Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (167) / 2010

Przemysław Pieniążek,

PRZYCZAJONY ARTYSTA, UKRYTA TOŻSAMOŚĆ

A A A
Robert Banks, Robin Banksy lub Robin Gunningham – tak najprawdopodobniej brzmi prawdziwe nazwisko tajemniczego Brytyjczyka, którego prace od lat stanowią przedmiot społeczno-krytycznych polemik, będąc równocześnie ważnym głosem w sprawie współczesnej sztuki ulicy. W swoich artystycznych poszukiwaniach Banksy nie ogranicza się do jednej formy ekspresji (rozpoznawalne wlepki, nietuzinkowe instalacje, rzeźby), jednak najpełniej odnajduje się w szablonowo wykonywanych graffiti.

Jak wieść gminna niesie, modus operandi niepokornego Brytyjczyka na dobre ukształtował się podczas jednej z akcji malowania pociągów, kiedy to Banksy, będąc najwolniejszym z grupy, ukrył się przed wymiarem sprawiedliwości pod składem, gdzie przez kilka godzin kontemplował numer seryjny pociągu wykonany techniką szablonu. Przypadkowe natchnienie wyewoluowało z czasem w przemyślany proces twórczy, będący kontynuacją artystycznego stylu zapoczątkowanego na początku lat osiemdziesiątych przez Xaviera Prou (zwanego Blek le Rat), jak również kontrkulturowego dorobku anarchistyczno-punkowej grupy Crass, wykonującej szablonowe graffiti w przestrzeni londyńskiego metra. Na tym fundamencie Banksy stworzył nową jakość, doskonale korespondującą z jego tajemniczym image’em. Korzystanie z wyciętych z tektury „półproduktów” umożliwia mu bowiem przeprowadzenie nieoczekiwanego ataku przy znacznej oszczędności czasu. Niejednokrotnie korzysta z pomocy sprawdzonych przyjaciół, umożliwiających mu realizację najbardziej karkołomnych akcji przy zachowaniu całkowitej dyskrecji. Prace Banksy’ego najczęściej powiązane są z miejscem ich umieszczenia, zawierając w oswojonym pozornie symbolu czy sloganie silny ładunek ironii, paradoksu i refleksji.

(Nie)szablonowa partyzantka

Enigmatyczny artysta uczynił ze swojej sztuki oręż wymierzony przeciw wojnie oraz wszelkim przejawom konsumpcjonizmu, faszyzmu oraz totalitaryzmu. Jednak pod nihilistyczną powłoką szablony Banksy’ego skrywają prawdziwie egzystencjalne oblicze. To graficzne epigramaty, za których pomocą artysta diagnozuje conditio humana, piętnując ludzką chciwość, hipokryzję, moralne zblazowanie, jak również daleko idące skutki ksenofobii, fundamentalizmu oraz społecznej alienacji. „Czasem czuję takie obrzydzenie z powodu stanu tego świata, że nie mogę nawet dojeść drugiej porcji szarlotki” – twierdzi. Mocno ironiczny ton jego internetowych wypowiedzi lub myśli zebranych na łamach autorskich publikacji idzie w parze z wyjątkową empatią, wrażliwością na drugiego człowieka i pragnieniem uświadomienia mu zagrożeń, które przynosi współczesny świat. Banksy nie kryje również swojej niechęci do zinstytucjonalizowanych form porządku publicznego oraz wszelkich służb mundurowych, obnażając, kwestionując i obalając w swoich pracach mechanizmy społecznej kontroli, zniewolenia i psychofizycznego terroru reprezentowane przez uzbrojone siły prewencji czy ośmieszanych policjantów. To ich ofiarami najczęściej padają dzieci zobrazowane jako naiwni przechodnie – pokryte cieniem czarno-białe figury zanurzone w mrocznej, pełnej niebezpieczeństw rzeczywistości. Dziewczynka, której balon w kształcie serca porywa wiatr, gaworzący bobas budujący z klocków wieżę układającą się w napis „Kill” („Zabij”), dziecko z balonikiem w kształcie litery O dopełniającej wyraz NO FUTURE, poparzona napalmem Kim Phuc (szablon bazujący na słynnej fotografii Nicka Uta) trzymana za ręce przez Myszkę Mickey oraz Ronalda McDonalda – każdy z tych dziecięcych bohaterów apeluje o naszą uwagę, pomoc i poczucie odpowiedzialności.

