Wydanie bieżące

1 października 19 (163) / 2010

Ewa Szkudlarek,

WIERNOŚĆ EPISTOLARNA WITKACEGO

A A A
Listy Witkacego do żony od lat są owiane mgłą tajemnicy. Oto zapis krańcowego doświadczenia, zwieńczenie filozoficznej przygody, intelektualne itinerarium pisarza, portrecisty, krytyka, teoretyka teatru. Można je czytać jak historię pewnego związku, studium samotności, kronikę historyczną i towarzyską, wreszcie jako komentarz do twórczości i działalności artystycznej. W skład korespondencji wchodzi 1278 listów, widokówek i telegramów. Edytorzy podzielili ten zbiór na cztery części, w związku z tym w czterech tomach zostanie opublikowana korespondencja Witkacego, kierowana do jego żony. Pierwszy list jest datowany na dzień 21 marca 1923 roku, a ostatni - 24 sierpnia 1939. Jedna z najbardziej intrygujących w ubiegłym wieku wymiana listów rozpoczęła się na dziewięć dni przed ślubem - artysty Stanisława Ignacego Witkiewicza z arystokratką Jadwigą z Unrugów. W jego listach odbiorca wyczuwa zmienną temperaturę ich uczuć, stany desperacji i metafizyczne udręki. A także może obserwować wzrastającą, psychiczną drażliwość, którą artysta winił za własne niepowodzenia, czy też podziwiać ofiarność i próbować zrozumieć przyczyny głębokiej depresji jego żony.

Nadawca kierując je do adresatki był przekonany, że zostaną spalone i nigdy nie trafią do rąk przypadkowych czytelników. W lipcu 1925 roku ostrzegał Jadwigę przed upublicznieniem jego korespondencji: „jeśli komu po śmierci mojej do rąk wpadną, będę skompromitowany, (i Ty także), że o takich rzeczach musiałem pisać do Żony (!)”. Autor miał świadomość, że jego niedyskretne zapisy na kartkach i karteczkach, liścikach i serwetkach są wyprawą do granic możliwości penetrowania ludzkiej psychiki i kondycji, po jakiej następuje samozaprzeczenie, wycofanie się, odkrycie własnego lęku i bezbronności, poczucia winy i opuszczenia. Czytamy zatem listy wbrew woli autora, ale za zgodą, osoby, do której były adresowane. Korespondencja Jadwigi Witkiewiczowej była jej własnością i to ona zadecydowała o losach tych zapisanych stronic. Zachowując listy męża zatrzymała w pewnym sensie jego portret z codziennego życia, natomiast pozwalając na ich publikacje pozwoliła odbiorcom dokładniej przyjrzeć się wizerunkowi artysty. Listy jak portrety są pełne niepokoju, twarz na nich jest często zagubiona, nieproporcjonalnie mała w stosunku do tła albo przycięta kadrem – lub wręcz przeciwnie, kadrowana jest bardzo ciasno, a wtedy wypełnia i niemalże rozsadza ów kadr. Witkacy nawet w listach ukazuje twarz zawsze w pewien sposób zagrożoną. Już samo pisanie listów pozwoliło na zwizualizowanie, uplastycznienie i utrwalenie różnorodnych stanów psychicznych samego autora. Listy są jak obrazy w roli metafizycznego lustra lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego stulecia. Na nich świat został zatrzymany jak w kadrze, tuż przed katastrofą jednostki i świata.

