce akcji, jak informuje autor w ostatnim rozdziale, nadal realizuje się w niebezpiecznych misjach, tylko dla innego już niż policja, zleceniodawcy.

Lilli byłaby piękną kobietą, gdyby nie fatalnie prezentujący się nos, którego nie chce zoperować. O ile nos Kleopatry zmienił historię świata, o tyle nos Lilli decyduje o sposobie, w jaki jest postrzegana. Atrakcyjna fizycznie, choć niezwykle szczupła, wręcz chuda, elegancko ubrana i pewna siebie, nie jest lubiana, budzi niechęć doskonałością i chłodem. Taka zimna jak Grace Kelly (muza mistrza Hitchcocka), urodą bliższa jednak Audrey Hepburn, pozbawiona jednak jej elfiego czaru pani detektyw fascynuje mężczyzn, przynajmniej niektórych: „Oczywiście, i Stavros się speszył nosem Lilli, jednak tylko przez chwilę. Szybko zrozumiał, że taki nos jest po coś, wynika z pewnej inteligentnej koncepcji. Stanowi wadę wkalkulowaną, zupełnie jak szczepionka, dzięki której choroba przechytrza samą siebie”. Z wszystkich grecko-arabskich tarapatów Lilli wychodzi bez szwanku, gorzej ze Stranskym, któremu nie dane będzie spełnić marzenia życia – objawienia światu prawdy o rzekomo zaginionym gatunku ptaka. Stransky sprawi się zresztą nieźle, przeżyje przygodę życia (no, prawie przeżyje).

Powieść obficie żywi się kulturą popularną, autor daje wyraz fascynacji i filmami Hitchocka, i serialem „Zaginieni”. Przestajemy zastanawiać się nad prawdopodobieństwem wydarzeń i przyjmujemy zaproszenie do beztroskiej zabawy w policjantów i złodziei, a raczej ich wersji z uciekającymi i ściganymi. Autor nie kryje dystansu wobec fabuły, czytelnik nie może się nudzić, co jednak, jeśli w ogóle coś, kryje się za akcją? Być może to pytanie jest bezzasadne, prawdopodobnie chodzi jedynie o rozrywkę i puszczanie oka do czytelnika, taka łagodna wersja postmodernistycznych powieści. Otrzymujemy zatem kryminał, który nim nie jest, a przynajmniej rezygnuje z tradycyjnego sztafażu (zbrodnia, detektyw, zamknięty krąg podejrzanych, eleganckie wyjaśnienie) na rzecz dziwacznych scen. Przykładem pomieszania porządków są choćby sceny dwukrotnego napadu na Lilli – z jednej strony groteskowa napaść, z drugiej wymyślna tortura, którą rzekomo stosowano naprawdę. I w ten sposób uśmiech zamiera czytelnikowi na ustach. Autor nie stroni od drastyczności, balansując z jednej strony na jawnie komiksowych wątkach (choć Lilli deklaruje niechęć do tej formy sztuki popularnej), z drugiej na quasi-autentycznych wydarzeniach.

Ukrytą protagonistką Lilli jest Esha Ness, królowa przestępczego świata, obdarzona przeciętną urodą, rosłą sylwetką i władzą decydowania o życiu lub śmierci. Bez zmrużenia oka skazuje na śmierć swojego podwładnego Henri Despreza, byłego funkcjonariusza francuskich służb specjalnych i to w chwilę po nakarmieniu kilkumiesięcznego synka. Esha, o której wiadomo tylko to, że nazwisko nie łączy jej z dzielnym policjantem, a raczej z potworem ze szkockiego jeziora, przeraża bezwzględnością: „Być może zwierza z Loch Ness nie odkryto tylko dlatego, że wszyscy, rozglądając się za pokaźnym wężem morskim, nie zauważają, że tam w toni szybuje śliczna rusałka”.

Zwróćmy uwagę na trzy postaci kobiece – po stronie porządku stoi Lilli, po stronie brutalności – Esha, a codziennej bezwzględności – żona Stransky’ego – Viola. Atrakcyjna, doskonała żona, ambitna scenarzystka, pozornie idealna żona, w istocie dość nieczuła kobieta, która nie kryje się zbytnio z romansem. Od pewnego momentu czytelnik, mimo że może kibicować Stransky’emu, zdaje sobie sprawę, że nie może on wrócić do swojego poprzedniego życia, że dwie z tych kobiet na pewno na to nie pozwolą.

Freudystę, oprócz postaci silnych, pozbawionych słabości kobiet, które nie zawahają się użyć wszelkich swoich atutów, interesuje także brzydota. Autor sugestywnie opisuje niezłomną Lilli: „Wiedziała, że to miałoby fatalne skutki, nie uszłaby przed nożem, póki by tego nie zechciał jej przeciwnik. Jednak tylko pozornie przyjęła bierną postawę. Stosując prościutki chwyt psychologiczny, oklapła całym ciałem, z wdechem jedynie podając pierś do przodu. Takiej postawy mężczyźni chcą od kobiet. Stereotyp? Trudno. Oni naprawdę lubią bezsiłę, bezbronność, omdlałość, ale za to biust niekoniecznie duży ani jędrny, byle wyraźny, będący, rzec można, jedynym przejawem niewieściej aktywności. Inteligencję mężczyźni pomijają, bo chodzi im tylko o fizyczność. Wyobrażają sobie, że ciało to coś samodzielnego, i jest źdźbło prawdy w słowach Jacka Lemmona, kiedy w filmie »Pół żartem, pół serio«, obserwując idącą Marilyn Monroe, powiada: Jakby w środku miała jakiś mechanizm”. Równie mocno eksponuje się deformacje, czego przykładem jest kilkakrotnie wspominana monstrualna otyłość Spiridiona Kallimachiosa, pomocnika pani detektyw, jak i okaleczeni pracownicy- niewolnicy doktora Antigonisa, za sprawą którego doszło do gry żywymi pionkami- zwykłymi niemieckimi obywatelami, którzy pechowo zostali obdarowani breloczkiem z Batmanem.

Jakkolwiek próby streszczania tej powieści mogą przynosić wrażenie chaosu i absurdu, to jednak lektura stanowi niewymuszoną przyjemność. Heinrichowi Steinfestowi udała się ta żonglerka znanymi motywami i kuriozalnymi wydarzeniami.
Heinrich Steinfest: „Subtelny nos Lilli Steinbeck”. Przeł. Jakub Ekier. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2010 [seria: mroczna seria].