ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 marca 6 (150) / 2010

Bernadetta Darska,

SEKRETNA IZBA

A A A
Powieść Johana Theorina to bardzo nietypowy kryminał. Powiedzieć o nim „skandynawski”, to zdecydowanie za mało, ponieważ autor miesza historię zbrodni z rodzinną tajemnicą, chętnie sięga do wierzeń, przesądów, do wiary w zjawiska paranormalne. Jego bohaterowie nie tylko widzą duchy, ale też z nimi rozmawiają i dzięki nim są w stanie rozwikłać zagadki świata realnego. Ci, którzy odeszli, mieszają się z tymi, którzy istnieją współcześnie. W efekcie mamy do czynienia z opowieścią łączącą teraźniejszość z przeszłością. Nieduża wyspa, na której dzieje się akcja książki, wydaje się być nie tylko zapomniana przez Boga i ludzi, ale też – co szczególnie ważne z pozycji „tu i teraz” – rządzi się swoim prawami. Nie bez powodu mieszkańcy mówią o zmarłych tak, jakby ciągle byli wśród żywych. Symptomatyczny jest też inny fakt – o tym, że minione ciągle istnieje, świadczą nie tylko świadectwa mieszkańców, ale też głosy, które słyszą niektórzy. Nic więc dziwnego, że do rozwiązania tajemnicy morderstwa dochodzi przy aktywnym udziale zmarłych, a zaprowadzenie porządku na wyspie odbywa się dzięki rozwiązaniu zagadek przeszłości. Śmierć i życie kroczy więc w tej powieści ramię w ramię.

Choć wspominam o specyficznym sojuszu duchów i ludzi realnie istniejących, książka ta nie jest horrorem czy thrillerem opierającym się na skutecznym kontaktowaniu się ze światem zmarłych. Warto zaznaczyć, że Theorin konsekwentnie buduje świat, który można by nazwać skandynawską wersją realizmu magicznego – wersją mroczną, przygnębiającą, smutną. Czerpie ona z tradycji opowiadania o rzeczach niezwyczajnych w taki sposób, że wydają nam się elementem codzienności, ale – co warto zaznaczyć – nie chodzi tu o epatowanie wydarzeniami trudnymi do pojęcia, lecz o pokazanie, że są miejsca, w których czas biegnie innym rytmem, a ludzie bywają bardziej skupieni na celebrowaniu chwili. Fakt, iż Olandia sprawia wrażenie miejsca opuszczonego, sprzyja podobnym zachowaniom i pozwala odnaleźć spokój. Nie wszystkim jest jednak on dany. Przekonuje się o tym główny bohater.


Joakim razem z żoną i dziećmi przeprowadza się ze Sztokholmu na Olandię. Katrine z córką i synem przyjeżdża jako pierwsza, mężczyzna dołącza do rodziny później. Krótko cieszą się szczęściem i perspektywą odnawiania i kształtowania domu wedle własnych upodobań. Pewnego dnia, gdy Joakim jest w drodze do domu, otrzymuje wiadomość. Okazuje się, że w wodzie znaleziono martwe ciało. Informacja, którą podaje policjantka, jest błędna – Joakim słyszy bowiem, że chodzi o jego córkę. Tymczasem gdy przybywa na miejsce, dowiaduje się, że ofiarą jest ktoś inny, choć równie, a może i bardziej bliski. Jesteśmy więc świadkami nie tylko przeżywania żałoby, ale też poznawania otoczenia oczami tej, która odeszła. Dzieciom wydaje się, że ktoś je w nocy odwiedza, a Joakim, zwiedzając posiadłość, odkrywa kolejne zakamarki – między innymi w nieczynnych latarniach morskich, w których od lat nikt nie przebywał, i w stodole. Poszukiwania mężczyzny prowadzą do zaskakującego finału. Choć początkowo wydają się jedynie ucieczką od bólu, próbą uciszenia cierpienia, ostatecznie pozwalają mu pogodzić się ze stratą i zrozumieć, że to, co uważał za prawdę, było zaledwie jej fałszywym odbiciem. Dzięki działaniom Joakima dowiadujemy się, co można by nazwać tajemnicami rodzinnymi, ale też otrzymujemy dyskretną i mocną zarazem diagnozę stosunków społecznych. Smutny to obraz – ludzi obojętnych na los innych, odwracających oczy od tego, co brzydkie i nieporządne, odpychających drugiego człowieka, bo nie pasuje do ich życia, niechętnych temu, by owego odtrąconego próbować zrozumieć. Joakim nie czuje się lepszy. Można by nawet powiedzieć, że jest jednym z tych, którzy chętnie rzucali kamień, czując się niewinni. Mężczyzna wie jednak, że choć sytuacja z przeszłości go przerosła, za jej finał jest współodpowiedzialny. Pozbycie się problemu nie jest bowiem jego zrozumieniem i rozwiązaniem.

Theorin nie poprzestaje na pokazaniu historii rodziny współczesnej. Ponownie oddaje głos starcowi, znanemu już ze „Zmierzchu” Gerlofowi. To zresztą bardzo intrygujący bohater – pozornie stojący na uboczu, zmarginalizowany, ale jednocześnie niezwykle uważny obserwator mający swój głos w kluczowych dla rozwoju akcji momentach. Warto także zwrócić uwagę na postać policjantki, kuzynki Gerlofa, która próbuje z opowiadań starego człowieka zbudować pamięć, której nigdy nie miała. Jego wspomnienia mają jej pomóc w uzyskaniu informacji o rodzinie. Ta swoista archeologia biograficzna ma także swoją odsłonę w działaniach Joakima. Wspomniane wcześniej poszukiwania prowadzą go do odkrycia istotnych faktów dotyczących matki i babki jego żony. Dochodzi więc nie tylko do ukojenia świeżego bólu spowodowanego odejściem bliskiej osoby, ale też do pogodzenia się z przeszłością, która nagle odsłania zupełnie inne, mniej bolesne i bezlitosne oblicze.

Ważne dla powyższego wydaje się to, że odkrycie prawdy następuje dzięki śladom kobiecym – sekretnej izbie, w której celebrowane jest ostateczne odejście kolejnych osób mieszkających przed laty w domu Joakima; zapiskom matki uzupełnionym o notatki córki; pracowicie wyrysowanym na drewnie imionom i datom; zaginionym obrazom, namalowanym w wyniku traumatycznego doświadczenia w szaleńczym rytmie konieczności zapamiętania. Theorin proponuje czytelnikom mroczną powieść obyczajową podszytą zbrodnią i tajemnicą. Panuje nad swoją opowieścią, umiejętnie dawkując napięcie i zwodząc czytelnika. Ten zaś nie jest do końca pewien, czy wierzyć ma duchom, czy żywym ludziom, zwłaszcza że to ci pierwsi częściej stają po stronie prawdy.
Johan Theorin: „Nocna zamieć”. Przeł. Bogumiła Ratajczak. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010 [seria: ze strachem].