Mający trzydzieści osiem lat malarz i pisarz Stanisław Ignacy Witkiewicz postanowił się ożenić. Czy był to jego kolejny kaprys? Albo może świadoma demonstracja znużonego twórcy? A może poszukiwanie nowej formy istnienia? – dziś trudno dociec. Ten bywalec zakopiańskich salonów, awangardowy artysta specjalnie też nie poszukiwał kandydatki na żonę, ani nie zabiegał w sposób szczególny o względy przyszłej Pani Witkiewiczowej. Ot, po prostu w pewnym wieku wypadało zmienić swój stan cywilny i jak stwierdza w „Nocie wydawniczej” Janusz Degler: „mając do wyboru bogatą blondynkę i straszliwie inteligentną Żydówkę (...), decyduje się wybrać tę trzecią - ubogą pannę o arystokratycznym pochodzeniu”. Kiedy zobaczył po raz pierwszy Jadwigę Unrugównę w zakopiańskim pensjonacie swojej ciotki krzyknął „Jest okropna!” A mimo to, poprosił o jej o rękę i ku własnemu zdumieniu został przyjęty. Nie była to z pewnością łatwa decyzja dla narzeczonej Jadwigi, wręcz desperacka, biorąc pod uwagę fakt, że przyszła żona Witkacego zdecydowała się przyjąć dwa jego bezwzględne warunki: 1. Dzieci nie wchodzą w rachubę, 2. Przyszły mąż zastrzega sobie prawo do swobody. W listach przedślubnych Witkacy, choć niewiele pisze o uczuciach, to często pojawiają się zapewnienia „jestem do Ciebie piekielnie przywiązany, Całuję Ciebie z wielkim przywiązaniem” (21 III 1923). Przyszły mąż Jadwigi opisuje głównie kłopoty finansowe, zupełnie jakby chciał przygotować przyszłą żonę na szereg niedogodności bytowych i współistnienia na granicy ubóstwa. Natomiast w liście do przyjaciela Bronisława pisał o swojej wybrance „Nie kocha mnie wcale, a nawet się jej specjalnie nie podobam. Ale mniejsza o to. Nie posiada żadnych dóbr materialnych, ale rozumie, co to jest fantastyczność w życiu i poza życiem. (...) Nie myśl, że dostałem bzika. Jestem zupełnie przytomny, ale ślub myślę wziąć po pijanemu lub pod narkozą” (List z 10 III 1923. Listy do Bronisława Malinowskiego, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty” 2000, nr 1-4, s. 279).

Nie ulegając zbytnio fali uczuć, ale zgodnie z konwencją obyczajową pobrali się 30 kwietnia 1923 roku. Witkacy uznał ten ślub za uspokajające go „definitywne zakorkowanie życia”. Państwo Witkiewiczowie zamieszkali w zakopiańskim pensjonacie. Jednak ich małżeństwo wyraźnie kruszyło się i rozpadało się w realiach codzienności. Ostatecznie Jadwiga zamieszkała w Warszawie, a mąż często ją odwiedzał, nigdy nie podjęli jednak próby, aby powtórnie rozpocząć wspólne życie i zamieszkać razem. Ta odległość zarówno w sensie geograficznym jak i uczuciowym zaowocowała obszernym zbiorem listów. Znamy tylko korespondencję zakopiańskiego nadawcy. Niestety to, co napisała warszawska adresatka nie zostało zachowane, dlatego epistolarne losy „małżeństwa z rozsądku”, czy też późniejszego „białego małżeństwa” Witkiewiczów są czytane z jednej perspektywy - piszącego na ogół codziennie lub co dwa dni męża-artysty.

