Wydanie bieżące

1 maja 9 (57) / 2006

,

ŚCIANKA

A A A
„Pan Planeta”. Isound, 2006.
Eksploracji kosmosu ciąg dalszy, czyli Polakom gratulujemy Ścianki.Nie ma w tych słowach grama przesady. Już swoim debiutem („Statek kosmiczny”) zespół zaskoczył treścią, formą i przede wszystkim brzmieniem. Brzmieniem, które w spektakularny sposób odróżniało się od produkcji zawodowych realizatorów, pokazując jednocześnie, że w Polsce można nagrać dobrą płytę i to samemu. „Statek kosmiczny” otworzył okno i wpuścił orzeźwiający wiatr od morza na polską scenę muzyki gitarowej, gdzie niektórzy stawali przed dylematem, czy być jak Cobain, czy może jak Vedder?

„Pan Planeta” to czwarty album w historii Ścianki. Nie licząc maksisingla „Sława E. P.” zawierającego covery: The Beatles, Deep Purple, Sławy Przybylskiej i Velvet Underground. Utwory mają otwartą formułę, nie zachowują podziału zwrotka/refren/solówka. Są bliższe improwizacji, niż trzymaniu się wcześniej ustalonej budowy utworu. Czasami są jak groteskowe słuchowiska dla dzieci („Ryba-kość”), a czasem jak mniej zabawne słuchowiska dla dorosłych („Wichura/Głowa czerwonego byka”). Ścianka nie „psuje” piosenek. Ona je na nowo definiuje. Pokazuje, że dzięki dwóm dźwiękom, które dla muzyków bardziej tradycyjnych posłużyłyby z pewnością wyłącznie za punkt wyjścia, można zrobić cały utwór („Wielki Defekator”). Wprowadza nas w obłęd i szaleństwo gitarowych przesterów, pogłosów, powtórzeń, ale też rozmywa w zadumie i przestrzeni z najodleglejszych zakątków wszechświata („Gotowanie dla każdego: Gwiazdy”). Ta płyta niestety nie trafi pod strzechy, ponieważ dla zwykłego odbiorcy będzie zbyt „brzydka” nieokrzesana i surowa. Zbyt eksperymentalna i hałaśliwa. Jednak Maciek Cieślak tym się nie przejmuje. Po nagraniu „Pana Planety” rozstał się z Jackiem Lachowiczem i Andrzejem Koczanem, którego zastąpił Michał Biela znany z zespołu Kristen, a teraz planuje zainteresować muzyką Ścianki słuchaczy w Wielkiej Brytanii. Czy mu się to uda? Trzymam kciuki. A póki co, poznajcie się z panem Planetą. To niebywale interesująca indywidualność.