Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (180) / 2011

Przemysław Pieniążek,

PŁYNĄC RZEKĄ WSPOMNIEŃ

A A A
W przebogatym dorobku literackim Czesława Miłosza „Dolina Issy” zajmuje szczególne miejsce. U podstaw powstającego w latach 1953-54 utworu (pisanego w Bon nad Lemanem oraz w podparyskim Brie Comte-Robert) leżała bowiem funkcja terapeutyczna, mająca za zadanie przezwyciężyć twórczą niemoc autora oraz ukoić jego duchowy kryzys będący rezultatem emigracyjnych katuszy. Wydana w 1955 roku nakładem Instytutu Literackiego w Paryżu (o)powieść o magicznych czasach dzieciństwa spędzonego na litewskiej wsi doby lat dwudziestych ubiegłego stulecia błyskawicznie zyskała olbrzymią popularność w środowiskach emigracyjnych, urzekając także kolejne pokolenia czytelników poetycką wrażliwością oraz intrygującą formą autobiograficznego eseju.

Powrót do źródeł

Swoistą osią tkanego z refleksów pamięci oraz sensualnych impresji świata jest tytułowa rzeka (mająca swój odpowiednik w litewskiej Niewiaży), której wody nie pozostają bez wpływu na usposobienie ludzi rodzących się nad jej brzegami. Zanurzając się w rzeczywistości kształtowanego przez siebie mitu – owej czasoprzestrzeni sacrum wytyczanej zarówno powtarzającymi się obrzędami religijnymi, jak i działalnością nadprzyrodzonych istot przynależących do lokalnego folkloru – Miłosz powraca do rodowego majątku Szetejnie (w książce przemianowanego na Ginie) pod postacią Tomasza, z trudnością nawiązującego kontakty z innymi ludźmi chłopca, z równym zapałem pochłaniającego znajdujące się w domowej biblioteczce książki podróżnicze oraz francuskie pisma geograficzne, jak i studiującego otaczającą go naturę. Bohater wkracza w tętniące utajonym życiem uniwersum otwierające przed nim szereg inicjacyjnych doświadczeń.

Na zakręcie historii

Osobowość Tomasza w znaczący sposób kształtują otaczający go ludzie, ale także zaludniające przestrzeń doliny Issy diabły i upiory przynależące do porządku znajdującego się poza czasem historycznym. Czasem, warto dodać, którego chłopiec nie jest jeszcze świadomy. Dlatego nie potrafi zrozumieć sytuacji, kiedy to o mały włos nie rozstaje się z życiem, gdy do pokoju wpada granat wymierzony przeciwko polskim panom czy powodów, dla których przyjazd matki – pragnącej zabrać Tomasza do cieszącej się świeżo odzyskaną wolnością Polski – ciągle się opóźnia. Bohater nie ma bowiem pojęcia o politycznych motywacjach swojego ojca, nieprzychylnie patrzącego na kwestię litewskiego oddzielenia. Chłopiec o wiele łatwiej odnajduje się w dominium żywiołów natury, dostrzegając (podobnie jak autor) jej przewagę nad człowiekiem oraz wytyczane przez nią rygorystyczne prawa za nic mające sobie ludzkie pragnienia czy dążenia. Problem ten Miłosz ukazał na przykładzie nawiedzanego przez diabła leśnika Baltazara, daremnie buntującego się przeciwko swojej kondycji, niepotrafiącego zaakceptować poznawczych oraz egzystencjalnych ograniczeń, co w rezultacie sprowadza na niego szaleństwo oraz śmierć.

Kipiel namiętności

Utrzymujące się przez większą część opowieści „niewinne” spojrzenie Tomasza na otaczającą go rzeczywistość w znaczny sposób łagodzi emocjonalny ferment kiełkujących w podświadomości bohatera idei erotyzmu i okrucieństwa. Bohater odkrywa bowiem, że cielesność może także stać się synonimem pokusy, miłości i śmierci. Owa nowo odkryta żądza przybiera postać samobójczyni Magdaleny, nawiedzającej mieszkańców wsi strzygi będącej równocześnie personifikacją kuszącego uroku rzeczy zakazanych.