Witkacy jako filozof odkrywał niekonsekwencje świata i historii, ale jako szaleniec w roli męża odkrywa własną niekonsekwencję, oczekiwał wierności i wymagał uczuciowego zaangażowania za strony małżonki. Niespełna dwa tygodnie po ślubie zdradza żonę, nie stroni od trunków i przeżywa szalone wręcz ataki zazdrości. W nocy z 13 na 14 maja 1923 roku pisze: „Bezsens obecnej mojej sytuacji życiowej jest wprost potworny. Widziałem Twoje spojrzenie przy kolacji i mam potworny wstręt.(...) Tak jesteś strasznie dziś daleko ode mnie, choć dzieli nas tylko 1 (jeden) korytarz. I właściwie o co poszło? O głupiego Gucza, który nie jest godnym być moim 1/3 przyjacielem? (...) Zachowałaś się jak głupia gęś czy też kwoka urodzona z księżniczki de Bourbon. Prawdopodobnie nigdy Ci tego nie daruję”. (Witkacy pisał ten list do żony, która spała w pokoju obok. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną nieporozumienia małżonków, choć prawdopodobnie chodzi o zbytnie zainteresowanie, jakie jego żona okazywała podczas uroczystej kolacji Augustowi Zamoyskiemu). Witkacy ma żonę, usiłując – w imię uczucia – kontrolować ją i ograniczać. Artysta ze swoją melancholią i poczuciem złamanego życia wyznacza podstawową tonację dla sztuki epistolarnej, a swój życiowy dramat buduje z języka emocji. „W każdym razie dla siebie – dodaje - (niestety nie dla Ciebie) rozwiązałem cudownie dzisiejszy wieczór. Jutro przedstawia absolutną ciemność. Miałem szaloną ochotę na Twoje towarzystwo bez względu na erotyczne objawy”. Czy to kolejna kreacja – tym razem roli zazdrosnego męża? A jednak Witkacy rozpacza z powodu niespodziewanego wyjazdu żony, tęskni i martwi się brakiem listu, dopytuje o zdrowie i zapewnia o swoim nie tylko przywiązaniu, ale także o tym, iż Jadwiga jest najważniejszą z kobiet i „szczerze ją kocha”. Mimo wzajemnych zranień, pozostaje między nimi więź, próba porozumienia w pustce ciemności. Listy pokazują trudną sztukę bycia razem, w zupełnym mroku istnienia obok siebie i permanentnej izolacji.

W ich życiu miłość obustronna nie jest możliwa, ich absurdalny związek jest jak pułapka bez wyjścia. Są jak monady, które udają, że chorują na miłość, gdy tymczasem zdolne są zajmować się tylko sobą. Rozpaczliwie odpychają się od siebie, chcą żyć razem, a jednocześnie osobno. Dwuznaczność życia małżeńskiego kryje przecież w sobie psychologiczne blizny. Obecność Witkacego w życiu Jadwigi jest niemalże źródłem jej życia. Witkiewiczowa jest jednak świadoma własnej bezradności, poślubiła Stanisława Ignacego, aby nie być już samotną. Małżeństwo miało oznaczać uzdrowienie jej sytuacji życiowej, okazało się „zupełnie nieszczęśliwe”. Ich fizyczne zbliżenia stały się formą separacji. Ten związek był pozbawiony wzajemnej satysfakcji seksualnej i nic nie mogło zapełnić tej pustki. Jadwiga Witkiewiczowa we wspomnieniach odsłoniła jedną z tajemnic związku z zakopiańskim artystą „Staś był erotomanem i więcej niż erotomanem - uważał przeżycia seksualne z osobą ukochaną za coś bardzo pięknego i istotnego. Ja, niestety, mimo pozorów ’wampa’, byłam pozbawiona temperamentu i o ile lubiłam bardzo całować się i pieścić, że się tak wyrażę ‘niewinnie’, o tyle poważne sprawy nudziły mnie i męczyły, i znajdowałam w nich mało przyjemności, a nie chciałam udawać, że coś odczuwam. (...) z najbardziej ukochanym człowiekiem w moim życiu nie zaznałam prawdziwej rozkoszy fizycznej (...) i dopiero po wielu latach uwierzył, że nie jestem 100-procentową kobietą” (J. Degler, „Nota wydawnicza”, w: S. I. Witkiewicz, „Listy do żony” (1923-1927). Warszawa 2005, s. 438).

