Wydanie bieżące

15 listopada 22 (166) / 2010

Emilia Konwerska,

WHO LET THE DOGS OUT?

A A A
- Uprawiacie jakiś sport? - spytał Boe. - Rzucamy kamieniami w gliniarzy.
Są takie miejsca, gdzie trzeba być katem lub ofiarą, pić alkohol metylowy lub bić ludzi. Roli nie wybieramy sobie sami, ale gramy ją pięknie. Takim miejscem jest australijska prowincja, na którą zabiera nas Chloe Hooper. Reportaż „Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee” jest zapisem walki z przeznaczeniem oraz historią poszukiwania prawdy, której nikt nie chce poznać.

Palm Island to idealne miejsce na wakacje. Doskonale spełniałoby również rolę więzienia. Jest miejscem, gdzie konflikt między rdzennymi mieszkańcami Australii a białymi widać wyjątkowo intensywnie. To tutaj zsyłano niepokornych Aborygenów, wyspa była karą za domaganie się zapłaty za pracę, nieprzystosowanie, komunizm. To tutaj na posterunku policji umierał Cameron, umierał na brudnej podłodze, błagając o pomoc. Chloe Hooper nie znała takiego oblicza swojego kraju, jej spojrzenie jest świeże i naiwne, próbuje zrozumieć świat, o którym trudno jest mówić. Historia Aborygenów przesiąknięta jest bólem i poniżeniem. Kobiety, które poznaje autorka, opowiadają o dzieciństwie, które upłynęło w internatach, samotności, braku perspektyw, karach chłosty. Dzieci, którym płukano usta wodą z mydłem za to, że mówiły w języku plemiennym, gwałcone kobiety, noworodki zabierane rodzicom ze szpitala to tylko jedno oblicze koszmaru. Aborygeni zmuszani do odrzucenia swojej kultury nie zapomnieli o mitach. Żyją w świecie duchów, demonów i wierzeń, które nie przynoszą ulgi. Wysoki Człowiek jest bardzo silny, okłada pięściami zbuntowanych nastolatków, Niscy Ludzie najbardziej nie lubią, jak bije się dzieci, Aborygeni nie są wolni, kontrolują ich demony, a mitologia jest odbiciem realnych lęków. Biały człowiek jest duchem, przed którym nie ma ucieczki, przypomina o zniewoleniu, jest synonimem najeźdźcy, wroga. Nazywano ich strachami, zwłokami, grobami. Aborygen nie istnieje bez swojej ziemi. Przez kolonizatorów zostaje pozbawiony tożsamości. Autorka nie daje się jednak uwieść obrazowi rozpaczy, nikt nie jest niewinny, Hooper trzeźwym okiem obserwuje aborygeńskie nieszczęście.

Palm Island może okazać się piekłem, czas płynie wolniej, przygnębiająca pustka, gorączka i przemoc zmieniają ludzi. Autorka próbuje zrozumieć również trudną sytuację białych. Opisuje lęk, poczucie beznadziei, agresję, z jaką się spotykają. Przemoc, pijaństwo i pedofilia to zajęcia, które przypisują czarnym. Biali w anonimowych ankietach piszą: „Nie mam o nich dobrego zdania. Na pewno są wśród nich jacyś porządni ludzie, ale ja widuję samych meneli. Za dużo piją i śmierdzą. To kundle. Mój teść tam pracuje i mówi, że to bagno, a ludzie to świnie” (s. 222 – 223). Czują się osaczeni, nienawiść próbują pokonać pogardą. Nikt nie potrafi ominąć stereotypów, czarni stają się brudnymi alkoholikami, ponieważ niczego innego się od nich nie oczekuje, biali wpisują się w schemat zarozumiałego najeźdźcy. Za takich nas uważacie? Więc tacy właśnie będziemy! Mieszkańcy australijskiej prowincji budują swoją tożsamość dzięki przeciwieństwom. Biali utrzymują swoje podwórka w idealnym porządku, więc czarni jakby celowo wprowadzają chaos. Spotkanie młodego, białego policjanta, na którego czeka kariera, oraz czarnego Camerona, lekkoducha o ciele pooranym bliznami, staje się symbolicznym wydarzeniem w historii Australii. Śmierć Aborygena wbrew wszystkiemu budzi nadzieję na zmiany.

