Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (159-160) / 2010

Anna Katarzyna Dycha,

BRACIA WAGLEWSCY WRACAJĄ DO GARAŻU

A A A
Kim Nowak „Kim Nowak”. Universal Music Polska, 2010.
Przesterowane gitary, wywrotowe solówki, mocna perkusja i krzyk Fisza. Nowy projekt braci Waglewskich Kim Nowak to znakomity powrót do przeszłości, kiedy grało się surowo i prawdziwie, bez ingerencji komputera.

„My lubimy prostotę. Klarowną formułę – zwrotka, refren, solówka” – deklaruje w jednym z wywiadów Fisz. I taka właśnie jest ta płyta. Wypełniają ją piosenki klasycznie zbudowane, aranżacyjnie nieprzekombinowane. Tylko granie i czerpanie z tego frajdy. Słychać, że garażowe, brudne dźwięki dają braciom Waglewskim i współpracującemu z nimi przy projekcie Kim Nowak Michałowi Sobolewskiemu wiele radości. Tu nie ma miejsca na „polepione dźwięki”. Tu jest ostre gitarowe rzężenie, tu Fisz wykrzykuje swoje teksty, a Emade łomocze w perkusję. Brzmią tak ostro jak nigdy przedtem.

Nie znajdziemy tu ani odrobiny hip-hopu czy elektronicznych eksperymentów. Kim Nowak uderza z mocą huraganu. Heavy metal, hard core, a nawet punk. Debiutancka płyta tria utrzymana jest w estetyce takich kapel, jak NoMeansNo, Fugazi czy Bad Brains. Bowiem Piotrek i Bartek Waglewscy nie ukrywają swoich młodzieńczych muzycznych fascynacji. Podkreślają też, że nagrali płytę, jaka za nimi chodziła. Tęsknili za prostym, ale silnym uderzeniem. Atakując rockową, zupełnie niewywrotową produkcją spełniają więc po prostu swoje marzenia.

Warstwa tekstowa jest dojrzała i refleksyjna. Fisz, nie gubiąc uroku, snuje historyjki. O miłości, która przyłoży ci, że poczujesz wstrząs („King Kong”), niewyspaniu („Szczur”), zabójstwie z aurą Jarmuschowskiego „Truposza” („Nóż”), wydarzeniach pewnego upalnego dnia („Spacer”), polskiej popkulturze osadzonej w plastikowej rzeczywistości („Dres”) czy przemijaniu („Urodziny”). W sumie na krążku znalazło się dwanaście piosenek zagranych tak, że często trudno poznać wykonawców. Zdaje się jednak, że najmocniejszą stroną tego wydawnictwa jest dystans, jaki mają do niego sami twórcy. Słuchacz wyczuje tu lekką dozę ironii, lekką kpinę z całej estetyki. Bo przecież moda na nią minęła. A Kim Nowak potrafią bawić się tamtymi brzmieniami sprzed lat, nie przestając mrugać do nas okiem.