Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (176) / 2011

Daria Trela,

STUDIUM O ANTY-RAMIE

A A A
W przestrachu przed totalnością

Postmodernistyczna myśl zdaje się oddalać od wszelkich prób unifikacji, a co więcej, można śmiało wnioskować, że odczuwa wielki dyskomfort w zderzeniu z systemami scalającymi. Niech nas nie dziwi ta alergiczna reakcja. Wstępowanie poróżnienia, które dla Lyotarda jest zasadą świat post-, ten wiąże z momentem upadku systemów totalitarnych oraz kompleksowych projektów filozoficznych. Stąd bierze się owo poddanie w wątpliwość, dopuszczenie do głosu wielu rozwiązań, otwarcie na to, co heterogeniczne, porzucenie ram, zamykających „uporządkowany” i sztucznie wykreowany układ, mający rzekomo być obrazem świata. Filozof postmoderny obawia się zwłaszcza prób znalezienia systemu, który zawładnąłby rzeczywistością w sposób totalny, który byłby władny, by odgraniczyć od tego, co zewnętrzne, obramować i – sterroryzować wszystko to, co znajduje się pod jego hegemonią. Jak się okazuje, zamknięcie agory na wielość głosów „zawsze grozi jakimś… holokaustem” (B. Banasiak: „Poróżnienie, albo «zadanie myślenia»”. W: J.-F. Lyotard: „Poróżnienie”. Przeł. B. Banasiak. Kraków 2010, s. XXV). Monizm ów zostaje aktywnie i twórczo negowany w sztukach. Widać to doskonale w praktykach tyczących się (współcześnie najbliższej ludziom) tworów Muzy X. Kino wykształtowało szereg chwytów i technik dezorientacji, rozbijający jedność dzieła. Ich analizą zajął się Andrzej Zalewski i poświęcił tej kwestii książkę: „Strategiczna dezorientacja. Perypetie rozumu w fabularnym filmie postmodernistycznym”. Omawiając istnienie ramy w dziele, zakłada (w perspektywie postmodernistycznej) zawsze akt wyjścia poza ową granicę, przy czym ów akt „przekroczenia ramy” stoi już częstokroć po stronie dopuszczonego do głosu odbiorcy – gdy rama oznacza zespół konwencji świata przedstawionego filmu. Jedność zaczyna zastępować wielość, a totalność dzieła zostaje zanegowana.

Negacja skończoności

Odrzucenie przez współczesność ram, wprowadzenie dzieł w przezroczystą formę zanegowania ograniczoności, przez co nadaje się obrazom charakter dzieł otwartych, zbiega się z postulatem Fisha, by przekształcać dzieła skończone w nieskończone. To programowe odrzucenie ograniczeń, które miałyby okalać i zamykać tekst kultury wewnątrz klamry, jaką tworzy rama. Skończoność zakłada bowiem zamknięcie dyskursu, przez co powracamy do niezręcznej totalności i wynikającego z niej jeszcze bardziej niewygodnego totalitaryzmu. Anty-rama jawi się w tym kontekście jako przestrzeń, umożliwiająca swobodę wypowiedzi, scenę, czy właśnie forum dopuszczające wielogłos. Rama obrazu, zamykając go, scala. Nie pozwala ruszyć tego, co obejmuje i co zamyka wewnątrz. Oto mamy dzieło skończone i stłamszone, które częstokroć funkcjonuje jako jedno wraz ze swoimi okowami. Inną kwestię stanowi sytuacja, w której to właśnie owe okowy zasłaniają swoją formą to, co powinno skupiać na sobie uwagę. System ogranicza, obramowuje i dominuje nad fenomenem. Rama zatrzymuje na sobie wzrok i nie pozwala przedrzeć się dalej lub też – karze patrzeć przez swój pryzmat. Skazani więc jesteśmy na jej zniekształcającą odbiór obecność. Petryfikującej dzieło ramie (uśmiercającej obraz) przeciwstawić należy otwarcie anty-ramy. Jej życie w zasadzie zaczyna się w momencie wstawienia w jej wnętrze pierwszego dzieła. To akt inicjujący, gest fundatorski, który otwiera rozmowę. Anty-rama umożliwia dialog, staje się przestrzenią swobodnej wypowiedzi i szansą dla zaistnienia różnego typu dzieł. Nie jest zarezerwowana dla jednego bytu, nie takie założenie bowiem legło u podstaw jej wykreowania. To możliwość, która otwiera, a nie zamyka byt, uwzględniając zmienność i wielość zawieranych przedstawień. Na ową różnorodność szczególny nacisk kładł właśnie Lyotard, dla którego „żadna ontologia nie jest oczywista” (B. Banasiak: dz. cyt., s. XXIII). Ta forma to uwzględnia. Anty-rama nie zakłada ontologii skończonej.

