Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (167) / 2010

Wioletta Grzegorzewska,

WIERSZE

A A A
Raz, dwa, trzy – król patrzy

siostrze

Dzieci, które bawiły się z nami na łące
po latach nabrały ciała albo go się pozbyły.
Chłopak, ten co na serio zaciągnął się skrętem,
zaczadził się w garażu. Utleniona Aga bierze
insulinę. Jeśli ktoś tam pozostał, skręca z igelitu
choinki. Ty jesteś teraz panią od polskiego.
Ja za Kanałem la Manche jak za zieloną milą
zamieniam świat na Worda. W tle piasek
traci moc formowania. Wino nabiera mocy.
Nasz król bawi się dalej, przerzedza profile,
krążąc coraz bliżej jak cień spadochroniarza.


Anioł z mangów

dla Łukasza

Nie znam hiphopowych empetrójek i gier fabularnych.
Wierzyłam w anioły i w wynalazki profesora Talenta.
Nie potrafię wskrzeszać dotknięciem czarnego dżojstika.
Ja mugol, wierszokletka, siostra z realu wykluczam
istnienie supermanów i magów (nie licząc kilku poetów).

Dla mnie wciąż jesteś małym chłopcem, który szuka
w pokrzywach lilipucich jajek, karmi mleczem króliki,
sadzi w piaskownicy ziarna fasoli, krzycząc na studnię,
która upiera się, że jest dzieckiem w jej odbiciu.

W szpitalu bestia jak z mangów pożerała twoje płytki krwi.
Szkiełka pękały w siatce wybroczyn. Czekałam na cud
anioła – dżojstika, na wynalazek, który wszystko odwróci.




Iskry

„I życia przybywa jak wiosennej wody”
Emil Laine

Kształt podobny do jaskółki uczynił
tę wiosnę, obudził w rynnach utopki.
Poskromiona wueska czekała w stodole
na przypływ mocy, na dyskotekę,
gdzie tutejsze bzykały się z chłopcami
z placu broni. Ty nie przyjechałeś.

Znowu zabrakło węgla. Ziąb trzymał
nas w kupie wokół żeliwnego piecyka.
Dziadek porąbał wszystkie balaski.
Babka omiotła progi święconą palmą.

Przewody iskrzyły. Przybywało wilgoci
pod tynkiem. Piecyk zrzucał patynę.
Pierzyna zapachniała wiatrem.
W niej kotłowały nieopierzone lęki.

Ile jeszcze musi przelać się tej wody,
abyś odżył po kłótni z pijanym ojcem,
gdy kształt podobny do jaskółki spadł
z dachu, zahaczając o transformator?