Obok tworzenia poważnych, refleksyjnych dzieł, Banksy bawi się ostrzem satyry, chętnie ośmieszając ludzkie przywary poprzez wykorzystywanie szablonów przedstawiających zantropomorfizowane małpy lub szczury. Szczególną sympatią darzy gryzonie, za których pomocą ilustruje niższy, bardziej zwierzęcy aspekt człowieczeństwa. Równocześnie szczur staje się symboliczną reprezentacją twórcy graffiti. Obaj są przecież sprytni, niekochani, niemożliwi do wyrugowania. W dodatku sprawiają wrażenie, że potrafią być w wielu miejscach jednocześnie. I co najważniejsze – nie mają szacunku dla tak zwanych autorytetów.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Dialogiczność oraz kontekstualność sztuki Banksy’ego znajduje swoje dopełnienie w precyzyjnie przemyślanej prowokacji. W 2005 roku artysta zamieścił kilka „poprawionych” obrazów w nowojorskim Musem of Modern Art, Metropolitan Museum of Art czy Brooklyn Museum. W Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej pozostawił eksponat o nazwie „Banksus Militus Ratus”, przedstawiający wypchanego szczura w stroju grafficiarza trzymającego w łapce puszkę farby użytej do napisania zdania „Our Time Will Come” („Nasz czas nadejdzie”). W 2006 roku artysta przebrał dmuchaną lalkę w pomarańczowy strój więźnia Guantanamo Bay, umieszczając ją w sercu kalifornijskiego Disneylandu. Dwa lata wcześniej stworzył serię dziesięciofuntowych banknotów z wizerunkiem księżnej Diany, sygnowanych logiem „Banksy of England”, które następnie rzucił w tłum podczas Notting Hill Carnival. Podobno nie zabrakło chętnych do upłynnienia trefnej waluty w okolicznych sklepach…

Będąc zadeklarowanym aktywistą, Banksy niesie swoje pacyfistyczne przesłanie daleko poza granice Albionu. W 2006 roku w Palestynie ofiarą jego artystycznej partyzantki padł fragment 680-kilometrowego muru oddzielającego Izrael od Autonomii Palestyńskiej. Banksy namalował w sumie dziewięć obrazów po palestyńskiej stronie zachodniego muru granicznego, z których jeden przedstawiał drabinę sięgającą szczytu muru, inny – dziecko, które zabawkową łopatką wykopało dziurę w ścianie, jeszcze inny – bawiące się dzieci, a nad nimi otwór, przez który przebijała wizja raju rodem z turystycznych katalogów. Graffiti ukazujące znak lawety zabierającej czołg, oglądana przez celownik niewidocznego snajpera gołębica w kamizelce kuloodpornej niosąca w dziobie gałązkę oliwną czy sylwetka dziewczynki unoszonej ponad mur przez wiązankę balonów – to dowody na to, że ilustracyjny dowcip Banksy’ego łączy się z zadumą nad istotą cierpienia, prześladowań i politycznych gier, w których nie ma zwycięzców.

Ale angielski król graffiti nie wzdraga się także przed zleceniami o charakterze komercyjnym. Wykonał kilka zamówień dla Greenpeace’u, przygotował projekty okładek płyt formacji Monk & Canatella oraz zespołu Blur, jak również dwie czołówki dwudziestego drugiego sezonu serialu animowanego „The Simpsons”. Niemniej rogata dusza kontestatora nie pozwala o sobie zapomnieć. Cztery lata temu artysta podmienił pięćset sztuk debiutanckiego album Paris Hilton w blisko pięćdziesięciu sklepach muzycznych w Wielkiej Brytanii, zostawiając w zamian spreparowane krążki ze sparodiowanymi remiksami utworów oraz ze zmienioną okładką. Kawałki nosiły takie tytuły jak „Why Am I Famous” („Dlaczego jestem sławna?”) czy „What Have I Done” („Co takiego zrobiłam?”), natomiast okładka płyty została poddana obróbce cyfrowej, tak, aby piosenkarka wyglądała na nagą. W środku znajdowały się za to fotografie Paris z doklejoną głową psa czy fotki przedstawiające „artystkę” wysiadającą z luksusowego samochodu w dzielnicy bezdomnych. Trudno o bardziej dosadną krytykę fenomenu celebrytów znanych z tego, że są znani.

