Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (167) / 2010

Katarzyna Szopa,

DOM KOBIET

A A A
W najnowszej powieści Magdaleny Zimniak spotykamy się z nader interesującym konceptem fabularnym, który już od samego początku można odczytywać za pomocą feministycznego klucza. Bowiem „Willa” to opowieść o losach dwóch kobiet żyjących w odrębnych przedziałach czasowych, których historie nakładają się na siebie i stanowią swoiste continuum kobiecej genealogii: życie Marzeny jest przedłużeniem życia Ewy. Ogniwem spajającym staje się właśnie przestrzeń starego domu, a dokładnie maleńka piwniczka zamieszkiwana przez duchy przeszłości. Przedstawione wydarzenia, przefiltrowane przez spojrzenia kobiecych postaci, składają się na bardzo subiektywne i psychologiczne ujęcie relacji płci, a także tworzą swoiste studium władzy. Autorka powieści w konstrukcji postaci sięga po najbardziej sztampowe i najważniejsze dla myśli feministycznej motywy: problem tożsamości, ubezwłasnowolnienia, uzależniających związków z mężczyznami, relacji pomiędzy matką a córką i niemożnością odgrywania narzuconych ról społecznych. I na tym poziomie odczytania powieść nie wypada korzystnie.


Dom zły


Domu z powieści Zimniak z pewnością nie zamieszkują Lary i Penaty, ale duchy przeszłości, które nawiedzają głównych bohaterów: Marzenę i Artura. I tu cała fabuła zaczyna przekraczać granice banału — zło wstępuje w męża, który zamyka żonę w piwnicy, a ta z kolei zaczyna mieć wizje dotyczące prawdziwej historii sprzed lat, historii Ewy i Piotra. Z kolei nawiedzony dom, który nie jest przestrzenią pełną opiekuńczej siły, otoczony aurą tajemniczej zbrodni, momentami przypomina zamczyska z klasycznych powieści grozy (jak to z „Zagłady domu Usherów” chociażby): „To przychodziło w nocy. Czułem nienawiść wypełniającą ten dom, potężną, brutalną i bezwzględną. Nienawiść, która zniszczy wszystko, co napotka na swej drodze. Miałem wrażenie, że podłoga się trzęsie, szyby w oknach drżą, czułem, że jeszcze chwila, a willa eksploduje. Jakiś głos w mojej głowie mówił, żebym uciekał, zanim będzie za późno, bo gruzy przysypią mnie i zmiażdżą”.

Prowadząc prywatne śledztwo i grając idealną żonę (w istocie maltretowaną fizycznie i psychicznie przez męża-celebrytę), główna bohaterka rekonstruuje swoją tożsamość i wypełnia luki w swoim życiorysie. Równolegle do historii Marzeny toczy się narracja opowiadająca o wydarzeniach z przełomu lat 60. i 70., której bohaterką jest Ewa. Autorka dosyć nieudolnie wplata w fabułę powieści ówczesne wydarzenia polityczne i przedstawia zbuntowaną przeciw komunistycznej władzy młodą dziewczynę czyniącą ofiarę z własnego ciała i życia w imię miłości do ukochanego Maćka. Heroiczna bohaterka wychodzi za mąż za partyjnego dygnitarza i zmuszona jest wieść życie u jego boku w ekskluzywnej willi.

Przestrzeń starego domu wydaje się nieoswojona i obca, wręcz dusząca. Zimniak usilnie stara się stworzyć scenerię grozy, pełną tajemnic i kobiecego cierpienia. To właśnie w zamknięciu, pośród czterech ścian toczy się dramatyczna tyrania płci i zniewolenia, której efektem jest mord.


