ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (163) / 2010

Dominika Jędrzejczyk,

KRES LITERACKICH BEZDROŻY

A A A
Najnowsza książka Feliksa W. Kresa - „Galeria dla dorosłych”, to zbiór felietonów pisanych przez autora do magazynów „Feniks” i „Science Fiction Fantasy i Horror”, w których, z charakterystycznym dla siebie sarkazmem, stara się wskazywać błędy i niedociągnięcia w warsztacie młodych twórców, którzy podsyłają mu do recenzji swoje teksty. Ocen pozytywnych jest wśród komentarzy Kresa niewiele, powstaje zatem pytanie, czy z literaturą w Polsce jest tak źle, czy może to autor powieści fantasy ma zbyt wygórowane wymagania, tudzież jest nadto krytyczny?

Sam Kres pisze, że polski rynek literacki, po zachłyśnięciu się twórczością zagraniczną w latach 90., teraz z niezwykłą łapczywością chłonie polskie debiuty - problemem według pisarza nie jest więc opublikowanie pierwszej książki, ale raczej utrzymanie się na rynku i zarabianie na kolejnych dziełach. Wydaje się zatem, że nie ma nic prostszego niż napisanie powieści i czerpanie z niej profitów, czy też zdobywanie nagród na kolejnych festiwalach lub konkursach literackich, których, według wyliczeń mistrza Feliksa Kresa, jest więcej niż czynnych autorów (to znaczy takich, którzy publikują rocznie co najmniej jedną książkę). Paradoksalnie, nie stara się on jednak pomagać kolejnym pokoleniom autorów, ale raczej pastwi się nad słabością ich metaforyki czy syntaktyki, rozkładając zdania nadsyłanych tekstów na czynniki pierwsze. Naturalnie, lepiej jest powstrzymać słabego artystę, zanim jeszcze na dobre zacznie się przywiązywać do swoich arcydzieł, trudno jednak uwierzyć, że 90% debiutantów, proszących autora "Galerii..." o komentarz, popełnia te same błędy, na dodatek żadnemu z nich nie można już niczego zasugerować, w żaden sposób się nad nim pochylić, jak to kiedyś pochylił się ktoś nad tekstami Kresa.

Diagnoza przez niego stawiana jest więc co najmniej przesadzona w stronę wydumanego tragizmu, wręcz – katastrofizmu. Felietonista „Feniksa” zapewne zarzuciłby mi, że nie jestem obiektywna i zwyczajnie mszczę się za te wszystkie uszczypliwości, które spotykają pisarzy mojego pokolenia z jego strony, problem w tym, że robię dokładnie to, co on sam – wyrażam „swoje subiektywne zdanie”. W rzeczywistości bowiem „Galeria dla dorosłych” nie jest, jak to zapowiada okładka, „abecadłem każdego szanującego się debiutanta” – osoby mieszczące się w tej kategorii nie znajdą w zbiorze felietonów Kresa żadnych rad czy wskazówek od starszego kolegi, jak powinno się tworzyć dobre teksty. Nie dlatego, że takie podpowiedzi po prostu nie istnieją, nie funkcjonują poza sferą subiektywnych i indywidualistycznych odczuć (których jest zapewne tak wiele jak praktykujących pisarzy), ale przede wszystkim dlatego, że „dekalog pisarski” twórcy „Piekła i szpady” sprowadza się do wyliczenia tego, co ów twórca lubi, a czego nie toleruje, włącznie z prywatnymi poglądami politycznymi, a nawet opinią na temat medialnego obrazu śmierci papieża Jana Pawła II. Szczególnie druga część „Galerii...” („Kreskówki dla dorosłych” – zbiór felietonów publikowanych w „SFFiH”) wydaje się zestawem tekstów o zabarwieniu społeczno-obyczajowo-politycznym, a nie literackim w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, choć uwagi dotyczące ogólnie pojętej sztuki są na kartach stron tego zbioru obecne, stanowczo jednak za rzadko.

Feliks Kres dokonuje także pewnego rodzaju autokrytyki, stwierdzając, że jednym z większych problemów współczesnej literatury w Polsce jest brak dobrej krytyki. Tezy tej nie odnosi jednak do własnych komentarzy, lecz do ocen jednych autorów przez drugich, co wydaje się założeniem błędnym – bo choć prawdziwym jest stwierdzenie pisarza, że autor kryminałów prawdopodobnie nie zna się na prozie romansowej, to Kres wydaje się zapominać, że w rzeczywistości najlepszymi zawodowymi krytykami są znawcy literatury, a nie pisarze (chyba, że ci drudzy są jednocześnie tymi pierwszymi) – nawet najlepszy prozaik może kompletnie nie znać się na literaturoznawstwie. Paradoksalnie więc, felietonista „Feniksa” wie, że nie jest w żaden sposób uprawniony do komentowania cudzej twórczości z punktu widzenia literackiego autorytetu (pomijam tu kwestię „subiektywnych uwag osobistych”, jakie ma przecież każdy czytelnik, więc również Kres-czytelnik), a mimo to przychodzi mu ta działalność stosunkowo łatwo.

Przede wszystkim jednak, warsztatowe teksty autora nie wnoszą niczego nowego do literaturoznawczego dyskursu, a ich potencjał tkwi nie w treści, ale w sposobie ujęcia, charakterystycznym, ironicznym stylu pisarza. Co prawda nie pretenduje on do miana „polskiego Umberto Eco”, jednak z dumą powtarza lub parafrazuje jego teorie (chociażby te dotyczące postaci bohatera i jego relacji do autora), podając je w sposób sugerujący ich nowatorstwo, tudzież przynajmniej przekonanie Kresa o owym. W jednym z pierwszych felietonów mówi on, na przykład, o tym, że pisarz nie robi nic więcej, jak tylko opisuje swoje pragnienia, sny, wynaturzenia wręcz, ku uciesze czytającej je potem publiczności. Przekonanie to przywołuje natychmiast skojarzenie z Freudowską teorią marzeń, snów na jawie, do których posiadania uprawnione są dzieci i pisarze właśnie, pisarze, w których opisach każdy czytelnik odnajduje własne, niespełnione i nigdy niespisane pragnienia, o których czasem skrycie myślał. Choć Kres próbuje dać wyraz osobistej teorii literatury i pokazać własny świat literacki, to pozostaje jedynie wtórnym przewodnikiem po czyimś królestwie.

Trudno jest oceniać prywatne spostrzeżenia i opinie drugiego człowieka, można się z nimi jedynie nie zgadzać, ale do własnego zdania każdy ma prawo. Być może problem w przypadku najnowszej książki Feliksa W. Kresa tkwi w podtytule, stanowczo nie jest ona bowiem niczyim „abecadłem”, a już na pewno nie poradnikiem dobrego pisania i zapisem wskazówek, jak nie pisać. Co nie znaczy, że nie czyta się jej przyjemnie, jeśli potraktować ją tylko jako zbiór luźnych uwag Kresa, napisanych dobrym, ironicznym i lekkim stylem.
Feliks W. Kres: „Galeria dla dorosłych”. Fabryka Słów. Lublin 2010.