Wydanie bieżące

15 marca 6 (174) / 2011

Magdalena Piotrowska-Grot,

NIC ZA DARMO

A A A
W dzisiejszym świecie nie ma nic za darmo – do tego potocznego, ale jakże prawdziwego, twierdzenia zdaje się odnosić już sama okładka książki „Ekonomia kultury”. Jak pogodzić te przeciwstawne w świadomości wielu ludzi terminy? „Wrzuć monetę, a my powiemy Ci, jak to zrobić” – zdają się mówić redaktorzy tomu. Jednak nie jest to zadanie proste. Ekonomia – dziedzina oparta na twardych prawach, prognozach, nieraz brutalnej kalkulacji – musi niesłychanie ograniczać szeroko pojętą kulturę i środowisko artystyczne, a co najgorsze: zatapia je w biurokratycznym morzu, odbierając znamiona wolności i niezależności (każdy wszak musi jeść). Ze stromymi brzegami ekonomicznych wymogów próbują mierzyć się autorzy zamieszczonych w omawianej książce tekstów.

Wszystko zaczęło się od projektu 1% na kulturę. Poruszenie tego zagadnienia zdaje się rozpętywać burzę: jedni uważają, że nie jest to konieczne, inni, że niezbędne, niektórzy zaś pokładają w tym pewne nadzieje, choć jednocześnie są przekonani, że niestety niewiele w świecie kultury i sztuki to zmieni. Lista potrzeb w tej dziedzinie życia państwa polskiego (jak i w wielu innych, niestety) zdaje się nie mieć końca, a pozyskane w ten sposób środki to nadal niewiele. Jest jednak nad czym się zastanawiać i nad czym zaczytać, bo, owszem, kwestie podatkowe są może główną inspiracją do rozważań autorów tekstów zamieszczonych w przewodniku „Krytyki Politycznej”, ale nie jest to problem jedyny.

Media publiczne, stacje komercyjne, telewizja, radio, Internet…
Wiele miejsca w książce poświęcone jest zagadnieniu mediów publicznych. Nie sposób nie zgodzić się z dość niepokojącą diagnozą Jacka Żakowskiego, według którego media publiczne nie są instytucją wolną, lecz absolutnie upolitycznioną, media komercyjne coraz bardziej obniżają loty, a jakość prezentowanych przez nie treści pozostawia bardzo wiele do życzenia. Jednocześnie, jak wykazują statystyki, coraz więcej czasu spędzamy przed telewizorem. Odbiornik telewizyjny w wielu domach włączony jest przez cały wolny czas gospodarzy, czyli od godziny piętnastej do późnych godzin nocnych. Telewizje cyfrowe opanowały kanały tematyczne, głównie jednak prezentujące programy zagraniczne, mające niewiele wspólnego z polskimi realiami. Zalewani jesteśmy falą miernych seriali koloryzujących życie i bardzo często promujących niezdrowe zachowania społeczne. Programy, których treść adresowana jest do młodzieży, reprezentują tak niski poziom intelektualny, że nie wiadomo czy powinny budzić śmiech, czy doprowadzać do płaczu – na przykład rodzice wybierający na antenie odpowiedniego chłopaka dla swojej córki, czy ocena przez „szanowną komisję” stroju wybranych nastolatek, krytyka ad personam a nie ad meritum, która prowadzi do publicznie transmitowanych kłótni, płaczu… Słowem: sensacji wydaje się szukać za wszelką cenę, coraz częściej bez uwzględnienia ludzkiej prywatności i godności. Twórcy większości programów preparują pożywkę dla mas, nie chcąc pamiętać, że wśród owych „mas” znajdują się przecież osoby, które bardzo chciałyby otrzymać od współczesnych mediów coś więcej. Pamiętają za to doskonale, że to pozbawiona znamion intelektu rozrywka sprzedaje się najlepiej. Media publiczne powinny przejść gruntowną przemianę, uzupełnić tę lukę, zaoferować program, który uwzględniałby zróżnicowanie społeczne i wiekowe odbiorców, a przy tym przekazywałby dobrej jakości wzorce kulturowe. Obywatelski projekt ustawy medialnej przybliżony w omawianej książce proponuje takie właśnie zróżnicowanie programowe w publicznej telewizji, propagowanie „pozytywnych” postaw i „słusznych” wzorców. Jednak ciężko będzie jednocześnie zachować ciekawość i przyciągnąć widzów, którzy muszą dostać od mediów publicznych coś, co będzie odpowiadało ich gustom, żeby chcieli uiścić, potrzebną na utrzymanie owej instytucji, opłatę abonamentową. Przed twórcami projektu zmian stoją więc jeszcze liczne wyzwania, które niełatwo będzie przezwyciężyć. Dodatkowo bardzo idealistyczną jest wizja, że telewizja będzie propagować dobre postawy i pożądane zachowania społeczne, wśród których powinno się znaleźć między innymi spędzanie zdecydowanie mniejszej ilości godzin na wpatrywanie się w szklany ekran. To, co przede wszystkim przydałoby się nie tylko w mediach publicznych, ale także w stacjach komercyjnych, to rzetelne programy informacyjne – dostosowane do faktycznych potrzeb odbiorców – a także ocena merytoryczna emitowanych programów przed zaserwowaniem ich społeczeństwu.

