Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (168) / 2010

Magda Jeziorek,

„SZARADA” DO ROZWIĄZANIA

A A A
„Szarada” (1963) Stanleya Donena nasuwa dość oczywiste skojarzenia z filmem czy literaturą szpiegowską – trochę Hitchcocka, Jamesa Bonda, Fredericka Forsytha, może nawet prześmiewczy cień Herkulesa Poirot w osobie inspektora policji. Szpiedzy, agenci, detektywi, oszuści i ich przyjaciele spotykają się w podejrzanym i podejrzliwym światku rozpisanym na szczegóły przez scenarzystę, Petera Stone’a. Kolorowa i dynamiczna czołówka z muzyką Henry’ego Manciniego obiecuje nam akcję, zagadkę i romans. Otrzymujemy to wszystko wraz z seksownym duetem Hepburn / Grant, zabawnymi dialogami i tym, co obecnie w starych kryminałach na ogół nas śmieszy – począwszy od przerażających telefonów w środku nocy, na protezie ręki zakończonej hakiem skończywszy.

Akcja filmu rozpoczyna się od morderstwa. Martwe ciało Charlesa Lamperta wśród mroku i mgły wypada z pociągu. Żona ofiary, Reggie, dziedziczy po nim kilku dziwacznych znajomych i torbę wartą 250 000 dolarów. Dziwaczni znajomi pokazują się na pogrzebie: pierwszy – nerwowy, niski okularnik – kicha na złożonego w trumnie Charlesa; drugi przykłada lusterko do jego nosa, składając jednocześnie z teksańskim akcentem kondolencje żonie; trzeci maszeruje wojskowym krokiem przez kościół po to, by wbić denatowi igłę w rękę i to w dodatku ze sporą satysfakcją. Biorąc pod uwagę fakt, że sam Charles był szczęśliwym posiadaczem niejednego paszportu, do samego końca nie wiemy, kto jest kim, komu ufać ani kto zabił. Wątpliwości narastają zwłaszcza wtedy, gdy na scenę wkraczają Walter Matthau podający się za ambasadora Stanów Zjednoczonych oraz przystojny, uprzejmy i tak spokojny, że prawie znudzony Cary Grant jako czarujący Peter / Alexander / Adam / Brian.

W samym centrum odziana w stroje od Givenchy stoi przerażona Audrey Hepburn, nerwowo i z monstrualnym apetytem pochłaniająca kolejne porcje jedzenia, które nie wpływają rzecz jasna na jej figurę. Co ciekawe, to wokół postaci kobiecej rozwija się fabuła – Reggie Lampert jest główną bohaterką, osią konstrukcyjną filmu. Jest to zabieg rzadko spotykany w filmach tego gatunku. Wiemy tylko tyle, ile wie ona i tylko z nią jesteśmy się w stanie utożsamiać, o ile nie mamy słabości do groźnych typów w beżowych płaszczach z protezami kończyn. Kolejne morderstwa podsycają wątpliwości widza, a odważne jak na tamte czasy zbliżenia ciał ofiar wzbudzają pożądany dreszczyk. Jednocześnie pani Lampert wydaje się bardzo świadoma schematu opowieści, w której bierze udział: „To zawsze osoba, której nie podejrzewasz” – sygnalizuje Peterowi, spacerując po malowniczym brzegu Sekwany, wspominając Gene’a Kelly’ego i wsuwając waniliowo-czekoladowe lody. Wzór na lekki thriller: słodkie, straszne i śmieszne w idealnych proporcjach. I chociaż Stone posługuje się znanymi skądinąd tropami, należy przyznać, że zakończenie nadal przyjemnie zaskakuje, a wszyscy (nie) żyją długo i szczęśliwie.

