Wydanie bieżące

15 lipca 14 (158) / 2010

Michał Paweł Urbaniak,

NUDZIARZU, NUDŹ SIĘ SAM!

A A A
Według znanej maksymy Antoine’a de Saint-Exupery’ego pozostaje się na zawsze odpowiedzialnym za to, co się oswoiło. Tymczasem główny bohater powieści Alberta Moravii „Nuda” cierpi na niezwykłą przypadłość – pozostaje na zawsze znudzony tym, co udało mu się oswoić. Dla Dina to, co nudne, po prostu przestaje istnieć, dlatego nie czuje żadnej więzi z rzeczywistością. Wydaje się, że przed nudą nie ma ucieczki. Wszystko, od wizyt w rodzinnym domu, malowania abstrakcyjnych obrazów, aż po seks, sprowadza się do pewnego rodzaju utartych mechanizmów. Dopiero śmierć kolegi po fachu, wiekowego malarza Balestrieriego, oraz przechodząca w obsesję miłość do młodziutkiej modelki Cecylii odmieniają życie Dina, choć nie od razu zdaje sobie z tego sprawę.

Można posłużyć się tu bardzo wygodną matrycą Erosa i Tanatosa, by sprowadzić wszystko do tych najbardziej nieodgadnionych spraw – miłości i śmierci – za sprawą których dokonuje się gruntowna przemiana bohatera. Nie byłaby to żadna recenzencka nadinterpretacja. Na początku powieści życie Dina odbywa się niejako powtórnie i w przyspieszonym tempie, bo w ciągu jednego dnia. Bohater wraca do domu matki niczym do bezpiecznego okresu prenatalnego, a potem – wykarmiony przez swoją rodzicielkę – przeżywa powtórną, acz nieudaną inicjację seksualną (schadzka z brzydką służącą Ritą), dokonuje aktu młodzieńczego buntu (odmowa przyjęcia prezentu urodzinowego) i w końcu opuszcza luksusową willę, tym samym jakby odcinając pępowinę. Tymczasem poza matczynym łonem czai się groźny świat ze śmiercią i namiętnością w tle. Mogłaby zatem „Nuda” być powieścią o inicjacji – oto wieczny hulaka i bawidamek dojrzewa do prawdziwego uczucia, a przy okazji pokonuje swoją chorobę. Jednak takie pójście na skróty wiedzie na krytycznoliterackie manowce.

Cecylia zjawiła się w życiu Balestrieriego – i stary malarz umarł. Następnie zjawiła się w życiu Dina – i ten wiecznie znudzony artysta zwariował. Cecylia jest zdecydowanie najciekawszą postacią „Nudy”. To, co w niej uderza, to niejednoznaczność. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Moravia celowo portretuje ją w tej sposób. Autor „Opowiadań rzymskich” bawi się z czytelnikiem, któremu Cecylia wymyka się tak samo, jak swoim adoratorom. To jednocześnie osoba głupia i przebiegła, osoba, która nie ma nic ciekawego do powiedzenia, ale oszczędnie i precyzyjnie waży słowa, aby nie odsłonić się za bardzo. Idąc dalej tym tropem: to już nie dziewczyna, ale jeszcze nie do końca kobieta (ma w sobie zarówno atrybuty dziecka, jak i dojrzałej kobiety), to ktoś, kto ma władzę nad prawdą i kłamstwem (nie rozróżnia jednego od drugiego), a wreszcie ktoś, kto niedostrzegalnie dominuje i ustala reguły.

Cecylia została zbudowana na przeciwieństwach bądź niedomówieniach i wydaje się, że tu leży klucz do fascynacji, jaką wzbudza w wiecznie znudzonym Dinie. Ona za wszelką cenę nie daje się oswoić (i tym samym nie daje się znudzić sobą), a on coraz bardziej gubi się w swojej obsesji. W pewnym sensie Dino przestaje być panem samego siebie, podlega komuś innemu, pozwala się wodzić niczym marionetka. Ich relacja nie przypomina typowego romansu, nie mówiąc już o prawdziwym związku. Właściwie chodzi tylko o seks, dodajmy, seks banalny i mechaniczny, odbywający się wedle tego samego schematu. Bohaterowie nie budują między sobą płaszczyzny zwykle łączącej zakochanych. Kiedy wreszcie Dino się zakocha (a może po prostu zorientuje się, że dziewczyna wcale go nie kocha), okaże się, że jest tylko pionkiem w bezwzględnej rozgrywce, której zasady ustala jego partnerka.

