Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (155) / 2010

Ryszard Knapek,

HISTORIA TEORII LITERATURY – KRYTYKA

A A A
Przepraszam, za takie sformułowanie już na wstępie, ale wydaje mi się, że koniecznie należy zapytać na samym początku o „relację historii teorii literatury do praktyki tej dyscypliny”. Czy mamy do czynienia z dziedziną zmieniającą się rewolucyjnie (na sposób opisany przez Kuhna) od jednego paradygmatu do kolejnego wypierającego poprzedni? Czy może celniejszy jest opis opierający się na schemacie ewolucji, uwzględniający rozgałęzienia na bardziej zaawansowanym etapie rozwoju (rozwój liniowy albo prowadzący od jednorodnej kiedyś nauki do wielu dyscyplin i metodologii, znanych jako Cullerowska „Teoria”)? A może należałoby mówić o teorii literatury jako o nauce kumulatywnej, w której wiele (choć na pewno nie wszystkie) z raz wytworzonych koncepcji nie traci nigdy na ważności? Ewentualnie są one modyfikowane lub rozwijane, nieustannie przybywają nowe, a pozór wyraźnych zmian oparty jest wyłącznie na krótkotrwałych modach eksponujących i ukrywających poszczególne elementy całości. Na koniec wypadałoby pewnie wymienić jeszcze warianty pesymistyczne: brak zmian albo regresja.

Różne ujęcia tego, w jaki sposób zmienia się (rozwija?) teorii literatury, jeśli tylko spróbować przeprowadzić taką najprostszą (więc na pewno niepełną) typologię, prowadzą od razu do następującej obserwacji – ujęcia te, chociaż logicznie ze sobą sprzeczne, w praktyce często zupełnie nie stają sobie na drodze. A jeśli tak, to oznacza to zapewne, że nie mamy do czynienia z jednolitą dziedziną nauki, ale ze zbiorem nurtów, koncepcji, metod itd., które łączy jedynie instytucja i deklarowany przedmiot („literatura”), a wszystko inne dzieli. Nie jest to oczywiście w wypadku teorii literatury stwierdzenie rewolucyjne. Tym bardziej jednak zachęca to do przyjrzenia się temu, co sprawiło, że tak dziwnej, hybrydycznej dyscyplinie akademickiej udało się nie tylko zaistnieć, ale przetrwać – i zbudować swoją historię.

Cały powyższy ciąg pytań i rozważań potrzebny był, jak zapowiedziałem, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie o „relację historii teorii literatury do praktyki tej dyscypliny”, a to w obecnym przypadku oznacza odpowiedź na pytanie: jak należy czytać rozprawę doktorską Macieja Gorczyńskiego, wydaną w serii Monografie na Rzecz Nauki Polskiej, a zatytułowaną „Prace u podstaw. Polska teoria literatury w latach 1913-1939”? Sam Gorczyński nie daje nam propozycji odpowiedzi, wychodząc z jasnego (kto wie, może i słusznego) założenia badawczego, że opis zjawiska nie dość jeszcze opisanego jest powodem do lektury najzupełniej wystarczającym. Tym bardziej pozwalam sobie powyższe pytanie zadać, nie po to jednak, aby uzyskać jednoznaczną odpowiedź, ale żeby zarysować ważny, moim zdaniem, problem.

Poświęcenie się lekturze historii teorii to przedsięwzięcie odświeżające, ożywcze dla myślenia o dyscyplinie, może nawet normalizujące, pozwalające bowiem zauważyć i rozróżnić problemy nierozstrzygalne (heroiczne zadania teorii), już rozstrzygnięte (dawno już przedyskutowane) i zupełnie nowe (więc wartościowe?). Równocześnie jednak stwierdzić by można, że „Prace u podstaw” to lektura ekscentryczna, redundantna wobec aktualnych problemów teorii, rozwijającej się dziś przecież zupełnie już innym torem.