Dom oniryczny


Biegnące dwutorowo odrębne historie zorganizowane są według wyraźnych analogii, jakie dostrzegamy w życiu bohaterek. Obie są nieszczęśliwymi żonami wysoko postawionych mężczyzn, a relacje z nimi są źródłem opresji kobiet. Pomimo usilnych starań autorki, już na początku nie trudno domyślić się, co łączy Ewę i Marzenę. Nie bez powodu harmonijny związek matki i córki zostaje przerwany właśnie przez mężczyzn, którzy za pomocą nieustającej kontroli próbują wpływać na kształtowanie tożsamości swoich żon. Te z kolei posłusznie podporządkowują się męskim wizjom kobiecości. Bowiem postaci tej powieści są niemalże „papierowe”: mężczyźni są oprawcami, a kobiety ich ofiarami, podobnie jak w baśniach o księżniczkach i złych prześladowcach. Nie brakuje też dobrych rycerzy, którzy spieszą na ratunek swym wybrankom, a są nimi Maciek i Robert. Niestety autorce nie udaje się obronić przed romansową stylistyką, a dalsze wydarzenia powieści jedynie potwierdzają ugrzęźnięcie autorki w chwytliwej konwencji.

Nieco naiwne i pretensjonalne wydaje się mistyczne porozumienie córki z duchem zmarłej matki — zupełnie jak w przekształconej wersji baśni o Kopciuszku w wydaniu Angeli Carter, w której to duch zmarłej matki w postaci turkawki czuwa nad losem swojej córki. Marzena porozumiewa się z matką za pomocą sennych wizji, które mają zastąpić brak języka kobiet w dyskursie fallocentrycznym. Porozumienie pomiędzy Ewą i Marzeną nawiązane zostaje w maleńkiej i ciemnej piwniczce, która staje się zarazem symbolem matczynego łona, jak i grobem matki! Pomimo śmierci, która dzieli obie kobiety, odbudowana zostaje relacja matki z córką, a także nawiązana zostaje przyjaźń między kobietami, Ewą i Marysią, w myśl feministycznej idei siostrzeństwa.

Nie brakuje też w powieści klasycznego motywu kobiecego szaleństwa — główna bohaterka zupełnie niesłusznie zostaje zamknięta w szpitalu i poddana leczeniu psychiatrycznemu. Szaleńczy opór Marzeny staje się sprzeciwem wobec zakłamanego języka męża, utrzymanego w tonie patriarchy, a jej ciało, ciało kobiece, przedstawiane jest jako dom, czyli miejsce chore, szalone i nieszczęśliwe.

Maleńka piwniczka staje się zatem w powieści świątynią, miejscem mistycznym, oddzielającym świat żywych od świata umarłych, ale też świat kobiet od świata mężczyzn. W efekcie będzie symbolem zwycięstwa kobiecości, przestrzenią wolności i spokoju.


Dom pamięci


Powieść Zimniak składa się na kilka portretów jednej bohaterki, która, niczym Sherlock Holmes w spódnicy, staje się tropicielką własnej przeszłości. Oprócz wątków kryminalnych i fantastycznych w toku narracji odnajdziemy portret psychologiczny ubezwłasnowolnionej kobiety, portret społeczny, mówiący o powszechności domowej przemocy wobec kobiet, oraz klasyczne studium władzy, które przełożyć można na dwie płaszczyzny: relacja małżeńska jest mikroodbiciem stosunku komunistycznych oprawców wobec uciskanego społeczeństwa.

Główna bohaterka udowadnia, że ma swoją historię, co stanowi clou całej opowieści. Pomimo pomysłowości i udanych rozwiązań fabularnych (dużym plusem jest brak miłosnego happy endu, który wieńczyłby losy obu bohaterek), daleko powieści Zimniak do magicznej dykcji w narracjach Joanny Bator. Stylistyczna powierzchnia narracji w „Willi” bywa monotonna i przewidywalna, a język wręcz razi sztucznością i przesadnym patosem zarówno miłosnych uniesień, jak i scen przemocy.

Na czym polega problematyczność związana z „Willą”? Z jednej strony powieść jest niezwykle wciągająca, ale zwyczajnie nie przekonują wystudiowane motywy i dialogi. Za dużo dramatyzmu, za mało prawdy. Tu nie chciałoby się zamieszkać na dobre.
Magdalena Zimniak: „Willa”. Wydawnictwo JanKa. Pruszków 2010.