Wydanie bieżące

1 maja 9 (153) / 2010

Zuzanna Sokołowska, Justyna Gruszczyk,

ŚNIEG O ZAPACHU KOKOSU

A A A
Z Justyną Gruszczyk rozmawia Zuzanna Sokołowska
Zuzanna Sokołowska

Zuzanna Sokołowska: Czym dla Ciebie jest zapach?

Justyna Gruszczyk: Zapach jest dla mnie nośnikiem informacji. Odrobina zapachu pozwala na przypomnienie sobie całych sytuacji - z ich kolorami, dźwiękami, samopoczuciem w danym momencie, itp.

Z.S: Dlaczego akurat zmysł powonienia i zapachy są tak ważne w Twojej twórczości?

J.G: Korzystam z zapachu z wielu powodów. Wzrok, który dominuje w sztukach wizualnych, jest zmysłem, który w dużym stopniu w sobie rozwinęliśmy, nauczyliśmy się z niego korzystać w pewien określony sposób; potrafimy sobie, na przykład, wyrobić dystans do obrazu. Wiąże się to również z samym charakterem obiektu wizualnego – możemy się od niego fizycznie odwrócić, zamknąć oczy. Węch jest natomiast zmysłem bardzo pierwotnym, o którym wiemy niewiele. Trudno jest uciec od zapachu, ciężko wyrobić sobie do niego dystans. Zapach jest wszechobecny. Kiedy go wdychamy, wciągamy go do naszego wnętrza- staje się częścią nas samych. Podświadomie go zapamiętujemy, tworzy w nas rodzaj matrycy z informacjami. U każdego taka matryca jest inna. Reakcja człowieka na obraz to coś w rodzaju planszy z kulturowymi odpowiedziami; każda reakcja odbiorcy jest do pewnego stopnia nakierowana. W przypadku zapachu ta plansza jest pusta, zarysowana jedynie indywidualnymi skojarzeniami. Zapach porusza w każdym widzu inne struny. Interesuje mnie też to, że ja nie mogę tych reakcji przewidzieć.

Z.S: Zapach to także obecność, ślad, ulotna pamiątka po czyjejś wizycie. Czyją bytność starasz się podkreślać w swojej twórczości?

J.G: Zazwyczaj umieszczam zapachy w pustych przestrzeniach. Wypełnia je tylko zapach, i to wypełnia całkowicie. Paradoksalnie, chcę podkreślić obecność odbiorcy, który w ten sposób pozostaje sam na sam z zapachem. Nie może od niego uciec, bo tego nie potrafi. Może sobie tylko tego nie uświadamiać. Każdy mój projekt działa w trzech etapach: przeszłości, która zostaje przywołana zapachem, teraźniejszości jego odczuwania, oraz przyszłości, w której zapisany w zapachu moment zostanie ponownie odkryty, być może z zaskakującymi wnioskami.

Z.S: Opowiedz i instalacji zapachowej „Moje różowe życie”, która powstała w 2008 roku.

J.G: Moje różowe życie to instalacja do wnętrza galerii. Składa się z zapachu róż i truskawek. Zapachy te spotykają się pośrodku, tworząc nieokreśloną różową słodycz. Są tanie, kiczowate, plastikowe. Wystawa jest opowieścią o tym, jak otoczenie postrzega życie kobiety, artystki, o tym, jak moje życie było postrzegane przez otoczenie. Pomieszczenie jest mocno nawonione i zapach zostaje w ubraniach i włosach widzów. Ten projekt jest czymś w rodzaju mojej prywatnej zemsty, swoistego różowego rykoszetu...

Z.S: Czyli próbujesz tym samym walczyć ze stereotypami, z których utkana jest otaczającą rzeczywistość?

J.G: Tak, ale myślę, że to sięga jeszcze głębiej. Nadanie czemuś zapachu zmienia znaczenie tego czegoś, ale też potrafi to znaczenie nadać. Szczególnie lubię więc takie miejsca, na które nie zwraca się uwagi. Zapach sprawia, że te miejsca zaczynają istnieć w świadomości ludzi.