Jej kobiecość dodatkowo została zachwiana przez rezygnację z macierzyńskiej roli. Jadwiga spełniła żądanie męża i usunęła ciążę. To wydarzenie stało się wewnętrzną skazą dla ich związku, a mimo to nie potrafili zrezygnować z bycia ze sobą w codzienności. Ich relacja jest prawdziwym błędnym kołem, subtelną zależnością pomiędzy katem a ofiarą. Witkacy – jak wynika z listu pisanego 16 listopada 1925 roku - współczuje żonie („B. cierpię za Ciebie”), choć z drugiej strony gra rolę w psychoanalityka („biedna męczennico miłości”) i seksuologa („Czy uczucia erotyczne nie zaczynają się w Tobie budzić?”). Szczególnie w tym liście jest obietnica pożądania i delikatna sugestia rozpusty, albo raczej wszechobecne napięcie erotyczne graniczące z perwersją, które i tak zmierza do klęski erotycznej. Erotyka często zamienia się w lekcję czułostkowości. W sylwestrowy wieczór 1927 roku Witkacy pisał: „Jestem w rozpaczy, że płakałaś, i chcę Ci rąbek nieba przychylić”. Tak sentymentalnie, i w nieco banalny sposób napisał Stanisław Ignacy Witkiewicz, autor „Kurki Wodnej” (1923) i „Pożegnania jesieni” (1927). Właśnie to zdanie może zaskoczyć niejednego znawcę i wielbiciela jego twórczości.

Listy można analizować w kontekście autobiograficznego paktu. Witkacy – artysta w codzienności pisał o planach dotyczących powstania i datach ukończenia dzieł, zapisywał dochody z firmy portretowej, relacjonował spotkania z różnymi mniej lub bardziej znanymi osobami, wreszcie w sposób dość oszczędny romanse z innymi kobietami. Dokładny opis zdarzeń, systematyczne zapiski z dnia codziennego ukazują proces zmagań między życiem a śmiercią. Odsłaniają dramat człowieka, który postanowił trwać na posterunku i w obliczu mroków wszechświata walczyć z tragicznym przeznaczeniem do końca. Witkacy leczy się z własnych lęków alkoholem, narkotykami, seksem. On sam nosi w sobie jakąś wewnętrzną skazę, chory na smutek z tęsknoty za kimś lub czymś. Cierpi na melancholię. W liście do żony 19 kwietnia 1926 zdiagnozował sam siebie „Dziś miałem napad szalonej (...) malinkonji”. A w zapisie z dnia następnego dodaje, „Jestem w stanie melancholii i nawet złości, bo mi zbrzydło to wszystko zupełnie. Izoluję się, jak mogę”. Jego choroba duszy – zgodnie z wykładnią Freuda - jest związana z żałobą po czymś, czego sobie nie uświadamia. Następnie z miłości dla tego obiektu utożsamia się z nim i przez chwilę staje się kimś innym. W 18 lipca 1926 roku tak pisał do żony: „Zacząłem nowe życie na W. Skalę. Ale jestem tak potwornie smutny, że z przyjemnością bym płakał (...) jak strasznie jestem nieszczęśliwy. Najwyższym wysiłkiem woli utrzymuję się w jakiej takiej równowadze”. Dnia następnego stwierdza: „Nowe życie b. mnie męczy. Nabieram siły, ale jestem potwornie smutny na dalszy dystans i nic prawie przed sobą nie widzę prócz bezsensownych cierpień”.

