Wydanie bieżące

15 maja 10 (154) / 2010

Anna Kałuża,

NA DNIE

A A A
Najnowsza książka Marii Cyranowicz „denpresja” ukazała się jako pierwsza propozycja w ramach serii „Poetki”, wydawanej przez Fundację Mammal. Drugą książką z tej serii jest zbiór Kamili Janiak „Kto zabił bambi?” Tym, co łączy te strategie pisarskie jest wyraźna podmiotowa perspektywa, wyrażająca się w deklaratywności głosów obu poetek, wzmocnionych tym, co usiłują przekrzyczeć. W przypadku zbioru Cyranowicz to (mówiąc najogólniej) zorganizowany w różne formy dyskryminacji porządek sfery publicznej, w której dochodzi do stopniowego pogłębiania się przepaści między twierdzeniami o znaczeniu i ważności jednostki a jej realnymi możliwościami.

Poetka kontynuuje w „denpresji” eksperymenty typograficzne, jakie przeprowadzała w swoich poprzednich książkach. Tym razem koncentruje się na takim zapisie, który w wydruku unaocznia i akcentuje przede wszystkim nieczytelne, zatarte, nakładające się na siebie frazy. Daje to wrażenie obrazowego „szumu”, chaotycznego przemieszania się znaków (głosów), niesłyszalności i niewidzialności. Nietrudno odgadnąć, że ten rodzaj komunikacji, w ramach której atakowani jesteśmy strumieniem dźwięków i bombardowani obrazami, znajduje swój odpowiednik w tekstach samej Cyranowicz. Umieszczone zostają one najczęściej pod częścią „szumową” i „zagłuszaną” – tak jakby stanowiły ocalony komunikat, jeszcze nie przepuszczony przez maszynę wytwarzającą sprawnie funkcjonujące społeczeństwo. Jednak jego struktura odzwierciedla tę samą, (tylko ukrytą dla oka) pełną przemocy i nakazów, retorykę płynącą z różnorodnych, anonimowych ośrodków władzy. Autorce „i magii nacji” chodzi najczęściej (i tak samo było w jej wcześniejszych książkach) o władzę nad jednostką – lokalizowaną w różnych miejscach, trudną do ustabilizowania i przez to coraz bardziej neutralną.

Bo też w kontekście rewizji myślenia o jednostkowym, indywidualnym podmiocie, jaka pojawia się w poezji ostatnich lat w związku z coraz mocniej dostrzeganymi relacjami poezji i sfery publicznej (społecznej), Cyranowicz zajmuje stanowisko po stronie suwerennej podmiotowości. Czego broni poetka? Oczywiście – nie podmiotu pojmowanego w kategoriach idealistyczno-metafizycznych, czym zajmuje się sporo grupa autorów usiłujących zdystansować się od problemów funkcjonowania Ja w kulturze późnokapitalistycznej, w społeczeństwie spektaklu, masowości, korporacyjności, medialności etc. Rewizja myślenia o jednostce przychodzi w „denpresji” od strony feministyczno-psychoanalitycznej (z włączeniem różnych wątków znanych np. z kultury romantycznej). Jak więc łatwo się domyślić, Cyranowicz wzmacnia w swojej książce „przemocowe” aspekty różnych dyskursów publicznych, oficjalnej retoryki dotyczącej ciała, świadomości, kobiety i sposobów jej przedstawiania, po to przede wszystkim byśmy mogli obserwować prześwitujące przez tę retorykę elementy innorodne, wytłumiane przez oficjalny przekaz tym skuteczniej, im bardziej niezauważalnie. Gdyby chcieć jeszcze inaczej opisać metodę Cyranowicz, można by odwołać się do – skądinąd zupełnie odmiennego retorycznie – Georgesa Bataille’a, który w „Doświadczeniu wewnętrznym” pisał, że „uchronić suwerenność – jako znak wymknięcia się planowemu i racjonalnemu światu pracy – mógłby jedynie ktoś, kto uznając zamknięcie w jaskini za nieznośne (odczucie to nakazuje szukać jakiegoś poza), nie wspina się jednak ku jasnemu wylotowi, ale zstępuje w mroki podziemia”. Ta metoda tworzenia komunikatu z dwóch warstw – tej podkreślającej automatyzm myślenia i działania oraz tej, która ów automatyzm odsłania i stopuje dzięki wprowadzeniu np. błędu językowego, dźwiękowego podobieństwa, załamań do gramatycznego porządku – ujawnia nie tylko mechaniczny i alienujący status takich komunikatów, ale też zależność tego, co nazwiemy suwerennością i jednostkowością od automatyzmu; tylko bowiem na tle fraz „mechanicznych” możemy pomyśleć o frazach podmiotu jednostkowego.

