ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (172) / 2011

Piotr Bieroń,

WAMPIRY TAKIE JAK MY

A A A
Wyobraźcie sobie taką sytuację: przygotowujecie razem z kolegą ważną prezentację dla szefa. Praca zostaje ciepło przyjęta przez przełożonego. Aby to uczcić, idziecie po południu na drinka. Wchodzicie do pubu, siadacie przy barze. Gdy barman pyta, co podać, prosicie o piwo, podczas gdy wasz przyjaciel zamawia butelkę… krwi. Barman bez mrugnięcia okiem przyjmuje zamówienie. Stawia na stoliku kufel piwa i butelkę krwi (uprzednio podgrzaną, wszak krew najlepiej smakuje na ciepło), nie wykazując ani odrobiny konsternacji. Was zresztą też to nie dziwi. Wiecie przecież, że wasz kolega jest wampirem. Nie ma w tym nic zaskakującego. Prawda?

W świecie „Czystej krwi” tego typu sytuacje są na porządku dziennym. Alan Ball, scenarzysta „American Beauty” (1999) oraz twórca jednego z najbardziej uznanych seriali obyczajowych w dziejach telewizji – „Sześciu stóp pod ziemią”, tym razem postanowił opowiedzieć historię zupełnie innego rodzaju. Oto pewnego dnia wampiry oficjalnie ogłaszają światu swe istnienie i zaczynają żyć pośród ludzi. Umożliwia to japoński wynalazek, pozwalający na produkcję butelkowanej krwi syntetycznej (grupa do wyboru). Krwiopijcy nie muszą już zatem zabijać ludzi; mogą funkcjonować jak normalni, praworządni obywatele. Przynajmniej w teorii.

W tym szalonym świecie żyje Sookie Stackhouse (Anna Paquin). Dziewczyna mieszka w niewielkim miasteczku Bon Temps w stanie Luizjana i pracuje jako kelnerka w najpopularniejszej (i chyba zresztą jedynej) restauracji w okolicy – barze „U Merlotte’a”. Ale Sookie nie jest zwykłą dziewczyną. Ma zdolności telepatyczne – słyszy myśli innych ludzi. I cierpi z tego powodu katusze, nie potrafi bowiem „wyłączać” swojego daru, a ciągłe wysłuchiwanie myśli innych potrafi przyprawić o ból głowy (o niewesołych refleksjach na temat rasy ludzkiej nie wspominając). Pewnego dnia próg baru przekracza Bill Compton (Stephen Moyer), wampir z Południa, który właśnie wraca w rodzinne strony. Bill i Sookie szybko przypadną sobie nawzajem do gustu, a ich sympatia przekształci się w coś znacznie głębszego… Jednak sielanka zbyt długo trwać nie może, a pojawienie się wampira w do tej pory spokojnej i bogobojnej mieścinie będzie miało poważne konsekwencje.

Z książki na (mały) ekran

„Czysta krew” jest kolejną obok „Dextera” czy „Pamiętników wampirów” produkcją opartą na bestsellerowej serii powieści. Cykl książek o Sookie Stackhouse autorstwa Charlaine Harris łączy w sobie wiele zdawałoby się sprzecznych motywów: groza i makabra zestawiona została tu z humorem, romantyczna miłość z mocną erotyką, a wątki obyczajowe z fantastycznymi. Jednakże powieści Harris trudno uznać za udane. Pomysł na fabułę, owszem, jest intrygujący i aż prosi się o ciekawe przedstawienie, ale książki nie tylko nie są zbyt wciągające, ale i w dodatku kiepsko napisane – w prostym (prostackim wręcz) stylu, który może drażnić.

Z serialem rzecz ma się zupełnie inaczej. Tworząc swój najnowszy projekt, Alan Ball zrobił to, co twórcy powstałego dwa lata przed „Czystą krwią” serialu „Dexter”: wziął z literackiego oryginału jedynie to, co interesowało go najbardziej, zmieniając bądź rozbudowując fabułę przy zachowaniu kilku głównych wątków, stanowiących szkielet opowieści. Efektem tej strategii jest serial dużo ciekawszy i bardziej wciągający niż jego literacki pierwowzór.

Mój sąsiad, wampir

Tym, co odróżnia „Czystą krew” od innych produkcji z pogranicza fantastyki i horroru, jest oryginalne podejście do tematu istot i zjawisk nadnaturalnych. Zarówno wampiry, jak i inne tajemnicze stworzenia (których wraz z rozwojem akcji pojawia się coraz więcej) zostały niemal kompletnie zdemitologizowane. W jednym z odcinków pierwszego sezonu wampir Bill stoi na polu golfowym, próbując wbić piłeczkę do dołka. Nagle rozlega się… pukanie do drzwi. Okazuje się, że Bill gra w grę wideo, wyświetlaną na ścianę przez rzutnik. Wampiry nie są już istotami żyjącymi w ukryciu, reprezentującymi tajemnicze aspekty tego świata oraz siły (czasem dobre, zazwyczaj złe), które nim rządzą. Są naszymi sąsiadami i żyją jak normalni (no, prawie) ludzie. Prowadzą życie towarzyskie, chadzają do barów i muszą pracować, by zarabiać na chleb.