Cecylia to przykład typowej femme fatale. Oszukuje kolejnych mężczyzn, a Dino z pełną świadomością sukcesywnie powtarza historię Balestrieriego. Jednak o ile dla starszego malarza jego kochanka była nie tylko obsesją, ale również muzą, Dina opuszczają wszystkie artystyczne siły. Ta włoska Manon Lescaut nie ma w sobie nic z kultury – jest czystym biologizmem (nawet jej pokój w rodzinnym domu przypomina zwierzęcą norę), willendorfską płodną Wenus, istną modliszką, która służy mężczyznom do zaspokajania ich ciągle rosnących seksualnych pragnień. Jednak należy podkreślić, że w tym przypadku nie da się użyć staroświeckiego określenia, według którego jakikolwiek z wielu kochanków „posiadł” Cecylię. Dziewczyna nadal pozostaje niezależna i to wydaje się przyczyną szaleństwa jej partnerów. Co ciekawe, każdy z nich w jakiś sposób podnosi do rangi bóstwa tę kobietę fatalną: Balestrierii portretuje ją na marnych, wyuzdanych aktach, a Dino czyni z niej mitologiczną Danae, obsypując deszczem pieniędzy.

Świat przedstawiony w „Nudzie” jest specyficzny, choć Moravia kreuje go z mistrzowską konsekwencją. To rzeczywistość, w której realną władzę dzierżą kobiety, zachowując wszelkie pozory, że jest inaczej. Mężczyźni nie mają tutaj prawdziwego prawa głosu. Dotyczy to zarówno ogarniętych obsesją malarzy, jak również niemego ojca Cecylii czy ojca Dina, który nigdy do końca nie mógł uciec od swojej apodyktycznej żony – bo też od tej feministycznej dominacji nie może być ucieczki. Mężczyzna w szponach przedstawicielek płci piękniejszej jest stale więźniem – albo uczuciowym (jak na przykład Balestrieri w stosunku do Cecylii), albo ekonomicznym (jak Dino wciąż finansowo zależny od zamożnej matki).

Kobiety wychodzące spod pióra Moravii to jednostki wyraziste, zdecydowane i naginające prawidła świata do własnych reguł. Wydaje się, że na ich tle mężczyźni po prostu muszą wypaść blado. Szkoda, że autor „Epidemii” nie skonstruował swego narratora-bohatera z taką mistrzowską precyzją, jaką posłużył się w przypadku kreacji partnerujących mu kobiet – nawet gdyby to miał być mistrzowski portret bezbarwnego nudziarza. Dino wydaje się zlepkiem na dobre zadomowionych w literaturze postaci. Ze swoim dekadenckim światopoglądem przypomina jakiegoś dwudziestowiecznego kuzyna diuka Jana Floressasa des Esseintes z „A rebours” Huysmansa bądź lorda Henryka Wottona z „Portretu Doriana Graya” Wilde’a, lecz jest to taki kuzyn, który nie ma nic ciekawego do powiedzenia – po prostu nudzi o nudzie.

I może „Nuda” byłaby po prostu niestrawnym nudziarstwem, gdyby nie ratujące powieść pojawienie się Cecylii, która nie tylko uwalnia Dina od choroby, ale przydaje całej historii nieco więcej polotu. Również w tym miejscu trudno powstrzymać się od literackich nawiązań – pseudo-dekadent zmienia się w jakąś pokrewną duszę Proustowskiego Swanna, gdy tak zapamiętale prześladuje swoją własną Odettę i za wszelką cenę chce się w niej odkochać bądź znudzić nią. Zrobi wszystko, aby powróciła dobrze znana, oswojona i nudna rzeczywistość. Można się zastanawiać, ile Wottona, ile Swanna, a ile jeszcze innej postaci jest w Dinie. Jednak wystarczy posłużyć się słowami jego matki, która stwierdza, że straszny z niego nudziarz – i to jest niestety najtrafniejsza charakterystyka głównego bohatera.

Nie sposób uciec od pytania, czy o nudzie można pisać interesująco i trudno oprzeć się wrażeniu, że dobre pióro poradzi sobie z każdym tematem. Niestety Moravii się to nie udało. Być może jego założeniem było wykreowanie nie tylko cierpiącego na nudę, ale i nużącego bohatera, który odżywa dzięki niezwykłej sile uczucia. To zadanie na pewno nie należało do łatwych, gdyż obsesja miłosna to odwieczny – chciałoby się złośliwie dodać, że do znudzenia powtarzany – motyw literatury. To jednak nie oznacza, że nie można ująć go ciekawie. Tymczasem „Nuda” nie wnosi nic odkrywczego. Nawet choroba stanowiąca niejako otoczkę fascynacji nie została oddana przekonująco. Autor „Pięknego życia” i tu nie wysila wyobraźni, każąc swojemu bohaterowi prowadzić nużący niby-wykład zamiast choćby pokazać jego przypadłość poprzez szereg powieściowych zdarzeń. Aż miałoby się ochotę powiedzieć biednemu, schorowanemu nudziarzowi: „Nudziarzu, nudź się sam!”. Gdyby cała powieść została utrzymana w tej konwencji, byłaby ona po prostu kiepskim kawałkiem literatury. Jednak na szczęście w porę pojawia się postać Cecylii, która wyzwala z nudy nie tylko Dina, ale przede wszystkim czytelnika.
Alberto Moravia: „Nuda”. Przeł. Monika Woźniak. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2010 [seria: Nowy Kanon].