Wydanie bieżące

15 października 20 (164) / 2010

Kamila Czaja,

DWORZEC – KATALOG ZASTOSOWAŃ

A A A
Sprawa katowickiego dworca wzbudza ogromne emocje. Najwyraźniej nie jest on neutralnym punktem miejskiej topografii. Nic dziwnego – w końcu satysfakcjonujący użytkowników dworzec przydaje się w wielu sytuacjach, nie zawsze tych nieodłącznie z nim kojarzonych. Proponuję jednak chwilowe oderwanie się od egzemplarza katowickiego i wycieczkę na inne kolejowe stacje. Przy pomocy kilku przykładów zaczerpniętych z literatury i filmu spróbuję stworzyć bardzo subiektywny, pewnie nie do końca poważny, za to z pewnością niekompletny katalog dworcowych zastosowań.

„Wsiąść do pociągu byle jakiego…”

Rzecz oczywista, lecz nie do pominięcia: na dworcach wsiada się do pociągów. Nieistotne, czy jedzie się „byle nie do Warszawy”, czy raczej planuje „morderstwo w Orient Expressie” – najpierw trzeba wsiąść. A potem na ogół też wysiąść – chyba że jest się ofiarą wyżej wspomnianej zbrodni. Wsiadanie i wysiadanie z/do pociągu nie na dworcu czy stacji można sobie, rzecz jasna, wyobrazić. Podobno grozi jednak śmiercią lub kalectwem, więc nie zalecam (a za ewentualne podejmowane przez Czytelników próby redakcja aP odpowiedzialności nie ponosi). Chociaż wyśpiewane przez Marylę Rodowicz „Remedium” jest na czasie (znowu „światem zaczęła rządzić jesień”), nie zachęcam również do części pod hasłem „nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet”.

Polecam raczej ostrożność. Zanim się wsiądzie do pociągu, na dworcu trzeba uważać na czające się za rogiem niebezpieczeństwa. Jednym z nich są kieszonkowcy. Wojciech Kuczok sugestywnie opisał działalność tych przedsiębiorczych młodzieńców w „Senności”. Współpracują oni z kioskarzami, który pod pozorem braku drobnych na wydanie reszty zmuszają klientów do przetrząsania zawartości portfeli. Potem tylko umówiony sygnał i złodziej już wie, kogo warto bliżej poznać.

I niech nikt nie mówi, że literatura nie uczy życia.

... albo pod jakiś skoczyć

Literacka przydatność dworca na wsiadaniu, wysiadaniu oraz na kradzieżach się oczywiście nie kończy. O ile rzucenie się pod pociąg w samobójczym akcie nie wymaga obecności dworca, to dwa przykłady z klasyki mają miejsce właśnie w takiej scenerii.

„Torując sobie drogę poprzez tłum do poczekalni pierwszej klasy, powoli uświadomiła sobie wszystkie szczegóły sytuacji i te różne możliwości, pomiędzy którymi wypadnie jej uczynić wybór” – pisze Tołstoj w „Annie Kareninie”. Po czym z „tych różnych możliwości” bohaterka wybiera odebranie sobie życia na petersburskim dworcu.

Na miejscu będzie także rodzimy przykład. Może mniej okazały pod względem tła wydarzeń (Skierniewice zamiast Sankt Petersburga) i skuteczności (samobójstwo w ostatniej chwili zostaje udaremnione), ale nie można nie wspomnieć o uratowanym przez Wysockiego Wokulskim – zwłaszcza, że 9 października na skierniewickiej stacji odsłonięty został pomnik głównego bohatera „Lalki”, co uznać można za nietypowy dowód na bliskie związki dworcowo-literackie.

„Epoka jest polityczna”. Dworzec też.

„Nie musisz nawet być istotą ludzką, / by zyskać na znaczeniu politycznym” – przekonuje Wisława Szymborska w „Dzieciach epoki”. I chociaż akurat w tym wierszu dworzec nie pojawia się ani na chwilę, słowa te łatwo zastosować można do stacji kolejowych, powołując się na kolejne dwa przykłady.

„Poczekalnia dworcowa, która jest Polską” – objaśniał swój tekst w jednym z wywiadów Jacek Kaczmarski. Napisany w 1975 roku utwór „Poczekalnia” to wyraz sprzeciwu wobec PRL-owskiego ubezwłasnowolnienia obywateli. Tych, którzy uwierzyli w płynący z megafonów głos: „To nie wasz pociąg”. Przegapili szansę, utknęli na dobre (a raczej na złe) na dworcu. W tekście barda poczekalnia – chociaż pozornie chroniąca przed wyzwaniami zewnętrznego świata („na zewnątrz deszcz i ziąb”) – okazuje się pułapką i karą za „tę łatwą wiarę w megafony”.