W ten sposób „Czysta krew” wpisuje się w stosunkowo nowy trend, polegający na demitologizacji ikon popkultury. Jednym z jego pierwszych przejawów było „Casino Royale” (2006), czyli film o Jamesie Bondzie w odmienionej odsłonie. Pozbawiony zdolności (quasi-)superbohatera i tajnych gadżetów, 007 stał się postacią znacznie bardziej wiarygodną psychologicznie. Jednocześnie pewne stałe elementy filmów o Bondzie zostały zachowane, choć zmodyfikowano je tak, aby pasowały do nowej, poważnej konwencji. W ten sposób postać najsłynniejszego agenta świata została gruntownie odświeżona, pokazana z innej perspektywy oraz ocalona przed popadnięciem w tandetę, do czego zmierzała niczym po równi pochyłej. Podobny los spotkał innych, między innymi Batmana (2005) i Robin Hooda (2010) – wizje tych postaci, zaproponowane przez reżyserów Christophera Nolana i Ridleya Scotta, znacznie się różnią od tych, które oglądaliśmy wcześniej. Batman przestał być nieskazitelnym obrońcą prawa, stając się ponownie neurotykiem, który walcząc z przestępcami, zmaga się przede wszystkim z własnymi słabościami. Robin natomiast został wpisany w szerszy kontekst historyczny, zaś wymuskane oblicza Kevina Costnera („Robin Hood – książę złodziei”, 1991) zastąpiła umęczona twarz Russella Crowe.

Zmiany tego typu są niezbędne z jednego, prostego powodu: aby przetrwać w masowej wyobraźni, postać (tak samo jak gatunek filmowy) musi się zmieniać, dostosowywać do nowych trendów. W dzisiejszych czasach publiczność woli bohaterów realistycznych, posiadających skazy. Nieskazitelni herosi „odchodzą w dal”.

Strach się śmiać

Kolejną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest przynależność gatunkowa „Czystej krwi”. Serial ten przynosi prawdziwy miszmasz konwencji. Mamy tu grozę i makabrę równoważone przez wątki humorystyczne i obyczajowe. Czy oglądamy zatem horror, czy raczej film obyczajowy z motywami fantastycznymi? Serial Balla wydaje się funkcjonować pomiędzy tymi konwencjami. Czyżby więc był to horror komediowo-obyczajowy? Nazwa może wywołać zawrót głowy, ale chyba jest trafna, zwłaszcza że nawet najbardziej drastycznych scen w „Czystej krwi” nie da się traktować całkowicie poważnie. Makabra nawiązuje tu, w sposób w pełni zamierzony, do estetyki campu, czystego kiczu. To, co widzimy na ekranie, zostaje wzięte w ramy umowności, stając się jednocześnie przerysowane i śmieszne, choć jeśli można mówić w tym przypadku o humorze, to jedynie o bardzo czarnym.

To gatunkowe przemieszanie jest po części wynikiem wspomnianej wcześniej demitologizacji – wszak sąsiad wampir jest z natury rzeczy mniej straszny niż okrutny krwiopijca. Twórcy serialu niezwykle umiejętnie rozłożyli ciężar gatunkowy i osiągnęli idealną równowagę między tym, co poważne, a tym, co śmieszne, dzięki czemu „Czysta krew” nie popada w niezamierzoną groteskę czy wręcz tandetę.

Czy jednak celem twórców jest tylko i wyłącznie gra z widzem, polegająca na uruchomianiu różnych gatunkowych schematów? Chyba nie. „Czysta krew” stanowi bowiem zaskakująco aktualny komentarz na temat rzeczywistości. Serial opowiada de facto o współczesnej obyczajowości i to nie tylko amerykańskiej. Postać wampira nabiera tu innego niż w literackiej tradycji znaczenia symbolicznego. Amerykańska Liga Wampirów, walcząca o prawa obywatelskie dla krwiopijców, przypominać może stowarzyszenia homoseksualne zabiegające o prawa gejów i lesbijek. Z kolei organizacja Fellowship of the Sun, przeciwstawiająca się nadaniu wampirom jakichkolwiek przywilejów, jest do złudzenia podobna do skrajnie prawicowych organizacji zwalczających homoseksualizm i powołujących się przy tym na patriotyzm i chrześcijańskie wartości. Powiedzenie „wampiry wyszły z trumien” przywodzi na myśl „wyjście z szafy”, a więc publiczne przyznanie się do swojej orientacji (homo)seksualnej. Jak widać, wampir stal się nie tylko naszym sąsiadem, ale i symbolem mniejszości, przez swoją inność narażonych na nietolerancję.

Co ciekawe, twórca serialu odżegnuje się od tej interpretacji. Nie sposób jednak nie zauważyć w „Czystej krwi” krytyki skrajnego konserwatyzmu, który z jednej strony opiera się na wartościach chrześcijańskich, z drugiej zaś na nienawiści i agresji wobec wszystkiego, co inne, obce. Taka postawa prowadzi do moralnego zakłamania. W porównaniu do niej wampiry wydają się lepsze, są bowiem bardziej naturalne, a przede wszystkim – szczere. Nie wszyscy krwiopijcy przedstawieni w serialu są jednak postaciami pozytywnymi. Przedstawiciele tej rasy także toczą między sobą gry, uprawiają własną politykę. W tym również wydają się paradoksalnie „ludzcy”. I nawet jeśli niektóre ich zwyczaje są dla nas dziwaczne bądź perwersyjne, to czyż tolerancja nie polega na akceptacji Innego, pomimo różnic w obyczajowości i światopoglądzie?
„Czysta krew” („True Blood”). Scen. i reż.: Alan Ball i in. Obsada: Anna Paquin, Stephen Moyer, Alexander Skarsgård. Gatunek: serial. Produkcja: USA 2008-2011, 60 min.