Praca Gorczyńskiego zbudowana została według najbardziej podstawowego – a więc prostego i klarownego, a przy tym wyczerpująco ujmującego całość – podziału na ontologię dzieła i paradygmaty badawcze (rozdział pierwszy: „Teoria dzieła i badań literackich”) oraz poetykę (rozdział drugi: „Poetyka”). Jest to podział dość oczywisty, usankcjonowany chociażby dydaktyką akademicką – wydaje się więc niekontrowersyjny. Oczywiście „sposób istnienia” obu dziedzin wyłaniających się z podziału jest odmienny, stąd też inaczej prezentują się dwa podstawowe rozdziały pracy (uzupełnione jeszcze potem krótszymi rozdziałami, z których jeden poświęcony jest historii literatury, drugi zaś stanowi dodatek o miejscu psychoanalizy w ówczesnych badaniach literackich).

Rozdział pierwszy (w pracy ma on numer II, poprzedza go numerowany wstęp) daje przegląd najważniejszych koncepcji metodologicznych, które właściwie nazywać by też można stanowiskami ideologicznymi. Czasem to nie całe koncepcje, a jedynie stanowiska, czasem zaledwie zarysy idei, czasem pojedyncze próby – większa część rozprawy to właściwie omówienia konkretnych prac i syntezy rozwoju (lub jego braku) poszczególnych badaczy, potem dopiero instytucji. To rozproszenie jest znamienne – Gorczyński na marginesie kilkakrotnie zaznacza, że bolączką naszej teorii bywa nieokreśloność i brak żelaznych podstaw. Rysują się jednak bardzo wyraźne nurty, których spory i wzajemne wypieranie jest osią tej części pracy.

Z 1913 roku pochodzi „Charakter i przedmiot badań literackich” Juliusza Kleinera – pierwsza polska praca o charakterze teoretycznoliterackim. I już ten tekst, ważny i przez cały omawiany okres czytany i dyskutowany, może być dzisiaj przede wszystkim źródłem anegdot, a nie poważnych rozważań. Koncepcja, którą przedstawia w nim Kleiner, znajdzie bowiem – jak zauważa Gorczyński – kontynuację tylko u jednego badacza: u „późnego Kleinera” i to wyłącznie u Kleinera-teoretyka, bo już jako autor konkretnych rozpraw badawczych ten najbardziej (dziś) znany ówczesny literaturoznawca zdaje się zapominać o swoich postulatach. Niemniej jednak wspomniana rozprawa otwiera polską teorię literatury, a także – uwidacznia jej pierwsze źródła: Croceański neoidealizm i umiarkowany psychologizm. Ten pierwszy w wypadku Kleinera i Kazimierza Wóyciskiego (autora rozprawy „Jedność stylowa utworu poetyckiego”) ma charakter ograniczony, nieortodoksyjny i opiera się przede wszystkim na badaniu dzieła poprzez odnalezioną dominantę, która staje się elementem organizującym dzieło (i jego właściwą interpretację). Psychologizm, który na stałe pozostanie elementem sporu ówczesnych badaczy literatury, musi być wyraźnie oddzielony od psychologii autora, której Kleiner z pewnością nie był zwolennikiem. Postawa Kleinera i Wóycickiego przedstawiana jest w pewnym sensie jako opozycja do całego literaturoznawstwa polskiego przełomu XIX i XX wieku, które działa jeszcze w paradygmacie pozytywistycznym – takie będą badania porównawcze Maurycego Manna czy też badania wpływów Wacława Borowego. Niezmiennie pozostaną one negatywnym punktem odniesienia dla stanowisk późniejszych.

