Wydanie bieżące

1 października 19 (163) / 2010

Michał Paweł Urbaniak,

POLITYCZNYCH PODRÓŻY HEROSA CIĄG DALSZY

A A A
Robert D. Kaplan jest znanym amerykańskim dziennikarzem, pisarzem, komentatorem politycznym i korespondentem wojennym (w latach 80. relacjonował przebieg wojny iracko-irańskiej oraz interwencji radzieckiej w Afganistanie). Do tej charakterystyki może należałoby jeszcze dodać – bezbłędnym wieszczem współczesnej polityki. Brzmi to może nieco patetycznie, jednak faktem pozostaje, że „Bałkańskie upiory” Kaplana okazały się prawdziwym fenomenem, gdyż sprawdziła się większość hipotez w nich zawarta. Czy jednak „Na wschód od Tatarii. Podróże po Bałkanach, Bliskim Wschodzie i Kaukazie”, reportaż, który niedawno ukazał się na polskim rynku, ma szansę stać się kolejnym ponurym, acz trafnym proroctwem Kaplana?

Tym razem amerykański reporter wyrusza w podróż przez tytułowe Bałkany, Bliski Wschód i Kaukaz. Chce na własne oczy zobaczyć, jak będą wyglądać „przyszłe granice Europy”, przeczuwając, że właśnie ten region stanie się sejsmografem światowej polityki oraz ringiem bezwzględnej walki o zasoby naturalne XXI wieku. Podróżując przez rzekomo zdemokratyzowane kraje, m.in. Rumunię, Bułgarię, Turcję, Syrię, Liban, Jordanię, Izrael, Gruzję, Azerbejdżan czy Turkmenistan, Kaplan wnikliwie bada kolejne słabe instytucje państwowe, aby bezwzględnie demaskować prawdziwe oblicze tamtejszej demokracji. Okazuje się, że w tych społeczeństwach wszystko zostało zasadniczo oparte na strukturach wojskowych, policyjnych i gospodarczych, a także na kulcie jednostki. Historia poszczególnych narodów jest przesiąknięta krwią i kształtuje się wraz z kolejnymi rewolucjami, mniej lub bardziej łagodnymi zamachami stanu, nieustannym rozwojem nielegalnych interesów lokalnych mafii, opartymi o dyktaturę reżimami, makabrycznymi masakrami ludności czy wszechogarniającą korupcją. Jednak większość ustrojów jest niestabilna i – jak przewiduje reporter – runie wkrótce niczym karciane domki.

Trzeba przyznać, że Robert D. Kaplan uprawia dziennikarstwo najwyższej klasy. Wnikliwie bada historię, porównuje stan przeszły i obecny kolejnych krajów (z których większość odwiedził jeszcze w czasach komunistycznych), portretuje specyfikę ich mieszkańców, odnotowuje wahania nastrojów społecznych, czyta lokalną prasę, odwiedza muzea. Jego reportaż zalewa nagromadzeniem faktów do tego stopnia, że czasami aż trudno je wszystkie ogarnąć. Autor „Bałkańskich upiorów” relacjonuje w sposób przejrzysty, posługuje się jasnym językiem, niestroniącym też od pewnej dozy literackości czy nawet liryzmu. Zawiłości konfliktów politycznych wyjaśnia w sposób rzetelny, a przy tym zrozumiały.

