Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (59) / 2006

,

POGODNO

A A A
„Całe życie z wariatami”, Hajle Silesia 2006.
Pogodno, jeden z najbardziej energetycznych koncertowych zespołów w Polsce wydał płytę... koncertową. Szkoda, że nie ma na niej choć jednego wideo, żeby niedowiarków przekonać do zabawy i szaleństwa na koncertach i do wspólnego śpiewania publiczności z grupą. Ale czego nie widać, to słychać, a reszta jest kwestią wyobraźni. Wyobraźni, dzięki której muzyka Pogodno jest zróżnicowana, pozbawiona balastu przynależności do konkretnego gatunku, melodyjna, dobrze zaaranżowana i nie ma się co oszukiwać, wpadająca w ucho.

„Całe życie...” zawiera piętnaście utworów doskonale znanych już z płyt wcześniejszych, w tym bonus track – „Piosenkę o śmiesznym tytule”. Utwór ten pochodzi ze spektaklu teatralnego, do którego zespół przygotował muzykę. I tu bardzo miłe zaskoczenie. Powiedzmy szczerze, że polskie reggae ma się tak do reggae, jak polski blues do bluesa. Pogodno nagrało utwór w konwencji muzyki z Jamajki i jest to rodzynek na miarę znalezienia kulturalnego taksówkarza. „Piosenka...” ma dobre brzmienie. Słychać, że realizatorowi, Adamowi Toczko, nie jest obcy Lee Scratch Perry z jego pojmowaniem roli basu i rytmu, a tekst na szczęście nie traktuje o Babilonie, walce, czy paleniu gandzi. Wibracje tego utworu są jak najbardziej pozytywne, ponieważ powodują uśmiech na twarzy i nie jest to bynajmniej uśmiech cyniczny. Nie chcę deprecjonować tej piosenki, ale dla mnie jest ona przebojem numer jeden nadchodzących wakacji. Bezpretensjonalnym, bujającym, z lekkim, ale nie głupawym tekstem i ze słońcem, którego ponoć tego lata ma być bardzo mało.

Za co można lubić Pogodno? Za otwartość na muzykę, za asymilację różnych gatunków na własny, charakterystyczny sposób, za poczucie humoru i grę słów w tekstach. Za „uśmiech się” na scenie, za dobry kontakt z publicznością i kolorową muzykę, cokolwiek dla kogokolwiek to znaczy, oraz za to, że nie muszą nagrywać hitu na mundial, aby przypomnieć o swoim istnieniu. Dodatkowym atutem zespołu jest kobieta w jego składzie. Ania Brachaczek swoim słodkim, lecz nie przesłodzonym dziewczęcym głosem w uroczy sposób (jak ona to robi?) urozmaica i ubarwia kompozycje pomorsko-śląskiego kolektywu.