Wydanie bieżące

1 października 19 (163) / 2010

Urszula Pawlicka,

PROSTE I NIEPOJĘTE

A A A
„20 maja 1975 obchodziłem moje trzecie urodziny. Nic nie pamiętam z tego dnia. Nie zachowały się żadne fotografie, nikt inny też nic nie pamięta. Lecz można sobie wyobrazić dziecięce urodziny w szeregowcu, skromny tort z trzema świeczkami, moich rodziców i parę zapakowanych prezentów. W tej samej chwili kiedy niecierpliwie zrywałem z nich papier, w Phnom Penh odbywał się wielki zjazd” – przywołany fragment jest niezwykły w swojej wymowie głównie poprzez realizację techniki pisarskiej, która decyduje o wielowarstwowości „Uśmiechu Pol Pota”. Kiedy Peter Fröberg Idling jako trzylatek z niecierpliwością otwierał prezent, Czerwoni Khmerzy z entuzjazmem rozpoczynali spotkanie. Z pierwszego zdarzenia nie pozostały żadne pamiątki, z drugiego zaś zdjęcia – które jednak zachowało się jako wspomnienie, a które jako przeświadczenie? Czy fotografia sygnuje prawdziwość zajścia czy może jest wyrazem jego wyreżyserowania?

Zdjęcia zakatowanych na śmierć więźniów czy rozstrzelanych przez Czerwonych Khmerów cywilów – oba brutalne i bestialskie, zachowane jako dokument z pewnego etapu historii Kambodży – które jednak jest faktem, a które fałszem? „Książka do historii” z 1970 zawiera sielskie obrazki, pokazujące m.in. Koreańczyków, Wietnamczyków i Chińczyków pracujących na polach. Artykuły na Zachodzie ogłaszają antykampuczańską agresję i rozpowszechniają tezy o ludobójstwie Czerwonych Khmerów. Z wypisów z dziennika podróży Heddy Ekerwald po Kampuczy wynika z kolei, że spokój przerywały jedynie koncerty ludowych grajków. Wszystkie źródła pisane mają wartość historyczną, które jednak są wyrazem prawdy? W którym momencie kończy się prawda, a zaczyna kłamstwo? Czy może istnieć wiele prawd? Peter Fröberg Idling próbuje znaleźć odpowiedzi na te nurtujące pytania, dotyczące wartości historii, sposobów jej odtwarzania i granic etycznych badacza, podczas studiowania historii Kambodży za czasów Czerwonych Khmerów.

„Uśmiech Pol Pota” rozpoczyna się zatem w bibliotece, dokładnie od książki „Kampucza między dwiema wojnami” z 1979, stanowiącej punkt wyjścia do rozważań Idlinga. Trzech Szwedów – Gunnar Bergström, Hedda Ekerwald i Marita Wikander – wydało entuzjastyczny reportaż z podróży po Demokratycznej Kampuczy Pol Pota, z którego nie wynika, jakoby panowało tam ludobójstwo. Idling zadaje sobie przejmujące pytanie: „Jak można podróżować przez sam środek jednej z największych masowych zbrodni XX wieku i niczego nie widzieć?”, które staje się pytaniem przewodnim. Autor rozpoczyna zatem podróż zarówno geograficzną, jak i historyczną. Wyprawa jest niczym podróżą do jądra ciemności – do mrocznej prawdy, przemocy i okrucieństwa. Poprzez rekonstrukcję źródeł historycznych przenosi się do rzeczywistości pełnej napięcia i sprzeczności.

„Uśmiech Pol Pota” jest dokumentem dokumentów – luźnym zbiorem licznych materiałów na temat historii Kambodży. Szkieletem konstruującym tekst jest biografia Pol Pota – to w niej Idling poszukuje przyczyn i analogii do późniejszych wypadków, jakby chciał w pewnym momencie przerwać łańcuch historyczny, zmieniając tym samym jego przebieg. Kontrowersyjne nieraz myśli Idlinga, na które nieczęsto sobie pozwala, wywołują w nim samym wątpliwości etyczne co do badania khmerskiej sprawy: „Jakim prawem, pytam ciebie tam, w lustrze, włóczysz się, nieproszony, wśród ich wspomnień? Jakim prawem zawłaszczasz je, wciągasz do własnych snów? Czarodziej? Złodziej? Ej, ty! Prestidigitator, dyktator?” – cytat stanowi moment spiętrzenia emocji, poczucia rozdarcia pomiędzy powinnością a przestępstwem. „Dyktator wspomnień” wkracza bowiem w historię wieloma kanałami – poprzez teksty pisane, fotografie, filmy, wywiady, nagrania czy mapy – pozwalając sobie na jej ewentualną rekonfigurację. „Uśmiech Pol Pota” ostatecznie nie jest przekształcaniem historii, ale próbą oddania jej głosu, stąd powstaje utwór wielopoziomowy i fragmentaryczny. Idling nie porządkuje materiałów i ich nie ocenia, bo w istocie nie chodzi o to, o czym mówią dokumenty, ale – którym z nich się wierzy.