Jednak główną zaletą książki Kaplana jest jej wieloaspektowość, charakterystyczna dla najlepszych reportaży. Na tych stronach przeszłość miesza się z teraźniejszością i zazwyczaj świadczy też o przyszłości. Kaplan nie tylko jest niezwykle bystrym obserwatorem, ale również potrafi łączyć w przekonującą całość zupełnie różne, choć wzajemnie uzupełniające się dziedziny. Dlatego „Na wschód od Tatarii” stanowi swoisty kolaż polityki, historii, geografii, socjologii czy wreszcie historii sztuki. Przy tym wszystkim Kaplan odwołuje się nie tylko do statystyk, bogatego materiału źródłowego, ale również do rozmaitych dzieł literackich – znajdzie się tu miejsce zarówno dla Herodota, jak i dla Gogola. Reporter wychodzi przecież z założenia, że żaden ustrój państwowy nie jest wieczny, a historia starożytna może stanowić znacznie lepszy przewodnik po przyszłych dziejach Bliskiego Wschodu niż dzisiejsze doniesienia medialne. Ponadto robi to w sposób niezwykle przekonujący – umiejętnie pokazuje, jak poszczególne epoki nakładają się na siebie i jak ustroje przenikają się wzajemnie, tworząc czasem wręcz groteskowy obraz: „Po wyjściu z dworca ujrzałem walące się baraki z blaszanymi dachami, żebraka, zdechłego psa, hałdy śmieci, kilka obskurnych bloków mieszkalnych i absurdalnie szerokie ulice – bez samochodów i przechodniów. Na wzgórzu w oddali było widać twierdzę, którą w 65 roku oblegał Pompejusz, a w średniowieczu odbudowali Persowie i Turcy. Ruszyłem jedną z ulic, która wkrótce doprowadziła mnie do gigantycznego placu, pośrodku którego stał pomnik Stalina o wysokości trzypiętrowego budynku”.

Zasadniczy trzon tej relacji stanowią odautorskie obserwacje, wrażenia i hipotezy, które często powstają w wyniku kontaktu z rozmaitymi ludźmi. Kaplan rozmawia nie tylko z wysoko postawionymi osobistościami (wśród których jest nawet prawnuk Józefa Stalina), więc obok prezydentów, książąt, generałów czy urzędników ambasady pojawiają się rozmaici specjaliści z zakresu politologii, socjologii, psychologii, ekonomii, a wreszcie zupełnie przeciętni mieszkańcy danego regionu (te ostatnie głosy wydają się bardzo istotne, gdyż często wyrażają więcej niż niejedna naukowa tyrada).

Równie ważna jest zdolność Kaplana do dostrzeżenia zwyczajnego życia toczącego się w samym środku tych piekieł. Dzięki temu jego książka przestaje być tylko relacją z miejsc, o jakich słyszy się tylko pobieżnie w mediach. Amerykański dziennikarz, choć zasadniczo skupiony jest na zawiłościach politycznych, od których zazwyczaj przecięty czytelnik pozostaje zupełnie odległy, nie pozwala zapomnieć, że ofiarami tej polityki są zwyczajni ludzie. Dlatego obok opisu walących się bloków mieszkalnych, odoru chemikaliów, hałd potłuczonego szkła czy zanieczyszczonego morza pojawią się zakochana, czule objęta para, spacerujące rodziny cieszące się z bladego słońca, staruszek przeglądający fotografie i kelner wycierający dokładnie popielniczki. Takie refleksje mogą się wydawać mało doniosłe i nieistotne w obliczu wielkiej polityki, a jednak pokazują jedno – duch ludzki jest niezniszczalny, a szczęście można znaleźć wszędzie.

Wnioski, do których dochodzi w toku swojej wędrówki autor „Śródziemnomorskiej zimy”, mogą zarówno zaskakiwać, jak i oburzać, a wreszcie porażać swoją trafnością. Amerykański dziennikarz bez skrupułów ujawnia swoje poglądy, obala powszechne mity, zupełnie nie dba o poprawność polityczną. Kaplan nie waha się pokazać, że wszystko jest względne, spełnienie marzeń o demokracji może stać się początkiem prawdziwej katastrofy, a rozpad Związku Sowieckiego, choć zasadniczo był błogosławieństwem, wielu ludziom zrujnował życie. Nie ucieka też od najgorszych prawd, wiedząc, że ich poznanie jest lepsze niż niewiedza. Stąd wymowa jego książki zasadniczo jest gorzka – demokracja w większości krajów Bliskiego Wschodu pozostanie czystą abstrakcją.