Czarny kapturek i francuski imitator

W tym roku Banksy udowodnił, że jest artystą prawdziwie wszechstronnym. Debiutując jako reżyser stylizowanego na dokument „Wyjścia przez sklep z pamiątkami”, nazywanego czasem „pierwszym w świecie filmem katastroficznym o sztuce ulicy”, pokazał zaskakujący obraz świata street artu widzianego z perspektywy francuskiego imigranta, Thierry’ego Guetty – właściciela butiku i filmowca-amatora w jednej osobie. Przypominający swym wyglądem postać rodem z filmów Emira Kusturicy Guetta z prawdziwą pasją rejestruje przy pomocy camcordera niemalże każdą chwilę swojego życia, tworząc tym samym gigantyczną audiowizualną kronikę. Jednak prawdziwa przygoda Thierry’ego zaczyna się w momencie, gdy decyduje się towarzyszyć swojemu kuzynowi – artyście ukrywającemu się pod pseudonimem Space Invader – w emocjonującej podróży przez świat sztuki undergroundu. Wtedy to Thierry poznaje w Los Angeles Sheparda Faireya – renomowanego grafika i miłośnika sztuki szablonu, stając się jego nadwornym kronikarzem, towarzysząc mu na każdym kroku i nagrywając kolejne taśmy na potrzeby wymarzonego filmu poświęconego narodzinom street artu. Jak nietrudno się domyśleć, na drodze rozemocjonowanego Francuza prędzej czy później będzie musiał stanąć zakapturzony Brytyjczyk o nieustalonej tożsamości oraz określonej reputacji. Thierry zostaje przewodnikiem i „opiekunem” Banksy’ego w czasie jego wizyty za oceanem, by później udać się za nim na Wyspy Brytyjskie. Pomimo konsternacji i obaw ze strony przyjaciół, Banksy dopuszcza Thierry’ego do swojego prywatnego świata, motywując go do zakończenia prac nad upragnionym dokumentem. Kiedy jednak „Life Remote Control” jest już gotowy, nikt nie ma wątpliwości, że powstało jedno z najbardziej bełkotliwych dzieł w historii. Na tym nie koniec – Banksy przekonuje bowiem Guettę, aby wykorzystał wiedzę i spostrzeżenia wyniesione z wielogodzinnych obserwacji malarzy graffiti i… został jednym z nich. Tak rodzi się fenomen artysty z przypadku ukrywającego się pod pseudonimem Mr Brainwash.

Brzmi sensacyjnie, prawda? Ale takie właśnie jest „Wyjście przez sklep z pamiątkami”. To utrzymana w formule komediowego dokumentu (wzbogaconego znacząco przerysowaną narracją prowadzoną przez brytyjskiego aktora, Rhysa Ifansa) artystyczna prowokacja, której zasadniczym tematem jest refleksja nad nieodwracalną komercjalizacją sztuki ulicy, podważającą instancję indywidualnego autora. Pozbawiony jakiejkolwiek kontroli i przekonany o swoich możliwościach Mr Brainwash zaczyna snuć prawdziwie barokowe wizje, skrupulatnie realizowane przez projektantów oraz najemnych artystów, by w finale szczelnie wypełnić przestrzeń wystawy „Life is Beautiful”, z miejsca okrzykniętej jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych roku. Nieoczekiwany sukces epigońskiej „sztuki” Guetty zdaje się potwierdzać tezę autora filmu, że w czasach masowej reprodukcji street art na dobre utracił swoją autentyczność. W jednym z wywiadów Banksy przyznał, że „Wyjście przez sklep z pamiątkami” to opowieść o człowieku, który postanowił uchwycić to, czego uchwycić się nie da i w rezultacie poniósł porażkę. Tym „czymś” było oczywiście to, co powstaje bez udziału wszędobylskiej kamery – intymny spektakl rozgrywający się między twórcą, jego dziełem a przypadkowym odbiorcą. Takim spektaklem ma być sztuka ulicy, jej czołowym dramaturgiem zaś niezmiennie pozostaje enigmatyczny buntownik z szablonem w dłoni.
„Wyjście przez sklep z pamiątkami” („Exit Through the Gift Shop”). Scen. i reż.: Banksy. Gatunek: dokumentalny / komedia. Obsada: Banksy, Thierry Guetta, Shepard Fairey. Produkcja: USA / Wielka Brytania 2010, 87 min.