„Następnie rozpętała się wojna domowa między reżimem Lon Nola, wspieranym przez USA, i komunistyczną partyzantką, tak zwanymi Czerwonymi Khmerami. Gdy USA w 1975 wycofały się z Wietnamu Południowego, upadł także rząd Kambodży. Władzę objęli Czerwoni Khmerzy i pod przywództwem nieznanego wcześniej Pol Pota rozpoczęli niezwykle radykalną społeczną przebudowę. Kraj przechrzczono na Demokratyczną Kampuczę, a ludność miast deportowano na wieś, do obozów pracy przymusowej. Zlikwidowano własność prywatną, religię i pieniądze. Celem była inspirowana myślą Mao wiejska utopia. Z czasem okazało się, że Pol Pot to w istocie Saloth Sar, wykształcony w Paryżu były nauczyciel. W ciągu następnych trzech i pół roku, wskutek głodu i nędzy, chorób i egzekucji, zmarło co najmniej 1,7 miliona ludzi, jedna piąta narodu. W grudniu 1978 Demokratyczną Kampuczę zajęły wojska wietnamskie. Obalono Pol Pota i utworzono rząd lojalny wobec Wietnamu. Czerwoni Khmerzy znowu podjęli wojnę partyzancką z baz pod tajską granicą. Złożyli broń ostatecznie po śmierci Pol Pota, w 1998. Pierwsze demokratyczne wybory w Kambodży, zorganizowane przez ONZ, odbyły się w 1993. Tak wygląda Historia” – historia ujęta encyklopedycznie: trochę nazwisk, dat i liczb. Uczniowska recytacja prostego przebiegu wydarzeń przyczynowo-skutkowych – bez zająknięcia i wątpliwości. Tak przedstawia się Historia przez duże H – zbyt dumna, by pozwolić sobie na jakiekolwiek przekształcenie. „Pol Pot lubił powtarzać, że kto wtyka rękę albo nogę w koło historii, temu to koło je urwie”, a jednak Idling pozwala sobie na to, by nią zachwiać, by pokazać, że historia nie jest monumentem, lecz ciągłym ruchem, który wymaga zatrzymania i próby wyjaśnienia. Sięga zatem po różnorodne źródła, zestawiając je na zasadzie analogii czy opozycji. Poszukuje kontekstów – historycznych, liteZ jednej strony nieustannie próbuje przebić się przez mur milczenia, a z drugiej wyłonić cyrkulującą prawdę. „Uśmiech Pol Pota” składa się z ruchomych obrazków: „Obrazki z kraju, którego prawie nie ma na zdjęciach, nie wspominając już o filmach. Z kraju istniejącego głównie jako tekst. Jako wspomnienia. Jako przeświadczenia”.

Naczelnym tematem jest w książce medialny obraz Demokratycznej Kampuczy. Prasa na Zachodzie ukazywała kraj jako „komunistyczny obóz pracy”, a Khmerów jako krwiożerców i ludobójców. Kampania oszczerstw rozwinęła się do tego stopnia, że fałszowano zdjęcia i sfingowano wywiady. Kiedy w 1978 roku Czerwoni Khmerzy rozpoczęli politykę otwartości, świat zaczął się wahać. Do Kambodży zaczęły przybywać wybrane delegacje, takie, po których spodziewano się pozytywnego oddźwięku. Na łamach „The Call”, „Washington Post” czy „New York Times’a” pojawiły się artykuły podziwiające społeczność Kambodży – szczególnie ich pracowitość i przestrzeganie sprawiedliwości. Propaganda Czerwonych Khmerów nie miała końca, stworzona iluzja dobrobytu i sukcesu była tak przekonująca, że dziennikarze wręcz ostro zaprzeczali dotychczasowym doniesieniom: „Zobaczyliśmy kraj całkiem różny od tego czarnego obrazu, jakim karmią nas niezliczone teksty prasowe i programy TV. […] Kampucza jest bez wątpienia najbardziej oczernianym państwem na świecie. »Ludobójstwo«, »niewolnicza praca«, »głód«, »masowe egzekucje«– to tylko kilka z ulubionych pojęć, jakimi zachodnia prasa przerzuca się w opisach życia w Kampuczy”. Wydane pamiętniki z podróży czy albumy z jednej strony były świadectwem potępienia kampanii oszczerstw przeciwko Kambodży, z drugiej zaś były dowodem na niezawodny, propagandowy show zaserwowany przez Czerwonych Khmerów. Czym zatem są materiały dla badacza: prawdą historyczną czy aranżacją prawdy? Są dowodem potwierdzającym fakt czy propagandę?