Mancini stworzył niezwykłe dzieło w dziele. Jego ścieżka dźwiękowa do „Szarady” jest wystarczająco mocna jako samodzielny album. W filmie staje się płynnym komentarzem – jeden temat muzyczny zmienia się z romantycznego w groźny, sygnalizując zagubienie, tajemnicę, zagadkę. Te same nuty za sprawą prostej aranżacji w jednej scenie stanowią tło miłosnych wyznań, by po chwili stać się sygnałem zagrożenia i wyrazem lęku. Kompozytor łączy gatunki, przemycając pomiędzy obrazami walczyki, mambo, akordeonowe dźwięki francuskiej karuzeli, wzorowe basy i gwałtowne uderzenia instrumentów w scenach zaskoczenia, połączonych z nagłymi zbliżeniami. Ostatni element śmiało wrzucimy do wspomnianego już worka śmiesznostek, zaraz obok starego hotelu, w którym toczy się część akcji, pościgu w metrze i kulminacyjnej sceny w opuszczonym teatrze. A przecież każda z nich pasuje do kryminalno-romantycznej układanki, zwanej przez niektórych czarną komedią.

Oglądając film, którego akcja toczy się w tak fotogenicznym mieście, zadajemy sobie pytanie: dlaczego Paryż? Skoro realizatorzy poskąpili nam pięknych ujęć europejskiej stolicy, decydując się zamiast tego na prezentowanie mieszkań, barów, wind, budek telefonicznych i hoteli, to równie dobrze mogłoby to być każde inne miasto, w każdym innym kraju. Dostajemy jedynie mnóstwo ciasnych pomieszczeń, z których ciężko się wydostać. Paryż, miasto kochanków, staje się siedliskiem przestępców, oszustów i zła. Operator Charles Lang, eksponując drzwi, zamki, okna i korytarze, tworzy znajomy, ale nadal duszny i nieprzyjemny labirynt niewiadomych. Geograficzna szarada: takiego Paryża nie znamy i nie chcemy. Romantyczna kolacja Reggie i Alexandra ma miejsce na pokładzie bateau mouche – statek w ciągłym ruchu, rozjaśniony setkami lampek, wyróżnia się na tle ciemnego, obcego miasta, nie będąc do końca jego częścią. Reflektory oświetlające kolejne całujące się pary na brzegu zostawiają resztę świata w ciemności. Nie wiemy, co kryje Paryż. Nie wiemy, co kryją bohaterowie. Miejsce akcji to mieszanina sentymentów i zagrożenia, zupełnie jak w przypadku relacji dwojga głównych bohaterów.

Reggie i Peter spotykają się po raz pierwszy w pięknej, chłodnej scenerii Alp. Uwodzenie jest w tym filmie pierwiastkiem kobiecym. To bohaterka Audrey Hepburn goni za romansem, a jej wybranek komentuje niewłaściwą różnicę wieku i wypowiada słowo „przestań” częściej niż to konieczne. Stało się tak za namową Cary’ego Granta, nieczującego się swobodnie w roli mężczyzny podrywającego kobietę, która mogłaby być jego córką. Na szczęście z treści filmu nie jesteśmy w stanie wyczytać jego obaw. Wiek nie ma żadnego znaczenia w przypadku tej pierwszorzędnej pary wplątanej w szpiegowsko-romantyczną grę. Cary Grant robi wszystko i jeszcze więcej – toczy walki na dachu, bierze prysznic w garniturze, biega, tańczy, stroi miny, wszystko na dystyngowaną i stoicką modłę. Hepburn staje się przy nim bardziej kobieca, filuterna i sympatyczna.

„Szarada” była opisywana jako hitchcockowski film, którego Hitchcock nigdy nie nakręcił. Rzeczywiście, można ją porównać z niektórymi jego dziełami, takimi jak „Północ, północny zachód” czy „Vertigo”, zwłaszcza że twórcy „Szarady”, podobnie jak mistrz suspensu, pokazują się nam w krótkim cameo: w windzie ambasady Stanów Zjednoczonych Peter Stone wspomina partyjkę pokera głosem Stanleya Donena. Stone daje nam jednak coś jeszcze – ironię i lekkość humorystycznego scenariusza. Dzięki temu klasyczne who is who, wraz z oklepanymi dziś chwytami narracyjnymi, ogląda się nawet przyjemniej niż poważniejsze przykłady kina espionage.
„Szarada” („Charade”). Reż.: Stanley Donen. Scen.: Peter Stone. Obsada: Audrey Hepburn, Cary Grant, Walter Matthau i in. Gatunek: czarna komedia / film sensacyjny. Produkcja: USA 1963, 113 min.