Krajobraz teatralny
Generalnie teatry w Polsce nie są w sytuacji najgorszej, przeszły pod patronat samorządów i nadal funkcjonują, mimo silnej konkurencji ze strony Internetu czy choćby telewizji. Jednak nienajlepsza jest sytuacja aktorów, bez których teatr nie mógłby przecież funkcjonować, a także, z drugiej strony, tych widzów, którzy chętnie wybraliby się na przedstawienie teatralne, ale zwyczajnie nie pozwalają im na to rodzinne finanse. Przede wszystkim potrzebne są zmiany w organizacjach zajmujących się obroną praw pracowników, ale równie ważne jest zaszczepianie w ludziach miłości do teatru, którego przecież nie da się chyba porównać z żadną inną formą obcowania z kulturą wysoką. Jest to zaniedbywane zwłaszcza w małych miejscowościach, w których teatrów po prostu nie ma. Świadomość jak wiele może człowiekowi dać wyjście do teatru, powinna być przekazywana już w szkole, ludziom młodym, kształtującym dopiero swoje przyzwyczajenia. Ceny biletów też nie powinny odstraszać, choć jak się zdaje od jakiegoś czasu częściej pojawiają się różnego rodzaju promocje i ulgi.

Nowinki niekonwencjonalne
Instytucje kultury w jakikolwiek sposób wspierane jeszcze przez państwo jednak sobie radzą i choć oczywiście stan finansów niektórych z nich jest alarmujący, to jednak w najgorszej sytuacji zdają się być projekty i twórcy nie mieszczące się w ramach konwencji. Wiele takich działań zasługiwałoby na uwagę społeczeństwa, ale najpierw ową uwagę trzeba zwrócić, a reklama – jak wiadomo – nie jest tania. Niestety, żeby móc realizować swoje artystyczne plany i rozwijać się, coś osiągnąć, trzeba znaleźć sponsorów, od których zwykle jest się uzależnionym, niczym renesansowy poeta od nastrojów swojego mecenasa, lub należy po prostu zainwestować własne środki, jeżeli jest się wśród tych szczęśliwców, którzy je posiadają. Oczywiście powstają fundacje wspierające początkujących artystów, ale te z kolei, aby otrzymać jakiekolwiek wsparcie od państwa, muszą osiągnąć niezwykłą biegłość w przewidywaniu, na co będą potrzebne pieniądze, a później niezwykle skrupulatnie wytłumaczyć się z każdej wydanej złotówki, co jest wprawdzie zrozumiałe, jeśli korzysta się z publicznych środków, jednak czasem, jak opisuje to Bogna Świątkowska, zahacza o szaleństwo.

Generalnie przyszłość rysuje się w czarnych barwach: bilety do teatru są dla wielu ludzi za drogie, książki osiągają ceny przekraczające zdrowy rozsądek, co wcale nie wpływa dodatnio na majętność autorów, a raczej ogromnych sieci księgarń naliczających niesłychane marże, młodzi artyści nie mają zbyt wielu szans rozwoju, poziom intelektualny programów telewizyjnych często jest poniżej poziomu krytyki. Ilość problemów do rozwiązania jest zatrważająca, spotyka się to jednak z aktywnym działaniem dużej grupy ludzi ambitnych i świadomych nie tylko samego problemu, ale także jego podłoża. Książka przedstawia bardzo ciekawe rozwiązania i diagnozy, nie wszystkie jednak innowacje możliwe są do zrealizowania w naszym kraju. Nie możemy mierzyć się tą samą miarą, co Amerykanie, Brytyjczycy czy Niemcy. Owszem powinniśmy się uczyć od nich pewnych rozwiązań, jednak najlepsze byłoby stworzenie takich, które odpowiadałyby naszej sytuacji społeczno-kulturowej. Warto zapoznać się w ogóle z wymiarem problemów i zauważyć, że choć 1% przekazany z budżetu państwa na kulturę nie rozwiąże wszystkich problemów, może jednak stanowić on krok w dobrym kierunku.
„Ekonomia kultury. Przewodnik”. Wydawnictwo „Krytyka Polityczna”. Warszawa 2010 [seria: Przewodniki Krytyki Politycznej, t. 22].