Wydanie bieżące

15 listopada 22 (166) / 2010

Urszula Pawlicka,

STAN KRYTYCZNY (7)

A A A
„Stan krytyczny” rozumiem nie tyle jako zmierzch krytyki literackiej, ile jako jej przeobrażenie, które może budzić niepokój czy nawet oburzenie. Mówiąc o sytuacji krytyki literackiej, powiedziałabym nawet o skonsternowaniu. Wynika to z pojawiających się zjawisk, które trudno określić, a które mają (i będą mieć) ważny wpływ na kulturę literacką. Pozwolę sobie odejść od sztywnej formy odpowiedzi na zadane pytania (tym bardziej, że np. pierwsze nie jest skierowane do mnie, gdyż absolwentką jeszcze nie jestem). Mam nadzieję, że poniższy tekst, przedstawiający główne problemy (twórcy, odbiorcy, utworu i krytyki), będzie zawierał w sobie reakcję na pozostałe dwa zagadnienia.

Obecnie trwa moda na pisanie i pisywanie: poezji, prozy, bloga czy komentarzy. Szczególnie dzięki pierwszemu gatunkowi nie musimy obawiać się recesji. Przypomina mi się anegdota Jean-Claude’a Carrière’a o dwóch poetach, z których jeden wkłada rękę do kieszeni i mówi: „A! Masz szczęście. Właśnie napisałem wiersz i muszę ci go przeczytać”. Drugi facet również wkłada rękę do kieszeni, mówiąc: „Uważaj, bo ja też mam jeden!” [J.C. Carrière, U. Eco: „Nie myśl, że książki znikną”. Warszawa 2010]. Fenomenem jednak jest fakt, że (celowo upraszczając) wszyscy piszą, ale nikt nie czyta. Zatem kto zamieszcza komentarze na stronach internetowych, oceniające książki? Pseudokrytykę w sieci można i zlekceważyć, ale kiedy czytam infantylne uwagi, mające mieć rzeczywisty wpływ na czytelnika, to budzi to niepokój. Tym bardziej, że przeciętny odbiorca nie kieruje się oceną krytyków profesjonalnych, ale ilością gwiazdek czy punktów zaznaczonych przez innego czytelnika – to obecnie jest miarą wartości książki.

Problem autorstwa sprowadza się do zasygnalizowania zjawisk, które produkują bądź lansują twórców. W efekcie self-publishing osoba poprzez wydanie przez samą siebie książki może stać się autorem. Amator nie czeka, aż teksty w szufladzie dojrzeją, chce już pokazać całemu światu, że napisał „arcydzieło”. Pisane na blogach dzienniki czy opowiadania również zaczynają być wydawane w formie książkowej publikacji. Blooki (termin łączący „blog” i „book”) są dowodem na przenikanie się dwóch obiegów literatury i kolejną szansą na wypromowanie siebie jako „twórcy”. Komercjalizacja przejawia się także w zjawisku literatury celebrytów i seriali. W pierwszym przypadku autorami są aktorzy, prezenterzy czy piosenkarze, którzy parają się pisaniem poradników: Katarzyna Cichopek zdradza sekret, jak być „sexy mamą”, Krzysztof Ibisz – jak wyglądać dobrze po 40., a Cezary Żak – jak skutecznie zgubić wagę. Nie byłoby to niepokojące, gdyby nie nagłówki w Internecie typu: Cichopek została pisarską.

Obok książek napisanych (może bardziej podpisanych) przez celebrytów pojawiają się tytuły wydane przez postaci z serialu. Niejaka Barbara Jasnyk w „Teraz albo nigdy” napisała książkę „Kaktus w sercu”, którą realny czytelnik również może przeczytać. Ponownie nie byłoby w tym nic alarmującego, gdyby nie komentarze – choćby o tej pozycji – w stylu: „Każdy kto wyraża swoje zdanie na temat książek typu »jakie barachło« lub »tandeta« moim zdaniem nie umie czytać książek.. trzeba odnajdywać w nich ukryte piękno. a nie oceniać powierzchownie... jak można oceniać książki napisane na podstawie czyjegoś życia z lekką fikcją literacką (w tym przypadku osobami).. ja uważam, że książka została świetnie napisana i na pewno trafiła do wielu czytelników, a negatywne zdanie ludzie zachowajcie dla siebie, bo to aż rani w oczy.. Ci co wyrażają takie zdanie dla mnie są osobami mało wartościowymi”. Komentować czy przemilczeć?

