Wydanie bieżące

15 marca 6 (174) / 2011

Magdalena Kłosińska,

ZDZIWIENIE I UTOPIA

A A A
„Alchemia taoizmu” jest jedną z tych pozycji, która na pierwszy rzut oka może wydawać się tylko kolejną inspiracją chińskiej filozofii, bądź łatwo dostępnym przewodnikiem po „skróconej wersji” praktyki rafinowania ludzkiej chi. Jeśli jednak w odpowiedni sposób poprowadzimy naszą lekturę, okaże się, że skrywa ona kilkupoziomową piramidę sensów.

Na pierwszym poziomie czytelnik przechodzi przez studium „Wewnętrznego uśmiechu”. Tego rodzaju medytacja zarówno pod względem lektury, jak i kultywowania podstawowego wyznacznika ścieżki tao zachęca, by zanurzyć się w spontaniczną, nie wymagającą wysiłku czynność. Zgodnie z zaleceniem autora, można ją praktykować, siedząc w ciszy albo angażując się w codzienne działania. „Wewnętrzny uśmiech” stawia nam wyzwanie, abyśmy w nieuwarunkowany sposób zaakceptowali każdy aspekt swojego ciała, umysłu i ducha. Jak powiada parafrazowany wielokrotnie przez Winna Lao Tsy, „Wewnętrzny uśmiech” nie robi nic, a jednak nie pozostawia niczego niewykonanego; wewnętrzna alchemia sprawia, że to, co normalnie wydarza się w ciągu dziesięciu miesięcy codziennego, zewnętrznego życia, teraz może zdarzyć się w czasie dziesięciu minut.

To założenie prowadzi do drugiego poziomu lektury – zjawiska, które można by określić mitologią na łamach ideologii. Taoizm staje się dla tych, którzy go praktykują – w tym dla Winna – mitologią szczęśliwą. Stąd sąd o wpisanym w tę filozofię idealizmie nie jest bynajmniej bezzasadny. Można nawet sądzić, że to właśnie idealizm tao konotuje fundamenty mitologii, a nie odwrotnie. Zgodnie z propagowaną myślą Winna taoizm zachęca do radykalnej otwartości na wszelkie formy życia, bez jakiegokolwiek osądu; a wszystko, czego potrzeba, aby uzyskać dostęp do pola czi to… otwartość na wrodzony impuls do uśmiechu. Przy okazji ujawniają się tutaj podstawowe składowe owego idealizmu – Winn koncentruje doświadczenie taoizmu wokół kondycji człowieka; jego miejsca, jako istoty ludzkiej w świecie w ogóle; interpretuje i doświadcza taoizmu poruszając się wzdłuż linii idealistycznych wyznaczników, jednocześnie lawirując ponad tym, co określilibyśmy mianem signifiant doświadczenia. Nietrudno zauważyć, że w ten sposób autor stara się dokonać niemożliwego. Tao staje się dla Winna już nie mitologią, ale odnalezioną i zrealizowaną utopią. Pytanie tylko – jak udało mu się ją odkryć i opisać, skoro utopii jako takiej przedstawić się nie da? Już z definicji utopia jest nie-re-prezentacyjna, ponieważ nie jest związana z żadnym namacalnym miejscem (w tym sensie „Utopia” Morusa i inne tego typu opisy są faktycznie wyłącznie wizjami utopii, tudzież spisanymi projektami jej wprowadzenia). Odwołując się do pojęcia utopii, można uznać, że tao w książce Winna jest kwestią topologii. Autor stara się przedstawić je przez tekst jako re-prezentację uczuć czy harmonii obranej ścieżki, która wyzwoli z negatywnej energii, oraz przez obraz, a właściwie ryciny symbolizujące to, co słowo w tekście wyznacza. Dlatego w „Alchemii taoizmu”, czytelnik nie odpędzi się od marginaliów tej lektury: począwszy od kaligrafii Czi – słynnego ideogramu, w którym to czi jest metaforą potężnej transformacji, jakiej ulega nasza wewnętrzna energia dzięki praktyce alchemii – przez pochodzącą z dziewiętnastego wieku rycinę, na której adept tao postrzega ludzkie ciało jako mikrokosmos Natury (gdzie w środkowej części stojące dziecko to Jang serca, a w dolnej części została przedstawiona młoda dziewczyna, która symbolizuje Jin, przędząc jedwab ze światła Księżyca i wplatając je w sieć meridianów), aż po najsłynniejszy obraz z wizerunkiem tajemniczego uśmiechu „Mony Lizy”.

