Wydanie bieżące

1 maja 9 (177) / 2011

Katarzyna Szopa,

GINĄCE ŚWIATY

A A A
Mogłoby się wydawać, że książek o dalekich podróżach i odległych światach, o zakamarkach różnych kultur, z zarysowanym historycznym tłem, czytaliśmy już wiele. Ale najnowsza książka czeskiej pisarki, Petry Hůlovej, mimo wszystko zaskakuje. „Stacja Tajga” jest opowieścią wyjątkową pod wieloma względami: z jednej strony narracja konstruowana jest w niej na wzór mitycznych opowieści, w których losami bohaterów zdaje się kierować tragiczne fatum, z drugiej zaś strony autorka serwuje nam bogatą galerię osobliwości, konstruując poszczególne opowieści na zasadzie klatek filmowych. Odrębne mini-fabułki, ujęte z perspektywy trzech bohaterów i jednej bohaterki, nadbudowują szkielet powieści i składają się na spójną historię z tragicznym finałem. Hůlová w niezwykle precyzyjny sposób miesza ze sobą te cztery perspektywy, zachowując przy tym dystans poszczególnych językowych stylizacji. Punktem ogniskującym cztery spojrzenia jest charyńska wioska, znajdująca się w samym środku syberyjskiej tajgi.

Wędrowcy

Wszystko zaczyna się od podróży, która staje się niemalże toposem w konstrukcji powieściowych wydarzeń. Potrzeba wyruszenia w podróż i nakręcenia dokumentu o plemiennych zwyczajach na Syberii staje się głównym celem (a raczej nowym hobby) duńskiego przedsiębiorcy. Bowiem Hablund, człowiek beztroski i szczęśliwy, który zrobił dobry interes podczas wojennej zawieruchy, postanawia zasmakować przygód. Oprócz bogatego bagażu turystycznego wyposażony jest w naiwność i dobroduszność. Sześćdziesiąt lat później w ślad za Hablundem wyrusza młody Erske, już nieco bardziej przezorny student antropologii. Oprócz podróżujących Duńczyków jednym z głównych bohaterów jest Fiedia, prowodnik magistrali transsyberyjskiej. Przewrotny los chce, żeby przeznaczeniem i swoistą Itaką tych trzech mężczyzn stał się właśnie Charyń.

Pragnienie podróży jest popędem ku śmierci i afirmacją życia jednocześnie. W budzącej grozę tajdze kryje się właśnie element wzniosłości, który w plemiennym języku powieściowych buraczarzy nazywany jest po prostu „duchem tajgi”. Fiedia „z tego podróżowania przez tajgę nie zrezygnowałby za nic w świecie. Tych dziewięć tysięcy kilometrów z kawałkiem, ile tam tego jest z Moskwy do Władywostoku, znał jak własną kieszeń, lecz dopóki nie zaczęła się tajga, te wciąż takie same dworce oraz skupiska domów, pola i łąki w gruncie rzeczy porządnie go nudziły. (…) Jakby się w tych kilkuset kilometrach zakochał. Czasem miał tyle pracy, że nawet nie mógł się rozkoszować widokami, ale i tak wiedział, że one gdzieś tam są, a gdy tajga za oknem zbyt długo biegła bez niego, stawał się wobec pasażerów opryskliwy. Była czymś, co znał od dzieciństwa. Już wtedy zapierała mu dech w piersiach, a gdy za oknem wschodziło słońce, dostawał gęsiej skórki”.

Erske, Hablund (od którego powieść się zaczyna i na którym się kończy) oraz Fiedia to typowi bohaterowie nomadyczni, których celem jest nieustanne „dochodzenie do siebie” lub nieustanne przekraczanie wszelkich granic. Początkowo pozorne, pragnienie podróży staje się wewnętrzną potrzebą nawet wówczas, kiedy trzeba wędrować przez mroźną tajgę i walczyć o przetrwanie. Pozostali bohaterowie powieści również nieustannie wędrują, jak na przykład Buro, który trudni się wyłapywaniem zbiegów z pobliskich łagrów.