Chloe Hooper dokładnie bada przebieg wydarzeń, rozmawia z mieszkańcami, słucha wielu relacji, nikomu nie ufa do końca. Cameron zatrzymany za to, że śpiewał piosenkę „Who Let The Dogs Out”, na posterunku policji skatowany przez Hurleya, umierał przez dziesięć minut, wyniki sekcji zwłok wykazały, że wątroba pękła na pół. Śmierć mężczyzny obserwujemy oczami jego sióstr; kiedy oglądają taśmę z celi, czujemy ich ból, mężczyzna staje się naszym bratem, jego przeszłość, alkohol, wszystko przestaje się liczyć. Jest tylko współczucie i cierpienie. Czytelnikiem targa gniew, chęć zemsty, wszyscy policjanci to bandyci, więc kiedy po śmierci Camerona na wyspie wybucha rebelia, kiedy rozjuszony tłum podpala komisariat, jesteśmy z nimi. Spalić ich wszystkich. Chloe Hooper poddaje się emocjom. Książka jest zapisem wybuchu rozpaczy, mieszkańcy Palm Island wiedzą, że nie mogą liczyć na wymiar sprawiedliwości, kiedy idą przez miasto z pochodniami, przejmują władzę, przynajmniej na chwilę. Ci, którzy rządzą, panicznie boją się zniewolonych ludzi, wiedzą, że kiedyś nastąpi przełom. Bunt na wyspie oczywiście zostaje stłumiony, wojsko, rząd, policja pozostają niepokonani. Nie mogą już jednak spać spokojnie. Autorka poznaje ludzi biednych, nieśmiałych, którzy mówią tak cicho, że trudno ich usłyszeć. Po śmierci Camerona Doomadgee podejmują heroiczną walkę o własne prawa. Nie była to pierwsza śmierć, policjanci mają krew na rękach, po całym kraju krążą historie o aborygeńskich chłopcach, którzy nie wracali z przesłuchań. Nie jest to tylko problem rasizmu, młodzi Australijczycy twierdzą, że nikt nie wygra z policją, nawet biały. Aborygeni nauczeni są twardej samodzielności, nie potrzebują policji do ochrony, radzą sobie sami. „Powiedzmy, że wybucha awantura w barze – wyjaśniał TJ. - Wy wtedy wzywacie policję, bo macie taką mentalność,bo jesteście śmierdzącymi tchórzami, cykorami, zastrachanymi piździelcami i sami nie umiecie sobie radzić, więc wołacie na pomoc bullimana. Dla nas, gdyby jakiś czarny nasłał gliniarza na innego czarnego, zrobiłby straszne świństwo. Jak ktoś ci nasra na głowę, na twoją godność i dumę, musisz sam sobie z tym poradzić. Jak ktoś mi ukradnie samochód, poszukam go sam i sam skurwielowi połamię nogi” (s. 144 – 145). Policjanci są dla nich synonimem represji i niesprawiedliwości. Budzą nienawiść. Czy da się żyć w takich warunkach, będąc młodym policjantem?

Chris Hurley pragnie uniknąć kary, staje się symbolem, męczennikiem wszystkich policjantów, tych dobrych, którzy próbują zaprowadzić ład w dzikiej, brutalnej rzeczywistości. Chloe Hooper próbuje zrozumieć, czy doszło do morderstwa, a może to naprawdę był nieszczęśliwy wypadek? Jak to się dzieje, że ambitny, inteligentny człowiek, który kochał aborygeńskie dzieci, zabija? Czy tkwiąc w złym, mrocznym miejscu, możemy oprzeć się przemocy? Młody Hurley przybywa w rejony słynące z biedy i brutalności. Świat, w którym dzieci wychodzą ze źrebakami w morze po to, by zamęczyć je tam i utopić, świat, w którym często zdarzają się gwałty na noworodkach, a kobiety są regularnie bite przez pijanych partnerów, nie może pozostawić obojętnym. Hooper zadaje pytanie o pochodzenie zła i wybory podejmowane przez ludzi. Co ciągnie misjonarzy w miejsca, które można nazwać źródłem grzechu? Dlaczego młody, spokojny człowiek pragnie obcować z brudem i nienawiścią? Starsi policjanci mówią, że w takich miejscach jak Palm Island łatwo poczuć się bogiem. Nieograniczona władza budzi tkwiącego w każdym pułkownika Kurtza. Autorka świadomie nawiązuje do Conrada, Orwella, Kafki. Okazuje się, że nie można wymazać z siebie pokładów agresji, a Dobry Policjant i Zły Policjant to w rzeczywistości ta sama osoba, walka o sprawiedliwość odbywa się tylko w naszym wnętrzu.