Również późniejszy o pięć lat krótki dokument Krzysztofa Kieślowskiego „Dworzec” zderza głos propagandy (w tym wypadku głos prowadzącego „Dziennik Telewizyjny”) z gorzką rzeczywistością. Z offu wywody o pomyślnym bilansie w przedsiębiorstwach, na peronach smutni ludzie czekający na pociągi (z reguły mocno opóźnione), przy kasach tłumy narzekające na złe oznaczenia okienek. A co jakiś czas mroczna muzyka i obraz wszechobecnych kamer. Wielki Brat patrzy.

Czemu akurat dworce tak dobrze się nadają do tego, by przez rysunek fragmentu ukazać całość politycznej sytuacji kraju? Może warto zacytować tu Wojciecha Tomasika. W „Ikonie nowoczesności” pisał o stacji kolejowej w tekstach z przełomu XIX i XX wieku, że jest ona „punktem styczności między szarością egzystencji a materią marzeń”. Chyba przez kilkadziesiąt lat niewiele się pod tym względem zmieniło. Niedostatek rzeczywistości (w tym rzeczywistości politycznej) najwyraźniej widać w miejscu, z którego można wyruszyć do lepszego świata (i nie należy w tym wypadku wiązać określenia „lepszy świat” z analizowanym wcześniej motywem dworcowego samobójstwa). Tylko jakoś mało kto faktycznie wyrusza. A później tak, jak pisał Kaczmarski: „I patrzymy w starcze oczy, powstrzymując drżenie rąk – /Zadziwieni, gdzie się życie nam podziało?!”.

Spotkania, pożegnania, niespotkania

Było trochę o śmierci, dla równowagi musi więc być też coś o miłości. Niestety, to nie będzie coś optymistycznego. Jakoś dziwnym trafem większość moich literackich i filmowych skojarzeń z dworcowym romansem nie ma (że ujmę rzecz eufemistycznie) szczęśliwego zakończenia.

Klasyczny melodramat brytyjski „Spotkanie” to świetny przykład historii uczucia skazanego na klęskę. Ona mężatka, on żonaty, poznają się w dworcowej kawiarni, zakochują się w sobie. Po czym się rozstają – również na dworcu. I nawet nie mogę się porządnie pożegnać, nie mają prawa do żadnego machania z peronu białą chusteczką, której domagałaby się tradycja kolejowych rozstań. Stacja z filmu Leana nie stanowi tak rozpoznawalnego tła zniszczenia pięknego związku jak lotnisko z „Casablanki”, ale chyba plasuje się w tej samej przygnębiającej kategorii pechowych dla par lokalizacji.

Także „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza, chociaż romans ma miejsce w czasie podróży, prezentuje dworzec – a właściwie dwa dworce – jako ramę uczucia. Ona i on poznają się, bo kupili na łódzkim dworcu bilet do tego samego przedziału sypialnego. A rozstają się po dotarciu na stację Hel.

W obu filmowych przypadkach dochodzi przynajmniej do spotkania bohaterów. W wierszu „Dworzec” Szymborskiej ma miejsce „nieprzyjazd” kobiety „do miasta N.”. Reszta zdarzeń (niezdarzeń?) jest tylko udziałem przypadkowych osób wymieniających „nie nasz pocałunek”, potem ginie „nie moja walizka”, odbywa się „umówione spotkanie // Poza zasięgiem naszej obecności”. A „egzamin z istnienia obiektywnego”, chociaż świetnie zdany przez dworzec, nie pozwala na spełnienie uczucia, które jest przecież po stronie subiektywnego bytu.

Gwizd pociągu na optymistyczną nutę

Ponury mi wyszedł ten katalog dworcowych zastosowań. Trochę jakby kolejne stacje drogi krzyżowej zamiast stacji kolejowych. W skrócie wyglądałoby na to, że można zostać okradzionym, umrzeć, utknąć w marazmie i utracić wielką miłość. Co najmniej cztery różne koszmary w jednej lokalizacji. A przecież oprócz tego mamy bestsellerową książkę o narkotykach „My, dzieci z dworca Zoo”, skargę tułających się inteligentów u Gałczyńskiego („Pod sztuczną palmą listy piszemy/ na brudnych dworcach”) czy stacje kolejowe będące świadkami wojennej zawieruchy (przykładem „Sól ziemi” Wittlina). Do tego można by dodać jeszcze sugestywny tekst Adama Ziemianina „Dworzec Główny”, gdzie „z rozkładu jazdy / nic nie wynika”, a „każdy tor / jest tylko ślepym torem”.

Żeby trochę się pocieszyć, zauważmy, ile niezwykle silnych emocji budzą dworce w wymienionych lekturowych i ekranowych wersjach. Często są to emocje negatywne, czasem prawdziwe tragedie. Ale za to jaka intensywność przeżycia!

Jeśli jednak komuś nie wystarczy taka pociecha, proponuję ćwiczenie na wyszukiwanie pozytywnych skojarzeń z dworcem w literaturze i filmie. Ja też spróbuję. Na dobry początek ciepłe wspomnienie z dzieciństwa: „Stoi na stacji lokomotywa…”.
Fot. Bartosz Koszowski