Jest jeszcze druga strona medalu w historii o tułającym się Odysie — wierna Penelopa. Bowiem w powieści Hůlovej, jak u Homera, kobiety wyczekują. Elwira czeka na Fiedię, Saszka i Mariane — na Hablunda. Tyle że Mariane nie jest biernie oczekującą żoną, ale założycielką organizacji, która zajmuje się odszukaniem Hablunda. I wbrew temu, co każda lojalna Penelopa powinna, Mariane przypadkowo wikła się w trudną do nazwania relację z kobietą o imieniu Tania. Jednakże to jej marzenia zostają zepchnięte na dalszy plan, a życie, niczym los tkającej Penelopy, staje się pasmem wyrzeczeń. „Zainteresowania Mariane: kino, książki o tematyce historycznej, wycieczki, publikacje o działalności ruchu kobiecego” i Hablund.

Hůlová z zamierzoną skrupulatnością dba o pierwiastek tajemniczości, podpowiada nam, że gdzieś między wersami kryje się antycypacja tragedii. „Stacja Tajga”, niczym baśń o złym wilku i Czerwonym Kapturku, ukazuje naiwność Europejczyka i skrywane okrucieństwo nie tylko ludzi z tajgi, ale totalitarnego reżimu Związku Radzieckiego. To przede wszystkim opowieść o tym, jak w życie małej wioski wkrada się siła radzieckiej indoktrynacji, dotykając nawet pierwotne plemię buraczarzy.

Odmieńcy


Powieść jest przede wszystkim zapisem doświadczania różnorodności (czy różności, a nawet odmienności). Mamy bowiem do czynienia w strukturze narracyjnej z mieszaniną różnych kultur, z kompilacją kilku porządków: historii i współczesności, polityki i pogańskich wierzeń, a nawet różnych czasoprzestrzeni. I tak jawi nam się cały korowód postaci zepchniętych poza margines „normalności”: odmieńcem jest cudzoziemiec z Danii, więzień z łagru, buraczarskie dziecko, kobiety: Mariane i Tania, trzymające się za ręce na ulicach Kopenhagi. Po charyńskiej wiosce biega szalona Jowaka, zwana po prostu idiotką. Opóźniony w rozwoju Obura ukrywany jest przez rodzinę w szopie w obawie przed wstydem i pogardą ze strony mieszkańców. Z kolei nieopodal, wewnątrz serca tajgi, na wzór ludów pierwotnych żyje plemię zwane przez charyniaków „buraczarzami”. Historie te uwypuklają nieustanne zderzanie się różnych światów: z jednej strony napiętnowanie buraczarskiej wioski przez Rosjan z Charynia, okaleczanie ciał przez okrutnego, miejscowego lekarza, a z drugiej strony świat pełen tabu, sacrum i ducha tajgi. Absurd radzieckiej propagandy i naiwność mieszkańców lasu („Słowo czewapika oznacza ducha tajgi, który napchał sobie brzuch burakami, ewentualnie czerwony płomień komunizmu — w zależności od tego, komu się to tłumaczyło”) . Okrucieństwo, ale i smutna wegetacja.

Być może stąd właśnie wziął się pomysł na tytuł dokumentu, który miał nakręcić główny bohater. Ginące światy syberyjskiej tajgi sytuują się na granicy inności, i tylko każdy, kto jest „spoza”, potrafi dostrzec cierpienie i krzywdę dziejące się wewnątrz charyńskiej enklawy (to właśnie Fiedia, jako przybysz, będzie jedynym, który przeciwstawi się odtrąceniu idiotki i krzywdzie Obury). Znamienne staje się również zakończenie powieści, kiedy to na wioskę napadają oddziały rewolucyjnej armii Beryli, której atak ma pomścić los sponiewieranej siostry, Wasylisy: „Ona była na czele, za nią oddział bezzębnych buraczarzy z zagojonymi poparzeniami i bliznami po ciosach siekierą – przepustkami na wolność, za które, za każdą z nich, miał Bownik przed nimi odpowiedzieć”. Rewolucja, na czele której stoi kobieta, oraz cały korowód okaleczonych postaci, doskonale sytuują się w duchu „inności”.

