Wydanie bieżące

1 lutego 3 (171) / 2011

Michał Paweł Urbaniak,

PANTEON OBCYCH

A A A
Michał Szalonek urodził się w 1966 roku w Katowicach, a lata 1975-2008 spędził w Berlinie. Być może właśnie od tej wzmianki biograficznej należałoby wyjść, szukając zasady łączącej poszczególne opowiadania. Wówczas ten niewielki zbiorek pozornie przypadkowych tekstów stanowiłby świadectwo konfliktów wynikłych z życia na pograniczu krajów, kultur i światopoglądów. Podążając tym tropem, można stwierdzić, że większość opowiadań jest rozpięta pomiędzy dwoma światami, a ich bohaterowie przeważnie zostali naznaczeni piętnem nieprzystosowania, przypisanym w literaturze emigrantom. Jednak wydaje się, że odczytanie tych tekstów wyłącznie poprzez (jakże tutaj wygodny!) klucz biograficzny zręcznie zwodzi, ale w konsekwencji znacznie spłyca wymowę tych utworów. Bo też konflikt między światami w tej prozie nie zawsze rozgrywa się na linii Polska-Niemcy, a emigracja, której podlegają poszczególne postaci, wychodzi poza ramy przypisanego sobie znaczenia.

Szalonek kreuje literacką rzeczywistość w konsekwentnie ciemnych barwach, charakterystycznych dla twórczości Hłaski czy Nowakowskiego. Jego bohaterowie próbują walczyć o szczęście, a przede wszystkim znaleźć swoje miejsce w świecie, jednak są z góry skazani na porażkę. Cieniem na ich jednostkowych losach kładzie się wielka historia, głównie spod znaku II wojny światowej, a także odwieczne – wynikłe przede wszystkim z historii - stereotypy, co utrudnia stworzenie trwałych i wartościowych relacji międzyludzkich. Winne okazują się też mechanizmy społeczne, wedle których bohaterowie zmuszeni są rozgrywać własne życiorysy (na przykład chłop w „Martwej naturze” wedle niepisanego lokalnego prawa musi przekupić proboszcza i kościelnego, aby nie wyszły na jaw perwersyjne grzeszki jego syna). W tych opowiadaniach emigracja rozgrywa się na bardzo wielu płaszczyznach - następuje nie tylko z kraju do kraju (opowiadania „Pokój” czy „Na głodzie”), ale również poprzez przeniesienie do zupełnie innej rzeczywistości (na przykład ze wsi do miasta – „Za chlebem”, czy z przyszłości do przeszłości, jak w „Barykadzie”), a nawet od człowieka do człowieka („Potargany sad”, „Pokój”, „Inside-outside”). Wszystko odbywa się przy zderzeniu własnych marzeń i oczekiwań z rzeczywistością, do której trzeba się dostosować, aby po prostu przeżyć.

Dominującą kategorią jest tutaj jednak nie tyle owa szeroko rozumiana emigracja, co związana z nią odrębność czy też nieprzystawalność jednostki wobec większości. Szalonek dzieli bohaterów każdego z opowiadań na „swoich” i „obcych”. Granica jest przy tym dosyć płynna – „swojak” rychło może okazać się „obcym”, a wszystko pozostaje kwestią mniej lub bardziej odpowiednich wyborów (młodociana nazistka z opowiadania „Potargany sad”, denuncjując sąsiadów, zyskuje sobie przychylność członków Hitler Jugend, a jednocześnie traci miłość matki, Michał w „Pokoju” prowadzi podwójną grę, kiedy nieoficjalnie zaprzyjaźnia się z nie lubianym przez ogół swojej paczki Maxem). Obcość w tej prozie przybiera formę niezmywalnego piętna – zawsze obcym pozostanie przybyły ze Śląska do Niemiec Michał („Pokój”), obcy będzie Obciach tyranizowany przez silniejszych rówieśników („Barykada”), jak i prości wieśniacy zatrudnieni na miejskiej budowie („Za chlebem”). Status obcej na zawsze przypadnie również pięknej Azjatce z penisem („Inside/outside”).

Jednak bohaterowie zmuszeni do częstej weryfikacji swojej tożsamości (jako próbujący się przystosować obcy), zazwyczaj stanowią zagadkę nawet dla siebie samych („Kim ja właściwie jestem? Polakiem Niemcem? Ciągle coś nowego, jak w beczce śmiechu” – skonstatuje narrator „Na głodzie”). Wszyscy nieodmiennie postawieni w konfrontacji z własną tożsamością – kształtują ją, określają, tracą i/lub (nie) godzą się z nią. W tej prozie to właśnie tożsamość staje się zarówno przepustką do świata, jak i przysłowiowym wilczym biletem. W opowiadaniu „Pokój” Max Jagla powie: Stary zabronił przyjaźnić się… z obcokrajowcami… szczególnie z Polakami… wszystkich was… ma złodziei… totalny jobel… na punkcie Żydów, Polaków, Rosjan, Turków… A przede wszystkim Polaków… stereotypy… złodzieje, nieroby, bandyci…”, a Michał usłyszy od ojca: „Nigdy nie zapominaj, że [Niemcy] zabrali dziadka do obozu, a babci kazali we Wiedniu rowy kopać”.