Określenie tej wzajemnej zależności pomiędzy obrazami a tekstem wydaje się stanowić u Winna nawiązanie do znanej teorii Jeana Luc-Nancy’ego, który w swojej rozprawie zatytułowanej „Au fond des images” posługuje się terminem oscylacja (drganie, falowanie), oznaczającym w znaczeniu przenośnym wahanie między dwiema danymi możliwościami. W układzie oscylacji, o jaki nam chodzi, w pełni zrozumiały Obraz pokazuje, de-monstruje, Tekst zaś uchyla się od niego, uprawomocniając go, a to, co z kolei Tekst eksponuje, Obraz ustawia i ustanawia; to, co Obraz konfiguruje, Tekst defiguruje; to, co Tekst projektuje, Obraz zniekształca; to, co Obraz maluje, Tekst opisuje.

W ten sposób Winn stara się opisać relację, o której współcześnie chyba nie sposób już opowiedzieć poruszając się po sztywnym, znaczeniowym kanonie. „Alchemia taoizmu” sugeruje, że praktykowany wcześniej związek między obrazem a tekstem typowo literackim (poezja) przybiera ruch contra – nie jest już, odwołując się do Łotmana, wtórnym systemem modelującym, lecz wariacją na temat wybranego obrazu oraz tekstu filozofii kultury. W ten sposób rozprawa Winna ukazuje ciekawą aporię: taoizm jest ostentacyjnie atopiczny i być może dlatego jest to warunek wszelkiej re-prezentacji. A zatem taoizm jest przedmiotem mitologicznego, filozoficznego pragnienia, które pociąga za sobą szereg paradoksów: bytu i niebytu czy choćby przedmiot-podmiot. Tak rozumiana „Alchemia taoizmu” jest jedną z tych pozycji, która będzie starała się utrzymywać czytelnika właśnie w pragnieniu uzyskania pełnej wiedzy od tego, który doświadcza tao. W efekcie podczas lektury będzie on tkwił w ciągłym nie-do-powiedzeniu, nie-spełnieniu, ale i pewnej nie-przedstawialności i przedstawialności zarazem.

Tak obrana strategia obejmuje trzeci poziom typologii lektury. Obszar relacji Obraz – Tekst w „Alchemii taoizmu” sprowadzają czytelnika do strategii, w której musi on trzymać się trzech przestrzennych poziomów: uprzedniości obrazu, uprzedniości tekstu oraz symultaniczności tekstu i obrazu. W świetle tej optyki poruszanie się autora po świecie tao otwiera Tekst książki, potęgując jego signifié. Tożsamość przedstawień obrazu w niniejszej rozprawie można porównać do signifié, które podlega nieustannemu przemieszczaniu – jest ono następstwem nazw. Figurują one tworząc zbiór filozoficzno-kulturowych myśli tao jak w słowniku.

Dlatego też analiza idei tao u Winna nigdy nie kończy się i nie wyczerpuje, a wynikająca z tego nieskończoność języka tworzy dodatkowy system obrazu. Zgodne jest to z myślą Barthesa, według którego opis, z którego składa się obraz, może być postrzegany jako neutralny, literalny, denotowany stan języka; obraz nie jest ani przedmiotem rzeczywistym, ani wyobrażeniowym. Tekst pisany w „Alchemii taoizmu” tworzy pojęcie teoretyczne, które odpowiednio dystansuje czytelnika, Obraz z kolei jest tym, co przybliża i utrzymuje go w zdziwieniu. Można sadzić, że to zdziwienie właśnie jest punktem spajającym wszystkie trzy oblicza lektury tao. Zdziwienie jako jedna z wiodących kategorii poznawczych w antropologii kulturowej jest tutaj fundamentem powziętej przez Winna metody ukazania tao za pośrednictwem studium idei śmiechu i uśmiechu w kulturze. Dla antropologa zdziwienie rodzi się z pokonania niewiedzy. Być może dla autora „Alchemii taoizmu” zdziwienie było tym, co ufundowało cały konstrukt książki.
Michael Winn: „Alchemia taoizmu”. Przełożył Zbigniew Zagajewski. Wydawnictwo A, Kraków 2006.