Wydanie bieżące

15 lipca 14 (158) / 2010

Konrad Wojtyła,

WIERSZE

A A A
[ PRZEJŚCIE PODZIEMNE ]

że jednak wszystko tam poukładane...

tyle śmierci razem że nie mniej
niż osobno patrz pustka
w pokoju jeszcze ślady
przejść i słów.

wyrazy
współczucia

których wyrazić się nie da
unoszą się przy rogach łóżka
w ciepłym fotelu ręka
co uwiecznia gest
i oko co spod powiek
ostatni raz rzuca się
na oślep.

gdzie już rosną trawy i korzenie
i skrzep lęku i śliny i kamienie mchem
porośnięte. gdzie bryła ziemi
którą nie sposób rzucić w dół
strachu w otwarte gardło ojca
co niby śpi a patrzy.

podziemnym przejściem
der tod wychodzi
z ciebie we mnie
i znów coś
umiera.



[ WYSZŁO ]

stało się. i dobrze się stało. wyszło.
ojciec stanął mi uwięziony
pod powieką, przed oczami w rzęsach
rozpycha się w tęczówkach stoi i blednie
nie chce wyjść, broczy. zapada się
w pamięci.

nie ma na to żadnych dowodów.
tylko wyrwa w płatku
mózgu i.

i znów. jest, staje się,
potem lśni i lśni.
ślini się do mnie. wszystko
nie tak. nie inaczej. nie zmartwychwstał.
ktoś mówi, że przeszedł na islam,
a miał zostać
u siebie.



[ POBUDKA NA DOBRANOC ]

obudziłem ojca
i teraz wychodzą z niego
same ładne rzeczy,
kilka suchych wspomnień, zgrzyt,
koniec świata pod fałdką pamięci.

ruch złapany w kleszcze śniegu.
kula, której nie sposób
przełknąć ani obejść.

matka szczuje pamięć
na łańcuchu głowy.
krzyżyk usypia
świat w kołysce warg.

tyle za nią już przejść
z urny do trumny
i z powrotem.



[ POWIEDZMY, ŻE ]

powiedzmy, że ojciec jeszcze stoi
i trzyma się jakoś
a obok na półce leżą filmy grozy,
nieco dalej cmentarz.

to wtedy
lęk z gardła wychodzi i nagle kończy się.
zawsze źle i na nie się kończy
zanim się tak naprawdę zacznie.
coś mi mówi, że zawsze tak jest,
kiedy tu wchodzisz.
wystarczy trochę światła
co rozświetla nagle martwy pokój.

a potem cisza,
co przekręca ojca na lewą stronę.
potem staje się to,
co stać się miało
i potem robi się
od nowa
niedobrze.