„Stacja Tajga” jest nie tylko przykładem narracyjnej różnorodności, ale też doświadczeniem przekroczenia wszelkich granic człowieczeństwa. Końcowy akt kanibalizmu, dokonany na Hablundzie przez społeczność charyńskiej wioski, staje się swoistym złamaniem wszelkiego tabu, przekroczeniem sfery sacrum. To opowieść o ginącym człowieczeństwie, historyczny zapis okrucieństwa sowieckiego reżimu, którego konsekwencją była fala głodu. „Stacja Tajga” to nie „Przystanek Alaska” — kresowość tego świata tkwi właśnie w zapomnieniu o jego istnieniu, skazaniu go na pogranicze bytowania.

Skazańcy

Cykliczność powtórzeń i rytmiczność zdarzeń jest główną cechą „ginących światów” syberyjskiej puszczy. Czas zatacza koło i bezwiednie kopiuje wydarzenia z 1949 roku. Charyń jest przestrzenią skonstruowaną podobnie, jak mityczny Prawiek — o wyraźnie wyznaczonych granicach i czasie mierzonym według kolejnych pór roku (w tym przypadku według kolejnej nadchodzącej zimy): „– Czułeś to? – szepnęła idiotka do Hablunda. / – Co? / – Odór ducha tajgi. / – Jak to można poznać? / – Ten zapach przyszedł w porywie chłodu. Jak wtedy gdy rozlejesz na stole herbatę i wypłuczesz w niej wilczą łapę. I te liście skądś tam. Jakby na chwilę było o jedną porę roku mniej. Duch tajgi robi to często, kiedy się ukazuje. Na chwilę zawraca całą jedną porę roku”.

To właśnie kobiety w powieści, wbrew pozorom wiecznego oczekiwania, przekazują za pomocą babskiej gadaniny istotne mądrości. Zajmują niższe miejsce w hierarchii wiejskiej społeczności, opartej na tradycji patriarchalnej, jednakże ich mistyczny związek z naturą jest nieustannie eksponowany — przecież to one przeczuwają nadchodzące tragedie.

Bohaterowie w powieści Hůlovej są skazani na powielanie i kopiowanie losów swoich przodków. Historyczne wydarzenia i zmieniający się ustrój wbrew pozorom nie mają wpływu na życie mieszkańców wioski. Kilkadziesiąt lat po zaginięciu Hablunda ta mała miejscowość pozostaje wciąż tym samym miejscem, z tymi samymi mieszkańcami w młodszym wcieleniu. Można pokusić się o porównanie prozy czeskiej pisarki do narracji Joanny Bator. „Chmurdalia” i „Stacja Tajga” to historie o zapomnianych, na w pół mitycznych krainach, mikrokosmosach, w których czas i historia zataczają koło.

Oparta na legendach i wierzeniach, niesamowita opowieść o doświadczaniu inności, jest jednocześnie tragedią bycia odmieńcem. „Stacja Tajga” jest nie tylko historycznym zapisem wielkiego głodu, który nieustannie dotykał granice Związku Radzieckiego, ale przede wszystkim historią brutalnej kolonizacji plemion, ludów i licznych mniejszości, których tradycje i wierzenia oraz poczucie tożsamości zostały unicestwione. „Zagubiliśmy się, jako plemię zapadaliśmy się w coś” — owo poczucie zagubienia buraczarskiej wspólnoty staje się dominującą metaforą w powieści Hůlovej, określającą również kondycję współczesnego Europejczyka (w powieści ujawnionego w postaci Erskego). Czym innym bowiem jest ten ciągły niepokój wędrujących podmiotów nomadycznych, jak nie poczuciem zagubienia właśnie?
Petra Hůlová: „Stacja Tajga”. Przeł. Piotr Godlewski. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2011 [seria: Don Kichot i Sancho Pansa].