Z.S: W projekcie „Przenikanie” wprowadziłaś do miejsc mających swój właściwy zapach, nowe, zaskakujące wonie, które zmieniają tym samym strukturę postrzegania tych przestrzeni. Toaleta zaczyna pachnieć czekoladą, klatka kamienicy zielonymi roślinami. Miejsca te przestają być znajome, oswojone. Jaką informację starasz się przekazać odbiorcy? Czy nie jest to rodzaj przynęty, która ma skłonić do olfaktorycznego postrzegania rzeczywistości?

J.G: Przenikanie miało dwa rodzaje odbiorców - świadomych „oglądaczy” mojego konkretnego projektu oraz ludzi, którzy po prostu korzystali z tych miejsc jako ich zwyczajni użytkownicy. W trakcie realizacji okazało się, że dla tych drugich projekt okazał się o wiele bardziej interesujący, mimo że wielu z nich nie było nawet świadomych tego, że uczestniczy w interwencji artystycznej. Ten projekt był dla mnie przełomowy, nasunął mi wiele pytań, na przykład o to, czy sztuka może być niewidzialna, przezroczysta, a nawet o to, czy może być odbierana nieświadomie.

Z.S: Jakie formuły zapachowe wykorzystujesz najczęściej w swoich pracach?

J.G: Zapach do każdej pracy jest całkowicie nową rzeczą. Współpracuję ze znakomitym perfumiarzem, Piotrem Kempskim. Do części projektów Piotr po prostu robi zapach - ja mówię, jaki ma być efekt końcowy, wybieram podstawowe składniki. Do Piotra należy alchemia, i to od niego zależy ostateczny kształt zapachu. Ostatnio jednak coraz częściej po prostu pracujemy razem - Piotr ma coraz większy wpływ na całość projektu, nie tylko na zapach. A ja sobie coraz bardziej cenię ten wpływ.

Z.S: Jak powstał zapach wody, która przecież jest bezwonna, wykorzystana w instalacji „Strumień”? Jakie składniki zostały wykorzystane w tym zapachu? Mam nadzieję, że nie jest to tajemnica?

J.G: To jest właśnie pytanie do Piotra - ja pamiętam, że w składnikach był zapach zielonej herbaty i aloesu, ale jakim sposobem wyszła z tego woda? Tej tajemnicy nie potrafię wyjaśnić.

Z.S: Instalacja „Strumień” została zrealizowana w toruńskiej katedrze śś. Janów. To miejsce nasuwa mimowolne skojarzenia z duchowością, zmienionym stanem świadomości będącej w bezpośrednim kontakcie z sacrum. Czym sugerowałaś się wybierając to miejsce?

J.G: Fascynował mnie kontrast między starą, gotycką architekturą a ideą płynącej wody, kojarzonej ze świeżością i zmianami. Tutaj ważne było również to, jak stereotypowo postrzegana jest religia i osoby, które są religijne. Chciałam przełamać ten stereotyp.

Z.S: Jaki jest Twój ulubiony zapach, który działa na Ciebie najintensywniej? Czy jest to może zapach perfum, aromat, który towarzyszył jakiemuś istotnemu zdarzeniu? Jakie skojarzenia i emocje wywołuje on w Tobie?

J.G: Moim ulubionym zapachem jest zapach starej, zamkowej piwnicy - mieszanka grozy, czegoś podziemnego, oraz fascynacji. Oczywiście, znalazł się już w jednym z moich projektów, teraz chcę znowu do niego powrócić tworząc zapach – autoportret.

Z.S: Opowiedz o projektach, które chciałabyś zrealizować?

J.G: W moich następnych projektach chciałabym wykorzystać ciemność. Zobaczyć, w jaki sposób działa zapach, kiedy „wyłączy” się w ten sposób zmysł wzroku. Mam też parę kolejnych pomysłów na zapach w przestrzeni publicznej. Myślę, że najważniejsze jest teraz dla mnie to, żeby nadać sztuce prawo do bycia niewidzialną, przezroczystą oraz działającą na podświadomość bardziej niż na świadomość. Myślę, że taka sztuka jest odpowiedzią na kulturę nadmiaru efektów specjalnych, w której żyjemy.

Z.S: Bardzo ciekawie zapowiada się Twój najnowszy projekt „Acapulco”.

J.G: To taka przewrotna realizacja marzenia o tropikalnych wakacjach w środku mroźnej zimy. Ale projekt nie został jeszcze zrealizowany – teraz wiele zależy od śniegu.

Z.S: Dziękuję za rozmowę.