Dorastanie bohatera wiąże się także z uświadomieniem sobie przez niego ludzkiej skłonności do zła, słabości i dwulicowości, jak i z wysnuciem przypuszczenia, że możliwość zmartwychwstania jest łaską, której nie wszyscy mogą dostąpić. Kończąc znaczący rozdział swojego życia, spędzony w „świecie najlepszym z możliwych”, konsekwentnie pozbawiając się złudzeń co do pokus dorosłości, niejednokrotnie pociągającej za sobą konieczność emocjonalnej mimikry oraz ulegania konwenansom, trzynastoletni bohater opuszcza dolinę Issy, wchodząc w bardziej doczesny i pragmatyczny wymiar egzystencji, w którym – na co ma nadzieję zarówno czytelnik, jak i sam autor – będzie potrafił godnie się odnaleźć.

Znajome refleksy

„Dolina Issy” – pozbawiona sztywno uformowanej dramaturgii, o przefiltrowanej przez dziecięcą wrażliwość i wyobraźnię fabule deprecjonującej logikę rozwoju akcji na rzecz emocjonalnego oglądu przeszłości – od samego początku uchodziła za materiał nienadający się do przełożenia na język filmu. Nieprawdziwość tego założenia udowodnił w 1982 roku Tadeusz Konwicki, twórca z powodzeniem eksplorujący kreacyjne możliwości słowa i obrazu, którego artystyczna wrażliwość wykazywała wiele cech wspólnych z literackim przesłaniem Czesława Miłosza. Fakt ten świetnie ilustrował film „Jak daleko stąd, jak blisko” (1971), dzieło będące – jak trafnie ujął to Tadeusz Lubelski – przykładem filmowego eseju autobiograficznego pozbawionego tradycyjnie rozumianej akcji oraz czasoprzestrzennych ram, przynoszącego syntezę reportażu oraz przesyconej metafizyką fabularnej rekonstrukcji wspomnień z dzieciństwa (Lubelski 2009: 333).

O tym, że Konwicki postanowiło zekranizować „Dolinę Issy”, zadecydowało wiele czynników: podobieństwo losów obu twórców, ich wspólna nostalgia za krajem lat młodości, fascynacja reżysera twórczością Miłosza, jak również namowy ze strony krewnych poety. Próbie adaptacji niezwykle osobistego utworu sprzyjały także okoliczności – wszak w 1980 roku autor „Zniewolonego umysłu” otrzymał literacką Nagrodę Nobla, co według Tadeusza Lubelskiego, otworzyło drogę do aktu „małej ekspiacji” dokonanej przez przedstawiciela rodzimego środowiska artystycznego, które swego czasu odsądzało twórczość i osobę pisarza od czci i wiary (Lubelski 2009: 472). Czy jednak ów akt zadośćuczynienia sprostał pokładanym w nim nadziejom?

Ponowne zanurzenie

Tadeusz Konwicki skoncentrował się na czterech najważniejszych wątkach układających się w spójny, choć mocno odrealniony obraz tytułowego miejsca: obok historii Tomaszka (Maciej Mazurkiewicz), wychowywanego przez babcię Michalinę Surkontową (Danuta Szaflarska) oraz dziadka Kazimierza (Edward Dziewoński), ważnym elementem filmu jest wątek tragicznego w skutkach romansu księdza Peikswy (Tadeusz Bradecki) z Magdaleną (Anna Dymna), jak i jej pozagrobowej aktywności odciskającej piętno na życiu mieszkańców, a także kwestia nieszczęśliwej miłości litewskiej pokojówki Barbary (Maria Pakulnis) do polskiego szlachcica Romualda Bukowskiego (Jerzy Kamas), o którego serce walczy również ciotka Tomaszka, Helena Juchniewicz (Ewa Wiśniewska). Czwartym filarem fabuły jest segment poświęcony Baltazarowi (Krzysztof Gosztyła), który po zabiciu powracającego z niemieckiej niewoli rosyjskiego żołnierza (Bernard Ładysz) pogrąża się w alkoholizmie oraz filozoficznych dysputach z diabłem Niemczykiem (Jerzy Kryszak). Pomimo wybiórczego podejścia do wątków utworu literackiego, autor „Salta” (1965) nie zapomniał o wzbogaceniu filmowego materiału o przegląd staropolskich obyczajów związanych z życiem społecznym, rodzinnym oraz sferą religijną, tworzącą osnowę egzystencji mieszkańców litewskiej prowincji, uwrażliwionych na piękno, bogactwo i wyjątkowość świata natury, silnie skontrastowanego z obszarami zurbanizowanymi, trawionymi rewolucyjno-wojennym niepokojem.