Obok problemu pisarza, którego pojęcie, jak widać, poszerzyło się bądź – inaczej ujmując – zdewaluowało, pojawia się kwestia odbiorcy. Czytelnik uwielbia komentować wszystko, a w szczególności to, na czym się nie zna. Felietonizacja pseudokrytyki (słuszne określenie wyrażone przez Jarosława Klejnockiego) widoczna w sformułowaniach jednowyrazowych typu: „pięknie”, „uczuciowo”, „prawdziwie”, „ciekawe”, „fajne”, bądź nawet dwuwyrazowych: „jestem na tak”, „brzydki wiersz”, „pomysł ciekawy”. To banalne przekonanie, że wiersz jest tak dobry, iż nie trzeba komentarzy, w rzeczywistości jednak po prostu trudno jest uargumentować, dlaczego odbiera się go właśnie w taki sposób.

Zagadnienie wyboru lektury również warte jest uwagi. Odbiorca kieruje się ocenami, ilością pojawiających się recenzji czy sprzedaży, a może hasłami w stylu: „Najlepsza książka roku”, „Światowy bestseller”, „Pierwsza polska powieść pedalska”, „Ponad 40 milionów sprzedanych egz. Teraz także na ekranach film” czy „Pierwsza polska powieść o pokoleniu urodzonym w III RP”. Zarówno recenzje, jak i strategie marketingowe są istotne, gdyż kształtują gust czytelniczy, co z kolei wpływa na zapotrzebowanie danej literatury – prosta kalkulacja. Zarówno bestsellery, jaki i pozycje celebrytów czy postaci z serialu sprawiają, że książki stają się zwykłym gadżetem. W tym tkwi problem rynku literackiego, który napędzany jest przez komercję.

Kwestia oceny utworu literackiego zależna jest nie tylko od gatunku, jaki prezentuje, lecz także od kontekstu. Literaturę z wyższej półki ocenia się inaczej niż popliteraturę, tak jak poezję poważną od tej związanej ze slamem. Podobnie powinno się badać zjawisko kiczu – odróżnić utwory tandetnie niezamierzone, od tych celowo na nią stylizujących się.

Krytyka literacka według najmłodszych (mam tu na myśli moich rówieśników) pojmowana jest jako coś atrakcyjnego, ale atrakcyjnego bardziej w sensie modnym, niż naukowym. Uważam, że krytykiem łatwo siebie nazwać, ale trudno nim zostać. Jest szereg wyzwań, jakim musi sprostać początkujący krytyk: 1) czytać na bieżąco – co nie jest proste – w trakcie lektury jednej książki na rynek wchodzi dwadzieścia kolejnych; 2) recenzować – też nie jest łatwe, bo gdzie pisać i co wybrać? Zaproponować książkę z wyższej półki, która już jest dawno zarezerwowana, czy może debiut, którego zapewne nie przyjmą? W kwestii oceny łatwo jest skrytykować – co zauważa się w rozmowach, gdy ktoś mówi, że książka jest „fajna” bądź „beznadziejna”. Trudniej z kolei już uargumentować. 3) pisać za darmo – myślę, że pasja do krytyki literackiej ujawnia się najbardziej, gdy nie ważne jest, czy otrzyma się honorarium, ważny jest tekst i możliwość jego opublikowania. 4) wnikliwie czytać i opiniować – z niepokojem słyszę, że wystarczy przeczytać początek, fragment środka i zakończenie książki, aby móc ocenić. Z kolei nadmierny subiektywizm w recenzji jest wątpliwy, a często kreatywnego opisu własnych stanów emocjonalnych w trakcie lektury nie ma końca. 5) szanować – odnosić się z szacunkiem do pisarzy, krytyków i tradycji literatury.

Krytykę literacką pojmuję zatem jako działanie (re)interpretujące, oceniające, pobudzające bądź negujące. Podkreśliłabym jej charakter interdyscyplinarny. Szeregu pojawiających się zjawisk nie sposób jest omijać, gdyż mają i będą mieć coraz większy wpływ na kształt literatury.