Wydanie bieżące

1 maja 9 (153) / 2010

Ryszard Knapek,

OD AGAMEMNONA DO BOHATERA

A A A
Giorgio Agamben zrobił w Polsce błyskawiczną karierę. Niewątpliwa w tym zasługa Krytyki Politycznej, która tłumaczyła, organizowała, głosiła… Pamiętam jeszcze jak w 2006 roku (chyba przed ukazaniem się „Profanacji”) na pewnej cieszyńskiej konferencji naukowej poświęconej intymności wyrażonej (w literaturze) Grzegorz Jankowicz (akurat nie z KP) opowiadał o coś o Arystotelesie, jakiś greckich terminach oznaczających życie i pewnym nikomu na sali nie znanym człowieku, zwanym Agab…Abamb…Agamemnon? Wzbudził tym o tyle zainteresowanie, co konsternację. Nikt ze słuchaczy (a było tam parę tęgich głów) nie słyszał kto zacz, nikt więc nie wiedział, na ile sprawę należy traktować poważnie. Od tego czasu mamy już przynajmniej sześć książek, sporo fragmentarycznych tekstów, kilka omówień, zalążki monografii, cieszący się dobrą sławą „Projekt Agamben”, no i wreszcie – „Przewodnik”, najmłodsze dziecko Krytyki Politycznej.

Świadomie piszę cały czas o zasłudze KP, a nie poszczególnych jej członków, ponieważ taki kolegialny tryb pracy instytucja ta przyjęła. Także teraz, kiedy wydaje Przewodnik poświęcony Agambenowi, w stopce na miejscu redaktora odnaleźć można zapis „Zespół KP” i mam nadzieje, że nie chodzi tu o zamazanie odpowiedzialności za fatalną stronę edytorską książki, ale rzeczywisty, wybrany sposób działania.

Na „Przewodnik” składają się czterech rozdziały omawiające najważniejsze zagadnienia myśli włoskiego filozofia, opisane za pomocą opozycyjnych pojęć, charakterystycznych dla danego problemu (suwerenność/ życie, teologia/ ekonomia, język/ wspólnota, sztuka/ potencjalność). Każdy z rozdziałów został z kolei rozbity na kilka tekstów, ułożonych według prostego klucza: najpierw jeden lub dwa krótkie teksty Agambena, potem tekst polemiczny kilku „zacnych” postaci współczesnej filozofii i wreszcie komentarz polskiego autora uznanego za eksperta w danej dziedzinie.

Ta uporządkowana konstrukcja nie powstała bez celu – tym razem jest nim wyraziste przedsięwzięcie hermeneutyczne. Większość tekstów zawartych w „Przewodniku” była już wcześniej publikowana i właściwą nowością tego zbioru nie są nowości wydawnicze, ale uporządkowanie tego, co już jest. Artykuły zostały bowiem dobrane tak, by – najprościej mówiąc – pozostawać ze sobą w dialogu. Wyjaśniają się one nawzajem i spierają ze sobą, w efekcie czego nie ma właściwie tekstu samodzielnego, którego nie należałoby łączyć z innymi. Nie zawsze jest to wynikiem interpretacyjnego gestu redaktorów – często teksty polemizują ze sobą już w zamierzeniu ich autorów. Otrzymujemy w ten sposób siatkę tekstów, których zbiorem wspólnym jest myśl Agambena. Jest to pomysł bardzo efektowny i – zasadniczo – skuteczny. Szczególnie ważne jest to, że najistotniejsze problemy koncepcji Agambena, które u niego samego przybierają czasem wyłącznie formę aforystyczną, w kolejnych tekstach są rozważane i odmieniane na wiele sposobów (z drugiej strony, daje to czasem nieco szkolny efekt…).

Na pierwszy plan wysuwa się ustalanie pojęć – tę konieczność wyraźnie podkreśla sam filozof. Rzadko jednak zdobywa się na proste definicje, a jego komentatorzy pozostają mu w tym wierni. Właściwym działaniem jest tu interpretacja i użycie. Być może najlepiej widać to rozdziale drugim, w którym Agamben, Eleanor Kaufman i Agata Bielik-Robson kolejno przykładają do teologii i ekonomii swoje własne doświadczenia tekstowe (starożytnych, Spinozy, Heideggera, Foucaulta, Carla Schmitta, Rosenzweiga i Alana Badiou). Sprawność w posługiwaniu się pojęciami przez Agambena jest też przedmiotem poważnej krytyki – w tekście Ernesta Laclau zatytułowanym „Nagie życie czy społeczne nie wiadomo co?”. Jego zarzutem wobec Agambena, na pewno jednym z najtrafniejszych w całej tej książce, jest to, że filozof zbyt łatwo przechodzi od rozważań etymologicznych (a czasem syntaktycznych i gramatycznych) do pragmatycznego użycia. Laclau przypomina klasyczną tezę strukturalizmu: historyczne znaczenie danego wyrazu nic jeszcze nie mówi o jego znaczeniu bieżącym, tym bardziej zaś o znaczeniu w użyciu.

