Wydanie bieżące

15 maja 10 (58) / 2006

Grzegorz Mucha,

ERIC FRIEDLANDER

A A A
„Prowl”. Cryptogramophone, 2006.
Eric Friedlander to jeden z nielicznej grupy wiolonczelistów tworzących wysublimowaną muzykę improwizowaną. Jest artystą mającym za sobą współpracę z prawdziwymi tuzami sceny nowojorskiej. To on był jednym bokiem, obok Marka Feldmana i Grega Cohena, muzycznego trójkąta zwanego Masada String Trio. Współpraca z Johnem Zornem z pewnością miała wpływ na jego twórcze myślenie, ale Friedlander dorobił się całkowicie indywidualnego stylu muzycznego.

Od prawie dziesięciu lat prowadzi własny kwartet Topaz. W jego skład oprócz lidera wchodzi saksofonista Andy Laster, znakomity basista Stomu Takeishi oraz jego brat, perkusista Satoshi Takeishi. Początki grupy sięgają czasu, kiedy to muzyk wspomagał muzycznie swoją żonę – tancerką, uczestniczkę Dance Theater Workshop. Zaczął wtedy pisać muzykę dla potrzeb grupy baletowej. Interesował się funkiem, a zwłaszcza tym z lat 70. Jego ulubionymi wykonawcami byli Headhunters, a nawet Earth Wind & Fire. Dosyć szybko zawiązało się trio z Andy Lasterem i Stomu Takeishim. Po czasie okazało się, że aby osiągnąć założony cel, potrzebna będzie perkusja. I tak za rekomendacją brata do zespołu dołączył Satoshi Takeishi.

„Prowl” to czwarta płyta grupy. Wydaje się, iż inspiracje lidera zdążyły się zmienić. W tej chwili na plan pierwszy wysunęły się rytmy afrykańskie. Mimo to muzyka odbiega w stronę jazzu inspirowanego muzyką kameralną. Jej „afrykańskość” jest bardzo umowna. Wiolonczela ma swoje prawa. Jest to instrument o tak głębokim i soczystym brzmieniu, iż nie sposób go w zespole nie poważać, a zwłaszcza w kwartecie. Friedlander nie narzuca się swoim stylem gry, a nawet sporo miejsca pozostawia pozostałym instrumentalistom. Kompozycje są na tyle przestrzenne, że muzycy mają możliwość pełnej wypowiedzi. Mimo to grają oszczędnie, z wielkim szacunkiem dla dźwięku. Spokojna narracja Lastera na tle precyzyjnej sekcji rytmicznej pozwala delektować się każdym taktem muzyki. Niewiele jest w tej chwili kwartetów na świecie o podobnej stylistyce i na tak wysokim poziomie wykonawczym. Muzyka z płyty „Prowl” daje słuchaczowi kilka rodzajów przyjemności. Pozwala śledzić powolne rozwijanie improwizacji, a także cieszyć się dużą dbałością o brzmienie grupy. Dla mnie każda z ośmiu zawartych na płycie kompozycji opowiada inną historię. Łączy je miejsce akcji, którą jest wielka metropolia.