Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (175) / 2011

Maciej Duda,

EKONOMIA UWAGI, CZYLI MAJTKI PARIS HILTON KONTRA REFORMA UBEZPIECZEŃ SPOŁECZNYCH

A A A
Głoszenie śmierci gazet nie jest proroctwem ani rewolucyjną hipotezą. Od kilku lat regularnie czytamy wzmianki na temat tego, że kończy się czas słowa drukowanego, a zastępuje je przestrzeń wirtualna, tańsza i mobilniejsza, szybsza i wygodniejsza. Natrafiamy na uwagi specjalistów, którzy twierdzą, że wraz z nastaniem ery Internetu do lamusa odejdą media papierowe i tradycyjne książki. Widzimy, jak większość europejskich i amerykańskich gazet otwiera i rozwija portale, na których przez 24 godziny na dobę umieszcza teksty informacyjne, ich aktualizacje, reportaże filmowe oraz udostępnia nam możliwość natychmiastowego komentarza. Z kolei książki, jeśli w ogóle utrzyma się jakiekolwiek czytelnictwo, mają zostać wyparte przez ebooki. Na szczęście powyższa teza staje się tylko początkiem, hasłem wywoławczym i chwytliwym tytułem eseju Bernarda Pouleta, który jakby na przekór własnemu tytułowi wybrał medium tradycyjne. Swój tekst zamknął w linearnych rozdziałach i opatrzył przypisami. Zestawił prawie trzysta stron faktów i danych, które kompletował, obserwując przemiany zarówno poszczególnych mediów, jak i strukturę całego rynku medialnego oraz ich wzajemne oddziaływanie na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

Głównym aktorem tekstu Pouleta nie jest jednak prasa, lecz Web, rozumiany jako płaszczyzna, która zmieniła strukturę kontaktów, sposób myślenia i zachowania samych użytkowników Internetu. Zdaniem autora „Śmierci gazet i przyszłości informacji” wraz ze zmianą medium przekształceniu uległ sposób postrzegania informacji a co za tym idzie sposób gromadzenia wiedzy i rozumienia świata. Cytując doznania użytkowników sieci oraz studentek i studentów amerykańskich uczelni, autor przekonuje nas, że współczesny odbiorca mediów, informacji, komunikatów nie myśli i nie odbiera ich w sposób linearny. Nie interesuje go poddanie się i podążanie za myślą autora, tylko wyszukiwanie kolejnych informacji, kolejnych tez. U podłoża takiego myślenia nie leży jednak chęć weryfikacji i sprawdzenia, ich potwierdzenia lub zaprzeczenia, lecz ekonomiczne nastawienie na oszczędność czasu. To wymaga prostych i szybkich do przyjęcia komunikatów, które niestety nie idą w parze z kształtowaniem pełnowartościowej informacji i ich profesjonalnym komentarzem. To z kolei staje się powodem zmiany samych nadawców. Do lamusa odchodzi dotychczasowa rola dziennikarza, którego praca nie tylko unieważniona zostaje przez strukturę Webu, ale także przez wcześniejsze kreacyjne działania mediów opierające się na nadużyciach. Zarówno idiom eksperta, jak i legendarna piąta władza zostały poddane weryfikacji dzięki wirtualnej strukturze, która zapewnić ma równy dostęp do zasobów oraz równą możliwość wypowiedzi. Specjalista przegrał z tłumem, który potrafi współdziałać. Doskonałym przykładem takiej współpracy ma być Wikipedia. Niestety teza o współpracy tłumu jest raczej naciągnięta, ponieważ jeśli dokładnie prześledzić narrację Pouleta, to okaże się, że wirtualny tłum jest strukturą niemożliwą, symulakrem symulakru. Zjednoczenie jest tylko pozorne. Polega na prezentowaniu niesprawdzonych i niekonsultowanych wiadomości znalezionych na innych stronach i przeniesionych metodą kopiuj-wklej. Tłum jest pozorny, tak samo jak jego działanie. Nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny i ulega rozproszeniu już w chwil jego ukonstytuowania, ponieważ każdy, kto udziela się w Webie, jest tylko chwilowym avatarem.

Codzienni użytkownicy Webu wcale nie muszą też być i nie są geekami czy nerdami, nie znają się na oprogramowaniu, ani mechanizmach, które rządzą Internetem. Nie zajmuje ich przyczyna, tylko wynik. Dlatego często bezkrytycznie przyjęta możliwość powierzchniowego działania w sieci kształtuje aktywność samych uczestników, których interesuje przede wszystkim szybki dostęp do informacji, możliwość skompletowania zestawu linków, a nie model algorytmu wyznaczający całą strukturę.