Nowa fala narracji

W tok snutej przez siebie opowieści Konwicki wprowadził autotematyczną ramę, scalającą zmieniające się w kalejdoskopowym trybie oniryczne sekwencje. Tadeusz Lubelski słusznie zauważył, że narrator obecny zarówno w utworze Miłosza, jak i jego adaptacji, koncentruje się na doświadczeniu dziesięcioletniego bohatera. W rzeczywistości jednak pamięć o czasach błogiego dzieciństwa jest dla niego zaledwie punktem wyjścia do rekonstrukcji przeszłości dokonywanej z perspektywy dojrzałego człowieka i spełnionego poety (Lubelski 2009: 472). To właśnie ów punkt widzenia – kontynuuje Lubelski – twórca „Zaduszek” (1961) podporządkował perspektywie „reżysera-adaptatora”, zaznaczającego swoją pozycję w obrębie dzieła wyrazistą sygnaturą, co doskonale podkreśla autotematyczna scena na planie filmowym, gdy w obiektywie kamery odbija się twarz samego reżysera (Lubelski 2009: 472, 473). Wspominany „reżyser-adaptator” staje się równocześnie artystą i czytelnikiem: „(…) kimś, kto zbiera rozmaite obrazy świata i podsłuchuje jego głosy, poddając je rygorowi własnej filmowej konstrukcji, fabularnej i eseistycznej zarazem” (Lubelski 2009: 473).

Czytelnym dowodem na to jest wprowadzenie uniwersalizującej filmowy przekaz formuły narracyjnej, jaką stanowi recytacja w różnorodnej, choć uwspółcześnionej scenerii (cmentarz, plan filmowy czy nowojorska metropolia) wybranych wierszy Miłosza, wśród których można usłyszeć wersety liryków „W mojej Ojczyźnie”, „Z okna”, „Obłoki”, „Twój głos” czy „Tak mało”. Recytatorzy, będący równocześnie odtwórcami filmowych ról, reprezentują różne, także przyszłe pokolenia mieszkańców kowieńskiej Litwy, symbolizując równocześnie zmienne koleje losu naznaczonych piętnem obcości wędrowców, stanowiących przecież zasadniczy element (nie tylko filmowej) twórczości Konwickiego, poruszającej zagadnienie „(…) człowieka w drodze, stale krążącego w wyobraźni między światem dzieciństwa a współczesnym miejscem swego wykorzenienia” (Lubelski 2009: 473).

W głąb doliny Issy

Pierwszoplanowej roli w filmie Konwickiego nie grają jednak ludzie, pełniący w dość umownie naszkicowanej fabule funkcję czysto ornamentalną. Zasadniczym medium przywołującym ducha utworu Czesława Miłosza są niezapomniane zdjęcia autorstwa Jerzego Łukaszewicza, przemieniające malownicze zakątki Suwalszczyzny w nastrojową, senną przestrzeń dziecięcego marzenia (w warstwie wizualnej widoczne są inspiracje pracami Olgi Boznańskiej, Władysława Podkowińskiego czy Maksymiliana Gierymskiego), pulsującą podskórnym rytmem nieokiełznanej natury. Poetycką, melancholijną nutę przynosi także oprawa muzyczna filmu, na którą – obok minimalistycznych pasaży skomponowanych przez Zygmunta Koniecznego – składają się autentyczne przyśpiewki litewskie w wykonaniu ludowych zespołów Dzukija oraz Suduva.

„Dolina Issy” Tadeusza Konwickiego to wyidealizowana panorama bezpowrotnie utraconego świata, przynosząca – podobnie jak jej literacki pierwowzór – refleksję nad zbyt szybkim przemijaniem beztroskiej ufności w świat oraz nieuniknionym kresem niewinnych marzeń w obliczu nadchodzącej dorosłości. Wreszcie, to pełen szacunku, choć niepozbawiony wyraźnego piętna autorskości oraz interpretacyjnej niezależności, dowód uznania złożony nobliście przez jednego z najważniejszych twórców z kręgu rodzimej kinematografii.

LITERATURA:
Tadeusz Lubelski: „Historia kina polskiego. Twórcy, filmy, konteksty”. Videograf II, Chorzów 2009.
„Dolina Issy”. Scen. i reż.: Tadeusz Konwicki. Obsada: Maciej Mazurkiewicz, Tadeusz Bradecki, Anna Dymna, Maria Pakulnis, Olgierd Łukaszewicz, Krzysztof Gosztyła, Bernard Ładysz, Danuta Szaflarska, Ewa Wiśniewska, Edward Dziewoński, Marek Walczewski i in. Gatunek: dramat psychologiczny / film poetycki. Produkcja: Polska 1982, 110 min.