Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (151) / 2010

Krzysztof Grudnik,

ZBIERAJĄC

A A A
Nawet humanistyka nie jest wolna od dyktanda mody. Dotyczy ona różnych elementów: od sposobu budowania wypowiedzi, podejmowania określonych tematów i – rzecz jasna – metod, po wizualną stronę tekstu (niektórzy czytelnicy pamiętają zapewne popularną jakiś czas temu manierę numerowania każdego akapitu). Dziś jednym z wyraźniejszych elementów modnych w pisarstwie humanistycznym jest prowokacyjna negacja przedmiotu swoich badań. Mistrzostwo osiągnął w tym chyba Jacques Lacan („Kobieta nie istnieje", „stosunek seksualny nie istnieje", „Inny nie istnieje" itd.), a tradycję tę godnie kontynuuje Paweł Dybel, stwierdzając w swojej najnowszej książce, że nie istnieje… psychoanaliza (s. 43).

Jak rozumieć to stanowisko? Otóż zdaniem Dybla nigdy nie powstał spójny system zwany psychoanalizą. Słusznie zauważa autor, że prace Zygmunta Freuda różnią się między sobą w sposobie konstruowania narzędzi opisu ludzkiej psychiki. W zależności od czasu powstania teksty Freuda dostarczają modeli odmiennych, niekompatybilnych, a nawet sprzecznych. Zebranie ich wszystkich w jeden system było gestem kontynuatorów (Jaspersa i innych). Gestem – dodajmy – chybionym. Dodatkowo późniejsi psychoanalitycy tworzyli całe szkoły (Anna Freud, Klein, Lacan), które znacznie się od siebie różniły nie tylko w interpretacji pism Freuda, ale także w konstruowanych przez nie modelach psychiki i w postrzeganiu roli (oraz metod) terapii. Oscylujemy więc pomiędzy dwoma skrajnościami: nigdy nie było (jednej, spójnej) psychoanalizy lub psychoanaliz (różnych i różnorodnych) jest multum. Oba człony alternatywy zakładają nieistnienie psychoanalizy, różnią się tylko w jego interpretacji.

Paweł Dybel wybiera jednak trzecia drogę – zbierając tytułowe „okruchy psychoanalizy”, pokazuje jak (i które) elementy myśli Freuda stały się inspiracją późniejszych myślicieli. Zgodnie z tym, co zostało powiedziane wyżej, także efekt tych inspiracji bywał diametralnie różny. Widać to wyraźnie w drugiej części („Psychoanaliza i hermeneutyka"), zwłaszcza w rozdziale zestawiającym koncepcje interpretacji Segal i Diltheya. Analiza kontynuatorów Freuda zawsze łączy się z tropieniem śladów pierwotnych założeń twórcy psychoanalizy. W ten sposób Dybel realizuje Lacanowski postulat „powrotu do Freuda", przy czym wektor myśli jest tu wyraźnie odwrotny niż w pracach np. Slavoja Žižka. Chodzi mi o to, że większa część pracy (wyróżnia się tu ostatnia część poświęcona polityce, głównie za sprawą przedrukowanego wywiadu udzielonego Przemysławowi Szubartowiczowi) ma charakter rewizjonistyczny. Okruchów psychoanalizy szuka się w pracach minionych, całość ujmowana jest historycznie, w pewnym oderwaniu od sytuacji współczesnej. Doszukiwanie się psychoanalitycznych relacji w kulturze współczesnej wychodzi poza ramy książki, mamy do czynienia z psychoanalizą w stylu retro – powrotem do tego, co już było.

Stąd też używanie terminologii „medycznej”: mówi się często o „terapii" czy „pacjencie", podczas gdy psychoanaliza dawno wyszła z gabinetów i klinik. Paweł Dybel zdaje sobie z tego sprawę, czemu daje dowód już w początkowych partiach tekstu, pięknie określając psychoanalizę jako formę specyficznej wrażliwości badacza (s. 26). Czemu jednak w pozostałych częściach książki decyduje się na ujęcie zdecydowanie bardziej strukturalistyczne – trudno powiedzieć. Równolegle dostrzec można u Dybla silne uprzywilejowanie literatury jako kontekstu sprzyjającego psychoanalitycznej wykładni. Oczywiście, tego typu wyjście poza terapię pojawiło się bardzo szybko. Sam Freud podejmował się często interpretacji dzieł literackich oraz, podobnie jak Jung, zwracał uwagę na sam proces tworzenia. Psychoanaliza stała się metodologią literaturoznawczą i dziś miewa się czasem o wiele lepiej na wydziałach filologicznych niż psychologicznych. Nie dziwi zatem obecność literatury (w tym sytuacji jej tworzenia oraz interpretowania), lecz jest ona wciąż wpisana w tradycję Freudowską – jest takim użyciem psychoanalizy, jakie mieści się w założeniach jej twórcy i nie poszerza paradygmatu.

Jednym z walorów „Okruchów psychoanalizy" jest wytrwałe tropienie i demaskowanie XIX-wiecznych, pozytywistycznych naleciałości w ideach Freuda i jego kontynuatorów. Dybel wskazuje tu między innymi na wąskie rozumienie rzeczywistości zewnętrznej u ojca psychoanalizy, lub ciągle mimetyczne pretensje do twórczości artystycznej w pracach Segal. To ważna obserwacja, która pozwala odkryć „przemycanie" pewnych pozostałości myślenia pozytywistycznego niejako pomiędzy dyskursem psychoanalizy.

Tok rozumowania Dybla jest jasny, pozbawiony zbędnych komplikacji. Książka zawiera sporo powtórzeń, podsumowań i parafraz, przez co miejscami staje się nieco nudnawa, choć tego typu rozwiązań zawsze można bronić naciskiem na dydaktyzm. W tym jednak kontekście pewne jej cechy – jak na przykład zastępowanie nazwiska osoby zwrotem „autor pracy X" – mogą stawać się miejscami, przy dużym ich zagęszczeniu, nieco dezorientujące.

W jaki zatem sposób umiejscowić tę książkę? Czy rzeczywiście wchodzi ona w zbiór prac kreślących „horyzonty nowoczesności”? Cóż, z pewnością psychoanaliza odegrała dla nowoczesności rolę znaczącą – i „Okruchy…" pokazują to doskonale. Niemniej trzeba zwrócić tu uwagę na czas przeszły („odegrała”) i uwzględnić fakt, że swoją ważną rolę psychoanaliza nadal odgrywa (czas teraźniejszy) – a o tym nowa książka Pawła Dybla już nie jest.
Paweł Dybel: „Okruchy psychoanalizy. Teoria Freuda między hermeneutyką i poststrukturalizmem”. Wyd. Universitas, Kraków 2009 [seria: „Horyzonty nowoczesności”, t. 76].