Zmianie ulega także forma informacji. Po pierwsze zostaje skrócona, po drugie liczy się szybkość jej podania. Poulet pisze o zmianie newsa w twitte’a, czyli w krótką, opartą na schemacie smsa wiadomość. Taki tekst nie jest traktowany ani jako zajawka, ani jako lid, lecz jako pełnowartościowa informacja. Zmienia się też jego funkcja. Zadaniem takiego tekstu nie jest poinformowanie odbiorcy o tym, co się zdarzyło lub aktualnie dzieje, tylko przyciągnięcie jego uwagi do danej strony, ponieważ najważniejsza jest częstotliwość kliknięć, która wzmaga marketingową siłę wirtualnego medium. Tu dochodzimy do fundamentów tezy Pouleta, który tylko ukazuje to, co intencjonalnie wyczuwamy, a mianowicie zmianę miejsca reklamy i informacji. Pierwsza nie staje się dopełnieniem drugiej, ale druga staje się możliwa dzięki istnieniu tej pierwszej. W skutek takiego przewartościowania media papierowe przestają być rentowne i zamykają swoje redakcje.

Jakąkolwiek konkurencyjność tradycyjnej prasy udaremnia podstawa Webu - algorytm rozszyfrowujący nasze zainteresowania, który działa znacznie szybciej i skuteczniej niż dotychczasowe ankiety. Śledzenie naszych wirtualnych wędrówek oraz dane, które zostawiamy na społecznościowych portalach, pozwalają na idealne określenie naszego konsumenckiego profilu. Z tych danych czerpią z kolei reklamodawcy - nie chcą ryzykować i inwestować w rozpowszechnianie komunikatu, którego adresat w przypadku prasy tradycyjnej jest mniej lub bardziej przypadkowy. Środki dotychczas lokowane u wydawców i koncernów tradycyjnych mediów przechodzą w ręce tych, którzy rozwijają się w sieci.

Internet nie jest jednak tylko narzędziem. Kreatorzy głównych przeglądarek oraz portali społecznościowych chcą w nim widzieć reaktor, który spowoduje, albo już spowodował globalną rewolucję. Jego użytkowanie dawać ma możliwość ulepszenia demokratycznego systemu, w którym każdy ma zyskać rzeczywistą równość i możliwość zaistnienia w wirtualnym świecie. Rewolucyjność owego narzędzia autor „Śmierci gazet” traktuje jednak z przymrużeniem oka. Z pobłażliwością i ironią komentuje organizacje, które wierzą w sprawczą moc Internetu, a konkluzja jego wywodu jest druzgocąca. Francuski dziennikarz udowadnia, iż darmowy, równy i dostępny dla wszystkich Internet już dziś jest niemożliwy. Już dziś dostęp do pełni informacji jest ograniczany, zamykają się struktury poszczególnych portali, które przejęte od prasy codziennej reklamy i płynące z nich zyski wymieniają na opłaty użytkowników, ceniących sobie dostęp do płaszczyzny czystej, wolnej od reklam a przede wszystkim powszechnie niedostępnej.

Wyspecjalizowanie komunikatów reklamowych, ich skrócenie i dopasowanie do indywidualnych, wciąż badanych konsumentów/użytkowników forów społecznościowych oraz kolejnych darmowo dostępnych produktów internetowych rozumieć można jako poboczny wynik aktywności specjalistów kształtujących sieć, których działanie nie było wąsko ukierunkowane na przejęcie komunikatów reklamowych pojawiających się w papierowej, codziennej czy cotygodniowej prasie i czerpanie z tego zysków. Śmierć gazet była lub będzie wynikiem tworzenia nowej struktury, wciąż udoskonalanej sztucznej inteligencji. Projektu utopijnego, niezakończonego. Pojawienie się informacji w strefie Web także nie wynikało z chęci udostępnienia ich potencjalnym fizycznym użytkownikom, tylko z chęci udostępnienia ich sztucznej inteligencji, która skanując zamieszczone w wirtualu treści, staje się bliższa utopijnemu założeniu twórców z Krzemowej Doliny.

Tekst Pouleta wydaje się być budowany na zasadzie kontrastu do opisywanej struktury Webu. Autor w mniej lub bardziej linearny sposób (budując narrację poszczególnych podrozdziałów, często wykorzystuje metodę asocjacji) stara się wyczerpać temat. Nie tylko podać informacje, ale też je odpowiednio ukontekstowić i skomentować. Podtrzymuje zanikającą rolę eksperta, specjalisty. Ujawnia utopijne przekonania twórców Internetu. To wszystko nie ustawia go jednak po przeciwnej stronie barykady. Poulet nie przeciwstawia się opisywanym faktom, zamiast tego chce w nich dostrzegać pewien moment przejściowy, po którym nastąpi powtórzenie wyjściowego stanu rzeczywistości, dziś postrzeganego jako regres. Jedynym przesunięciem będzie zmiana przestrzeni i narzędzi.
Bernard Poulet: „Śmierć gazet i przyszłość informacji”. Przeł. Oskar Hedemann. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2011 [seria: mikrokosmos/makrokosmos].