Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (59) / 2006

Wojtek Mszyca Jr,

ZNAKOMITA ANNA

A A A
Fot. Daniel Brożek

Przed kilkoma dniami zakończyła się piąta edycja festiwalu muzyki improwizowanej i eksperymentalnej Musica Genera Festival 2006 w Szczecinie. Jak co roku festiwal zgromadził czołowych artystów z całego świata i obfitował w wyjątkowe koncerty, performance i projekcje (pełen program na www.musicagenera.net). Wciąż jeszcze pod silnym wrażeniem i pełen festiwalowych emocji, postanowiłem napisać o jednym z festiwalowych koncertów, który należał do najciekawszych punktów imprezy.

Podczas trzech dni (26-28 maja) odbyło się łącznie kilkanaście koncertów, można było oglądać projekcje filmów i multimedialne instalacje, a wszystko to w wykonaniu artystów z Holandii, Australii, Austrii, Niemiec, Szwajcarii, Hiszpanii, USA, Norwegii i Polski. Wiele z tych wydarzeń na długo zapadnie w pamięć, kilka było naprawdę wybitnych, kilka mniej udanych. Każde zasługuje na opisanie. Jednak w tym miejscu chciałbym przybliżyć występ, który dawał rzadką okazję do posłuchania jednej z najciekawszych i najmniej, niestety, znanych artystek na polskiej scenie muzyki eksperymentalnej. Anna Zaradny, bo o niej myślę, bez wątpienia należy do najodważniejszych i najciekawszych rodzimych improwizatorów. Trudno pogodzić się z całkowitym niemal brakiem nagrań z jej udziałem, co znacznie ogranicza dostęp do jej muzyki. Pozostają wciąż nieliczne (przynajmniej w Polsce) koncerty oraz wyśmienita płyta tria Zaradny/Piotrowicz/Stangl „Can't Illumination”, która jednak pokazuje zaledwie część możliwości Anny.

Podczas tegorocznego festiwalu Musica Genera można było posłuchać Anny w akustycznym trio z Corem Fuhlerem (Holandia) na fortepianie preparowanym oraz Tonym Buckiem (Australia) na perkusji. Zaradny, która posługuje się często również laptopem, tym razem zagrała na saksofonie. Występ tria w sali Opery na Zamku okazał się jednym z najlepszych nie tylko w tym roku, ale w ogóle w historii festiwalu. Było w nim wszystko, co najlepsze w muzyce improwizowanej: fantastyczna paleta brzmień, telepatyczne wręcz porozumienie między muzykami, pełne skupienia słuchanie partnerów i fenomenalna interakcja w zespole. Trio zaprezentowało ten rodzaj improwizacji, w którym nie ma podziału na lidera i sekcję rytmiczną, każdy z muzyków występuje na różnych prawach i bardziej od indywidualnego wkładu liczy się całościowe brzmienie grupy. W poszczególnych, wyraźnie wyodrębnionych częściach koncertu, które sprawiały wrażenie solidnie przemyślanych i zaplanowanych, a przecież były wynikiem spontanicznej improwizacji, muzycy prezentowali bardzo otwarte podejście do brzmienia i technik instrumentalnych. Stworzyli coś na kształt serii następujących po sobie miniatur o zmieniających się barwach i nastrojach. Fuhler preparował instrument za pomocą różnych obiektów umieszczanych we wnętrzu fortepianu, uzyskując krystaliczne, piękne brzmienia. Zaradny również zaprezentowała szeroką paletę technik i brzmień saksofonu, od perkusyjnych niemal efektów po delikatne, hipnotyzujące przestrzenie. Największym objawieniem był dla mnie Tony Buck, być może dlatego, że po raz pierwszy widziałem go na koncercie. Zachwycał nie tylko wirtuozerią i nieprawdopodobną, zdradzającą lata eksperymentów i poszukiwań, pewnością w doborze środków wyrazu. Największe wrażenie robiła jego umiejętność perfekcyjnego zgrania z resztą zespołu, podążania za klimatem muzyki i umiejętnością skierowania muzycznej akcji na nowe tory.
To właśnie Buck zakończył koncert przepiękną, solową, minimalistyczną codą, przypominającą szelest wiatru i szum morskich fal. Koncert pozostawił we mnie – i innych słuchaczach, z którymi miałem okazję wymienić opinie – niezatarte wrażenie. Ponieważ całość była rejestrowana, mam nadzieję, że wcześniej czy później szersza publiczność będzie mogła poznać tę wspaniałą muzykę.
Anna Zaradny, Cor Fuhler i Tony Buck. Musica Genera Festival 2006, 28 maja, Szczecin.