W rezultacie dochodzi do „narcystycznej regresji” (Zygmunt Freud) lub „zapaści milczenia” (Marek Bieńczyk). Chory zamyka się w sobie, skupia wyłącznie na własnym ja, aż do stanu zanegowania siebie. Zapisy w listach potwierdzają stan głębokiej melancholii, „Jestem zamknięty w lochu i patrzę na świat przez szparkę zasnutą pajęczyną (12VII 1927), (...) mam drżączkę wewnętrzną, ciągle chce mi się płakać i nie wiem, czy nie zwariowałem już (...) (7 XII 1927), Ale biję się, że nic ze mnie nie będzie.(...) Ciągle męczy mnie wizja życia skończonego za życia bezsensownego i przepełnionego nie dającą się zabić męczarnią” (8 XII 1927). Melancholik neguje wszystko, zapomina o całym świecie, zaprzeczeniu ulega ciało, a dla duszy nie ma ratunku. „Nie widzę zupełnie przyszłego życia Bezcelowa i beznadziejna (bo lepiej nie będzie) nuda i męka” (9 XII 1927) – stwierdza Witkacy. Jeśli pamięta o sobie, to tylko po to, aby jeszcze bardziej siebie zadręczać duszę i katować ciało. „Jedynym wyjściem – zwierza się Jadwidze - stanie się dla mnie w b. niedługim czasie samobójstwo. To jest najokropniejsze, że nic przed sobą nie widzę” (7 XII 1927). Ciągle toczy walkę o bycie sobą, a jego życie jest „jak okropna rana” (19V 1927).

Jakiż jest zatem portret Witkacego w listach do żony? Nie wyłania się z nich Metafizyczny Artysta i Twórca (zawsze z dużej litery), wielki prekursor, niestrudzony kreator odmiennych stanów podświadomości i proklamator metafizycznych uczuć. Jest w nim coś z kabotyna i mitomana, egoistycznego sybaryty i taniego prestidigitatora, a przede wszystkim oto z lekka skrzywiony psychicznie dziwak, człowiek niezdolny do tak zwanego normalnego życia. Jego dramat życiowy polegał przede wszystkim na nieusuwalnej sprzeczności między egzystencją daną a egzystencją kreowaną. Mechanizm autokreacji zostaje uaktywniony, gdy Witkacy próbuje rozbijać i scalać życie w swoim imieniu oraz z perspektywy własnych prawdach. Jako nadawca pełni rolę sejsmografu, odnotowuje wszelkie drgania duszy, wysoko stawia poprzeczkę artystycznej samowiedzy. Stara się domknąć swój myślowy mikrokosmos, a jednocześnie stojąc w obliczu śmierci, zmaga się z pokusą kontynuowania pracy. Pisze listy do żony z perspektywy rozgoryczonego codziennością filozofa rzuconego na pastwę losu.

Witkacy jako mąż to człowiek wolny i jednocześnie zniewolony. „Kiedy ja czekam listu ze zgodą, Ty stajesz dęba na wszystkie kopyta. Propozycja dokładnego powrotu do dawnego stanu rzeczy z rozstaniem na dłuższe okresy i gwarancjami podczas tychże wytrąciła mnie z równowagi. 2 wersję przyjąłem bez zastrzeżeń. Ale takie słowa jak: konkubina, garsoniera, zdrada, kobiety inne itp., muszą być wykluczone z rozmów. Są to ogniwa łańcucha (...) nie mogę być w przykry sposób inwigilowany i kontrolowany” (17 VIII 1927). Absolutna wolność, którą zdaniem Jean – Paula Sartre`a obdarzony jest każdy człowiek, może być konstruktywna, bowiem daje możliwość dochodzenia do prawdy, tworzenia prawdy, ale też i destruktywna, ponieważ skazuje na cierpienie, samotność i obcość. Witkacy w kolejnych listach wyznaje żonie, „Ale w klatce zdechnę marnie. Taką mam naturę. ( I bez klatki zdycham. A cóż dopiero?) (6 VII 1927), Kocham Cię strasznie, ale swoboda to wielka rzecz (22 I 1929), Ach, Nineczko: Przecież nigdy od Ciebie duchowo nie uciekałem, chyba wtedy, kiedy brałaś mnie na fizyczny łańcuch. (...) Cała rzecz to swoboda. (...) Pamiętasz jak Cię kochałem, kiedy puszczałaś mnie sama w świat luzem” (12 III 1929). Artysta świadomie nigdy nie rezygnuje własnej niezależności, indywidualnej drogi, ale też nie chce obarczać żony odpowiedzialnością za swoje życie. Istotnie, wszelkie kontakty międzyludzkie i formy współżycia np.: miłość i przyjaźń - mogą wolność ograniczać i niszczyć. Z drugiej jednak strony, czyż nie jest to jedna z seryjnych jego masek?