Choć czasem wywody Kaplana mogą zakrawać na prowokację, zasadniczo nigdy nią nie są. Autor nie pozwala sobie na chwytliwe, ale w gruncie rzeczy puste frazesy, służące tylko zbulwersowaniu czytelnika. Wszystkie tezy precyzyjnie argumentuje, pokazuje swój sposób myślenia, przedstawia odpowiednie dowody, doprowadzając do tego, że trudno się z nim nie zgodzić.

Jednak „Na wschód od Tatarii” wydaje się być czymś więcej, niż tylko dobrze napisanym politycznym reportażem. W pewnym sensie tę relację można czytać momentami jak ciekawą powieść przygodową. Jest to na pewno zasługa bardzo dobrego stylu, pełnej napięcia akcji oraz nagromadzenia interesujących zdarzeń. Kaplan przypomina jakiegoś Odyseusza u progu XXI wieku (jego wyprawa miała miejsce pod koniec ubiegłego stulecia). Jest kimś w rodzaju włóczykija, który zarzuciwszy sobie podróżny worek na ramię, zwiedza kolejne krainy. Trudności z robieniem notatek w miejscach publicznych ze względu na zagrożenie aresztowaniem, przekręty przy staraniach o wizę, spotkania z tajnymi agentami, nieczyste rozgrywki ze skorumpowaną policją, wreszcie niedogodności transportowe czy noclegowe stają się nie mniej fascynujące od całej warstwy politycznej tego dzieła.

Czy można w tym przypadku mówić o prawie literackiej kreacji postaci? Wydaje się to zasadne. Kaplan nagle urasta do rangi jakiegoś niemal mitycznego herosa czy amerykańskiego supermana, który nieco wyobcowany (sam zresztą wyznaje, że woli samotne podróże, podczas których nikt nie narzuca mu swoich opinii), samodzielnie pokonuje wszelkie trudności, a przy tym popisuje się swoją niezaprzeczalną erudycją i zdobywa dodatkową wiedzę. Być może jest to pewnego rodzaju stylizacja, niemniej stylizacja bardzo przekonująca. „Na wschód od Tatarii” kryje w sobie zresztą więcej zabiegów literackich. Należy tu zwrócić uwagę na doskonałą konstrukcję, której punktami wytycznymi są kolejne podróże publicznymi środkami transportu – autobusami bądź pociągami. Uwypuklanie tego aspektu wyprawy przy okazji zwiedzania kolejnych krajów nie tylko świadczy o prawdziwym dziennikarskim profesjonalizmie (wszak autor „Polityki wojowników” poświęca wygodę lotu samolotem, wierząc, że w pociągach czy autobusach lepiej poznaje się specyfikę danego narodu), ale także niejako porządkuje całą książkę. Również skończenie tej odysei w stolicy Armenii, w cieniu góry Ararat, na której kiedyś podobnie osiadła biblijna Arka Noego wydaje się znaczące.

W jednym ze swoich dawnych wierszy Wisława Szymborska napisała, że żyjemy w epoce, w której absolutnie wszystko podporządkowane jest polityce. Czytając „Na wschód od Tatarii” Roberta D. Kaplana trudno oprzeć się wrażeniu, że pomimo upływu lat to stwierdzenie wcale się nie zdezaktualizowało. Dzieje narodowości na Bałkanach, Bliskim Wschodzie i Kaukazie pokazują, że życie ludzkie jest zależne od polityki – zresztą nasza rodzima historia też tego uczy. Kaplan przewiduje, że opisywane tereny staną się niebawem sejsmografem politycznym całego świata i areną bezwzględnej walki. Czy i to proroctwo amerykańskiego wieszcza się sprawdzi? Czas pokaże.
Robert D. Kaplan „Na wschód od Tatarii. Podróże po Bałkanach, Bliskim Wschodzie i Kaukazie”. Przeł. Janusz Ruszkowski. Wołowiec 2010 [seria: Sulina].