Jak jednak stworzyć obiektywny obraz zaszczutego kraju z okna rezydencji księcia Sihanouka, z szybkich rajdów samochodowych, zaplanowanych wizyt czy z „przypadkowych” spotkań podstawionych rolników? Idling poprzez wszechstronność ukazanych materiałów stawia mnóstwo pytań istotnych, niewygodnych i uciskających niczym gorset. Zestawia ze sobą głosy czy zdarzenia, by pokazać często ich podobieństwo, za którym kryje się nienaturalność. Podsumowanie problematyki medialnej stanowi rysunek satyryka Larsa Hillersberga, dołączony do listu do Idlinga: „Tytuł rysunku brzmi: »Członkowie Szwedzko-Kampuczańskiego Towarzystwa Przyjaźni wybierają się do Kampuczy, zakupiwszy niezbędne wyposażenie«”. W tle widać samolot, na pierwszym planie pięć osób z walizkami. Postać stojąca z przodu ma Myrdalowskie wąsy. Pięciu mężczyzn, bez Heddy i bez Marity. Wszyscy mężczyźni mają założone końskie klapki na oczy – to one, jak się zdaje, są tym „niezbędnym wyposażeniem”.

„Uśmiech Pol Pota” porusza także kwestię odtwarzania historii i związane z tym problemy etyczne. Czy wystarczy przekręcić gałkę projektora, aby poprzez slajdy być świadkiem historii? Wystarczy przekartkować dziennik, aby dowiedzieć się „prawdy”? Idling udowadnia, że im głębiej historii, tym mroczniej – naraża się na powierzchowność interpretacji czy marginalizację problemu w wyniku braku dostatecznych dokumentów i niemożliwości ustalenia powiązań: „Droga. Skute mrozem meandry wśród krajobrazu. Kiedy byłem mały, zdawało mi się, że prowadzi z jednego miejsca do drugiego. Że się zaczyna i kończy w określonych miejscach. Później zrozumiałem, że to nie tak. Droga prowadzi do nowych dróg. Wszystkie drogi są z sobą powiązane. Tworzą wielkie kręgi. Obiegi. Jeśli się podróżuje dostatecznie daleko, staje się jasne, że droga prowadzi do siebie samej” – historia jawi się zatem jako labirynt, którego nie jest się w stanie oswoić.

Metodą Idlinga jest zestawienie różnorodnych materiałów – wyłącznie zestawienie, czyli niemal podporządkowanie się źródłom, badaczom i tłumaczom. Stawia to kolejne pytania: kiedy należy oceniać zdarzenie i jak należy traktować zebrane fakty? Fröberg Idling w pewnym momencie stwierdza: „Prawie 30 lat później stoję przy tym samym lotnisku. Już znam rezultaty. Mogę spoglądać wstecz i rozpoznawać wzory.” Zaletą analizy zdarzeń po upływie czasu jest znajomość jego przebiegu i posiadanie wszelkich materiałów, które należy „tylko” rozpoznać i zinterpretować. „Tylko” okazuje się niestrudzonym wysiłkiem, bowiem badanie historii ostudzonej naraża na niejedne przeinaczenia. Nie wystarczy dotrzeć do miejsca z fotografii, aby przekonać się, czy to, co się ogląda na zdjęciu, rzeczywiście istnieje. Przecież często – jak miewali impresjoniści – sposób widzenia zależy od kąta padania światła. Podobnie z tłumaczeniem – odtwarza się to, co chce się słyszeć: „Świadek powtarza, co z tego przemówienia zapamiętał, angielskiemu historykowi, a zatem jest to wersja tłumaczona. Anglik to potem opowiada mnie. Ja znów przekładam. Więc co potem zostaje? Z głosu? Z przesłania? Wszystko, trochę czy nic? No?”.

Sięgnięcie po różne sposoby konstruujące tekst pokazuje, jak trudno przedstawić coś, co nie zamyka się w cyfrach i w jednej myśli. Stąd tekst zbudowany jest z krótkich fragmentów, będącymi odrębnymi świadectwami historycznymi. Każda część stanowi odrębny materiał czy oddzielną obserwację. W przypadku „Uśmiechu Pol Pota” nie ma mowy o płynnej budowie. Potoczystość oznacza bowiem opanowanie i uporządkowanie pewnego etapu w historii Kambodży. „Uśmiech Pol Pota” nie jest sprostowaniem historii, lecz wyłącznie ukazaniem trudności i wielu przeszkód, które nie pozwalają na tego typu czynność. Czytelnik, podążający przez cały tekst za twórcą, na końcu pozostaje sam – z nadmiarem kalejdoskopowych fragmentów, które nie chcą ułożyć się w spójną całość. Na zakończenie lektury chciałoby się powiedzieć słowami Idlinga: „I mimo to, mimo tego wszystkiego, co mi opowiadano, sam łapię się na tym, że myślę, iż może jednak nie było aż tak źle. Że może chodzi tu o jakieś nieporozumienie”. Jednak to byłoby wygodnym uproszczeniem, wyłącznie oczekiwaniem, a nie rzeczywistością.

„Historia jeszcze raz wprawiona w ruch”, a towarzyszy jej niewzruszony uśmiech Pol Pota – ironiczny i cyniczny, jakby chciał powiedzieć, że nabrał cały świat, zmanipulował wszystkich do tego stopnia, że nawet po dwunastu latach od jego śmierci nie wiadomo, gdzie tkwi prawda.
Peter Fröberg Idling: „Uśmiech Pol Pota”. Przeł. Mariusz Kalinowski. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010 [seria: Reportaż].