Witkacy w odpowiedzi na list żony stwierdza, „Jak piszesz, że płaczesz, to bebechy mi się skręcają, ale co mam robić?” (12 III 1929). „To, co piszesz o zdrowiu i niechęci do życia, jest okropne. Jest to dla mnie nóż w brzuch dosłownie. I temu jestem winien” (27 VI 1930). Nie tylko w przytoczonych fragmentach, ale wielu innych miejscach, można zauważyć coś w rodzaju obsesji utożsamienia z ukochaną istotą. Takie zachowanie ujawnia masochistyczną tęsknotę wypływającą z potrzeby totalnej symbiozy. A ponad rok później przyznaje „Ja także ciebie coraz bardziej kocham” (14 VII 1930). Zdaniem Ericha Fromma miłość taka jest możliwa, jeżeli dwoje ludzi potrafi stworzyć więź uczuciową. A zatem wypływająca z głębi swej istoty komunikacja interpersonalna, nawet zawarta w listach może stać się żywym źródłem miłości. Akt kochania identyfikuje się z codziennym wyzwaniem, umiejętnością wspólnego przeżywania radości, smutku i konfliktu. Taka obopólna zdolność odczuwania jest ważniejsza od samych uczuć. To właściwie jedyny dowód miłości, mogący wyrazić głębię wzajemnej relacji Jadwigi i Stanisława.

Jadwiga Witkiewiczowa żyła w cieniu męża i jej listy do Witkacego pozostaną nieodgadnioną tajemnicą. O czym pisała? Czego pragnęła? W jaki sposób zwracała się do męża? Nie zachował się żaden z jej listów, dlatego adresatka pozostanie zawsze dla czytelników - milczącą żoną. Witkacy nazywał ją pieszczotliwie „najdroższą Nineczką”, zgrubiale „okrutną świntuką”, trywialnie „głupią gęsią” lub dosadnie „kokotą”. Jego N. N. to Nieznana Nina, która nie odsłoni twarzy w listach. Można tylko domyślać się, że ubolewała nad zachowaniem męża i ciągle uczyła się sztuki wybaczania, albowiem jej Staś odpowiadał w następujący sposób, „Kiedy to, że mimo potwornych rzeczy, które mi wyrządziłaś kocham Ciebie i nie chcę się rozstać z Tobą. Nie możesz się czuć opuszczona (...) Absolutnie nie uważam Cię z opuszczoną. Dom stoi otworem. Jestem idealnym mężem w porównaniu do innych” (6 VII 1927), „Więc myślę, że pora skończyć pretensje (...) Obciążanie mego sumienia i tak owrzodziałego winami bez win, jest dla mnie straszne” ( 12 III 1929). „W tej chwili otrzymałem Twój list b. przykry, że dosyć masz wszystkiego. Nie wiem, co to jest „to wszystko” (...) Zrozum mnie i nie myśl tak (...) Mogę nie pisać, jeśli nie chcesz” (12 VII 1927).