Pierwsze prace Zygmunta Łempickiego to „światełko w tunelu” – nie tylko przedstawia on krytykę psychologizmu, postuluje usamodzielnienie się dziedziny, ale także wprowadza po raz pierwszy na grunt badań literackich fenomenologię Edmunda Husserla („W sprawie uzasadnienia poetyki czystej” z roku 1920). Spośród filozofów zdecydowanie najważniejszą postacią dla tych badaczy literatury jest jednak polski myśliciel, Kazimierz Twardowski, tyleż filozof, co popularyzator zachodnich koncepcji filozoficznych.

Jeżeli mowa o relacji filozofii i teorii literatury, to bohaterem oczekiwanym jest z pewnością Roman Ingarden. Trzeba przyznać Maciejowi Gorczyńskiemu, że udało mu się powstrzymać od rozwinięcia anegdotycznej wersji współżycia Ingardena z teorią literatury: mówi się, że niezbyt się nią interesował, a swoimi rozprawami chciał tylko udowodnić coś Husserlowi… Zamiast tego otrzymujemy dokładny i jasny obraz tej relacji: Ingarden tworzy swoją teorię, zupełnie nie znając stanu badań nad ontologią dzieła literackiego, z punktu widzenia estetyki ogólnej, jednak z czasem „wchodzi” w środowisko badaczy i kiedy jego najważniejsza praca („Das literarische Kunstwerk”) zostanie wreszcie przetłumaczona, jest już czynnym, chociaż nie stałym uczestnikiem życia literackiego, o znacznie głębszych niż wcześniej poglądach, a także źródłem pewnych, ograniczonych inspiracji. Postać i koncepcja Ingardena są na tyle znane, że nie warto ich tutaj przybliżać.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Manfreda Kridla, którego prace naukowe w dzisiejszej wiedzy akademickiej właściwie nie istnieją (brak go przynajmniej w programach dydaktycznych), a który w rozprawie Gorczyńskiego okazuje się postacią centralną. Jego „Wstęp do badań nad dziełem literackim” z 1936 roku Gorczyński uznaje za jednoznacznie (obok wspomnianego tekstu Kleinera) „najważniejszą publikację teoretycznoliteracką okresu 1913-1939”. Kridl jest ważny w „Pracach u podstaw” jako krytyk pozytywizmu, jako autor corocznych podsumowań postępów nauki o literaturze w „Pamiętniku Literackim” i istotnego referatu na Zjeździe Polonistów (to niezwykle ważne zdarzenie w perspektywie wdrożenia teorii literatury w ogóle badania literackie), jako autor „Wstępu…”, twórca teorii integralnej i wreszcie jako organizator, najważniejszy badacz i mistrz literaturoznawczego środowiska wileńskiego. Kridl skupił wokół siebie grono wspaniałych uczniów (m.in. Putrament i Zgorzelski), jego seminarium jest wreszcie pierwszą instytucją na akademickiej mapie Polski, gdzie przyswaja się koncepcje rosyjskiego formalizmu.

Cały pierwszy rozdział „Prac u podstaw” nakierowany jest właśnie na „wybijanie się” środowiska wileńskiego oraz możliwości (i niemożliwości) jego współpracy z Kołem Warszawskim, którego czołową postacią jest Franciszek Siedlecki (którego pozycja zostaje nam dokładniej przedstawiona dopiero w rozdziale poświęconym poetyce). Te dwa ośrodki uznane są za najważniejsze, poza tym funkcjonuje jeszcze jednoosobowa instytucja Koła Łódzkiego – Stefania Skwarczyńska – i opisywane niezmiennie jako reakcjonistyczne środowisko krakowskie (Uniwersytet Jagielloński, czasopismo „Marchołt”, Stefan Kołaczkowski). O znaczeniu Uniwersytetu Wileńskiego świadczy być może najlepiej zakończenie pierwszego rozdziału, w którym zarysowane zostają jego niezrealizowane ze względu na wybuch wojny plany. Zastanawiające jest wręcz jak bardzo plany te zbieżne są w opisie Gorczyńskiego z najważniejszymi osiągnięciami powojennego warszawskiego strukturalizmu: mowa nie tylko o kontynuacji seminarium i propagowaniu badań formalistycznych (strukturalizm był domeną przedwojennej Warszawy), ale przede wszystkim o planowanym podręczniku i słowniku terminów literackich, o szerokiej instytucjonalizacji teorii literatury jako niezależnej dyscypliny.

