Wydanie bieżące

1 lutego 3 (171) / 2011

Grzegorz Mucha,

ŚWIATŁO ODBITE

A A A
Gavin Harrison & 05Ric “Circles”. KScope 2010.
Od jakiegoś czasu coraz większą aktywność przejawiają muzycy reprezentujący coś na kształt fali wtórnej. Mam na myśli instrumentalistów rockowych, którzy swoim żmudnym na ogół uporem i pewnym talentem, dołączyli do znanych artystów głównej fali ambitnego rocka.

Rock zaczął się coraz bardziej powtarzać, a jego powtarzalność tworzą sprawni i często nieźle wręcz wyedukowani muzycy. Najbardziej znanymi reprezentantami owej fali wtórnej są m.in. Theo Travis, Jakko Jakszyk, czy Gavin Harrison. Celowo wymieniłem muzyków angielskich, którzy w jakiś sposób są dziś kojarzeni z Robertem Frippem.

Harrison stał się nawet, po latach grania z artystami tak różnymi jak Iggy Pop, Dave Stewart z Barbarą Gaskin, Sarah Jane Morris, czy Porcupine Tree, członkiem King Crimson. Jest perkusistą z upodobaniem do gęstego grania.

W ubiegłym roku wraz wokalistą i basistą, ukrywającym się pod pseudonimem 05Ric, zrealizował nagranie „Circles”. Jest to już druga płyta obu muzyków. Poprzednia nosiła tytuł „Drop”. Spotykam się z opinią, iż jest to niezwykle zgrabne połączenie intrygującego głosu, ciekawych linii basu z niepokojącą perkusją. Jestem odwrotnego zdania, gdyż śpiew Rica uważam za zbyt nachalnie wzorowany na Bowiem, a w stylu gry na basie dosłuchać się można, zmarłego niedawno, Micka Karna. Rytmy Harrisona są mocno zapętlone, ale z każdym kolejnym utworem wydaje się ich przybywać, co jest jedynie dowodem zmęczenia uszu. Obaj muzycy cierpią na nadmiar, choć stylistyka muzyczna jest raczej oszczędna. Jest to swoisty paradoks, jakich w tej muzyce wiele. Łączy ona bowiem elementy crimsonowskie, nowofalowe z… jazzowymi. Kompozycje nierzadko rozbijane są średnio frapującymi fragmentami improwizowanymi (gitara, klawisze).

Wydaje mi się, że należy jednak ową muzykę zauważać, gdyż stanowi ona rodzaj kontynuacji pewnego eklektycznego myślenia o rocku, jaki zapoczątkowano pod koniec lat 60. Nie jest to przy tym odmiana rocka neoprogresywnego z jego nieodłącznym patosem. Obrana przez muzyków stylistyka unika zadęcia, ale ich wygórowane ambicje instrumentalne, nie pozwalają im na zachowanie umiaru.

Mimo wad, warto zapoznać się z tą propozycją, zwłaszcza, że są to muzycy, którzy, jak już wspomniałem, wdarli się pomiędzy starszych i uznanych kolegów. Wątpię jednak aby byli w stanie podtrzymać tamten, wciąż wykrawający własną przestrzeń, blask czystego dźwięku. Są raczej jak niedawno odkryte, odbijające światło, małe planety.