ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (164) / 2010

Maciej Malicki,

DWORZEC

A A A
– Cały wschodni proszę – powiedział mężczyzna stojący przede mną w kolejce do kasy biletowej.

Rzecz działa się na katowickim dworcu. Nie w głównej hali. O poziom niżej. Pod nią. Tam też kasy. O których nie wszyscy wiedzą. I dobrze. To ma dobre strony. Najlepszą są mniejsze kolejki.

Dopiero po chwili dotarło do mnie, o co panu chodziło. Kupował bilet do Warszawy Wschodniej. Bez zniżki.

To chyba pierwsze wspomnienie związane z katowickim dworcem.

Jest ich, oczywiście, więcej.

Następne, które umieściłem w książce [„takie tam / dziennik”]:

Kupiłem bilet i wyszedłem przed halę dworcową [górny poziom] na papierosa. Stanąłem przy popielniczce-rynnie. Po chwili podszedł mężczyzna.
– Osiem dni piję. Byłem bokserem. Dzwoniłem do domu. Powiedziała, żebym nie wracał. Daj na piwo.
– Nie mam. Mam tylko trzy złote.
– To daj cygareta.
– Proszę, bierz.
– Mogę trzy?
– Tak.

Mężczyzna był brudny, zarośnięty i cuchnął. Ale mówił prawdę. Nos, uszy, dłonie, sylwetka. Bokser.
– W osiemdziesiątym szóstym Ruska w Spodku znokautowałem w trzydziestej siódmej sekundzie. Dwa razy byłem mistrzem Polski. Daj dwa złote – ponowił prośbę.
Dałem.
– Pamiętasz Średnickiego?
– Oczywiście.
– Zszedł na psy. Zmarnował się. Wóda.
– Tak. Słyszałem.
– Dobra. Dzięki. Lecę. Powodzenia.
– Tobie też.

Postałem jeszcze chwilę. Zgasiłem papierosa. Poszedłem na trzeci peron. Po dziesięciu minutach siedziałem w przedziale. Wagon numer sześć, miejsce sto szesnaście, przy oknie, dla palących.


Tyle. Ale historia ma dalszy ciąg. Boksera spotykałem często. Ot, był rezydentem. Częstowałem go papierosami, dawałem jakieś grosze. Pewnego dnia, czekając na pociąg, piłem kawę w sieciowej kawiarence. [Zaskakująco dobra kawa, polecam]. Zauważył mnie. Wszedł, przywitał się.
– Chcesz złotówkę? – zapytał.

Bardzo lubię dworzec w Katowicach.

Wydzielone na peronach miejsca dla palących z tymi nieprawdopodobnymi, najdłuższymi w Polsce popielniczkami.
Bukinistów.
Panie sprzedające owoce.
Świadków Jehowy propagujących dyskretnie wiarę na schodach.
Zegar nad wejściem do głównej hali.
Niektóre zapowiedzi. Tutaj musze rozwinąć. Rutynowa brzmi: pociąg do Chałupek odjeżdża z peronu takiego a takiego. I tak dalej. Ale pojawia się specyficzny komunikat. Odstępstwo od reguły: pociąg do stacji Oświęcim odjeżdża z peronu takiego a takiego. Ktoś pomyślał.

Zawiadowców urzędujących w blaszanych, peronowych kontenerach. Są mili i uczynni. Niejednokrotnie się o tym przekonałem.
Sieciową kawiarenkę. Mówiłem. Pisałem.
Że pewnego dnia zobaczyłem pociąg, który miał na wyświetlaczu nazwę stacji docelowej – RZYWIEC.
Gołębie, które toczą nieustanny spór z kawkami.
Tak.
Pewnie mógłbym mnożyć.

Boję się przebudowy dworca w Katowicach. [Rozumiem, doceniam]. Jednak obawiam się, że straci klimat. Że będę się nienajlepiej w nowych ścianach czuł. Aha, przy okazji, podpisuję się pod apelem pozostawienia słynnych kielichów. Wara od nich.

Boję się, że ruchome płyty na estakadzie przestaną wydawać charakterystyczny dźwięk. Przypisany do miejsca.

Boję się, że już nigdy nie spotkam Boksera. Nie będzie pasował.

Tak.