Laclau wyraża też wątpliwości w odniesieniu do zastosowania najbardziej podstawowego pojęcia w słowniku Agambena – nagiego życia. Problem wydaje się zasadniczy – czy ofiara obozu koncentracyjnego, Agambenowski muzułman, jest wystarczającym materiałem do uogólnienia? To znaczy przede wszystkim – czy nagie życie zawsze jest słabe i bezbronne? Przychodzi tu na myśl staropolski przykład człowieka wykluczonego – infamisa, który wyrzucony poza prawo Rzeczpospolitej mógł być bezkarnie zabity przez każdego, ostatnią jednak rzeczą, jaką można by było o nim powiedzieć, to że był słaby (tak przynajmniej uczy nas tradycja).

Nie sposób wymienić nawet wszystkich szczegółowych zagadnień poruszanych na kartach „Przewodnika”. Nie wydaje się to też celowe, ponieważ, co wyraźnie podkreślane jest od pierwszych słów tej książki, zasadniczym zadaniem jest rekonstrukcja i rozwinięcie podstawowych tez, czy ostatecznie nawet – jednej najbardziej podstawowej tezy o istnieniu urządzeń i życia oraz znajdującej się między nimi podmiotowości. Jednak pozostaje jeszcze pewien dylemat. Napotykało mnie wielokrotnie podczas lektury, tak jak napotyka też wielu, pytanie o możliwość zastosowania Agambenowskich teorii. Co do zastosowań politycznych, otrzymałem w zasadzie jednoznaczną odpowiedź, w postaci Žižkowego przekształcenia jedenastej tezy o Feuerbachu Marksa: filozofowie zbyt długo zajmowali się zmienianiem świata, czas wreszcie na nowo go zinterpretować. Nie jest to mało znaczące przestawienie, szczególnie jeśli przypomnimy sobie, że cały czas pozostajemy w kręgu myśli deklaratywnie lewicowej. Stwierdzenie to musi więc otrzymać (dwieście stron dalej) uzupełnienie, będące jego kolejnym odwróceniem: wyraźnie zarysowane zostaje bowiem przekonanie Agambena o sile performatywnej języka i przede wszystkim o jego potencjalności, która otwiera istotową możliwość przemiany. Odmawiając wagi działaniom rewolucyjnym włoski filozof chce być właśnie rewolucjonistą – tym bardziej, że jak twierdzi gdzie indziej, świat uległ już rewolucji, proletariat (który widzi we współczesnym drobnomieszczaństwie) dokonał już przemiany, teraz pozostaje tylko wykonanie (znów wspomnianego gdzie indziej) niewielkiego przesunięcia, które przeniesie nas do ziemskiego raju. Takie przesunięcie może być właśnie interpretacją. Właściwe zastosowanie polegać więc powinno na (ewangelicznym) zawołaniu: idźcie i interpretujcie!

Wymieszałem powyżej kilka myśli, raczej nie występujących równocześnie w pracach Agambena, możliwych jednak do ułożenia w spójny, prawdopodobny ciąg myślowy, który pewnie nietrudno byłoby mimo wszystko zamknąć zarzutem tautologiczności (na podstawie interpretacyjnego charakteru tezy o konieczności interpretacji dla zbawienia). Niemniej myśl Agambena rzeczywiście jest doskonałym materiałem interpretacyjnym, także przez swoją wyrazistość, czasem posuniętą aż do groteskowości (jak w tekście „Czym jest urządzenie?”, we fragmencie, w którym daje upust swojej nienawiści do telefonów komórkowych). Należałoby go teraz wypróbować na literaturze.

Wydawać by się mogło, że trzeci filozoficzny przewodnik KP poświęcony jednemu myślicielowi (po Lacanie i Žižku) będzie przedsięwzięciem trudniejszym, bo „niegotowym”, za które pełną odpowiedzialność wziąć musi sama Krytyka Polityczna (dwa poprzednie właściwie zrobił za nich Žižek). Nie uważam się za znawcę Agambena, nie mogę więc autorytatywnie orzec o sukcesie lub porażce tego przedsięwzięcia. Mogę jednak – z upoważnienia instytucji recenzenta – zachęcać do lektury.
„Agamben. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2010 [seria: Przewodniki Krytyki Politycznej, t. 18].