Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (151) / 2010

Przemysław Pieniążek,

PSI ŻOŁD, CZYLI NIEDOLE JEDI

A A A
Bob Wilton (Ewan McGregor) jest młodym i ambitnym dziennikarzem, poszukującym intrygującego tematu, który mógłby stać się kanwą dla nowego reportażu. Nic więc dziwnego, że z pewną nadzieją zgadza się przeprowadzić wywiad z człowiekiem, który – wedle własnych słów – dysponuje nadprzyrodzonymi mocami, pozwalającymi na przenoszenie się za sprawą siły umysłu w dowolne miejsce na Ziemi. Jakby tego było mało, rozmówca Wiltona utrzymuje, że należał do tajnego oddziału armii Stanów Zjednoczonych, składającego się z żołnierzy podobnie jak on obdarzonych paranormalnymi zdolnościami. Choć „sensacyjny” materiał wydaje się chorobliwym rojeniem, Bob wkrótce przekona się, że stoi za nim coś więcej. Kiedy jako korespondent wojenny trafia do Kuwejtu, w hotelowym barze przypadkowo poznaje Lyna Cassady’ego (George Clooney), którego opowieść budzi w dziennikarzu wrażenie swoistego déjà vu. Mężczyzna zdradza bowiem Wiltonowi, że jest członkiem eksperymentalnej jednostki wojskowej „New Earth Army”, będącej forpocztą militarnej rewolucji.

Wyjątkowość Wojowniczych Mnichów, szkolonych w latach osiemdziesiątych w ramach ściśle tajnego projektu o kryptonimie „Jedi”, polega na tym, iż są w stanie skanować umysły swoich przeciwników, przenikać przez ściany, a nawet uśmiercać zwierzęta (w szczególności kozy) samym spojrzeniem. Co więcej, to właśnie stymulujący swoje mentalne talenty za pomocą alkoholu oraz solidnej porcji klasycznego rocka (w szczególności utworów grupy Boston) Lyn uchodzi za jednego z najlepszych „dalekich obserwatorów”. Kiedy charyzmatyczny twórca oddziału Bill Django (Jeff Bridges) znika w dość niejasnych okolicznościach, Cassady podejmuje się supertajnej misji, mającej na celu jego odnalezienie. Odczuwając narastający wpływ „Mocy”, Wilton stopniowo przekonuje się do samobójczego z pozoru zadania, które na zawsze odmieni jego życie.

New (Age) Model Army

W 1977 roku pułkownik Jim Channon nakłonił Pentagon do sfinansowania badań nad alternatywnymi technikami sztuki wojennej. Przez dwa lata opracowywał ideę armii, której siła opierałaby się na wykorzystywaniu telekinezy, niewidzialności, parapsychologicznych metod zabijania oraz innych pozazmysłowych chwytów, które skrzętnie przedstawił w publikacji zatytułowanej „First Earth Battalion Operations Manual” (1979). Co najdziwniejsze, Channon nie został w efekcie odesłany na badanie psychiatryczne, a niektóre z jego „propozycji” spotkały się z żywym zainteresowaniem ze strony amerykańskich sił zbrojnych, podejmujących żmudne prace nad realizacją iście fantastycznonaukowych mrzonek. Jakby tego było mało, prężnie rozwijający się ruch New Age sprawił, że w latach osiemdziesiątych projekt utworzenia armii lepszego świata stał się przedmiotem badań generała Alberta Stubblebine’a. Niewątpliwy potencjał przedsięwzięcia zaczął ponownie apelować do wyobraźni wojskowych za sprawą traumy 11 września oraz stosunkowo niskiej efektywności walki ze światowym terroryzmem oraz akcji stabilizacyjnej na Bliskim Wschodzie.