Fenomen immanencji

Uformowanie anty-ramy, jej przeźroczystość i nieinwazyjność umożliwiają odbiorcy kontakt z dziełem bez pośrednictwa. Nie izoluje mieszczącego się „wewnątrz” wizerunku przed tym, co zewnętrzne. Nieograniczona ramą immanencja zdaje się mieć możliwość eximere (łac. uwolnić, wyjmować; tu: wyjść poza), wykroczenia poza samą siebie i sięgnięcie do obserwatora. Jest nastawiona na bezpośrednią percepcję, przez co dzieło może wreszcie objawić się w pełni, przemówić własnym głosem. Pozbawione okowów dzieło wychodzi ku nam, by nawiązać kontakt i podjąć rozmowę. Powracając jednak do jej wnętrza, warto zwrócić uwagę na to, jak forma ta otwiera się na różnorodność możliwych rozwiązań. Właściwie jest rynkiem, na którym można dopuścić do głosu i dzieła kultury wysokiej, i dzieła kultury popularnej. Pojawia się tam i to co, publiczne (plakat znanego zespołu) lub przeznaczone dla publiki (np. w przypadku wystaw) i to co prywatne, jak powieszone zdjęcie w przestrzeni danej jednostki i – służące tylko jednostce. Nośność anty-ramy objawia się szczególnie w momencie, gdy mieści w sobie zestawienia wielu obrazów. Umożliwia zaistnienie sekwencyjności podobnych wyobrażeń, jak i kolażu. Przypadek zestawień różnorodnych wizerunków, które są efektem pracy konkretnego autora oraz wprowadzenie anty-ramy przez danego człowieka do własnej przestrzeni podkreślają jeszcze jedną, ważną jej rolę. Anty-rama bowiem nie tylko umożliwia dialog z odbiorcą, ale i jest możliwością wypowiedzenia się konkretnego podmiotu.

Creatio ex… – W poszukiwaniu tożsamości

Na koniec przyjrzyjmy się postmodernistycznemu podmiotowi. Okazuje się, że przestrzeń, jaką otwiera konstrukcja bez-ramowości, staje się miejscem, w którym twórca stara się odnaleźć, czy stworzyć swoją tożsamość. Choć strukturalizm chciał uśmiercić autora, ten powraca. Jednakże nie jest to już podmiot silny i jednolity (totalny), na co zwraca uwagę Andrzej Zawadzki w tekście „Autor. Podmiot literacki” (W: „Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy”. Red. M.P. Markowski, R. Nycz. Kraków 2006, s. 245). Powraca w formie niekompletnej, jakby rozchwiany i rozszczepiony wewnętrznie tak jak świat post-, w którym funkcjonuje. Na jego osobowość zaczynają składać się ułomki, wycinki ważnych dla niego z jakichś powodów tekstów kultury, którymi ten stara się siebie zdefiniować. Wyliczenie ich buduje względnie spójny obraz jednostki. „Jestem tym, co czytam, co oglądam. Lubię To, więc To składa się na definicję mojej istoty”. Stąd funkcja anty-ramy, za pomocą której autor opowiada siebie. Możliwość zmienności, jaką zapewnia otwartość anty-ramy sprawia, że podmiot jest w stanie za każdym razem kreować, wstawiać nowy obraz za szybę, a w istocie kreuje też i dopowiada siebie. Czerpiąc z dorobku kultury, sięgając po jej bardziej i mniej znane dzieła, buduje z nich swoją historię. Z tych pobudek wyprowadza je na agorę, zestawia ze sobą, zmienia, a niektóre z czasem usuwa. Każda kolejna przemiana przestrzeni anty-ramy odzwierciedla ruch myśli autora, jest świadectwem i dowodem jego pragnienia dalszego definiowania siebie. Modyfikacje, wielość, wreszcie „kolaż indywidualny” ujawniają wewnętrzny stan podmiotu. Rozszczepienie postmodernistycznego świata jest wprost proporcjonalne do poróżnienienia świata wewnętrznego jednostki. Wyliczenie, jako sposób autodefinicji, ujawnia w istocie akt wyrecytowania przez podmiot tego, co już znane, co zastane – wcześniejsze dzieła, wycinki, cytaty. Postępuje więc analogicznie jak postmodernistyczne formy reprezentacji, które, choć negują jednolitość i stawiają na heterogeniczność, w istocie także bazują na tym, co zostało już niegdyś powiedziane. Często forma wypowiedzi ponowoczesnej jest jedynie kompilacją ułamków dobrze znanych motywów, tu zestawionych i dopuszczonych do głosu. Postmodernizm zapewnia ich dobór i dowolność kompilacji. Postmodernistyczny podmiot to ten, który wybiera i dopasowuje, kierując się potrzebą odnalezienia siebie w rozproszonym świecie. Anty-rama współuczestniczy w akcie definiowania (mającego charakter addytywny), dookreślania siebie przez autora i jest miejscem jego kolejnych inscenizacji (zdążyliśmy już wszak określić mianem forum). Doszliśmy więc do miejsca, gdzie scena te zaczyna odzwierciedlać poróżniony wewnętrznie podmiot, który wystawiając wybrany twór kultury, wystawia na podium za każdym razem i siebie.