ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (175) / 2011

Agnieszka Nęcka,

WYDANIE DRUGIE (NIE)POPRAWIONE

A A A
Życie wymusza na nas nieustanne podejmowanie decyzji. Wybór jednych dróg oznacza rezygnację z innych możliwości. W konsekwencji zwykle jest zatem tak, że zastanawiamy się nad tym, co by było, gdybyśmy postąpili inaczej. Wydaje nam się, że gdybyśmy byli kimś innym i znajdowali się gdzie indziej, nasze życie byłoby lepsze, pełniejsze, bardziej satysfakcjonujące. Taką szansę, szansę na drugie życie, dostaje Trocki (analogie z Lwem Dawidowiczem Bronsteinem nie są przypadkowe) – bohater „Trans-Syberii”, najświeższej powieści Adama Ubertowskiego – który życie rodzinne u boku ukochanej Ewy-Żabci i dwóch synów zamienia na (choć nie do końca wiadomo z jakiego powodu) egzystowanie w bungalowie wśród ludzi z tzw. marginesu. Od tego momentu to właśnie odważny Kirow, sprytny Jeżow i olbrzymi Mołotow (a także bocian Filip) staną się jego rodziną i to właśnie oni pomogą mu zacząć wszystko od nowa. „Mówisz: utraciłem swoje życie. Powiedz sobie: zyskałem życie po raz drugi. Ilu ludzi dostaje taką szansę, by zbudować sobie nowy, wspaniały świat? Zwykle w twoim wieku jest już raz na zawsze ustalone, dzieci do szkoły i na studia, rutyna pracy aż do emerytury z wakacjami raz do roku. Ty możesz ułożyć sobie wszystko jeszcze raz, po swojemu, tak, jak naprawdę byś chciał, bez kompromisów, którym uległeś w poprzednim wcieleniu. Czy to nie jest cudowne? Powiedz sam, czy to jest przekleństwo, czy raczej dar od losu, który powinieneś ucałować jak bryłkę złota otwierającą bramy raju przed stojącym po pas w wodzie, bliskim już zwątpienia poszukiwaczem”.

Trocki wykorzystuje daną mu przez życie okazję i nie tylko ponownie się żeni z dużo młodszą od siebie kobietą (dostając w „pakiecie” z Anną także jej ekscentrycznego ojca – doktora Haffnera), ale dzięki zakupieniu w odpowiednim czasie (tuż przed 1989 rokiem) za bezcen nieruchomości, dorabia się fortuny. I mógłby, jak można by przypuszczać, żyć długo i szczęśliwie, ale i ta sielanka zostaje brutalnie przerwana. Widać happy end nie jest pisany Trockiemu. Dzieje się tak być może dlatego, że jest on reprezentantem generacji rewolucjonistów. Tym bowiem razem Ubertowski rozprawia o pokoleniu, na którego oczach zmieniał się w Polsce system, z komunistycznego na kapitalistyczny. Autor „Szkiców do obrazu batalistycznego” kreśli biografie zarówno tych, którym się udało, jak i tych, którzy ponieśli klęskę. Stąd dwie – zróżnicowane pod względem zapisu – osobne, przeplatające się ze sobą i wzajemnie się dopełniające, narracje. Obok niepotrafiącego odnaleźć się w nowych warunkach społeczno-polityczno-gospodarczych byłego funkcjonariusza Rottera pojawi się choćby starszy syn Trockiego – Piotr, który dorobi się, obstawiając na giełdzie.