Jak wygląda więc to penetrowanie dna (lub w liczbie mnogiej – den) przez poetkę? Zacznijmy od tytułu, który naszą uwagę kieruje właśnie ku presji (naciskowi, przymusowi) podążania w dół, na dno (presja den) oraz ku chorobie, jaką jest depresja. Podobny chwyt językowy zastosowała poetka w tytule innego swojego zbioru „Piąty element to fiksja”, z wyróżnionym kolorowo elementem „ja”, przywołującym w ten sposób fiksacyjne stany podmiotu i pojęcie fikcji. W „denpresji” Cyranowicz pozbyła się kolorowych wstawek (oprócz czerwonych czcionek w tekstach na dwóch stronach ). Ten ascetyczny kontur całości w połączeniu z tekstami, które pojawiają się jako numerowane, choć nieuporządkowane pliki dokumentu, sprawia, że książka symuluje zebraną przez urzędników dokumentację, biurokratyczny biznes plan, urzędową broszurę. Na każdej stronie powtarza się sekwencja typu: „denpresja / strona 3 / dokument 0.1”, kolejne dokumenty pojawiają się jednak poza porządkiem swojej numeracji – możemy więc je czytać zgodnie z porządkiem stron albo z porządkiem dokumentów.

W „denpresji” dominują przede wszystkim komentarze dotyczące funkcjonowania w naszej kulturze obrazów ciała, choć „dokument 0.0” – jako właściwy start – jest rodzajem manifestu, polemicznym głosem Ja, zwróconym przeciwko „powszechnym”, „obowiązującym” w kulturze sposobom myślenia o podmiocie. Tak brzmią pierwsze frazy: „przeciwstawiam się / rozumieniu mnie jako czegoś monolitycznego nie jestem i zawsze / nie moim celem jest udomowienie czasami wręcz produkuję obrazy / nad którymi nie sprawuję kontroli”. Jeśli więc Cyranowicz na pierwszą linię swojego manifestu wysuwa takie hasła, jak: zdolność do przeciwstawiania się Ja wszystkiemu, co je ogranicza, heterogeniczność podmiotu, jego niezgodę na przebywanie jedynie w prywatnej przestrzeni, produkcyjny (twórczy) aspekt działalności, która nie może być kontrolowana w pełni, to widać wyraźnie, że poetka sytuuje swój sprzeciw na kilku planach: politycznym, społecznym, kulturowym oraz estetycznym. Ten ostatni dołącza ona wraz z frazą: „[…] chociaż są sposoby / na wykorzystanie kilku dominujących elementów / w których polityka estetycznego przedstawienia / rolę odgrywa się na mnie” – poetka podkreśla tu możliwość zwrócenia, wykorzystania „obrazów” (haseł, symbolicznych wartości, postulatów) wytworzonych przez podmiot przeciwko niemu samemu. Kilka jeszcze innych dokumentów orientuje nas na ten sam temat, dotyczący użycia idei określonych przekazów w przestrzeni publicznej. Np. w dokumencie 0.16 czytamy: „różne interesy decydują o ujęciach przeinaczenia / bo kto opowiada / przestawia ilustracje narracje teorie”.

