Wydanie bieżące

15 maja 10 (178) / 2011

Andrzej Ciszewski,

HISZPAŃSKA CIUCIUBABKA

A A A
Kiedy w dość zagadkowych okolicznościach rozstaje się z życiem niewidoma Sara, jej bliźniacza siostra, Julia (Belén Rueda) – wbrew woli męża oraz namowom śledczego – próbuje na własną rękę rozwiązać kryminalną szaradę. Sytuację komplikuje jednak fakt, że bohaterka cierpi na to samo schorzenie, co Sara, z rosnącą paniką oczekując chwili, gdy otaczająca ją rzeczywistość na dobre pogrąży się w ciemności. Niestety, na tym nie koniec – otóż Julia czuje, że jest nieustannie śledzona przez tajemniczego i, jak się wkrótce okaże, niebezpiecznego osobnika, którego nikt inny zdaje się nie dostrzegać.

W konfrontacji z „Oczami Julii” słuszne wydaje się przekonanie, że współczesny widz dla własnego dobra powinien być zawsze świadomy marketingowych mechanizmów promocji dzieła filmowego. Teledyskowy trailer, będący amalgamatem najbardziej (czasem jedynych) spektakularnych scen danego filmu, jak również formułka: „Najnowszy film twórcy/twórców…” (w tym miejscu wpisujemy tytuł uruchamiający proces identyfikacji marki oraz wytyczający horyzont potencjalnie spełnionych oczekiwań) są najpopularniejszymi wabikami przykuwającymi uwagę odbiorcy. Niestety, w większości przypadków ich zwodniczą naturę widz rozpoznaje już po rozpoczęciu projekcji właściwego dzieła, trzymając w zaciśniętej dłoni skrawek kupionego biletu i przeklinając (być może po raz kolejny) swoją łatwowierność.

W przypadku filmu Guillema Moralesa ową przynętą miało być nazwisko jednego z producentów „Oczu Julii”, Guillermo del Toro. Meksykańskiego autora zwykło się przecież postrzegać jako jedno z największych artystycznych objawień na mapie filmowego horroru i celuloidowej dark fantasy, zwłaszcza po potwierdzających jego talent produkcjach, takich jak wampiryczny „Cronos” (1993), nastrojowa ghost story „Kręgosłup diabła” (2001) czy poetycki „Labiryntu fauna” (2006). Drugim czynnikiem wróżącym sukces „Oczom Julii” miał być fakt świetnej prosperity hiszpańskiego kina grozy, zdobywającego popularność także poza kontynentem, o czym może świadczyć gotowość amerykańskiego przemysłu filmowego do realizacji kolejnych przeróbek najgłośniejszych horrorów made in Spain. Także polskiemu miłośnikowi horroru nie są obce takie tytuły, jak: „Bezimienni” Jaume Balagueró (1999), „Romasanta” Paco Plazy (2004), „Sierociniec” Juana Antonio Bayony (2007), „REC” duetu Balagueró-Plaza (2007) czy „No-Do. Wezwani” Elio Quirogi (2009).

Niestety, zasadniczym problemem filmu Moralesa jest jego przynależność gatunkowa. „Oczy Julii” są bowiem poprawnie zrealizowanym dreszczowcem, w którym – poza licznymi wstawkami o niewątpliwie onirycznej proweniencji – trudno odnaleźć nadnaturalny kościec tworzący fundament (różnorodnej przecież) twórczości przywoływanego już Guillermo del Toro. To raczej propozycja skierowana do miłośników (nomen omen) włoskiego giallo oraz produkcji sygnowanych nazwiskiem Dario Argento, oferujących mroczne intrygi, jak również ciekawe eksperymenty formalne.

Chociaż w przypadku „Oczu Julii” możliwości fabuły zostały wykorzystane w niewielkim (by nie powiedzieć: uproszczonym) stopniu – przynajmniej w stosunku do utrzymanych w podobnym temacie i tonie dzieł, takich jak: „Doczekać zmroku” Terence’a Younga (1967), „Jennifer 8” Bruce’a Robinsona (1992) czy „Mgnienie” Michaela Apteda (1994) – to na uwagę zasługuje aspekt wizualny hiszpańskiej produkcji. Obok sprawnie budującego dramaturgię montażu oraz subiektywizacji punktów widzenia (widz przyjmuje zarówno perspektywę prześladowcy, jak i tracącej wzrok Julii), Morales wprowadził do świata przedstawionego swego filmu grę świateł i cieni, odpowiedzialną za budowanie napięcia i konstruowanie wrażenia emocjonalnej matni, jak również za kreowanie odrębnej, symbolicznej niemalże przestrzeni, w której dokonuje się transgresyjne doświadczenie bohaterki.

Niewątpliwą zaletą filmu jest solidne aktorstwo. Występująca w podwójnej roli Belén Rueda, znana ze wspominanego już „Sierocińca” oraz „W stronę morza” Alejandro Amenábara (2004), stworzyła wyważoną i wyrazistą kreację, podobnie jak partnerujący jej Lluis Homar („Przerwane objęcia” Pedro Almodóvara), wcielający się w postać męża protagonistki. Także brawurowy występ Pabla Derqui w roli tajemniczego obserwatora Julii ma szansę pozostać w pamięci widzów na dłużej.

Mimo tych atutów, „Oczy Julii” to tylko (kolejny) nastrojowy thriller z obowiązkowym fabularnym twistem w finale, w którym jednak trudno doszukać się oryginalności. Ot, filmowa gra w ciuciubabkę z oczekiwaniami widza, przynosząca umiarkowaną satysfakcję po serii zaskakujących (jak na dzieło tego pokroju) potknięć.
„Oczy Julii” („Los Ojos de Julia”). Scen. i reż.: Guillem Morales. Obsada: Luis Homar, Belén Rueda, Julia Gutiérrez Caba, Pablo Derqui, Daniel Grao, Clara Segura. Gatunek: thriller. Produkcja: Hiszpania 2010, 116 min.