Ubertowski w „Trans-Syberii” odtwarza klimat przełomu, sugestywnie pokazując, jak początkowa dezorientacja mieszała się z obawami i radością. Sopocki pisarz przypomina pierwsze reakcje na hamburgery, hipermarkety czy telefony komórkowe, podkreślając, że przemiana realna (transformacja ustrojowa) oznaczała także metamorfozę wewnętrzną, mentalną. Niestety, trzeba przyznać, że autor „Szczególnego przypadku pani Pullmanowej” nie wychodzi poza obiegowe schematy, konwencje i klisze. Wykluczająca przeszłość lub nieumiejętność odnalezienia się w nowej sytuacji, będące głównymi problemami, z jakimi zmagała się generacja „wchodząca” w tzw. przełom, także zostały już na rozmaite sposoby stematyzowane. Podobnie rzecz ma się z narracjami, w których w centrum stawia się problem poszukiwania prawdy o sobie czy trudnego dorastania bez ojca (koncentrującego się nade wszystko na konieczności szybszego dorośnięcia, także pod względem erotycznym). I w tym przypadku Ubertowski nie jest oryginalny. Dość wspomnieć Trockiego, który snuje refleksje w rodzaju: „Co właściwie wiedziałem o sobie, zajęty bez przerwy uleganiem rytuałom? Ile w tym wszystkim było mnie samego, a ile przypadku albo decyzji innych osób?” Nie inaczej jest z Piotrem, który tęskniąc za ojcem, nie akceptuje ojczyma, a gdy Rotter popełnia samobójstwo, tę podwójną stratę wykorzystuje jako wymówkę w szkole.

W „Trans-Syberii” wiele jest ponadto niejasności i niedopowiedzeń. Nie bardzo wiadomo na przykład, dlaczego Annie tak zależało na poznaniu Trockiego lub czy Trocki rzeczywiście miał coś wspólnego z wybuchem zielonego biurowca. Moją wątpliwość budzi także dziwny i nie mający uzasadnienia zapis narracji polegający na niestandardowej delimitacji (wstawianie kropek i znaków zapytania w najmniej spodziewanych miejscach). Podobnie niezrozumiałe są dla mnie przypisy, które – jak można sądzić – miały być „kpiną z konwencji”, ale w „Trans-Syberii” nie mają racji bytu, a jedynie przeszkadzają w lekturze powieści. Ubertowski tłumaczy w nich przykładowo, co kryje się pod słowem płaszczka („Pływające zwierzątko udające dla niepoznaki stary płaszczyk”), psy („Pieszczotliwe określenie stróżów prawa i porządku”) lub dopowiada to, czego nie powiedział narrator w „tekście głównym”, a co jest oczywistą oczywistością („Np. mógłbym mieć na myśli potrzebę duchową”).

Niemniej, najnowszą powieść Ubertowskiego mimo wszystko czyta się z przyjemnością. Autor „Rezydentów” zadbał o to, by jego opowieść była wielowątkowa, dynamiczna, zabawna, choć momentami okazuje się niezwykle stereotypowa. Jednakże dzięki owym „eksperymentom” formalnym przykuwa uwagę. Może być również interpretowana jako swoista przestroga. Po latach, w dramatycznych okolicznościach, Trocki spotyka się z Piotrem. Będąc dla siebie zupełnie obcymi ludźmi, nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Trocki, jak się okazuje, nie jest szczęśliwy. Owo egzystencjalne wydanie drugie nie jest zatem wydaniem drugim poprawionym: „nie było nikogo obok mnie, tylko spóźniony jak zwykle Mołotow i niemowa Filip, teraz znów patrzą na mnie błagalnym wzrokiem, skoczy, nie skoczy, a przecież to wszystko jest już zapisane w moim biznesplanie, zabudżetowane w odpowiednich kolumnach, tylko im się jeszcze wydaje, że jestem w stanie odwrócić kolej losu, skusić się na kiełbasę wyborczą partii obiecującej nową, lepszą przyszłość, ja, który obsługiwałem niejednego króla, widziałem i przeżyłem wszystko, dwie pełne epoki i dwie największe miłości, mogę jednym ruchem ręki bezpowrotnie wymazać siebie lub żyć tylko dla życia, uczynić z trwania cel sam w sobie, odnajdywać szczęście w samej jego istocie, więc”... A może do trzech razy sztuka? Kłopot chyba w tym, że – jak zdaje się sugerować Ubertowski – wszystkie kolejne szanse byłyby zaprzepaszczane. By żyć pełną piersią potrzebna jest umiejętność działania, walki o własne przekonania i racje, branie odpowiedzialności za swoje czyny, a także posiadanie precyzyjnie wytyczonego celu. A o to, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, niezwykle trudno.
Adam Ubertowski: „Trans-Syberia”. Wydawnictwo „FA-art”. Katowice 2010.