Budowa drugiego, poświęconego poetyce, rozdziału jest zupełnie inna – pełna przede wszystkim szczegółowych rozwiązań ze wszystkich możliwych poetyk, w większości niespecjalnie dziś już interesujących. Warto wyjaśnić, że zebranie „poetyk” (opisowej, historycznej, normatywnej, sformułowanej, teoretycznej itd.) w jednym rozdziale uporządkowanym na wzór poetyki strukturalistów, jest zabiegiem celowym – słusznym, jak sądzę, ze względu na komplikacje w podziale nauk i multiplikacje definicyjne. Wiele dyscyplin ówcześnie drugorzędnych, dziś należy do najważniejszych, więc ich pominięcie albo ukrycie mogłoby prowadzić do niejasności, a przede wszystkimi nie pozwoliłoby wyjaśnić dlaczego miały wtedy tak niski status. Wspomnieć wystarczy tropologię i poetykę historyczną, które uważane wtedy były za przestarzałe zagadnienia (zarzut pozytywistyczności!) i pomijane, dziś zaś okazują się niezbędne dla utworzenia jakiejkolwiek całości poetycznej.

„Prace u podstaw” to rozprawa typu podręcznikowego – jeżeli tylko ktoś chciałby prowadzić zajęcia z (pre?)historii polskiej teorii literatury. Jest porządkująca i uporządkowana, odpowiednio dawkuje informacje na temat instytucji, koncepcji i zachodzących zmian. Nie sposób też jej całej streszczać. Ze względu na omawiany materiał wypada też napomknąć o „uzupełnieniu ważnej luki” w polskim literaturoznawstwie. Praca Gorczyńskiego ma też wszystkie znamiona klasycznej rozprawy naukowej – jest obszerna, opisowa i niedeklaratywnie stronnicza. Zarzuty wobec niej mogą mieć przede wszystkim charakter „narracyjny”, co w żadnym wypadku nie oznacza ich nieistotności. Historia, którą zapisuje Gorczyński, jak zawsze historia, jest w jakiś sposób nacechowana, ma swoją „narrację” ze wszystkimi tego konsekwencjami. Spróbujmy ją krótko „ujawnić”.

Zarzutem, z perspektywy współczesnego postrzegania historii, nie jest jednak jej nacechowanie, ale brak poświęconej temu refleksji (choć autor przyznaje się we wstępie do mniej ważnej retoryczności swojego tekstu). Historia teorii ma w niniejszej pracy charakter celowy – wyraźnie dąży do pewnego punktu, w związku z czym każdy przejaw pożądanego stanu ostatecznego jest przyjmowany czy to z entuzjazmem (rzadziej, ze względu na cechy języka naukowego), czy to przynajmniej z akceptacją. Tym „punktem Ω” jest w pierwszym rozdziale formalizm, najlepiej w wersji pochodzącej od OPOJAZu, ale usamodzielnionej w postaci rodzimej, łączącej najważniejsze ośrodki – Warszawę i Wilno. W rozdziale poświęconym poetyce podobnie będzie ze strukturalizmem „prasko-warszawskim”. W obu wypadkach znajdą się pewne postaci przewodnie. Usprawiedliwieniem, czy przynajmniej wyjaśnieniem, jest pewna oczywistość takiego nastawienia. Historia niejako sama się sugeruje: z perspektywy dzisiejszej teorii i jej historii to właśnie formalizm i następujący po nim (Gorczyński sprawnie pokazuje, że nie ma tu prostego następstwa) strukturalizm są równoznaczne z postępem i nowoczesnością. To, co wcześniej to „przesądy światło ćmiące”.

