ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (179) / 2011

Aurelia Kostecka,

BEADY EYE

A A A
Beady Eye “Different Gear, Still Speeding”. Beady Eye Records, 2011.
Od wielu lat okręt pod nazwą „Oasis” dryfował po wzburzonych wodach. Zawsze jednak dobijał do portu, zawsze z nowym wydawnictwem. Odkąd na pokładzie zabrakło Noela Gallaghera, załoga postanowiła ostatecznie obrać nowy kurs. Zdaje się, że nostalgiczne patrzenie w przeszłość nie ma już sensu, tym bardziej, że grupa „Beady Eye” dopiero nabiera wiatru w żagle.

Nowa formacja, za sterami której stanął Liam Gallagher, powstała na kanwie legendarnej brytyjskiej grupy Oasis, święcącej największe triumfy w latach 90. Trudno o rewolucyjny debiut muzykom, którzy uzyskali już status gwiazd kultowych. Równie trudno oceniać materiał na płycie, nie odwołując się do ich wcześniejszych dokonań. Na „Different Gear, Still Speeding” można bowiem doszukać się britpopowych inspiracji, jednak sam album to przede wszystkim kolaż dźwięków, które przypadną do gustu miłośnikom rock&rolla oraz melodyjnego, rockowego grania. Produkcję płyty powierzono Stevowi Lillywhite`owi, który znany jest ze współpracy z takimi grupami jak U2, 30 Seconds to Mars czy Travis.

Na utwór promujący nowy album wybrano dynamiczne „Bring the Light” oraz melodyjne „Four Letter Word”, z kolei wydany w postaci singla „The Roller” przywodzi na myśl „Instant Karmę” autorstwa Johna Lennona. W błędzie jest jednak ten, kto uważa, że inspiracja twórczością Lennona jest na płycie regułą. Na „Different Gear, Still Speeding” znaleźć można również psychodeliczne „Wigwam”, nieco popowe „Kill for a Dream” czy „Beatles and Stones” – trochę na beatlesowską modłę, jednak w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zresztą trudno o samym albumie wypowiadać się w sposób negatywny – nie rozczarowuje, jest co najmniej dobry. Wniosek zatem jest jeden: warto było wypływać na muzyczne wody, nawet bez Noela na pokładzie.