Kontratak komanda kozobójców

Brytyjski dziennikarz i dokumentalista Jon Ronson postanowił skrupulatnie zbadać skutki realizacji idée fixe pułkownika Channona. Rezultatem ponaddwuletniego dziennikarskiego śledztwa jest publikacja „Ludzie, którzy gapią się na kozy” (tak w oryginale brzmi tytuł książki oraz powstałego na jej podstawie filmu), będąca sumą rozmów prowadzonych przez Ronsona z naukowcami, prominentnymi oficerami, ezoterykami, wizjonerami oraz pospolitymi szarlatanami, których wypowiedzi cechuje zaskakujący poziom zbieżności przedstawianych tez. Jednocześnie publicystyczna praca Ronsona nabiera charakteru zjadliwej satyry (chwilami przypominającej dokumentalną wrażliwość Michaela Moore’a) na współczesną Amerykę wypraną z głębokiej duchowości i nafaszerowaną niuejdżowymi frazesami oraz popkulturową sieczką. Satyry, warto dodać, obnażającej równocześnie potencjalne zagrożenie dla życia jednostki, społeczeństwa, a nawet narodu, jakie mogą przynieść niewłaściwie kanalizowane utopijne ciągoty.

Nowa nadzieja?

Przebojowy temat nie musiał długo czekać na zainteresowanie ze strony Fabryki Snów. Adaptacji bestsellerowej książki Jona Ronsona podjął się Grant Heslov – amerykański aktor, reżyser oraz scenarzysta, mający w swoim dorobku między innymi skrypt oscarowego dzieła „Good Night and Good Luck” George’a Clooneya (2005). We współpracy z Peterem Straughanem (autorem scenariusza komedii „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi” Roberta B. Weide’a) udało mu się stworzyć niejednoznaczne dzieło, z jednej strony nieodparcie śmieszne, z drugiej – konsekwentnie przypominające, że pod purnonsensową (wydawałoby się) komedią ukryta jest niewygodna prawda o absurdalności wojny, bez względu na stopień jej fasadowego „humanitaryzmu”.

Odwołując się do (pop)kulturowego fenomenu gwiezdnej sagi George’a Lucasa, mającej wpływ na światopogląd najwyższych władz Stanów Zjednoczonych (wystarczy przypomnieć casus Ronalda Reagana, określającego amerykański system obrony mianem „Gwiezdnych wojen”, a komunistyczny reżim – „Imperium zła”), Heslov przedstawia binarną opozycję „Jasnej” i „Ciemnej Strony Mocy”, przekładającą się na odwieczne pragnienie stworzenia żołnierza doskonałego. Pierwszy żywioł reprezentuje autor „Podręcznika Armii Nowej Ziemi”, czyli Bill Django. Pełniący funkcję proroka „mistrz Jedi” zapowiada nadejście nowego początku dla całej ludzkości, wyzwolonej z okowów strachu, przemocy i wojen. Medium pozwalającym osiągnąć ten cel mają być posthipisowskie oddziały do zadań specjalnych, demilitaryzujące oraz pacyfikujące przeciwnika siłą własnej woli. Drugi biegun reprezentuje natomiast Larry Hooper (Kevin Spacey), marine owładnięty pragnieniem stworzenia morderczego i niepokonanego komanda psychożołnierzy. Mityczne żywioły Erosa i Tanatosa po raz kolejny stają do agonu, który nie może się doczekać widocznego przełomu.

Niewątpliwym atutem tej szpiegowskiej komedii są oscylujące na granicy parodii świetne kreacje George’a Clooneya, Jeffa Bridgesa oraz Ewana McGregora, którego niegdysiejszy udział w „Gwiezdnych wojnach” (gdzie wcielał się w mistrza Jedi Obi-Wana Kenobiego) jest źródłem licznych słownych i sytuacyjnych gagów. Fabularna odsłona „Człowieka, który gapił się na kozy”, obok rzetelnego przetworzenia na język kina najważniejszych zagadnień oraz problemów poruszanych przez Ronsona, pozostaje przede wszystkim dobrze zrealizowaną antywojenną satyrą, w której pobrzmiewają echa takich klasycznych dziś dzieł jak „Dr Strangelove” (1964) i „Full Metal Jacket” (1987) Stanleya Kubricka, „M.A.S.H.” Roberta Altmana (1970) czy „Paragraf 22” Mike’a Nicholsa (1970). Trudno o lepszą rekomendację.
„Człowiek, który gapił się na kozy” („The Men Who Stare at Goats”). Reż.: Grant Heslov. Scen.: Peter Straughan. Obsada: Ewan McGregor, George Clooney, Jeff Bridges, Kevin Spacey, Stephen Lang. Gatunek: komedia / szpiegowski. Produkcja: USA / Wielka Brytania 2009, 93 min.