Problemy z przedstawieniem, autoprezentacją i prezentacją pojawiają się jako przewodni temat w kilku następujących po wstępnym manifeście dokumentach. Wkomponowane w urzędowo-biurokratyczną oprawę, zapisy te symulują jakoby były np. powszechnym spisem ludności. W ten sposób – eksponując anonimowość wydruku, wyalienowanie podmiotu i odsunięcie go od efektu pracy, procesy automatyzacyjne – podbijają jeszcze bardziej swoją stawkę, jaką jest, jak sądzę, próba wskazania na coraz bardziej kurczące się terytorium, na którym Ja może w ogóle coś o sobie powiedzieć. Albo jeszcze inaczej: zapisy te uświadamiają nam podstawową kwestię – czy możemy mieć jakiekolwiek przekonania na swój temat, których nie odczuwalibyśmy jako wmówień, zaleceń, życzeń. Tym więc, czym kieruje się Cyranowicz, jest etyka, „prawda” naszego wizerunku, zachowanie twarzy, co przypomina Barańczakową „Korektę twarzy” (zwłaszcza fraza o zbiorowym podmiocie wzywanym „na pozbawienie świadectw po twarzy”, choć nie przywiązywałabym do tego kontekstu zbyt dużej wagi, bo w zbiorze Cyranowicz nad perspektywą uniwersalnego podmiotu dominuje perspektywa płciowego zróżnicowania politycznie wykorzystywanego). „Głowa” z dokumentu 0.1 to centrum wypierania, „tworzy prawa zaprowadza / twarz na człowieku zadaje imperializm gardłu na podobieństwo paszczy”. W dokumencie 0.2, który jest wyliczanką cech, jakich zbiorowość nabywa, funkcjonując w systemie coraz bardziej alienującym jej członków, metafory lokalizujące owo „my” jednoznacznie wskazują na trening osobowości: „pod powierzchnią spodu”, „zaplombowani w dziurach po uzębieniu w uzbrojeniu betonowym na złość / związani za miastem zasztachetowani w episentrumnie”. Procesy, którym podlega ten zbiorowy podmiot, powodują jego usunięcia z widzialnych i słyszalnych rejonów, Ja schodzi pod „powierzchnię spodu”, musi więc być depresyjne, ponieważ tylko w depresji (poniżej poziomu morza) jest do zlokalizowania.

Najistotniejszym kontekstem, służącym Cyranowicz w „denpresji” do mówienia o jednostkowym podmiocie, jest polityka przedstawiania ciała, społeczno-kulturowe dysponowanie rozróżnieniem płciowym. W tej perspektywie najważniejszy dla zrozumienia książki wydaje mi się dokument 0.9. Czytam go jako wypowiedź kogoś, kto jest doskonale świadomy manipulacji hasłami emancypacji i opresji; kogoś, kto zdaje sobie sprawę z możliwego impasu komunikacyjnego między tzw. mężczyznami i tzw. kobietami, wreszcie –kogoś, kto widzi świat także poza wyraźnymi podziałami na mężczyzn i kobiety, ale nie wpada w żaden ogólnoludzki „bajer”. Powtarzający się i modyfikowany na kilka sposobów wers: „zrujnowane ciała i martwe budowle” świadczy, w moim przekonaniu, o branym pod uwagę przez warszawską autorkę związku Ja i otoczenia, przestrzeni, architektury – rozumianej tu nie tyle jako niezależne do podmiotów środowisko, ale materialne umocowanie Ja, ciągle przekształcane pole percepcji i cielesności. Ta wizja bioprzestrzeni, w której ciało ludzkie zostaje rozpoznane w elementach terytorium, w którym się znajduje, najlepiej uwidacznia się pod koniec dokumentu: „jak bloki kamienice budynki wieżowce / pękające od tynków cegieł framug drzwi / złącza przęsła dziąsła rzepki szpik i chrzęści”.

Pytania, pojawiające się po lekturze „denpresji”, brzmią więc mniej więcej tak: jaki sens ma walka o indywidualne, pojedyncze podmioty? Do czego, oprócz dobrego samopoczucia, może służyć nam iluzja naszej własnej suwerenności? I odwrotnie, czym mamy ją zastąpić? Czy twierdzeniem jednej z postaci książki „Mao II” amerykańskiego pisarza, Dona deLillo, że „musimy przetrwać jako społeczność, a nie jednostki usiłujące zapanować nad wszystkimi złożonymi siłami”? Nie twierdzę, że odpowiedzi na te pytania zadecydują o naszej przyszłości i naszym samopoczuciu, ale warto wziąć je pod uwagę, żeby zrezygnować z jednoznacznego stawiania sprawy: albo-albo w możliwej dyskusji na temat wolności i automatyzmu jednostek.
maria. braque. cyranowicz, „denpresja”, Fundacja Modern Art Means Modern Artist Language (MAMMAL). Warszawa 2009.