Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (170) / 2011

Przemysław Pieniążek,

BEZ HAMULCÓW

A A A
W 2001 roku pociąg towarowy o numerze CSX8888 (nazwany później „szalonymi ósemkami”) na skutek nieroztropności maszynisty, który opuścił lokomotywę, pokładając zbyt wielką ufność we właściwe ustawienie hamulca dynamicznego, samoczynnie wyjechał z macierzystej stacji w Walbridge, rozpoczynając kilkugodzinny kurs torami północnozachodniego Ohio. Niepokój dyspozytorni, a później także opinii publicznej, niezwłocznie poinformowanej o przypadku przez media, wzbudzał fakt, że w dwóch zbiornikach dołączonych do widmowego składu znajdował się stopiony fenol – toksyczna substancja wykorzystywana przy produkcji farb, która w przypadku katastrofy kolejowej mogłaby zainicjować szereg reakcji chemicznych niepozostających bez wpływu na życie okolicznych mieszkańców.

Kiedy próby kontrolowanego wykolejenia mknącego z prędkością siedemdziesięciu sześciu kilometrów na godzinę pociągu nie przyniosły rezultatów, tak samo jak starania policji w odstrzeleniu jego zaworu paliwowego, wszyscy zaczęli rozważać konsekwencje najczarniejszego scenariusza. A raczej: prawie wszyscy, wszak w pościg za elektrycznym zbiegiem ruszyła lokomotywa o numerze Q63615, na której pokładzie znajdowali się mechanik kolejowy z trzydziestojednoletnim stażem oraz młody konduktor.

Posiadający rzecz jasna szczęśliwe zakończenie przypadek „szalonych ósemek” wydaje się potwierdzać regułę, że najlepsze scenariusze pisze samo życie, obsadzając w rolach bohaterów zwykłych z pozoru ludzi. Dlatego nie dziwi to, że tematem zainteresował się brytyjski filmowiec Tony Scott – jeden z nielicznych autorów w ramach komercyjnego kina akcji, często wybierający na protagonistów nieprzejawiające (początkowo) „heroicznego potencjału” jednostki, które wrzucone zostają w epicentrum nieprawdopodobnych zdarzeń.

Taki był Clarence Worley (Christian Slater) z „Prawdziwego romansu” (1993) – entuzjasta kina i sztuki komiksu marzący o wielkiej, prawdziwej miłości, który próbując wyciągnąć ze szponów kryminalnej przeszłości piękną Alabamę Whitman (Patricia Arquette), wplątał się w wyjątkowo krwawą kabałę. Taki był oskarżony o morderstwo, wiodący dotąd harmonijny żywot, prawnik Robert Clayton Dean (Will Smith) z filmu „Wróg publiczny” (1998), walczący o przeżycie w stechnicyzowanym świecie permanentnej inwigilacji. W profil „bohatera z przypadku” wpisuje się także Walter Garber (Denzel Washington) z „Metra strachu” (2009) – oskarżony o przekupstwo wysoko postawiony pracownik kolei podziemnej, który do czasu zakończenia postępowania wyjaśniającego nadzoruje ruch pociągów, by nieoczekiwanie zostać kluczową postacią w mediacjach z bezwzględnymi przestępcami.

Paradygmat zwyczajnych-niezwyczajnych realizuje się także w postaciach głównych bohaterów filmu „Niepowstrzymany”, czyli Franka Barnesa (Denzel Washington) oraz Willa Colsona (Chris Pine). Na pozór dzieli ich wszystko – czarnoskóry Barnes jest wdowcem samotnie wychowującym dwójkę dorastających córek, który większość swojego życia poświęcił kolei. Colson wydaje się jego zaprzeczeniem – młody, wybuchowy i nieopierzony konduktor postrzegany jest przez starszych kolegów jako zło konieczne, zwłaszcza że koligacje z zarządem czynią go praktycznie nietykalnym w niepewnym dla reszty pracowników czasie cięć budżetowych. Jednak także i on ma wiele problemów. Pomimo ewidentnych starań, nie najlepiej funkcjonuje jako odpowiedzialna głowa rodziny, przeżywając wewnętrzne katusze z powodu sądowego zakazu zbliżania się do swojej żony, Darcy (Jessy Schram). W obliczu realnego zagrożenia obaj bohaterowie udowadniają, że potrafią przełamać wzajemne uprzedzenia i połączyć siły w próbie ujarzmienia rozpędzonej nemezis, tworząc tym samym fundament rodzącej się na oczach widzów męskiej przyjaźni.

Pod wieloma względami „Niepowstrzymany” to przykład emocjonującej human story, w której filmowa publicystyka nabiera znamion uniwersalnej przypowieści o tryumfie ludzkiego ducha. Tony Scott po raz kolejny postawił na podwyższającą poziom adrenaliny akcję, przygotowując niemalże reporterski materiał o odpowiednio podrasowanej (w stosunku do przebiegu prawdziwych zdarzeń) dramaturgii. Chociaż film nawet nie zbliża się do estetycznego wysmakowania charakteryzującego na przykład „Człowieka w ogniu” (2004), oprawa wizualna „Niepowstrzymanego” nie przynosi rozczarowania, w czym swój udział mają zdjęcia Bena Seresina oraz typowy dla dzieł Scotta dynamiczny montaż. Szkoda tylko, że najsłabiej w filmie prezentują się aktorzy. Występujący po raz piąty u brytyjskiego reżysera Denzel Washington (panowie mają na koncie współpracę przy technothrillerze „Karmazynowy przypływ”, sensacyjnym dreszczowcu „Człowiek w ogniu”, futurystycznym filmie akcji „Déjà vu” oraz wspominanym już „Metrze strachu”) nie prezentuje niczego nowego, ustępując pola Chrisowi Pine, pamiętnemu kapitanowi Jamesowi T. Kirkowi z odświeżonej przez J.J. Abramsa wersji klasycznego „Star Trek” (2009) oraz Rosario Dawson wcielającej się w rolę Connie Hooper – pracowniczki magistrali żywiołowo sekundującej karkołomnej akcji bohaterów.

„Niepowstrzymany” to przykład rzetelnego połączenia dramatu z kinem akcji, aczkolwiek warto pamiętać, że gdyby nie wprawna ręka utalentowanego rzemieślnika, jakim Tony Scott niewątpliwie jest, podobna produkcja, realizowana mniejszym nakładem finansów oraz bez udziału znanych nazwisk, mogłaby wykoleić się już po pierwszym tygodniu wyświetlania lub utknąć gdzieś na dystrybucyjnej bocznicy. Na szczęście pasażerowie (widzowie) nie doznają w czasie podróży (seansu) deprymujących niedogodności i pomimo drobnych potknięć, z powodzeniem docierają do stacji końcowej z tabliczką „The End”. Zupełnie jak w życiu, prawda?
„Niepowstrzymany” („Unstoppable”). Reż.: Tony Scott. Scen.: Mark Bomback. Obsada: Denzel Washington, Chris Pine, Rosario Dawson, Jessy Schram. Gatunek: dramat / film akcji. Produkcja: USA 2010, 99 min.