W tej ogólnej walce o tożsamość przegrani są przede wszystkim ci, którzy niejako ją tracą. Max – chełpiący się rzekomym niemieckim rodowodem - zostaje ukarany po wyjawieniu swojego śląskiego pochodzenia. Erotoman w „Inside-outside” po spotkaniu Azjatki z penisem przestaje być stereotypowym „prawdziwym mężczyzną” (takim, który może posiąść każdą kobietę i co więcej – na podobieństwo jakiegoś herosa - zawsze jest taką kobietę w stanie uratować) i w konsekwencji zostaje zdegradowany do postaci niemowlęcia.

Jednocześnie w tych tekstach pojawia się pytanie o możliwość ustabilizowania tożsamości, czy też zyskania tożsamości całkowitej i niezmiennej raz na zawsze. Taka sytuacja (pozornie) zachodzi w „Białej fladze”, gdy mężczyzna podejmując próbę samobójczą „Nareszcie był prawdziwy i wiedział, że wszystko dookoła było nim i był we wszystkim naraz i na zawsze już będzie”. Jednak skok z balkonu nie przynosi śmierci, a w poincie utworu ocalony bohater przypłaca odkrycie tajemnicy scalonej tożsamości utratą wzroku.

Te opowiadania tylko pozornie stanowią nieuporządkowany zbiór, a ich prostota także jest zwodnicza. Szalonek przedstawia cały kalejdoskop zwyczajnych zdarzeń – wizytę kościelnego w wiejskim domu, rodzącą się z początkowej niechęci przyjaźń dwóch chłopców, romans dziewczyny z rannym żołnierzem, permanentne przegrywanie w salonie gier, perfidny wyzysk pracowników, mechanizm zdrady czy znęcanie się nad słabszymi, nieudane samobójstwo. Jednak te proste historie szybko odsłaniają swoje drugie dno, a każda z nich otwiera się na różne interpretacje (na przykład w relacji Maxa i Michała, posługując się teoriami Germana Ritza, można dopatrzeć się inklinacji homoseksualnych, co jeszcze bardziej pogłębia konflikt w „Pokoju”). Bohaterowie zostają postawieni wobec niejednoznacznych sytuacji, a ich mocno kontrowersyjne wybory zazwyczaj rodzą pytania o kondycję moralną człowieka w dzisiejszym świecie.

Utwory te zaskakują również pod względem formalnym. Katowicki pisarz całkiem sprawnie prowadzi akcję każdego z nich, dobrze operuje suspensem i umiejętnie stopniuje napięcie, nie pozwalając sobie na choćby jedno zbędne słowo. Stworzone przez niego postaci są przekonujące i wyraziste (choć często naszkicowane zaledwie kilkoma literackimi kreskami), a dialogi uderzają naturalnością. Szalonek sięga po rozmaite typy powieści (romansowa, kryminalna, sensacyjna, psychologiczna, inicjacyjna, historyczna, przygodowa) i niejednokrotnie przekształca je w zaskakujący sposób. Posługuje się przy tym nie tylko różnymi odmianami języka (jest tu miejsce zarówno dla dosadnego naturalizmu, onirycznych wtrętów, jak i pięknej, prawie poetyckiej frazy, czy wreszcie brawurowo używanej śląskiej gwary, którą Szalonek szafuje równie płynnie, co choćby Wojciech Kuczok), ale i gotowymi schematami (widać to zwłaszcza w pointach: grzech syna w „Martwej naturze” okazuje się również grzechem ojca, w „Pokoju” ziejący nienawiścią do Polaków Jagla ukrywa w rezydencji śląski skansen, oszukani robotnicy z „Za chlebem” sami oszukują, a próba samobójcza w „Białej fladze” koniec końców nie udaje się), jak i wręcz wyświechtanymi rekwizytami (w „Potarganym sadzie” pojawia się świeczka gasnąca w chwili śmierci bohaterki). Jednak nawet jeśli zastosowane przez niego rozwiązania fabularne są w pewnym sensie wtórne, to również pozostają dla tych opowiadań nieodzowne. Innymi słowy, Szalonek może i bazuje na już nieco zwietrzałych elementach, ale robi to w taki sposób, że – mówiąc nieco kolokwialnie – stare jest nadal jare, a tej prozie nie da się nic zarzucić.

W tych ośmiu krótkich opowiadaniach czyha wiele pułapek, dlatego nie można się dać zwieść ani pozornej prostocie, ani emigracyjnej tematyce. Pod płaszczykiem zwyczajności kryją się złożone i prawdziwie dramatyczne historie, a między wierszami pospolitych życiorysów – bezowocne próby odnalezienia samego siebie w nieprzyjaznym świecie. Być może Szalonek zostanie postawiony wśród piewców śląskiej ziemi (choćby poprzez obecność w jego utworach tamtejszej gwary czy istotnego motywu śląskiej tożsamości), bądź też – mówiąc z przymrużeniem oka - wśród wieszczów marnotrawnych, którzy powrócili z obczyzny. Czy jednak takie zaszufladkowanie nie zamknie tekstów tego obiecującego prozaika na inne odczytania? Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że nie.
Michał Szalonek: „Opowiadania”. Instytut Mikołowski. Mikołów 2010.