Narracja Gorczyńskiego ma też swojego głównego bohatera (protagonistę) – Manfreda Kridla. Zarys tej postaci pozwala autorowi rozprawy przeprowadzić nas przez przedwojenną teorię. Jako bohater Kridl jest niesamowity, bez zastrzeżeń wpisać by go można w Jungowski schemat rozwoju, który jest przecież – jak udowadnia amerykańskie kino – niezwykle uniwersalny. Kridl otrzymuje „solidne pozytywistyczne wychowanie” (Kallenbach, Pilat, Porębowicz), szybko rozpoczyna jednak swoją drogę krytyczną – w 1923 roku stawia tezę o niemożności wyraźnego rozdzielenia krytyki i historii literatury, co było podstawowym postulatem pozytywistów. Za jego pośrednictwem Gorczyńskiemu udaje się całkiem sprawnie, niemal niezauważalnie, przekonać nas do tego, że historia teorii to w gruncie rzeczy historia „wyzwalania się”: od pozytywizmu do formalizmu i dalszych etapów nowoczesności (fenomenologia pełni tu co najwyżej rolę „donatora”). Wybór Kridla jest najlepszym z możliwych – właśnie dlatego, że zaczyna on jeszcze w środowisku pozytywistycznym (we Lwowie a potem w Warszawie), a ostatecznie kształtuje własne środowisko (Wilno), zbiera wokół siebie uczniów, tworzy instytucje (seria „Z zagadnień poetyki”) i bliski jest wydania podręcznika.

Historia Kridla jest tym doskonalsza, że daje się uogólniać. I w tym momencie trudno już nazywać omawiane zjawisko „zarzutem narracyjności” – jeśli się bowiem dobrze zastanowić to schemat rozwoju Kridla jest uniwersalną postawą adepta nauki o literaturze. Brzmi to być może zabawnie, ale lektura rozprawy Gorczyńskiego uświadamia, że na dobrą sprawę nie zmienia się katalog „oczyszczeń”, które przejść musi początkujący literaturoznawca. Odrzutami będą zawsze: idealizm, skrajny obiektywizm, wpływologia, zaangażowania autora w interpretację dzieła, zbytnia uniwersalizacja, odchodzenie od przedmiotu (tekstu), uproszczony podział na formę i treść itp. Od przeszło stu lat nic tu się nie zmienia. I to chyba jest najbardziej zaskakujące: jeśli od tak dawna, jak wynikałoby z omawianej pracy, środowisko naukowe stoi w większości spraw po tej samej stronie, to jak się to dzieje, że rzesze uczniów nadal przynoszą ze szkoły te same, pozytywistyczne metody podejścia do literatury? To już jednak zupełnie inny temat.

Dodajmy jeszcze, że jako historyk autor „Prac u podstaw” popełnia najbardziej podstawowy (choć znajdą się przeciwnicy tego stwierdzenia) błąd: zamykając swoją pracę nie „otwarciem na przyszłość”, ale rozważaniem „co by było gdyby”: rzecz jasna gdyby nie wybuchła wojna, a raczej szerzej – gdyby nic nie zakłóciło spokojnego rozwoju dyscypliny naukowej zajmującej się literaturą. Nie można by przecież w takiej alternatywnej wersji historii wykluczyć zupełnie innego rozwoju światowej nauki. Tak czy inaczej Gorczyński pozostawia nas ze zdaniem niezwykłym, bo może trochę niejasnym, może niezupełnie zgodnym z tendencją, którą wskazywał przez niemal całą swoją rozprawę, ale zapowiadającym wspaniałą powieść gatunku alternatywnej rzeczywistości: „«Śmierć autora» nie była przesądzona”.
Maciej Gorczyński: „Prace u podstaw. Polska teoria literatury w latach 1913-1939”. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2009 [seria: Monografie na Rzecz Nauki Polskiej].