W grach interpersonalnych z mężem stosowała dwie strategie: pisała listy z opóźnieniem lub w ogóle nie odpisywała, zmieniała terminy lub odrzucała zaproszenia do Zakopanego. Dlatego często Witkacy uskarżał się, „Czemu nie piszesz. Proszę o dokładną datę przyjazdu” (13 I 1928), „B. jestem zmartwiony i zaniepokojony brakiem wiadomości. Kiedy przyjedziesz?” (20 I 1928), „B. mnie martwi Twoja decyzja nie przyjechania” (18 VIII 1930). Listy z pewnością ujawniały dramat samotnej kobiety, były ilustracją coraz bardziej pogarszającej się kondycji zdrowia fizycznego i psychicznego. Witkacy niczym terapeuta (...) pisał, „Nie poddawaj się depresji, tak jak i ja to czynię. (...) Gdybym jak tak nic nie robił jak Ty, to dawno by sfiksował i włebbymsobiestrzelił” (11 III 1929). Jej izolacja, zmniejszone poczucie wartości własnej, lęk utraty męża mógł nawet prowadzić to tworzenia fantazji samobójczych. W liście z 4 sierpnia 1930 roku zaniepokojony Witkacy odpisuje żonie, „Na tle moich zmartwień Twój list dorżnął mnie. Ja też fatalnie się czuję. Nie pisz o Twojej śmierci, bo to dla mnie straszne. (...) Mnie też już nie bardzo chce się żyć, ale się nie poddam i Ty ze mną”. Jednakże z drugiej strony, w listach mogło kryć się coś w rodzaju szantażu emocjonalnego, być może Jadwiga usiłowała zademonstrować mężowi jak czuje się osoba obciążona cudzą obsesją autodestrukcji.

Jej epistolarne milczenie jest pełnią przekraczającą wszelkie możliwości wyrazu. Jeśli wnikamy w jego głębię, należy uświadomić sobie, że ponad nią musi coś się dziać. Z tego milczenia wszystko się wywodzi: spojrzenie, słowo, uśmiech i w paradoksalny sposób – odsłania Jadwigę. To specyficzne oczekiwanie na dalszy bieg wydarzeń niesie ze sobą burzliwy ładunek emocjonalny tak odmienny i wieloraki, jak różnorodna jest natura kobieca. Milczenie pojawia się zawsze tam, gdzie nie można w inny sposób zamanifestować własnego cierpienia.

„Listy do żony” to znak dezintegracji toku myślenia Witkiewicza, tutaj logikę wywodu zastąpiły serie fragmentarycznych notatek. Sam nadawca przyznawał się, iż przy jego „niezdolności pisania listów (pękam w kawały z niecierpliwości i niemożności wyrażenia tego, co chcę) porozumienie jest niemożliwe” (16 III 1929). Prawomocny zapis jest odzwierciedleniem pęknięć i szczelin w życiu psychicznym. Witkacy podświadomie kreuje własne życie po to, aby odzyskać nad nim kontrolę. Wszystko dzieje się na styku idei egzystencji jako pewnej kreacji i zapisu życia jako chaotycznego procesu stawania się. Znajdujemy się w poetyckim strumieniu świadomości, żywiołowym i nie poddanym żadnej artystycznej obróbce. W listach ważny jest sposób doświadczenie miejsca, jego tradycji, historii, ale też codzienności ze wszystkimi piętrzącymi się problemami. Oto sztuka zanurzania w rzeczywistości, w najbliższym otoczeniu, tworzona tu i teraz.

Jadwiga i Stanisław współistnieli w związku szesnaście lat, a zatem aż do tragicznej śmierci Witkacego. Małżeństwo, mimo wielu wzajemnych gróźb dotyczących rozwodu przetrwało nie tylko na urzędowym dokumencie, lecz przede wszystkim w listach, pocztówkach, telegramach, portretach i fotografiach. Elias Canetti w jednym ze swoich esejów skonstatował: „Każdą miłość mierzy się liczbą podarowanych lat” (E. Canetti, „Tajemne serce zegara”, przeł. M. Przybyłowska, Sejny 2007, s. 39). Dodajmy lat, w których ważna jest wierność, nawet ta epistolarna wobec „żony tego typu na całe życie” (17 VIII 1927).
Stanisław Ignacy Witkiewicz, „Listy do żony” (1923-1927)”, przygotowała do druku Anna Micińska, opracował i przypisami opatrzył Janusz Degler, Warszawa 2005, s.500; Stanisław Ignacy Witkiewicz, „Listy do żony” (1928-1931)”, przygotowała do druku Anna Micińska, opracował i przypisami opatrzył Janusz Degler. Warszawa 2007, s.625.