Osobnym wątkiem jest sytuacja aborygeńskich kobiet, które znajdują się w tragicznym rozdarciu. Z jednej strony pragną solidarności z uciskanym, aborygeńskim ludem. Nie mogą jednak ufać swoim mężczyznom. Alkoholizm i przemoc to ich codzienność, poznajemy historie kobiet zrzuconych ze schodów, kobiet nieprzytomnych z bólu, kobiet, które bije się śrubokrętami po głowach. Kiedy podczas zamieszek wywołanych bezkarnością policjanta Aborygeni próbują wyrzucić policję z wyspy, z ust jednej z kobiet padają przejmujące słowa: „My, kobiety chcemy, żeby policja została. Bo kto będzie nas bronić przed wami?” (s. 78). Autorka reportażu poznaje głównie świat kobiet, mieszka z nimi, w końcu połączy je głęboka przyjaźń. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż kobiety mimo tragicznej sytuacji domowej sprawują wysokie stanowiska, są burmistrzami, pastorkami. Żyją blisko siebie, tworzą społeczności, wspierają się. Snując historie rodzin, mówi się o prababkach, matkach, ciotkach. Pamięć o przodkiniach nie umiera. W społecznościach aborygeńskich mamy do czynienia z przedziwną odmianą matriarchatu, który istnieje wspólnie z przemocą oraz poniżeniem, jakiego doświadczają kobiety. Aborygenka staje się symbolem tego, co wykluczone. „Była i będzie bita. Lekko przygarbiona, w wypłowiałym ubraniu, z wałeczkami tłuszczu na plecach. Gladys Nuget uosabiała to wszystko, czego biała Australia nie chce przyjąć do wiadomości o czarnej Australii” (s. 227).

„Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee”jest refleksją na temat prawdy. Prawda w Palm Island ma twarz przebiegłego policjanta lub nietrzeźwego Aborygena. Żadnej nie można ufać. Hurley tak często powtarza kłamstwa, że stają się faktem, nie sposób uwierzyć we własne zło, przyznanie się przed sobą samym do morderstwa to koniec. Policjanci mają władzę, zmieniają zeznania, trzymają się razem. Czarni kłamią, nietrudno ich na tym przyłapać, są mało wiarygodni, niewyraźnie mówią, piją. Jeśli lepiej się prezentujesz, posiadasz monopol na prawdę. Rozprawa jest przedstawieniem, eleganccy policjanci prowadzą na starcie, Aborygeni w klapkach i wypłowiałych koszulach czują, że nie są na sali sądowej u siebie. Nie są u siebie bardziej niż gdziekolwiek indziej. Chloe Hooper stopniuje napięcie, fizycznie czujemy bezsilność sióstr Camerona, ich zmęczenie, pot spływający po karku Chrisa Hurleya, widzimy trzęsące się ręce. Podział My – Wy podobno nigdy nie był tak silny. Sprawiedliwości nie będzie, wiara w zwycięstwo jest wystarczająca. Chloe Hooper przelewa na karty reportażu swoje łzy.

Autorka opisuje tragiczną sytuację, nie ma ucieczki przed wspomnieniami, stereotypami i bólem. Spotkanie Camerona i policjanta jest w rzeczywistości spotkaniem dwóch różnych wersji tego samego życia, tak podobnego, a zarazem całkiem innego. „Gdy Hurley zakładał na Thursday Island klub sportowy dla dzieci, Cameron miał własne dziecko i nieudany związek za sobą. Trzydziestosześcioletni Hurley może oczekiwać, że ma przed sobą więcej niż połowę życia, Cameron, jak wynika ze statystyk, przeżyłby jeszcze około dziesięciu lat. Gdy Hurley piął się po szczeblach policyjnej kariery, ten drugi był jego cieniem” (s. 252). Każdy ma swój cień, albo kogoś, za kim nieświadomie idzie przez całe życie. Spotkanie nie powinno nigdy mieć miejsca. W Australii takie spotkania mają miejsce każdego dnia. Nie udaje się zapomnieć krzywd, wymazanie podziału „Biały kontra Czarny” okazuje się niemożliwe. Kto tak naprawdę jest katem, a kto ofiarą? Kto wypuścił te psy?
Chloe Hooper: "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee". Przeł. Agnieszka Nowakowska. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2010 [seria: Reportaż].